Wszyscy bardzo ucieszyli się z tego, że Ginny jednak postanowiła zostać z nimi.
-Lecę do miasta, muszę cos załatwić, na razie.- Pożegnała się Ginny, po czym pocałowała Harry'ego a Ron również nadstawił policzek.
-A dla braciszka to co?-Zaśmiał się Ron.
-Trochę mamy dużą rodzinę, żeby całować wszystkich przed wyjściem Ron, ale niech ci będzie, że dla ciebie zrobię wyjątek.-Powiedziała Ginny z uśmiechem i cmoknęła go w policzek.
Przez chwilę po jej wyjściu cała ich trójka milczała, zapadła dziwna nieprzenikniona cisza, która rzadko zdarzała się w norze pełnej energii i życia.
-No co?-Zapytał Harry z lekkim zażenowaniem kiedy Ron i Hermiona patrzyli się na niego z promiennymi uśmiechami.
-Ty dobrze wiesz co Harry.-Powiedziała Hermiona.
-Właśnie, pochwal się jak do tego doszło.-Skwitował Ron i Harry pomyślał, że z tą dwójką nie ma rady.-No to jak będzie?-Zapytał Ron z głupkowatym uśmieszkiem i rozsiadł się wygodnie na kanapie klepiąc miejsce obok siebie, aby oni też usiedli.
Hermiona i jej triumfująca mina nie dawały mu spokoju, wiec po chwili kiedy wszyscy już się rozsiedli zaczął:
-Brakowało mi Ginny.-Powiedział przyglądając się swoim stopom i chciał, żeby jego głos zabrzmiał naturalnie bez żadnej nuty, ale mu się nie udało.
-To już wiemy, ale jak zostaliście...no wiesz...-Powiedział Ron. Harry doskonale wiedział co chcą od niego usłyszeć, ale nie do końca wiedział od czego zacząć.
-Nie chciałem, żeby wyjeżdżała. Wczoraj nie umiałem zasnąć więc wstałem i...-Pomyślał, że lepiej będzie jeśli zostawi moment przechodzenia obok sypialni Ginny dla siebie i kiedy przemknęło mu to przez myśl gdzieś w środku uśmiechnął się sam do siebie. I postanowiłem zejść na dół do kuchni, żeby się czegoś napić. Przy okazji narobiłem trochę hałasu i na dół zeszła Ginny, dałem jej opatrzyć ranę a potem...
-Chwila, chwila...-Przerwała mu Hermiona i spojrzała na jego rękę owiniętą bandażem.-Przecież mogłeś ją sobie od razu wyleczyć zaklęciem...-Powiedziała Hermiona a Harry strasznie chciałby, to pytanie nigdy nie zostało rzucone mu pod nogi,ale skoro już padło musi jakoś wybrnąć, gdyby miał powiedzieć prawdę chyba spaliłby się ze wstydu.
-Było ciemno, a ja chyba zostawiłem różdżkę w sypialni.
-Jak możesz być taki nieodpowiedzialny!-Upomniała go Hermiona.
-Daj spokój, on walczył o miłość, chodziło o wyjazd Ginny, poza tym nasz dom jest teraz chyba najbezpieczniejszym miejscem na ziemi, a krytyczne czasy już minęły.-Obronił go Ron.-To na czym skończyłeś stary?-Zapytał i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-No i jakoś tak wyszło, że postanowiłem pozostawić wszystkie sprawy jasne i zaczęliśmy rozmawiać i....
Ron i Hermiona oboje się uśmiechnęli, a Hermiona przytuliła się do Harry'ego.
-Już myślałam, że nie zobaczymy się z Ginny przez długi czas, a jednak zostaje tutaj.
-Powiem wam szczerze, że ja sam na początku sam miałem wielką ochotę zabrać wszystkie manatki i wynosić się jak najdalej, ale tu jest chyba moje miejsce na ziemi, nora jest super.
-No i jesteście znowu parą...-Powiedziała Hermiona.-Ja sama nie chciałabym być na miejscu Ginny, nie wiedziała co będzie z Harry'm a mimo wszystko i tak dawała sobie robić takie rzeczy, że jak kiedyś mi o tym opowiadała to chciało mi się płakać.-Opowiedziała Hermiona a jej twarz nagle jakby posmutniała.
-Ja wolę jej o to nie wypytywać, zresztą i tak pewnie nie chciałaby o tym ze mną rozmawiać, nie wiem jak mogłem ją na to skazać...Od dłuższego czasu zastanawiałem się jakby to było gdybym wziął ją ze sobą, czy to wszystko też byłoby takie skomplikowane?-Zapytał bardziej samego siebie niż innych.
-Dobrze zrobiłeś stary.-Przerwał tę chwilę ciszy.
-To, że nie pozwoliłeś Ginny iść ze sobą, znaczy po prostu, że ci na niej zależy, bardzo.
Harry doskonale zrozumiał słowa powiedziane przez Hermionę, inaczej czy możliwe byłoby to, że czuł bicie jej serca będąc tak daleko...Mimo tego wewnętrznego przemyślenia zdobył się tylko na:
-To prawda.-Uśmiechnął się.
-Tak myśleliśmy z Hermioną.-Powiedział Ron i splótł ręce na piersiach.
-Jestem już!-Usłyszeli głos Ginny z przedpokoju i po chwili weszła do pokoju, w którym siedzieli.-Co robicie?-Zapytała.
-Jak na razie nic ciekawego.-Stwierdził Ron.
-Mama jeszcze śpi?
-Tak, wygląda na bardzo zmęczoną, chyba nie mogła wczoraj zasnąć, bo przejęła się twoim wyjazdem.
-Nie chciałam, żeby ktoś nie spał przez to w nocy.-Kiedy powiedziała te słowa Harry pomyślał o sobie i poczuł jakby te słowa po części zostały skierowane do niego. Czy Ginny mogła się domyślić, że to dlatego nie umiał zasnąć?-Skoro mama jest zmęczona to może zrobimy śniadanie?
-Dobry pomysł.-Powiedział Harry.
-Przynajmniej się na coś przydam.-Rzekł Ron i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ty zawsze jesteś przydatny Ron.-Zaśmiała się Hermiona.
-Taa...chyba do robienia kłopotów.
-To jest chyba bardziej moja dziedzina.-Powiedział Harry.
Cała czwórka zabrała się do pracy i już po zjedzonym śniadaniu zaczęli zastanawiać się nad planowaniem dnia. Ron zajął się sprzątaniem, Harry kończył kawę, a Hermiona siedziała obok Ginny i zaplatała z jej rudych włosów warkocz.
-Co dzisiaj robimy?-Zapytała Hermiona dość donośnym głosem, bo Ron zmywał naczynia i szum wody trochę ją zagłuszał.
-Jak ja chciałabym już móc używać magii jak wy wszyscy.
-Już ci dużo do oczekiwania nie zostało.-Pocieszyła ją Hermiona.
-Ja inaczej wyobrażałem sobie swoje siedemnaste urodziny, ale widocznie musiało być inaczej. I tak biorąc pod uwagę to, że mógłbym być mugolem i siedzieć teraz u Dursley'ów już wole być tym wybrańcem.
-Nie przejmuj się, osiemnastka będzie lepsza.-Powiedział Ron i zrobił łyk swojej kawy.
-No jasne, my już się o to postaramy.-Powiedziała Ginny z dziarskim uśmiechem.
-Wielkie dzięki, ale nie potrzebuję tego, teraz wolałbym unikać wszystkiego co ma jakiś związek z rozgłosem i tak ,,Prorok" i inne czasopisma wystarczająco mnie denerwują. Rozumiem, że to dla nich rewelacja i świetny materiał, ale czasem mam już tego serdecznie dość.
-Nie dziwie ci się.-Przyznała Hermiona nie spuszczając wzroku z jakiejś gazety.
-To ja się może zajmę zmywaniem, te zaklęcia jeszcze nie do końca mi wychodzą.
-Myśleliście nad powrotem do Hogwartu?
-Jak na razie Hogwart to kupa gruzu.-Powiedziała ze smutkiem Ginny.
-Tak jak dom moich rodziców.-Westchnął.
-Odziedziczyłeś go, teraz jest twój.-Stwierdziła Hermiona.
-No tak.
-Zresztą właśnie czytam o tym, że zebrali już wielu chętnych, którzy pomagają w jego odbudowie, według statystyk jeśli będzie im szło tak dobrze do wakacji Hogwart powinien wyglądać tak jak dawniej.-Powiedziała Hermiona przewracając stronę.
-Wiecie w sumie myślałem już od jakiegoś czasu, że muszę się przeprowadzić.-Powiedział Harry.
-Ja też, tylko, że najpierw muszę skończyć siedemnastkę.-Westchnęła Ginny.
-A ty Hermiona co o tym myślisz?-Zapytał Harry.
-Wiele razy robiłeś to, co uważałeś za słuszne i spójrz jak dobrze na tym wyszedłeś.
-No tak, chyba trzeba przemyśleć niektóre sprawy...Robicie dzisiaj coś ciekawego?-Zagadnął Harry.
-Ja idę z Ronem...-Harry z Ginny wymienili spojrzenia i dali im do zrozumienia, że nawet nie muszą kończyć gdzie i po co.
-To fajnie, ja pewnie zostanę w domu ale może poćwiczę quidditcha.
-Ostatnio cały czas ćwiczysz quidditcha.-Odezwał się Ron.
-Lubię to.
-To może pogramy wieczorem?-Zaproponował Harry.
-A co masz takiego do roboty?-Zapytał Ron.
-Chciałbym cos zrobić...zresztą nieważne, niedługo sami zobaczycie.
-No dobrze...-Powiedziała Hermiona.
-Pójdę już do siebie.-Powiedziała Hermiona, wzięła czasopismo pod pachę i wspięła się na schody.
-To ja też już pójdę, bo okaże się, że wyjdziemy po zachodzie słońca.-Powiedział i poszedł za nią Ron.
Gdy byli już na górze Ginny wybuchła krótkim śmiechem i Harry zrobił to samo.
-Ron i Hermiona sa kochani, ale czasem bardzo mnie śmieszą.-Powiedziała Ginny.
-Tak...ale chyba bardzo się cieszą, że jesteśmy razem.
-Martwiłam się, że znowu przez to będziemy się kłócić, ale chyba zrozumiał już przekaz...
-Mam nadzieję...-Powiedział Harry z udawaną przerażoną miną.
-Chyba nie będzie tak źle.-Zaśmiała się Ginny.-Zresztą Ron się chyba teraz zajmie Hermiona a nie tym z kim ja jestem.
-No tak, przykro było mi trochę na nich patrzeć podczas bitwy, bo przypominałem sobie, że ty jesteś gdzieś indziej, daleko...
-Dzięki za to co wczoraj powiedziałeś, nie wiem czy ja umiałabym się tak otworzyć, ale tym razem będzie inaczej, ja też bardzo się o ciebie martwiłam. Miałam kiedyś taki jeden koszmar, który wtedy co chwilę się powtarzał, a chodziło o to, że goni cię chmara śmierciożerców, biegłam za nimi, ale byłam za wolna, kiedy pada śmiertelne zaklęcie prosto w twoje serce krzyczę i zawsze wtedy się budziłam. Nigdy wcześniej nikomu o tym nie mówiłam, ale strasznie mnie to dręczyło i musiałam komus o tym powiedzieć, musiałam o tym powiedzieć tobie.
-Nie wiem co powiedzieć. Zawsze martwisz się o innych, ale nie o siebie...a wiele słyszałem o tym co się działo wtedy w Hogwarcie.
-Wiesz jaki zawsze robiłam błąd kiedy byłam z kims w związku?-Zadała pytanie, ale wcale nie oczekiwała odpowiedzi.-Nie mówiłam wszystkiego co mnie gryzło, nie byłam do końca sobą, tym razem będzie inaczej, bo wiem, że jesteś kimś komu mogę zaufać.
-Możesz mi powiedzieć o wszystkim, zawsze możesz na mnie liczyć.-Harry poczuł wielka potrzebę wypowiedzenia tych słów, muszą sobie ufać. Od dziś to Ginny będzie osobą której mówi wszystko.
-Nie mów jeszcze Hermionie i Ronowi ale chciałbym zacząć odbudowę domu w Dolinie Godryka.
-To świetnie!
-Tak, przede mną sporo roboty, chciałbym zdążyć zrobić to w ciągu wakacji, bo zastanawiam się nad zdaniem owutemów.
-Ja też chciałabym wrócić do Hogwartu, no i...bylibyśmy w jednej klasie.-Powiedziała z uśmiechem.
-No...lepiej już chyba być nie może i chciałem ci jeszcze powiedzieć, że...-Nie dokończył, bo w tym samym momencie usłyszał śmiechy na schodach to byli Ron i Hermiona.
-My już wychodzimy.-Powiedziała roześmiana Hermiona.
-Taak, nas tu nie ma. Nie przeszkadzajcie sobie-Powiedział Ron z trudem powstrzymując śmiech i po chwili on i Hermiona wyszli, a Ginny patrzyła jeszcze chwilę na drzwi z uśmiechem.
-Nie myślałam, że Ron kiedyś będzie...taki romantyczny i w ogóle...
-Chyba dobrze się rozumieją z Hermioną. My jeszcze lepiej.-Dodał po chwili złapał ją w talii, przyciągnął do siebie i odgarnął kosmyk włosów, który wyśliznął się z warkocza i przez chwile patrzyli sobie w oczy, aż w końcu...usłyszeli skrzypienie tylnych drzwi kuchennych tuż obok nich.
-Cześć, co tu jakos tak cicho, wszyscy jeszcze śpią?-Zapytał George, wpadając do kuchni. Ginny instynktownie wyswobodziła się z jego uścisku i odsunęła, opierając się o meblościankę kuchenną i założyła ręce na piersi.-Mama śpi, tata wyszedł wcześnie rano do pracy, a Ron z Hermiona się gdzieś ulotnili.-Wyjaśniła.
-Ja zrobiłem zakupy...-Powiedział chyba trochę zażenowany tą sytuacją. Dawny George pewnie rzuciłby jakiś żart albo zaśmiałby się, widać, że po utracie brata utracił też jakąś cząstkę siebie.-To ja może pójdę do siebie, nie będę wam przeszkadzać.-Powiedział jakimś ponurym głosem.
-George.-Powiedziała do niego Ginny.-Jeśli chcesz możemy porozmawiać.-Zaproponowała, bo George ostatnio snuł się sam po domu lub pracował do późna.
-Nie, naprawdę Ginny, nie musicie, rozumiem was, dopiero co się zeszliście, mną się nie przejmujcie.
Harry sam nie wiedział co powiedzieć, wiec nikt się nie odezwał do momentu aż George poszedł na górę.
-Martwi mnie to co się z nim ostatnio stało.-Powiedziała Ginny z zatroskaną miną.
-Nam wszystkim brakuje Freda, on nie był nawet moją rodziną, a i tak bardzo odczuwam to, że go nie ma.
-Czasami chyba lepiej przemilczeć pewne sprawy.-Harry stwierdził, że dokładnie to miał na myśli i Ginny chyba naprawdę dobrze go rozumie nawet jeśli nic nie mówi.
-Może pójdziemy na spacer do Doliny Godryka.
-Dobry pomysł, jeszcze nigdy tak nie byłam, a ponoć to piękne miejsce.
-Mi się tam bardzo podoba. W końcu niedługo jak tylko uda mi się go odbudować mam zamiar się tam przeprowadzić, więc musisz wiedzieć gdzie mieszkam.
-Taa...będę wpadać po cukier.-Zaśmiała się,a Harry otworzył przed nią drzwi.
-Deportowałaś się już z kimś?
-Nie.
-No to złap się mocno.-Poinstruował wskazując na swoje przedramię.-I uważaj, to nie jest zbyt przyjemne.-Dodał. Kiedy złapała go za rękę przeszedł przez niego lekki dreszcz, dziwne uczucie. Po chwili byli już na miejscu.-Jesteśmy.-Powiedział a Ginny rozluźniła uścisk i złapała go za dłoń splatając palce.-Wszystko w porządku?-Zapytał, bo przypomniał sobie swoja pierwsza deportacje łączną.
-Tak, nie było nawet tak źle, ale masz racje, nieprzyjemne doświadczenie. To musiał byc piękny dom zanim został zniszczony.-Powiedziała Ginny przyglądając się małemu białemu domowi na wprost nich. Przednia ściana była prawie nienaruszona, tylna - przypominała jedno wielkie gruzowisko.
-Może nawet nie jest tak źle, ale szczerze mówiąc nie wiem jak się za to zabrać.-Powiedział Harry.
-Pomogę ci.-Trochę go to zaskoczyło, że może znać się na magii związanej z budownictwem, ale pomyślał, że Ginny jest wszechstronna i wyjątkowa i na pewno pomagając kiedyś panu Weasley'owi wiele się od niego nauczyła.
-To na pewno robota dla ciebie?-Powiedział z lekkim powątpieniem, to w końcu jego dom, wiec nie powinien jej w to angażować.
-No jasne, poradzę sobie i na przyszłość mów, że potrzebujesz pomocy.
-Mam nadzieję, że da się naprawic te szkody.
-Na pewno się da, tata nauczył mnie wielu tajników, dla niego chyba nie ma rzeczy, której nie da się naprawić, dzięki niemu dla mnie też nie.-Uśmiechnęła się.
-Cieszę się, że mogę na ciebie liczyć i nie spodziewałem się, że znasz się na tym.
-To nie takie trudne, trzeba znać kilka zasadniczych zaklęć i nic poza tym.
-Na tym się chyba opiera magia.
-No tak.
-Chodźmy.-Powiedział Harry po czym złapał ją za rękę i weszli razem do środka.
-Stąd to wygląda bardzo źle, nie ma praktycznie połowy górnego piętra.-Powiedziała Ginny patrząc przez dziury w suficie.
-Masz rację, ale spójrz, tu kiedyś mieszkałem i mogłem mieszkać.
-Ten dom musi miec dla ciebie wielką wartość.
-Tak, jest jedną z tych rzeczy, które należały do moich rodziców, może dziś mieszkałbym tu razem z nimi.-Powiedział a Ginny oparła głowe o jego ramię, a mina jej posmutniała.
-Cokolwiek by się nie działo oni zawsze są przy tobie, tak jak Fred...