-Pani Weasley, może pójść po jakieś zakupy?-Zaproponował Harry.
-Och, nie dziękuję Harry, mamy wszystko czego nam potrzeba. Och, to Artur już wraca.-Powiedziała zerkając na duży zegar.
-Świetnie.-Powiedziała Ginny i uśmiechnęła się, Harry wiedział, że jako dziecko dużo czasu spędzała z ojcem i że miała z nim świetne relacje.
-Cześć kochani.-Przywitał się z wszystkimi.-Och...jajecznica z bekonem...padam z głodu, tak cię kocham Molly...-Powiedział pan Weasley i usiadł razem z nimi przy stole a pani Weasley się zarumieniła.
-A tak w ogóle to...nie muszę już chodzić na te patrole! Dostałem stałą robotę! Teraz jestem pracownikiem wydziału technicznego!-Oświadczył z duma ukazując nową szatę, bo po wojnie mało kto miał prawdziwą pracę a raczej więcej osób pomagało w odbudowie różnych obiektów i chodziło na patrole.
-To wspaniałe wieści!-Powiedziała uradowana mama i ucałowała go w policzek.-To co Ginny, może po południu upieczemy ciasto z tej okazji?-Zaproponowała.
-Świetny pomysł, ale póki co deportujemy się do Hogsmeade, dobrze byłoby pomóc w odbudowie szkoły.-Powiedziała.
-Świetnie, mogę iść z wami.-Powiedział pan Weasley przeżuwając śniadanie.
-Arturze, dałbyś im trochę spokoju, nie widzisz, że może chcą pobyć sami!-Skarciła go Molly a Harry czuł się zawstydzony.
-Nie ma problemu.-Powiedział Harry.
-Taak...właściwie to nie idziemy tam dla zabawy, chcemy pomóc tak jak inni.-Wytłumaczyła a Harry ucieszył się, że jakoś wybrnęła z tej niezręcznej sytuacji.
-No więc dobrze, może też się do czegoś przydam.
-Tato ,,do czegoś" z twoimi umiejętnościami w tym zakresie to mało powiedziane.-Prychnął George przeglądając ,,Żonglera".
-Przy użyciu magii można zdziałać cuda.-Powiedział.
-Tylko mam do was prośbę, jakbyście mogli przed wyjściem nakarmić kury, byłabym bardzo wdzięczna.-Poprosiła, gdy skończyli śniadanie.
-Ja się tym mogę zająć.-Zgłosił się George zanim ktoś inny zdążył to zrobić.-I tak dzisiaj nie mam nic do roboty.
-Mówiłeś, że dzisiaj pójdziesz się spotkać z Angeliną...-Powiedziała zdziwiona Ginny, bo jeszcze poprzedniego dnia był tym tak ucieszony...
-No tak ale...jednak wyjeżdża i to na dłuższy czas....-Westchnął.
-Też miałam wyjechać, a jednak wciąż tu jestem...-Powiedziała Ginny.
-Ginny ma rację, powinniście się zobaczyć jeszcze przed jej wyjazdem, inaczej później będziesz żałować, że nawet nie próbowałeś jej powstrzymać.-Poradziła mu pani Weasley.
-To prawda.-Powiedział Harry, bo on sam coś już o tym wiedział, kto wie gdzie byłaby teraz Ginny i co robiła gdyby w porę z nią szczerze nie porozmawiał.
-No to nie ma czasu do stracenia!-Powiedział żwawo pan Weasley.
-Nie jest pan zmęczony?-Zapytał Harry, bo nie było go właściwie pół nocy i na pewno nie miał tyle siły.
-Harry ma rację, najpierw się wyśpij kochanie.-Powiedziała pani Weasley z zatroskaną miną.
-No dobrze, może rzeczywiście lepiej będzie jeśli trochę się zdrzemnę.-Zgodził się.-No to zobaczymy się jakoś za parę godzin.-Uśmiechnął się i poszedł do sypialni na górę.
-To powodzenia!-Powiedziała Molly i talerze po chwili wzbiły się w górę, wpadły do zlewu i zaczęły się zmywać.
-Na razie!-Pożegnał ich George.-I dzięki, chyba pójdę porozmawiać z Angeliną, już i tak nie mam nic do stracenia, a czym jest życie bez ryzyka?
-Masz rację, Fred też na pewno by tak powiedział.-Uśmiechnęła się Ginny.
-Powodzenia George!-Powiedział Harry i po chwili on i Ginny deportowali się.
-Jak dobrze znów tu być!-Powiedziała ucieszona Ginny, wyglądała jakby miała ochotę skakać ze szczęścia.
-Już niedługo zostaniemy tu na cały rok.-Powiedział Harry rozglądając się dookoła, w niektórych miejscach było jeszcze trochę gruzu, ale wioska wyglądała już tak samo jak przed bitwą, a z daleka można już było dostrzec Hogwart, choć na zewnątrz wszystko było takie samo to zapewne w środku było jeszcze mnóstwo roboty. Harry był tak pochłonięty tym wszystkim, że gdyby Ginny w porę go nie pociągnęła za ramię oberwałby drzwiami.
-Następnym razem uważaj jak...-W drzwiach stał Aberforth, a gdy zobaczył Harry'ego i Ginny minę miał lekko oszołomioną.
-Dzień dobry.-Przywitał się Harry i doskonale pamiętał jak kiedyś uratował im życie przed śmierciożercami i dementorami.
-A niech mnie! Harry Potter!-Powiedział.-No i nie mniej godna panna Ginny Weasley.-Dodał z uśmiechem.
-Cześć Aberforth, co słychać?-Zapytała Ginny z uśmiechem, a rozmawiali ze sobą jak starzy dobrzy znajomi.
-Ach, remont zamku słychać, dosłownie.-Zaśmiał się.-Ale to nic, naprawdę chciałem was tu zobaczyć.-Powiedział Aberforth.-No i chciałem wam naprawdę pogratulować! Jednak twój opór nie poszedł na marne Ginny, od początku wiedziałaś, że się uda, sprytna z ciebie bestia.-Powiedział i poklepał ją po ramieniu.-A o tobie chłopcze to już nie wspominam, i tak się pewnie już dosyć tych gratulacji nasłuchałeś.-Zaśmiał się.-Szczególnie od dziewcząt.-Dodał i puścił do niego oko.
-Ale właściwie to...ja i Ginny jesteśmy razem.-Harry czasami miał momenty kiedy po prostu nie mógł wytrzymać, żeby nie wykrzyczeć całemu światu, że jest chłopakiem Ginny Weasley, jeszcze nigdy nie był taki szczęśliwy.
-Ach, na Merlina, wiedziałem!-Zaśmiał się, po tej całej wojnie stał się naprawdę uroczym staruszkiem.-No to się nie mogło inaczej skończyć, oboje tacy odważni, naprawdę świetna z was para.
-Miło słyszeć, że w nas wierzyłeś Ab.
-No, ale właściwie co was sprowadza?-Zapytał.
-Chcemy odbudowywać Hogwart.-Powiedział.
-Tak myślałem, no to już was dłużej nie zatrzymuję, miło było was tu spotkać.
-Ciebie też.-Uśmiechnęła się Ginny.
-No to trzymajcie się, jak wam grafik pozwoli to odwiedźcie mnie w ciągu roku szkolnego.
-Jasne.-Powiedział Harry.
-To na razie! Ja muszę porozmawiać z Rosmertą spod trzech mioteł.-Pożegnał ich i pognał w kierunku karczmy z szybkością jakiej nikt się chyba nie spodziewał po tym starszym mężczyźnie.
-Pa!-Pożegnali go razem i Ginny parsknęła śmiechem, a Harry objął ją ramieniem i zaczęli zmierzać w stronę zamku.
-Aberforth się zupełnie zmienił...-Powiedział Harry.
-No..,,porozmawiać z Rosmertą".-Zaśmiała się.-Chyba ktoś tu się zakochał.-Uśmiechnęła się.
-No, tak pędził, że aż się za nim kurzyło.-Zaśmiali się.
-Ciekawe jak tam Ron...-Zaczęła Ginny.
-Wczoraj wyjechał a ty już za nim tęsknisz?-Zaśmiał się.
-Po prostu jestem ciekawa co robi.-Powiedziała.
-Nie martw się, na pewno sobie poradzi.-Zapewnił ją ze śmiechem.
-W sumie...skoro nie pisze to chyba nie ma czasu, bo dobrze się bawi...-Stwierdziła.
-Spokojnie, nasza randka jest wciąż aktualna.-Uśmiechnął się.
-Daj spokój, jest tyle do roboty, poza tym wystarczy mi, że z tobą jestem, a gdzie i kiedy to już nieważne...Poza tym Hogwart jest w kawałkach i jeszcze twój dom, jest jeszcze tyle do zrobienia...
-Może i tak, ale jakoś sobie poradzę, może przeprowadzę się tam jeszcze w te wakacje.
-Nie...znaczy, fajnie jest kiedy mieszkasz obok...
-Dzięki, ale i tak bym się często deportował.-Mrugnął do niej.-Nie wytrzymałbym długo sam...
-No jasne...przecież wiesz, że w innym wypadku śmiertelnie bym się obraziła!-Zaśmiała się.
-No tak.-Uśmiechnął się.
Byli już u stóp zamku i przy wejściu kilkoro czarodziejów i czarownic zmiatało zaklęciami gruz, a inni ustawieni obok siebie układali cegły a z nich całe ściany.
-Świetnie!-Powiedziała McGonagall i wejście było już odbudowane.-Och, Potter! I panna Weasley! Przyszliście pomóc?-Zapytała.
-Tak.-Odpowiedział Harry i puścił rękę Ginny ale McGonagall chyba już się domyśliła po czym uśmiechnęła się lekko spoglądając na nich razem.-No dobrze w takim razie zapraszam was do środka.-Powiedziała otwierając zaklęciem wielkie skrzydło drzwi i poprowadziła ich do wielkiej sali.-Słuchajcie, tutaj trzeba naprawić szyby.-Wskazała na okna z częściowo wybitymi szybami.-Później przenieście się na siódme piętro, tam trzeba również powstawiać szyby i w miarę uprzątnąć gruz, Filch zajmie się resztą.-Poinstruowała ich.-Jeśli już to wszystko skończycie i dalej będziecie mieć siły i chęci to będę naprawiała szkody tutaj na dole.
-Dobrze.-Powiedzieli jednocześnie, a McGonagall odeszła powiewając swoją szatą.
-Harry! Ginny!-Krzyknął do nich ktoś za ich plecami a był to Neville z roześmianą twarzą i rzucił im się w objęcia.
-Cześć Neville!-Przywitała go Ginny.
-Jak tam?-Zapytał Harry.
-Och, świetnie, naprawdę.-Powiedział uśmiechnięty i po chwili podeszła do nich jego babcia.
-Więc to jest ta Ginny Weasley!-Powiedziała mierząc ją od stóp do głów.-Miło mi...
-Augusta Longbottom, tak wiem, Neville mówił mi o pani.-Powiedziała z uśmiechem.
-Och, naprawdę Neville?-Powiedziała zaskoczona.-Neville w końcu zaczął zadawać się z dziewczynami...-Powiedziała zachwycona.
-Babciu!-Skarcił ją Neville.-Mówiłem ci! Ginny jest TYLKO moją przyjaciółką.
-Och, tak, my i Neville, wie pani my nie...-Próbowała się wytłumaczyć.
Ach...rozumiem.-Powiedziała trochę zawiedziona.-Ale Neville to już nie fajtłapa, naprawdę się zmienił.-Powiedziała dumnie jakby to miało przekonać Ginny.-No dobrze ja już biorę się do roboty i wam nie przeszkadzam.-Powiedziała i odeszła.
-O matko, wybaczcie, ale ona chyba serio liczy...no wiesz jak jej opowiadałem o tej całej grupie oporu to była święcie przekonana, że musimy być razem i takie głupoty...
-No wiesz to twoja babcia, chce żebyś był szczęśliwy to zrozumiałe.-Powiedziała Ginny i zaczęła po kolei rzucać zaklęcia reparo.
-Wiem, po prostu bardzo cię polubiła.
-Cieszę się, ale jak wiesz...-Wymieniła porozumiewawcze uśmiechy z Harry'm.
-No tak, wiem, jesteście super, chyba naprawdę do siebie pasujecie.-Uśmiechnął się szeroko.
-Dzięki.-Powiedział Harry.
W Hogwarcie pracowali aż do obiadu, gruzu i pyłu było coraz mniej, szkody też się zmniejszały, najgorzej wyglądała jeszcze wieża astronomiczna i niektóre tajemne przejścia były zawalone gruzem, ale prace tam chyba już powoli dobiegały końca. Spotkali też przy okazji wiele znajomych twarzy, a pan Weasley naprawiał razem z nimi co szło mu niezwykle sprawnie. Do nory wrócili dopiero późnym popołudniem, po kilku listach od mamy.
-Wiecie co, mam coś do załatwienia na Pokątnej.-Powiedziała mama wieczorem.-My wszyscy też niedługo się tam wybierzemy po rzeczy do szkoły...no chyba, że wolicie iść sami.-Powiedziała smutno i chyba właśnie zdała sobie sprawę, że jej dzieci właśnie dorosły.
-Mamo, chętnie pójdziemy razem z tobą, ale to może nie dzisiaj.-Powiedziała Ginny, a to, że jej dzieci jeszcze chcą spędzać z nią czas trochę ją udobruchało.
-Pójdę z tobą Molly, też kupię tam kilka rzeczy przy okazji.-Powiedział pan Weasley i tak Harry z Ginny zostali sami w domu.
-Co robimy?-Zapytał Harry.
-Mam nadzieję, że się nie zanudziłeś.-Powiedziała Ginny.-Musiałam je przejrzeć.-Wskazała na stos książek. Nagle ktoś zapukał do drzwi.-Ciekawe kto to...-Powiedziała zdziwiona i zerwała się ze swojego łóżka i zbiegła na dół a Harry za nią.
-Harry chowaj się!-Powiedziała mu cicho.
-Co? Dlaczego?!-Powiedział zdziwiony też po cichu.
-Bo ja tak mówię, no już!-Powiedziała i Harry zarzucił na siebie niewidkę, która na szczęście była w pobliżu i wkrótce przekonał się przed czym ustrzegła go Ginny. Gdy otworzyła drzwi w progu stanęła Rita Skeeter.
-Dzień dobry.-Przywitała się z nią.
-Dzień dobry.-Odpowiedziała oschle.-O co chodzi?-Zapytała od razu.
-Och, słyszałam, że mieszka tutaj Harry Potter...-Zaczęła, a za nią lewitował notatnik i jej samopiszące pióro.
-Harry Potter? On już dawno się stąd wyprowadził.-Powiedziała świetnie udając zdziwienie i Harry był jej wdzięczny, choć i tak wiedział, że Skeeter nie przestanie węszyć.
-A można wiedzieć gdzie?-Zapytała.
-Nie mam pojęcia, chyba do swojego wujostwa.-Skłamała gładko.-A może coś mu przekazać, czasami korespondujemy.-Powiedziała, a Harry wiedział, że w ten sposób chce się jej pozbyć, niestety nie było tak łatwo.
-Chciałabym napisać o nim biografię.-A gdy zobaczyła sceptyczne nastawienie Ginny dodała szybko.-Dostałby za to mnóstwo galeonów a skoro korespondujecie pewnie świetnie go znasz, może coś mi o nim opowiesz?-Uniosła jedną brew.-Zresztą ty też coś byś z tego miała.-Powiedziała chytrze i potrząsnęła sakiewką.-No to jak będzie?
-Nie, nie wiem nic o nim, zapytajcie się jego, ja nie będę nic o nim mówić wbrew jego woli. A te złote galeony niech pani sobie wsadzi nie powiem gdzie!-Harry'emu strasznie zachciało się śmiać przez tę uwagę, ale udało mu się powstrzymać.
-Ostatnio podobno byliście razem widziani.-Powiedziała teraz już niemalże opryskliwym tonem.
-Co to panią obchodzi?!
-A może łączy was coś więcej niż tylko przyjaźń...-Powiedziała a jej pióro skrobało po pergaminie jak szalone.
-Nie sądzę.-Powiedziała twardo i zatrzasnęła jej drzwi przed nosem, a wściekła Skeeter poszła żwawym krokiem i deportowała się.
-Gdzie jesteś?-Zapytała Ginny z uśmiechem.
-Złap mnie.-Zaśmiał się.
-No dobra...postaram się.
-Jeszcze nigdy nie widziałem ciebie takiej stanowczej, dzięki.
-Ja za to teraz cię w ogóle nie widzę, ale podążam za twoim głosem.-Uśmiechnęła się.
-No dawaj, jestem niedaleko.-Zaśmiał się, a Ginny śmiesznie wyglądała wyciągając ręce jakby chciała złapać powietrze.
-No dobra, zdradzę się. -Powiedział i poczuła jak ją obejmuje i zrzuciła z niego niewidkę.
-Mam cię!-Powiedziała chytrze.
-Co my właściwie robimy?-Parsknęli śmiechem.
-Nie wiem, ale to było całkiem śmieszne. Zresztą fajnie czasem porobić razem coś zupełnie bez sensu...-Powiedziała i Harry wiedział co ma na myśli, chyba naprawdę teraz wreszcie będą mogli bez zmartwień ze sobą pobyć i niczym się nie przejmować.
-No masz rację.-Powiedział, odgarnęła kosmyk z jego czoła, uśmiechnęła się i przytuliła go.
-Dobrze być znowu razem.-Powiedziała i trwali w tym uścisku...
piątek, 28 lipca 2017
środa, 19 lipca 2017
10.Chwile zapomnienia
-Nie jesteście już zmęczeni tą pracą?-Zapytała ich pani Weasley.
-Nie, podobają mi się smoki.-Powiedziała Ginny.
-Mi też.
-Ale chyba nie chcecie założyć hodowli?-Zaśmiał się Ron.
-Zostanę przy byciu aurorem.-Powiedział Harry.
-A więc jednak, aurorstwo Harry, bardzo szlachetna praca.-Odezwał się Artur Weasley.
-Chciałbym pomagać i zwalczać zło jak aurorzy.
-No to chyba jesteś do tego stworzony.-Uśmiechnęła się Hermiona.
Po schodach schodzili Fleur i Bill.
-Też cię kocham.-Powiedziała Fleur.
-Ale ja bardziej.-Powiedział Bill.-Cześć rodzinko.-Przywitał się i usiadł przy stole.
-Ciekawe kiedy przyjdzie znowu ta dziewczyna Percy'ego...-Powiedział Ron.
-A co? Zakochałeś się?-Zaśmiała się Ginny.
-A co to takie niedozwolone?
-No jak się już ma dziewczynę!-Udała oburzenie Hermiona.
-Ależ oczywiście kochanie.-Przytaknął Ron i złapał ją za rękę.
-A czym ty chcesz się zająć Ron?!-Zapytała pani Weasley.
-Mam nadzieję, że coś ambitniejszego niż zamiatanie Hogwartu.-Zażartowała i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ginny, nie ma w tym nic śmiesznego.-Skarciła ją matka.
-Och, mamo, chcę być aurorem tak jak Harry, ale nie wiem czy ja jestem na tyle...-Zawahał się szukając odpowiedniego słowa.-Mądry jak na aurora.
-Jeśli już teraz zakładasz, że się nie uda to wiele z tego nie wyniknie.-Powiedział tata.
-Dzięki Merlinowi, że już piątek.-Powiedział Bill i rozciągnął się na krześle.
-Dzisiaj porywam Rona do moich rodziców.-Oświadczyła Hermiona.
-Super...-Powiedział Ron.-Już nie mogę się doczekać.-Uśmiechnął się, a Harry wiedząc o wszystkim z trudem powstrzymywał śmiech.
-No Ron, tylko zachowuj się, nie mlaszcz przy stole i podziękuj państwu Granger za pobyt.-Pouczyła go pani Weasley.
-Dobrze mamo...-Wymownie spojrzał w sufit.
-Cieszą się, że mogą cię poznać.-Powiedziała Hermiona.
-Ja też...
-Ginny nie chce cie martwić, ale...-Powiedział i wskazał jej zegarek, który dostał na siedemnaste urodziny a wskazówka była na ,,w podróży".
-Och, musimy już iść, no to do zobaczenia!-Pożegnała się Ginny.
-Zaraz, o której wrócicie?!-Krzyknęła przez okno pani Weasley.
-Pewnie tak jak wczoraj!-Odkrzyknął Harry.
-No i jesteśmy.-Powiedział Harry, gdy się deportowali.
Jak zwykle czekało ich karmienie i kąpiel smoków, a później standardowa lekcja latania, niestety szybko okazało się, że i tego dnia nic z tego nie będzie. Poszli więc za Charlie'm, bo chciał on, żeby zobaczyli jak wygląda dosiadanie starszych smoków i tresura.
-To rogogony, lepiej tu zostańcie.-Przestrzegł ich i Harry z Ginny usiedli przed niewidzialnymi barierami.
-Miło, że możemy czasem poobserwować jak robi to Charlie.-Zagadnął Harry.
-Tak, ma do nich smykałkę, to trzeba mu przyznać.
-Nie dziwię się, że Hagrid tak go lubi, są dość podobni.-Powiedział i właśnie dotarło do niego, że przecież Ginny nie zna za dobrze Hagrida.-Musimy iść kiedyś do Hagrida.-Powiedział i w tym samym momencie smok wzbił się w powietrze z Charlie'm na grzbiecie.
-Tak, ja chętnie go poznam, choć Hermiona coś mi o nim wspominała, ja miałam z nim tylko lekcje. No i może trochę nam ostatnio pomagał i był z nami ostatnio w Zakazanym Lesie taaa....urocze miejsce.-Zaśmiała się Ginny.
-Szkoda, że nie znasz go od innej strony...
-Mam na to jeszcze ten ostatni rok.-Uśmiechnęła się.-Kiedyś sobie pomyślałam, że jeśli do końca Hogwartu nie będziemy chodzić, to sobie odpuszczę.-Zaśmiała się.
-Cieszę się, że jednak nie odpuściłaś. Myślałem, że już nie wrócę do Hogwartu, ale bycie na jednym roku z tobą...
-Ciekawa jestem co Ron na to...Chociaż teraz bardziej przeraża go to, że jedzie do rodziców Hermiony.-Powiedziała Ginny.
-Tobie też o tym mówił?
-Taak, rano trochę rozmawialiśmy, szkoda mi go, znając Rona w stresie pewnie palnie jakąś głupotę.
-Może nie będzie tak źle. Ale szczerze mówiąc cieszę się, że pani Weasley zna mnie od dziecka, pewnie na miejscu Rona też bym się stresował.
-Nie miałbyś czym, sam wiesz jaka jest mama...-Zaśmiała się, a Charlie właśnie przelatywał przez kilkanaście obręczy połyskujących w słońcu.
-Ja bardzo chciałbym, żeby moi rodzice cię poznali, chciałbym, żeby wiedzieli, że jesteś kimś kogo kocham, może też by cię do siebie zaprosili...-Powiedział i ogarnął go nagły smutek.
-Harry...na pewno wiedzą, wiem, że to cię strasznie boli, tak samo jak mnie strata Freda, ale oni są przy nas, na pewno są, bo po ich śmierci nikt o nich nie zapomniał.
-Tak masz rację, jak zwykle się rozklejam...
-Jesteś naprawdę odważny, bo wytrzymałeś to wszystko i jeszcze wygrałeś, możesz mi wierzyć, że nie znam drugiego takiego czarodzieja...-Powiedziała i złapała go za rękę.-Może pójdziemy wieczorem gdzieś na spacer?-Zaproponowała.
-Ja chętnie.-Powiedział Harry.-I musimy pożegnać Rona.-Uśmiechnął się.
-Koniecznie, trzeba mu trochę dodać otuchy. Teraz oboje w milczeniu przyglądali się jak Charlie głaszcze po pysku jednego ze smoków.
Przez resztę popołudnia dosiadali starsze smoki, ale jeszcze nie te dorosłe.
-Jeszcze nigdy nie dosiadałam smoka.-Powiedziała wdrapując się na jego grzbiet.
-A ja tak.
-Racja, jak wialiście z ministerstwa...-Powiedziała.
-Dokładnie.-Przytaknął i objął ją w tali mimo, że była jego dziewczyną dziwne to było uczucie i był pewny, że Ron pewnie by go za to zbrukał.
-To nic takiego.-Powiedziała i chwyciła jego ręce.
-Woooaaahh!-Krzyknęła z uśmiechem i rozłożyła ramiona, a jej rude włosy rozwiewał wiatr.
-To jest super!-Ryknął, bo zagłuszał go pęd powietrza. Mimo, że już kiedyś leciał na smoku to ten był zupełnie inny, był o wiele szybszy, widać było, że jest to gatunek latający na dodatek świetnie przez Charlie'ego wytresowany. Poza tym przyjemne to było uczucie latać z Ginny na jednym smoku...Tak zrobili rundkę nad stawem a potem Charlie pomógł im wylądować i zejść.
-Dzięki.-Powiedziała, kiedy ześlizgnęła się z łusek, a Harry ją podtrzymał.-To jest ekstraa!-Powiedziała podekscytowana.
-Cieszę się, że ci się podobało Ginny.-Powiedział Charlie z uśmiechem.-A ty co sądzisz Harry?
-Absolutnie niesamowite uczucie!-Powiedział.
-Też tak sądzę, no to na dziś chyba wystarczy wrażeń.
-Jesteś pewien, że nie potrzebujesz pomocy?-Zapytała Ginny.
-Nie, dzięki poradzę sobie, zresztą jest piątek Ginny, a wy chyba jesteście parą, no nie?
-Dzięki Charlie, że tak się troszczysz o nasz związek.-Powiedziała Ginny.
-Zawsze do usług.-Zaśmiał się Charlie.
-No to na razie!-Pożegnała się Ginny.
-Do poniedziałku!
-Tak, tak idźcie już.-Zaśmiał się zapinając smoka na łańcuch.
-To...co teraz robimy?-Zapytał Harry i złapał Ginny za rękę.
-Hmm...pewnie zjemy obiad, a potem...zależy.
-Od czego?-Zapytał.
-O której Ron i Hermiona się deportują.
-Knujesz coś za plecami brata...-Zaśmiał się.
-Zwykle to on coś knuje no ale cóż...chciałabym go pożegnać.
-Tak, ciekawe jacy są rodzice Hermiony....
-Ja też nic o nich nie wiem, za wyjątkiem tego, że są dentystami.
-O świetnie, zdążyliście akurat na obiad!-Powiedziała pani Weasley.
Ron siedział jakby był przykuty do krzesła, z tego stresu aż odebrało mu mowę, bo zwykle chętnie rozmawiał przy obiedzie.
-Nie denerwuj się Ron, będzie dobrze.-Zapewniła go Hermiona po obiedzie.
-Idziemy polatać?-Zaproponował Harry.
-Ja tam zawsze chętnie.-Wyszczerzyła zęby Ginny.
-No dobra...przekonaliście mnie.-Powiedziała Hermiona.
-A ty Ron?-Zapytał Harry.
-Okay.-Powiedział trochę bez życia.
-Ron, obiecuję, że moi rodzice cię nie pożrą.-Zaśmiała się Hermiona.
-Wiem, ale boje się, że coś źle zrobię.
-Ron, spokojnie ślubu jeszcze nie bierzecie.-Powiedziała Ginny.
-No właśnie, każdemu się zdarzają jakieś wpadki.-Zapewnił go Harry.
-Będzie fajnie, mój dom jest w bardzo fajnej okolicy, wszystko ci pokażę.
-No dobra, a ja postaram się nie wygłupić.-Zaśmiał się Ron.
-To co faceci na kobiety?-Zaproponowała Ginny.
-Dobry pomysł, damy radę Ron.-Harry próbował jakoś mu dodać otuchy.
W końcu Ron z Harry'm na Ginny i Hermionę grali całe popołudnie aż zaczęło się ściemniać. Ron rzeczywiście dzięki grze trochę się wyluzował i chyba przestał myśleć o ewentualnym niepowodzeniu.
-Jak w ogóle chcecie się tam dostać? Będziecie się deportować bezpośrednio?-Zapytała Ginny.
-Tak, inne środki są dosyć abstrakcyjne dla mugoli.
-Taa...coś o tym wiem.-Powiedział Harry i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Nie ma to jak lecieć latającym autem przez mugolską dzielnicę...-Parsknął śmiechem Ron.
-Halo?-Hermiona odebrała swój telefon i odeszła na bok.
-No to...do zobaczenia braciszku, widzimy się w poniedziałek.-Powiedziała Ginny i przytuliła go.
-Na razie stary, będzie dobrze.-Poklepał go przyjacielsko po plecach.
-Dzięki, Harry. I pamiętaj, łapy przy sobie!-Zagroził mu i zaśmiał się.
-Jasne, jasne.-Zrobił krok do tyłu i uniósł ręce na wysokość ramion po czym wszyscy parsknęli śmiechem.
-No, Ron, na nas już czas. Pa!-Powiedziała Hermiona po czym ucałowała Ginny, przytuliła Harry'ego. Po chwili Ron uśmiechnął się do nich trochę niepewnie i już ich nie było.
-To idziemy na ten spacer?-Zapytał Harry po chwili.
-Jasne, tylko wezmę bluzę.
-Masz moją.-Powiedział i okrył Ginny.-Nie jest taka ładna, ale cóż...-Zaśmiał się.
-No, można się poczuć jak w jakimś filmie romantycznym.-Zaśmiała się.
-Widzisz jak szybko się uczę.-Uśmiechnął się.
-Tak, doceniam to.-Powiedziała i złapała jego dłoń, a kciukiem pocierała wyryte kiedyś słowa.-Trochę ciężko uwierzyć w to wszystko co jeszcze niedawno miało miejsce...
-Tak masz racje w końcu, wszyscy myśleli, że muszę umrzeć.
-Ja tak nie myślałam.-Przyznała.
-Nic nie wiedziałaś Ginny...przepraszam, ale...
-Wiem, nie mogłeś mi powiedzieć, to była twoja misja, ja nie miałam z tym nic wspólnego.
-Wszystko co dla mnie zrobiłaś miało wielkie znaczenie. Skąd w ogóle wiedziałaś, że miecz Godryka Gryffindora...
-Fakt, że nie wiedziałam nic o horkruksach, ale wiedziałam, że Dumbledore zapisał ci go w testamencie, byłam pewna, że nie zrobił tego bez sensu, że na pewno będzie wam potrzebny. Rozbroiliśmy Carrow'ów i wszystko szło zgodnie z planem, ale Snape przyłapał nas przed jego gabinetem z mieczem. I tak spodziewałam się, że oberwiemy za to Cruciatusem, albo będą z nas chcieli wyciągnąć informację dlaczego to zrobiliśmy, ale Snape wysłał nas tylko do Zakazanego Lasu z Hagridem.
-Tylko?-Powiedział unosząc brwi, ale świetnie to znał, sam odetchnął, gdy się dowiedział o tej ,,karze".-Ginny to było takie głupie i nieodpowiedzialne...
-Tak, wiem, ale czy tak nie zachowuje się ktoś zakochany?
-Och, Ginny, nie musisz mi nic udowadniać, wiem, że jesteś cholernie odważna.-Przyznał i objął ją ramieniem.
-Nie chodzi o odwagę, ja...jestem zakochana.
-Ja...ja też...i to bardzo mocno.-Powiedział i pocałował ją. Wiatr rozwiewał jej długie włosy, a on znowu czuł się jak kiedyś, czuł wielką radość, energię, siłę, wszystkie negatywne wspomnienia ginęły kiedy ją obejmował, jakby emitowała ciepłe, pozytywne fale wprost do jego serca.
Kiedy przestali, oboje niekontrolowanie się zaśmiali, oboje patrzyli sobie w oczy.
-A ja przyrzekłem Ronowi, że będę miał ,,łapy przy sobie".-Zaśmiał się.
-No...to chyba złamałeś obietnicę.-Zachichotała.
-Strasznie mi ciebie brakowało, Ginny.-Przysiedli przy stawie i Harry właśnie rzucił płaski kamień a on odbił się kilka razy.
-Cieszę się, że nie odbiła mi ciebie żadna wila.-Zaśmiała się.
-A ciebie żaden mięśniak.
-No co ty...-Prychnęła.-Ostatnio wybrańce są na topie.
-Serio?-Zaśmiał się.-To chyba pierwsze takie wakacje...Totalnie bez zmartwień...
-No, ale po tej wojnie czuję się zupełnie inaczej, chyba wydoroślałam.
-Tak ja też, nie mogę się doczekać powrotu do Hogwartu...-Powiedział patrząc jak chmury różowią się a słońce znika za horyzontem.
-Jak to jest być takim odważnym?-Przerwała ciszę.-Ja nie wyobrażam sobie szukania horkruksów i...bycia jednym z nich.
-Nie jestem odważny, nie jestem nawet silny i nie mam żadnych szczególnych uzdolnień, gdyby nie wy wszyscy...Dumbledore miał rację, nie doceniałem tego, ale tak, miłość to najsilniejsza broń.
-To co, wracamy?-Zapytała.-Bo mama pewnie się zdenerwuje jak się spóźnimy na kolację, chociaż chyba by nam to wybaczyła.-Uśmiechnęła się.
-Tak, wracajmy już.-Zgodził się i zaczęli wspinać się po wzgórzu, na którym była położona nora.
Wieczorem, po kolacji kiedy Harry przeglądał jeszcze raz album, w którym były zdjęcia jego i jego rodziców ktoś zapukał.
-Proszę!-Powiedział i do środka weszła Ginny, a w oczach miała iskierki, po czym Harry poznał, że musiało się stać coś dobrego.-Coś się stało?-Zapytał i odłożył album na swoją szafkę nocną.
-Tak, muszę ci coś pokazać.-Powiedziała podekscytowana, zza pleców wyciągnęła list i podała mu go. Była na nim pieczątka Hogwartu.
-Z Hogwartu?-Zrobił zdziwioną minę, a Ginny wyciągnęła list i zaczęła czytać:
-Serdecznie dziękuję za odesłanie odpowiedzi dotyczącej uczęszczania na lekcje w tym roku, załączam listę potrzebnych ingrediencji i podręczników oraz dodatkowo z wielką przyjemnością informuję o tym, iż została Pani nowym kapitanem Szkolnej Drużyny Quidditcha. Z poważaniem, dyrektor Hogwartu Minerwa McGonagall.-Skończyła czytać.
-Będziesz kapitanką! Super!-Powiedział ucieszony i przytulił ją.
-No wiem. Muszę napisać do Rona i Hermiony, pewnie też się ucieszą.-Powiedziała rozradowana.
-Gratuluję, pani kapitan.-Zaśmiali się.
-Dziękuję, mam nadzieję, że będę dobrym kapitanem.-A to twój list.-Wyjęła go i podała mu. Harry przeczytał, ale były w nim tylko załączone listy podręczników i przyborów.
-Nic nadzwyczajnego, to co zawsze.-Wzruszył ramionami.-A szkoda już myślałem, że zostałem zastępcą kapitana.-Zaśmiał się.
-Jak będziesz się dobrze sprawował to cię na niego mianuję.-Zaśmiała się.-Dobranoc, kocham cię.-Pożegnała się całując go w policzek.
-Dobranoc, ja ciebie też.
-Nie, podobają mi się smoki.-Powiedziała Ginny.
-Mi też.
-Ale chyba nie chcecie założyć hodowli?-Zaśmiał się Ron.
-Zostanę przy byciu aurorem.-Powiedział Harry.
-A więc jednak, aurorstwo Harry, bardzo szlachetna praca.-Odezwał się Artur Weasley.
-Chciałbym pomagać i zwalczać zło jak aurorzy.
-No to chyba jesteś do tego stworzony.-Uśmiechnęła się Hermiona.
Po schodach schodzili Fleur i Bill.
-Też cię kocham.-Powiedziała Fleur.
-Ale ja bardziej.-Powiedział Bill.-Cześć rodzinko.-Przywitał się i usiadł przy stole.
-Ciekawe kiedy przyjdzie znowu ta dziewczyna Percy'ego...-Powiedział Ron.
-A co? Zakochałeś się?-Zaśmiała się Ginny.
-A co to takie niedozwolone?
-No jak się już ma dziewczynę!-Udała oburzenie Hermiona.
-Ależ oczywiście kochanie.-Przytaknął Ron i złapał ją za rękę.
-A czym ty chcesz się zająć Ron?!-Zapytała pani Weasley.
-Mam nadzieję, że coś ambitniejszego niż zamiatanie Hogwartu.-Zażartowała i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ginny, nie ma w tym nic śmiesznego.-Skarciła ją matka.
-Och, mamo, chcę być aurorem tak jak Harry, ale nie wiem czy ja jestem na tyle...-Zawahał się szukając odpowiedniego słowa.-Mądry jak na aurora.
-Jeśli już teraz zakładasz, że się nie uda to wiele z tego nie wyniknie.-Powiedział tata.
-Dzięki Merlinowi, że już piątek.-Powiedział Bill i rozciągnął się na krześle.
-Dzisiaj porywam Rona do moich rodziców.-Oświadczyła Hermiona.
-Super...-Powiedział Ron.-Już nie mogę się doczekać.-Uśmiechnął się, a Harry wiedząc o wszystkim z trudem powstrzymywał śmiech.
-No Ron, tylko zachowuj się, nie mlaszcz przy stole i podziękuj państwu Granger za pobyt.-Pouczyła go pani Weasley.
-Dobrze mamo...-Wymownie spojrzał w sufit.
-Cieszą się, że mogą cię poznać.-Powiedziała Hermiona.
-Ja też...
-Ginny nie chce cie martwić, ale...-Powiedział i wskazał jej zegarek, który dostał na siedemnaste urodziny a wskazówka była na ,,w podróży".
-Och, musimy już iść, no to do zobaczenia!-Pożegnała się Ginny.
-Zaraz, o której wrócicie?!-Krzyknęła przez okno pani Weasley.
-Pewnie tak jak wczoraj!-Odkrzyknął Harry.
-No i jesteśmy.-Powiedział Harry, gdy się deportowali.
Jak zwykle czekało ich karmienie i kąpiel smoków, a później standardowa lekcja latania, niestety szybko okazało się, że i tego dnia nic z tego nie będzie. Poszli więc za Charlie'm, bo chciał on, żeby zobaczyli jak wygląda dosiadanie starszych smoków i tresura.
-To rogogony, lepiej tu zostańcie.-Przestrzegł ich i Harry z Ginny usiedli przed niewidzialnymi barierami.
-Miło, że możemy czasem poobserwować jak robi to Charlie.-Zagadnął Harry.
-Tak, ma do nich smykałkę, to trzeba mu przyznać.
-Nie dziwię się, że Hagrid tak go lubi, są dość podobni.-Powiedział i właśnie dotarło do niego, że przecież Ginny nie zna za dobrze Hagrida.-Musimy iść kiedyś do Hagrida.-Powiedział i w tym samym momencie smok wzbił się w powietrze z Charlie'm na grzbiecie.
-Tak, ja chętnie go poznam, choć Hermiona coś mi o nim wspominała, ja miałam z nim tylko lekcje. No i może trochę nam ostatnio pomagał i był z nami ostatnio w Zakazanym Lesie taaa....urocze miejsce.-Zaśmiała się Ginny.
-Szkoda, że nie znasz go od innej strony...
-Mam na to jeszcze ten ostatni rok.-Uśmiechnęła się.-Kiedyś sobie pomyślałam, że jeśli do końca Hogwartu nie będziemy chodzić, to sobie odpuszczę.-Zaśmiała się.
-Cieszę się, że jednak nie odpuściłaś. Myślałem, że już nie wrócę do Hogwartu, ale bycie na jednym roku z tobą...
-Ciekawa jestem co Ron na to...Chociaż teraz bardziej przeraża go to, że jedzie do rodziców Hermiony.-Powiedziała Ginny.
-Tobie też o tym mówił?
-Taak, rano trochę rozmawialiśmy, szkoda mi go, znając Rona w stresie pewnie palnie jakąś głupotę.
-Może nie będzie tak źle. Ale szczerze mówiąc cieszę się, że pani Weasley zna mnie od dziecka, pewnie na miejscu Rona też bym się stresował.
-Nie miałbyś czym, sam wiesz jaka jest mama...-Zaśmiała się, a Charlie właśnie przelatywał przez kilkanaście obręczy połyskujących w słońcu.
-Ja bardzo chciałbym, żeby moi rodzice cię poznali, chciałbym, żeby wiedzieli, że jesteś kimś kogo kocham, może też by cię do siebie zaprosili...-Powiedział i ogarnął go nagły smutek.
-Harry...na pewno wiedzą, wiem, że to cię strasznie boli, tak samo jak mnie strata Freda, ale oni są przy nas, na pewno są, bo po ich śmierci nikt o nich nie zapomniał.
-Tak masz rację, jak zwykle się rozklejam...
-Jesteś naprawdę odważny, bo wytrzymałeś to wszystko i jeszcze wygrałeś, możesz mi wierzyć, że nie znam drugiego takiego czarodzieja...-Powiedziała i złapała go za rękę.-Może pójdziemy wieczorem gdzieś na spacer?-Zaproponowała.
-Ja chętnie.-Powiedział Harry.-I musimy pożegnać Rona.-Uśmiechnął się.
-Koniecznie, trzeba mu trochę dodać otuchy. Teraz oboje w milczeniu przyglądali się jak Charlie głaszcze po pysku jednego ze smoków.
Przez resztę popołudnia dosiadali starsze smoki, ale jeszcze nie te dorosłe.
-Jeszcze nigdy nie dosiadałam smoka.-Powiedziała wdrapując się na jego grzbiet.
-A ja tak.
-Racja, jak wialiście z ministerstwa...-Powiedziała.
-Dokładnie.-Przytaknął i objął ją w tali mimo, że była jego dziewczyną dziwne to było uczucie i był pewny, że Ron pewnie by go za to zbrukał.
-To nic takiego.-Powiedziała i chwyciła jego ręce.
-Woooaaahh!-Krzyknęła z uśmiechem i rozłożyła ramiona, a jej rude włosy rozwiewał wiatr.
-To jest super!-Ryknął, bo zagłuszał go pęd powietrza. Mimo, że już kiedyś leciał na smoku to ten był zupełnie inny, był o wiele szybszy, widać było, że jest to gatunek latający na dodatek świetnie przez Charlie'ego wytresowany. Poza tym przyjemne to było uczucie latać z Ginny na jednym smoku...Tak zrobili rundkę nad stawem a potem Charlie pomógł im wylądować i zejść.
-Dzięki.-Powiedziała, kiedy ześlizgnęła się z łusek, a Harry ją podtrzymał.-To jest ekstraa!-Powiedziała podekscytowana.
-Cieszę się, że ci się podobało Ginny.-Powiedział Charlie z uśmiechem.-A ty co sądzisz Harry?
-Absolutnie niesamowite uczucie!-Powiedział.
-Też tak sądzę, no to na dziś chyba wystarczy wrażeń.
-Jesteś pewien, że nie potrzebujesz pomocy?-Zapytała Ginny.
-Nie, dzięki poradzę sobie, zresztą jest piątek Ginny, a wy chyba jesteście parą, no nie?
-Dzięki Charlie, że tak się troszczysz o nasz związek.-Powiedziała Ginny.
-Zawsze do usług.-Zaśmiał się Charlie.
-No to na razie!-Pożegnała się Ginny.
-Do poniedziałku!
-Tak, tak idźcie już.-Zaśmiał się zapinając smoka na łańcuch.
-To...co teraz robimy?-Zapytał Harry i złapał Ginny za rękę.
-Hmm...pewnie zjemy obiad, a potem...zależy.
-Od czego?-Zapytał.
-O której Ron i Hermiona się deportują.
-Knujesz coś za plecami brata...-Zaśmiał się.
-Zwykle to on coś knuje no ale cóż...chciałabym go pożegnać.
-Tak, ciekawe jacy są rodzice Hermiony....
-Ja też nic o nich nie wiem, za wyjątkiem tego, że są dentystami.
-O świetnie, zdążyliście akurat na obiad!-Powiedziała pani Weasley.
Ron siedział jakby był przykuty do krzesła, z tego stresu aż odebrało mu mowę, bo zwykle chętnie rozmawiał przy obiedzie.
-Nie denerwuj się Ron, będzie dobrze.-Zapewniła go Hermiona po obiedzie.
-Idziemy polatać?-Zaproponował Harry.
-Ja tam zawsze chętnie.-Wyszczerzyła zęby Ginny.
-No dobra...przekonaliście mnie.-Powiedziała Hermiona.
-A ty Ron?-Zapytał Harry.
-Okay.-Powiedział trochę bez życia.
-Ron, obiecuję, że moi rodzice cię nie pożrą.-Zaśmiała się Hermiona.
-Wiem, ale boje się, że coś źle zrobię.
-Ron, spokojnie ślubu jeszcze nie bierzecie.-Powiedziała Ginny.
-No właśnie, każdemu się zdarzają jakieś wpadki.-Zapewnił go Harry.
-Będzie fajnie, mój dom jest w bardzo fajnej okolicy, wszystko ci pokażę.
-No dobra, a ja postaram się nie wygłupić.-Zaśmiał się Ron.
-To co faceci na kobiety?-Zaproponowała Ginny.
-Dobry pomysł, damy radę Ron.-Harry próbował jakoś mu dodać otuchy.
W końcu Ron z Harry'm na Ginny i Hermionę grali całe popołudnie aż zaczęło się ściemniać. Ron rzeczywiście dzięki grze trochę się wyluzował i chyba przestał myśleć o ewentualnym niepowodzeniu.
-Jak w ogóle chcecie się tam dostać? Będziecie się deportować bezpośrednio?-Zapytała Ginny.
-Tak, inne środki są dosyć abstrakcyjne dla mugoli.
-Taa...coś o tym wiem.-Powiedział Harry i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Nie ma to jak lecieć latającym autem przez mugolską dzielnicę...-Parsknął śmiechem Ron.
-Halo?-Hermiona odebrała swój telefon i odeszła na bok.
-No to...do zobaczenia braciszku, widzimy się w poniedziałek.-Powiedziała Ginny i przytuliła go.
-Na razie stary, będzie dobrze.-Poklepał go przyjacielsko po plecach.
-Dzięki, Harry. I pamiętaj, łapy przy sobie!-Zagroził mu i zaśmiał się.
-Jasne, jasne.-Zrobił krok do tyłu i uniósł ręce na wysokość ramion po czym wszyscy parsknęli śmiechem.
-No, Ron, na nas już czas. Pa!-Powiedziała Hermiona po czym ucałowała Ginny, przytuliła Harry'ego. Po chwili Ron uśmiechnął się do nich trochę niepewnie i już ich nie było.
-To idziemy na ten spacer?-Zapytał Harry po chwili.
-Jasne, tylko wezmę bluzę.
-Masz moją.-Powiedział i okrył Ginny.-Nie jest taka ładna, ale cóż...-Zaśmiał się.
-No, można się poczuć jak w jakimś filmie romantycznym.-Zaśmiała się.
-Widzisz jak szybko się uczę.-Uśmiechnął się.
-Tak, doceniam to.-Powiedziała i złapała jego dłoń, a kciukiem pocierała wyryte kiedyś słowa.-Trochę ciężko uwierzyć w to wszystko co jeszcze niedawno miało miejsce...
-Tak masz racje w końcu, wszyscy myśleli, że muszę umrzeć.
-Ja tak nie myślałam.-Przyznała.
-Nic nie wiedziałaś Ginny...przepraszam, ale...
-Wiem, nie mogłeś mi powiedzieć, to była twoja misja, ja nie miałam z tym nic wspólnego.
-Wszystko co dla mnie zrobiłaś miało wielkie znaczenie. Skąd w ogóle wiedziałaś, że miecz Godryka Gryffindora...
-Fakt, że nie wiedziałam nic o horkruksach, ale wiedziałam, że Dumbledore zapisał ci go w testamencie, byłam pewna, że nie zrobił tego bez sensu, że na pewno będzie wam potrzebny. Rozbroiliśmy Carrow'ów i wszystko szło zgodnie z planem, ale Snape przyłapał nas przed jego gabinetem z mieczem. I tak spodziewałam się, że oberwiemy za to Cruciatusem, albo będą z nas chcieli wyciągnąć informację dlaczego to zrobiliśmy, ale Snape wysłał nas tylko do Zakazanego Lasu z Hagridem.
-Tylko?-Powiedział unosząc brwi, ale świetnie to znał, sam odetchnął, gdy się dowiedział o tej ,,karze".-Ginny to było takie głupie i nieodpowiedzialne...
-Tak, wiem, ale czy tak nie zachowuje się ktoś zakochany?
-Och, Ginny, nie musisz mi nic udowadniać, wiem, że jesteś cholernie odważna.-Przyznał i objął ją ramieniem.
-Nie chodzi o odwagę, ja...jestem zakochana.
-Ja...ja też...i to bardzo mocno.-Powiedział i pocałował ją. Wiatr rozwiewał jej długie włosy, a on znowu czuł się jak kiedyś, czuł wielką radość, energię, siłę, wszystkie negatywne wspomnienia ginęły kiedy ją obejmował, jakby emitowała ciepłe, pozytywne fale wprost do jego serca.
Kiedy przestali, oboje niekontrolowanie się zaśmiali, oboje patrzyli sobie w oczy.
-A ja przyrzekłem Ronowi, że będę miał ,,łapy przy sobie".-Zaśmiał się.
-No...to chyba złamałeś obietnicę.-Zachichotała.
-Strasznie mi ciebie brakowało, Ginny.-Przysiedli przy stawie i Harry właśnie rzucił płaski kamień a on odbił się kilka razy.
-Cieszę się, że nie odbiła mi ciebie żadna wila.-Zaśmiała się.
-A ciebie żaden mięśniak.
-No co ty...-Prychnęła.-Ostatnio wybrańce są na topie.
-Serio?-Zaśmiał się.-To chyba pierwsze takie wakacje...Totalnie bez zmartwień...
-No, ale po tej wojnie czuję się zupełnie inaczej, chyba wydoroślałam.
-Tak ja też, nie mogę się doczekać powrotu do Hogwartu...-Powiedział patrząc jak chmury różowią się a słońce znika za horyzontem.
-Jak to jest być takim odważnym?-Przerwała ciszę.-Ja nie wyobrażam sobie szukania horkruksów i...bycia jednym z nich.
-Nie jestem odważny, nie jestem nawet silny i nie mam żadnych szczególnych uzdolnień, gdyby nie wy wszyscy...Dumbledore miał rację, nie doceniałem tego, ale tak, miłość to najsilniejsza broń.
-To co, wracamy?-Zapytała.-Bo mama pewnie się zdenerwuje jak się spóźnimy na kolację, chociaż chyba by nam to wybaczyła.-Uśmiechnęła się.
-Tak, wracajmy już.-Zgodził się i zaczęli wspinać się po wzgórzu, na którym była położona nora.
Wieczorem, po kolacji kiedy Harry przeglądał jeszcze raz album, w którym były zdjęcia jego i jego rodziców ktoś zapukał.
-Proszę!-Powiedział i do środka weszła Ginny, a w oczach miała iskierki, po czym Harry poznał, że musiało się stać coś dobrego.-Coś się stało?-Zapytał i odłożył album na swoją szafkę nocną.
-Tak, muszę ci coś pokazać.-Powiedziała podekscytowana, zza pleców wyciągnęła list i podała mu go. Była na nim pieczątka Hogwartu.
-Z Hogwartu?-Zrobił zdziwioną minę, a Ginny wyciągnęła list i zaczęła czytać:
-Serdecznie dziękuję za odesłanie odpowiedzi dotyczącej uczęszczania na lekcje w tym roku, załączam listę potrzebnych ingrediencji i podręczników oraz dodatkowo z wielką przyjemnością informuję o tym, iż została Pani nowym kapitanem Szkolnej Drużyny Quidditcha. Z poważaniem, dyrektor Hogwartu Minerwa McGonagall.-Skończyła czytać.
-Będziesz kapitanką! Super!-Powiedział ucieszony i przytulił ją.
-No wiem. Muszę napisać do Rona i Hermiony, pewnie też się ucieszą.-Powiedziała rozradowana.
-Gratuluję, pani kapitan.-Zaśmiali się.
-Dziękuję, mam nadzieję, że będę dobrym kapitanem.-A to twój list.-Wyjęła go i podała mu. Harry przeczytał, ale były w nim tylko załączone listy podręczników i przyborów.
-Nic nadzwyczajnego, to co zawsze.-Wzruszył ramionami.-A szkoda już myślałem, że zostałem zastępcą kapitana.-Zaśmiał się.
-Jak będziesz się dobrze sprawował to cię na niego mianuję.-Zaśmiała się.-Dobranoc, kocham cię.-Pożegnała się całując go w policzek.
-Dobranoc, ja ciebie też.
poniedziałek, 10 lipca 2017
9.Rozpacz Rona
Harry z Ginny z samego rana, zaraz po wesołych rozmowach przy śniadaniu pani Weasley deportowali się do pracy.
-O, świetnie, że już jesteście, bo kilku małym trzeba wyszorować zęby i...
-To smokom się czyści zęby?-Powiedziała zdziwiona Ginny.
-Oczywiście Ginny, chociaż pewnie niedługo będą im się zmieniać na większe i ostrzejsze, mam jednak nadzieję, że nastanie to jak już będziecie w Hogwarcie, bo wtedy robią się trochę nieznośne.-Wytłumaczył im Charlie.-No i jak już mówiłem polatacie sobie trochę.
-Super.-Powiedziała zachwycona Ginny trzymając swoja miotłę.
-No to świetnie zacznijcie od bielników, wszystko czego potrzebujecie jest tam,.-Wskazał na jakiś budynek, a po chwili zapiął pierwsze dwa osobniki na smycze i wyprowadził zza ogrodzenia.-A teraz prosty test na zaufanie.-Powiedział Charlie i wręczył im coś co wyglądało jak czerwony, pulsujący owoc.-Teraz musicie uklęknąć parę metrów przed nim i wyciągnąć rękę z owocem najważniejsze jest to, żeby nie stracić przy tym kontaktu wzrokowego, jeśli do was podejdą-jest dobrze, jeśli podejdą i zjedzą z waszej ręki-jest bardzo dobrze, a jeśli podejdą i się o was otrą to doskonale się z nimi dogadacie.-Powiedział Charlie. Jeśli chciałyby was zaatakować musicie uciekać co sił w nogach a ja się nimi zajmę, rozumiecie wszystko?-Zapytał ich Charlie na co oboje kiwnęli głowami.-Świetnie no to uwaga! Odpinam je!-Powiedział i zdjął im smycze. Harry i Ginny postąpili zgodnie z instrukcjami Charlie'ego i czekali aż cos się wydarzy. Charlie miał racje kiedy oni się w nie wpatrywali one również nie odrywały wzroku jakby to był pojedynek kto pierwszy mrugnie. Smok Harry'ego zrobił kilka powolnych kroków na przód, po chwili tak samo zrobił smok Ginny.
-Świetnie.-Powiedział cicho Charlie, który się temu przyglądał.
Po chwili przybliżyły się jeszcze bardziej i zjadły to co im zaoferowano i nawet położyły im głowę na kolanach i wydały dziwny dźwięk.
-O, kochany.-Powiedziała Ginny drapiąc go pod brodą.
-Są serio, łagodne.-Dodał Harry.
-Tak, w rzeczy samej, choć wszyscy mają je za potwory, no cóż to bardzo pamiętliwe zwierzęta, doskonale pamiętają każdy dobry uczynek ale również każdą krzywdę.
-Będziemy tak musieli robić z każdym?-Zapytał Harry.
-Przypuszczam, że nie, jeśli zobaczą, że ich bracia wam ufają też wam zaufają.-Powiedział Charlie.
-Bardzo na sobie polegają...-Zauważyła Ginny.
-No tak, niestety często są lojalniejsze od ludzi...
-Właściwie Charlie, świetnie ci idzie z tą hodowlą.-Przyznała Ginny.
-No tak, rozwija się, chociaż wcześniej wszyscy próbowali mi to wybić z głowy, fakt mam kilka blizn, ale innych tak trudno przekonać, że wiele z nich naprawdę nie wyrządzają szkód. Te które zostały wykorzystywane przez Voldemorta pewnie były okropnie traktowane, dlatego były tak rozjuszone.-Wytłumaczył im. A one są moimi prawdziwymi przyjaciółmi..-Wyznał.
-No wiesz, wszyscy się bali, że ten biznes nie wypali, to nie tak, że rodzice w ciebie nie wierzyli.
-Tak, wiem Ginny, nie mam im tego za złe.-No dobra teraz możecie iść je trochę wykapać i umyć zęby.-Powiedział Charlie, teraz już na pewno dacie sobie z nimi radę, jakby co jestem w pobliżu.-Powiedział, zapiął smoki na smycze z łańcuchów i odszedł.
-Co mu jest?-Zapytał Harry.
-Nie mam pojęcia, zwykle ma dużo energii, a dzisiaj jest jakiś smutny i smętny...-Powiedziała Ginny.-To dziwne, bo on się nigdy na nic nie uskarża, kocha swoją pracę i w ogóle...
-Może się źle czuje albo jest zmęczony...
-No nie wiem, on często wracał z pracy zmęczony, ale zadowolony.
-No nic, może mu przejdzie.-Powiedział.
-Słyszałeś wcześniej o myciu zębów smokom?-Zapytała Ginny z uśmiechem, prowadząc smoka na smyczy.
-Nie, w ogóle mało o nich wiedziałem w porównaniu do Charlie'ego...
-No tak, jako jedyny wybrał Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami na owutem, wszyscy się z niego śmiali, ale on się nie przejmował, zawsze był sobą bez względu na wszystko...
-To chyba dobrze, Charlie jest w porządku, a te smoki serio sa fajne.-Powiedział spoglądając jak jego grzecznie idzie koło nogi.-Trochę jak psy.
-No, tylko, że groźniejsze, ale Charlie się nimi dobrze zajmuje, nie dziwie się, że nienawidzą ludzi którzy je skrzywdzili, zupełnie tak jak ludzie...
-A właśnie, co wybrałaś na owutem? Bo jakoś wcześniej nie miałem okazji cie o to zapytać-Powiedział Harry, gdy już byli w środku i próbowali wpakować smoki do umywalki.
-Zielarstwo, Transmutację, Obronę Przed Czarną Magią, Starożytne Runy, Eliksiry, Zaklęcia i Astronomia.
-Oblałaś Wróżbiarstwo i Historię magii, prawda?
-No cóż...z historii magii dostałam "powyżej oczekiwań" ale to straszne nudne i uznałam to za nieprzydatne, chyba wiem o historii tyle ile powinnam wiedzieć. No a z wróżbiarstwa...
-Nic nie wyczytałaś z fusów?-Powiedział i oboje parsknęli śmiechem. Smoki wciąż się wierciły, ale chyba lubiły wodę.
-Eee...tak średnio, dostałam "nędzny" dlatego, bo wymyśliłam historyjkę o tym, że wkrótce będzie wojna i ogromne niebezpieczeństwo.
-No to chyba dobrze przewidziałaś...-Zaśmiał się Harry.
-Chyba nawet ślepy widział co się dzieje.
-A tam nieważne, i tak zasługujesz na "wybitny".-Zaśmiał się.
-Taa...jeszcze będzie ze mnie taki wróżbita, lepszy od Trelawney.-Puściła do niego oko i za chwile odwróciła głowę, bo smok zaczął strasznie chlapać.-A jak tam Teddy?-Zapytała Ginny.
-Ostatnio pisałem z Andromedą, podobno szybko rośnie, a jego czupryna co chwilę zmienia kolor.
-Jest taki jak Tonks, zawsze chciałam być metamorfomagiem, choć raz przetransmutowałam moje włosy na różowo. Mimo, że Fleur twierdzi, że ten kolor "kłóci się z moją karnacją".-Zaśmiali się.-Tak za nią tęsknię...zawsze chciałam mieć siostrę.
-Ja też chciałbym mieć rodzeństwo, chociaż zawsze czułem się jakbyście byli moją rodziną...
-Nie obijać się tam!-Krzyknął do nich Charlie od progu.
-Jasne, smoki już czyste!-Odkrzyknęła Ginny.
Przez resztę popołudnia próbowali zachęcić młode smoki do pierwszego lotu, choć okazało się to bardzo trudne.
-Och, jak pisklaki.-Porównała Ginny.-Mnie nie trzeba było tak długo zmuszać do wsiąścia na miotłę.-Wyszczerzyła zęby.
-Może dlatego, że wcale nie musieli cię zmuszać.-Zaśmiał się.
-No fakt. Ciekawa jestem kiedy będą latać przez te obręcze.-Wskazała kilkanaście metalowych obręcz ustawionych jedna za drugą.
-Jak się już wzbiją to pewnie potem będzie już z górki...-Stwierdził Harry.
-Może masz racje.-Powiedziała siedząc na miotle parę metrów nad ziemią i próbując zachęcić go do lotu.
-Są strasznie uparte...
-Tak jak ja, więc chyba się dogadamy.-Powiedziała i oboje się zaśmiali. Po tym wszystkim co się niedawno działo dla Harry'ego była to miła odmiana-być obok Ginny, żartować, śmiać się, odpoczywać, gawędzić wieczorem z Weasley'ami i jeść razem kolację.
-No patrz mały, wyczarowałam dla ciebie siatkę, zaufaj mi!-Powiedziała Ginny spokojnym głosem, tak jak im powiedział Charlie patrząc mu w oczy. Czyżby to było to samo, kiedy były momenty, że spodziewał się usłyszeć-"Zaufaj mi", choć odpowiedziała mu tylko cisza.
-Chyba jednak nie dziś, co...-Stwierdziła, poklepała go po pysku i zdjęła wcześniej rzucone zaklęcie.
Chwilę później zapięli je na smycze i powiedzieli o wszystkim Charlie'emu.
-Spokojnie, nie są jakimiś wytwornymi lotnikami, ja sam nie umiałbym ich tak szybko zachęcić do latania, potrzebują jeszcze trochę czasu i z pewnością się uda.-Zapewnił ich Charlie z uśmiechem.
-Powiedzcie mamie, że też niedługo przyjdę na kolację.
-I słusznie Charlie, chyba bardzo chce cię zobaczyć.
-No i może przestanie mówić, że jesteś niedożywiony i zapracowany.-Dodał Harry.
-To żadna nowość, mama zawsze tak mówi.-Zachichotał.-No to niedługo się widzimy, naprawdę świetnie wam dziś poszło, do zobaczenia na kolacji.-Uśmiechnął się do nich i odszedł, a tym razem wiedzieli już gdzie jest wyjście. Przed ośrodkiem deportowali się do ogródka nory.
-Wchodźcie, wchodźcie!-Powiedziała pani Weasley i szeroko otwarła przed nimi drzwi.-Nic wam nie jest?-Zapytała i od razu zmierzyła ich od stóp do głów jakby sprawdzała czy nie brakuje im jakiejś części ciała.
-Oczywiście, że nie mamo...-Powiedziała Ginny patrząc wymownie w sufit.-A Charlie nawet stwierdził, że idzie nam to świetnie.
-Och, dobrze, że jesteście cali, może nie są takie złe, ale bezpieczeństwo jest najważniejsze.-Oświadczyła i wykonała kilka machnięć różdżką w kuchni.
-Od zawsze ta sama śpiewka.-Mruknął Ron, który siedział już przy stole.
-Hermiony nie ma?-Zapytał Harry, bo ostatnio tam gdzie był Ron była i Hermiona i na odwrót. Często nawet udawało się jej wyciągnąć Rona do biblioteki.
-Nie ma jej, nie wiem gdzie poszła powiedziała, że "idzie załatwić jakąś ważną sprawę".-Oznajmił Ron.
-I poszła bez ciebie? Nie uważasz, że to dziwne?-Powiedziała Ginny widocznie też zdziwiona tym faktem.
-Nieee...w końcu kto by chciał być pantoflem.
-Mówisz jakbyście byli małżeństwem.-Zaśmiał się Harry.
-Nigdy niewiadomo co mają w planach Harry. Ale chyba zaprosisz ciotunię Muriel na ślub.-Powiedziała i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Tak Ginny, ty za to po złożeniu przysięgi będziesz latać nad nami na miotle i rzucać płatkami kwiatków.-Zakpił Ron.
-Taaa...a ja wyskoczę ze środka tortu krzycząc "NIESPODZIANKA!".-Powiedział Harry i wybuchnęli śmiechem.
-Mi taki scenariusz pasuje, nie muszę na twój ślub ubierać sukienki, prawda?
-Jak dla mnie możesz przyjść nawet w dresie.
-Chyba jednak zostanę przy stroju do Quidditcha.-Uśmiechnęła się.
-Właśnie jak się latało ze smokami?-Zapytał Ron.
-W sumie "latało"to jak na razie chyba za duże słowo.-Powiedział Harry.
-Hermiona już jest!-Poinformowała ich pani Weasley i po chwili uradowana Hermiona wpadła do salonu.
-Mam świetne wieści!-Powiedziała zasapana i usiadła obok nich na kanapie.
-Jakie?-Powiedzieli chórem.
-Kingsley pomógł mi odnaleźć moich rodziców!-Oświadczyła.-Cofnęłam moje zaklęcie, opowiedziałam im o wszystkim, są pod wielkim wrażeniem.-Powiedziała Hermiona tak podekscytowana spotkaniem z rodzicami, że aż miała wypieki na twarzy.
-To świetnie!-Powiedział Harry i wszyscy się uśmiechnęli.
-Co teraz zrobią, zostaną w Australii?-Zapytała Ginny.
-Póki co, tak, ale i tak to dla mnie nie problem, mogę się do nich deportować.
-Super, nic im nie jest?-Zapytał Ron.
-Nie, na szczęście nie. Ale chyba pojadę do nich na weekend.I jest jeszcze coś, bo widzisz Ron...oni chcieli by cię poznać i też zapraszają cię na weekend, mają duży dom.
-Taaak...jasne...to znaczy....ja chętnie. W ogóle co u nich?-Zapytał trochę nerwowo byleby zmienić temat.
-Sam się niedługo przekonasz, ale w końcu minął rok, wszystko się zmieniło.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-Dobrze, że nic im nie jest.-Powiedział Harry.
Niedługo potem na kolację przyszli Teddy z Andromedą, Artur, George po zamknięciu swojego sklepu, Charlie tak jak obiecał i Bill z Fleur.
-Ależ nie ma kłopotu, mamo ja wrócę dziś do siebie, nie chcę tutaj zawadzać.-Zadeklarował Charlie obojętnym tonem.
-Jesteś pewny?-Zapytała mama.-Jest już późno i ciemno...-Próbowała go przekonać z zatroskaną miną.
-Zapewniam cię mamo, że era mroku już za nami i Kingsley Shacklebolt nad wszystkim panuje więc nikt mnie nie napadnie, zresztą zdeportuję się pod samym domem.-Powiedział zarzucając na siebie kurtkę skórzaną.-Dobranoc!-Powiedział w głąb domu i odpowiedział mu chór.
-Dobranoc, uważaj na siebie.-Powiedziała mu pani Weasley.
-Tak, tak.-Pokiwał niecierpliwie głową i po chwili wyszedł i deportował się.
-Właściwie Ted i Andromeda też już poszli, tylko my zostaliśmy...-Próbował się wykręcić Bill, ale pani Weasley była szybsza.
-Och, nie ma dyskusji, chciałabym czasem móc z tobą porozmawiać synku.-Powiedziała, zgięła nadgarstek, którym trzymała różdżkę i szmatka zaczęła polerować stół, który uprzednio skurczył się do swojego poprzedniego rozmiaru.
-Och, Bill ty ciągle taki zabiegany...-Zamruczała Fleur i zaczęła go powoli całować na co Ginny chrząknęła z dezaprobatą co strasznie rozbawiło Harry'ego i Hermionę, za to Ron był jakiś nie w sosie i z poważną miną wpatrywał się w kominek a jaskrawe płomienie odbijały się w jego oczach.
-Kto chce po lampce wina na koniec ciężkiego dnia?-Zaproponował pan Weasley i butelka z czerwonym winem wylądowała na stole razem z kieliszkami.
-Ja chętnie.-Powiedział Ron i jego kieliszek podsunął się pod butelkę.
-Tylko nie pij za dużo Ron!-Krzyknęła z kuchni pani Weasley.
-Nie dzięki tato, jutro mam pracę i chyba się już położę.-Powiedziała Ginny.
-Ja też.-Stwierdził Harry i poszedł za nią po schodach.
-No to dobranoc.-Szepnęła Ginny na szczycie schodów i pocałowała go w policzek po czym poszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
Harry, gdy się położył poczuł się bardzo śpiący, ale od snu oderwał go Ron.
-Harry? Harry, śpisz?-Zapytał go szeptem Ron.
-Raczej spałem, co znowu?-Powiedział rozjuszonym tonem.-Znowu wypiłeś i teraz nie umiesz zasnąć...
-Nie to nie o to chodzi stary..-Zaprzeczył.
-To o co, bo ja w przeciwieństwie do ciebie mam jutro pracę i chcę się wyspać.-Powiedział ostrym tonem.
-No wiem, przepraszam, że nie daję ci spać, ale ja się boję...-Wydusił to z siebie.
-Czego?-Zapytał i podniósł się do pozycji siedzącej.
-Co jeśli rodzina Hermiony mnie nie polubi...-Powiedział przestraszonym tonem.
-Och, Ron nie ma się czego bać, jestem pewny, że cię polubią.
-No nie wiem, oni są inni i nie wiem czy chcą, żeby Hermiona zadawała się z kimś takim jak ja...
-Tak ja ty znaczy jakim?-Zapytał, bo nie bardzo rozumiał.
-No wiesz, oni może chcieliby, żeby Hermiona znalazła sobie kogoś ustatkowanego...
-Ustatkowanego? O czym ty mówisz Ron, przecież nas wszystkich jeszcze czeka rok nauki, wszystko jeszcze przed tobą.
-No tak ale ty i Ginny już macie takie plany i chcecie wynająć mieszkanie, ty wyremontować dom...A ja co im powiem? Zresztą spójrz na mnie, ani trochę nie przypominam na przykład takiego Kruma?
-Po co miałbyś być podobny do Kruma, jesteś o wiele fajniejszy kiedy jesteś Ronem.-Powiedział mu Harry a to wyraźnie go pokrzepiło, bo nawet w ciemności dostrzegł jego uśmiech.
-Dzięki stary, ale ja naprawdę się martwię.
-Spokojnie, spędzisz ten czas z Hermioną, opowiesz im o sobie i po prostu bądź sobą, może właśnie rodzice Hermiony chcieliby cie poznać, bo Hermiona cię kocha i to się liczy...
-No tak.-Zgodził się i chyba trochę uspokoił.-Naprawdę sądzisz, że jestem lepszy od Kruma?-Powiedział ze śmiechem.
-Nie naginaj mojej cierpliwości Ron.-Zaśmiał się.
-No dobra, dobra. I dzięki, że ze mną pogadałeś stary, cieszę się, że mam takiego przyjaciela.
-Ja też Ron, ja też.
-O, świetnie, że już jesteście, bo kilku małym trzeba wyszorować zęby i...
-To smokom się czyści zęby?-Powiedziała zdziwiona Ginny.
-Oczywiście Ginny, chociaż pewnie niedługo będą im się zmieniać na większe i ostrzejsze, mam jednak nadzieję, że nastanie to jak już będziecie w Hogwarcie, bo wtedy robią się trochę nieznośne.-Wytłumaczył im Charlie.-No i jak już mówiłem polatacie sobie trochę.
-Super.-Powiedziała zachwycona Ginny trzymając swoja miotłę.
-No to świetnie zacznijcie od bielników, wszystko czego potrzebujecie jest tam,.-Wskazał na jakiś budynek, a po chwili zapiął pierwsze dwa osobniki na smycze i wyprowadził zza ogrodzenia.-A teraz prosty test na zaufanie.-Powiedział Charlie i wręczył im coś co wyglądało jak czerwony, pulsujący owoc.-Teraz musicie uklęknąć parę metrów przed nim i wyciągnąć rękę z owocem najważniejsze jest to, żeby nie stracić przy tym kontaktu wzrokowego, jeśli do was podejdą-jest dobrze, jeśli podejdą i zjedzą z waszej ręki-jest bardzo dobrze, a jeśli podejdą i się o was otrą to doskonale się z nimi dogadacie.-Powiedział Charlie. Jeśli chciałyby was zaatakować musicie uciekać co sił w nogach a ja się nimi zajmę, rozumiecie wszystko?-Zapytał ich Charlie na co oboje kiwnęli głowami.-Świetnie no to uwaga! Odpinam je!-Powiedział i zdjął im smycze. Harry i Ginny postąpili zgodnie z instrukcjami Charlie'ego i czekali aż cos się wydarzy. Charlie miał racje kiedy oni się w nie wpatrywali one również nie odrywały wzroku jakby to był pojedynek kto pierwszy mrugnie. Smok Harry'ego zrobił kilka powolnych kroków na przód, po chwili tak samo zrobił smok Ginny.
-Świetnie.-Powiedział cicho Charlie, który się temu przyglądał.
Po chwili przybliżyły się jeszcze bardziej i zjadły to co im zaoferowano i nawet położyły im głowę na kolanach i wydały dziwny dźwięk.
-O, kochany.-Powiedziała Ginny drapiąc go pod brodą.
-Są serio, łagodne.-Dodał Harry.
-Tak, w rzeczy samej, choć wszyscy mają je za potwory, no cóż to bardzo pamiętliwe zwierzęta, doskonale pamiętają każdy dobry uczynek ale również każdą krzywdę.
-Będziemy tak musieli robić z każdym?-Zapytał Harry.
-Przypuszczam, że nie, jeśli zobaczą, że ich bracia wam ufają też wam zaufają.-Powiedział Charlie.
-Bardzo na sobie polegają...-Zauważyła Ginny.
-No tak, niestety często są lojalniejsze od ludzi...
-Właściwie Charlie, świetnie ci idzie z tą hodowlą.-Przyznała Ginny.
-No tak, rozwija się, chociaż wcześniej wszyscy próbowali mi to wybić z głowy, fakt mam kilka blizn, ale innych tak trudno przekonać, że wiele z nich naprawdę nie wyrządzają szkód. Te które zostały wykorzystywane przez Voldemorta pewnie były okropnie traktowane, dlatego były tak rozjuszone.-Wytłumaczył im. A one są moimi prawdziwymi przyjaciółmi..-Wyznał.
-No wiesz, wszyscy się bali, że ten biznes nie wypali, to nie tak, że rodzice w ciebie nie wierzyli.
-Tak, wiem Ginny, nie mam im tego za złe.-No dobra teraz możecie iść je trochę wykapać i umyć zęby.-Powiedział Charlie, teraz już na pewno dacie sobie z nimi radę, jakby co jestem w pobliżu.-Powiedział, zapiął smoki na smycze z łańcuchów i odszedł.
-Co mu jest?-Zapytał Harry.
-Nie mam pojęcia, zwykle ma dużo energii, a dzisiaj jest jakiś smutny i smętny...-Powiedziała Ginny.-To dziwne, bo on się nigdy na nic nie uskarża, kocha swoją pracę i w ogóle...
-Może się źle czuje albo jest zmęczony...
-No nie wiem, on często wracał z pracy zmęczony, ale zadowolony.
-No nic, może mu przejdzie.-Powiedział.
-Słyszałeś wcześniej o myciu zębów smokom?-Zapytała Ginny z uśmiechem, prowadząc smoka na smyczy.
-Nie, w ogóle mało o nich wiedziałem w porównaniu do Charlie'ego...
-No tak, jako jedyny wybrał Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami na owutem, wszyscy się z niego śmiali, ale on się nie przejmował, zawsze był sobą bez względu na wszystko...
-To chyba dobrze, Charlie jest w porządku, a te smoki serio sa fajne.-Powiedział spoglądając jak jego grzecznie idzie koło nogi.-Trochę jak psy.
-No, tylko, że groźniejsze, ale Charlie się nimi dobrze zajmuje, nie dziwie się, że nienawidzą ludzi którzy je skrzywdzili, zupełnie tak jak ludzie...
-A właśnie, co wybrałaś na owutem? Bo jakoś wcześniej nie miałem okazji cie o to zapytać-Powiedział Harry, gdy już byli w środku i próbowali wpakować smoki do umywalki.
-Zielarstwo, Transmutację, Obronę Przed Czarną Magią, Starożytne Runy, Eliksiry, Zaklęcia i Astronomia.
-Oblałaś Wróżbiarstwo i Historię magii, prawda?
-No cóż...z historii magii dostałam "powyżej oczekiwań" ale to straszne nudne i uznałam to za nieprzydatne, chyba wiem o historii tyle ile powinnam wiedzieć. No a z wróżbiarstwa...
-Nic nie wyczytałaś z fusów?-Powiedział i oboje parsknęli śmiechem. Smoki wciąż się wierciły, ale chyba lubiły wodę.
-Eee...tak średnio, dostałam "nędzny" dlatego, bo wymyśliłam historyjkę o tym, że wkrótce będzie wojna i ogromne niebezpieczeństwo.
-No to chyba dobrze przewidziałaś...-Zaśmiał się Harry.
-Chyba nawet ślepy widział co się dzieje.
-A tam nieważne, i tak zasługujesz na "wybitny".-Zaśmiał się.
-Taa...jeszcze będzie ze mnie taki wróżbita, lepszy od Trelawney.-Puściła do niego oko i za chwile odwróciła głowę, bo smok zaczął strasznie chlapać.-A jak tam Teddy?-Zapytała Ginny.
-Ostatnio pisałem z Andromedą, podobno szybko rośnie, a jego czupryna co chwilę zmienia kolor.
-Jest taki jak Tonks, zawsze chciałam być metamorfomagiem, choć raz przetransmutowałam moje włosy na różowo. Mimo, że Fleur twierdzi, że ten kolor "kłóci się z moją karnacją".-Zaśmiali się.-Tak za nią tęsknię...zawsze chciałam mieć siostrę.
-Ja też chciałbym mieć rodzeństwo, chociaż zawsze czułem się jakbyście byli moją rodziną...
-Nie obijać się tam!-Krzyknął do nich Charlie od progu.
-Jasne, smoki już czyste!-Odkrzyknęła Ginny.
Przez resztę popołudnia próbowali zachęcić młode smoki do pierwszego lotu, choć okazało się to bardzo trudne.
-Och, jak pisklaki.-Porównała Ginny.-Mnie nie trzeba było tak długo zmuszać do wsiąścia na miotłę.-Wyszczerzyła zęby.
-Może dlatego, że wcale nie musieli cię zmuszać.-Zaśmiał się.
-No fakt. Ciekawa jestem kiedy będą latać przez te obręcze.-Wskazała kilkanaście metalowych obręcz ustawionych jedna za drugą.
-Jak się już wzbiją to pewnie potem będzie już z górki...-Stwierdził Harry.
-Może masz racje.-Powiedziała siedząc na miotle parę metrów nad ziemią i próbując zachęcić go do lotu.
-Są strasznie uparte...
-Tak jak ja, więc chyba się dogadamy.-Powiedziała i oboje się zaśmiali. Po tym wszystkim co się niedawno działo dla Harry'ego była to miła odmiana-być obok Ginny, żartować, śmiać się, odpoczywać, gawędzić wieczorem z Weasley'ami i jeść razem kolację.
-No patrz mały, wyczarowałam dla ciebie siatkę, zaufaj mi!-Powiedziała Ginny spokojnym głosem, tak jak im powiedział Charlie patrząc mu w oczy. Czyżby to było to samo, kiedy były momenty, że spodziewał się usłyszeć-"Zaufaj mi", choć odpowiedziała mu tylko cisza.
-Chyba jednak nie dziś, co...-Stwierdziła, poklepała go po pysku i zdjęła wcześniej rzucone zaklęcie.
Chwilę później zapięli je na smycze i powiedzieli o wszystkim Charlie'emu.
-Spokojnie, nie są jakimiś wytwornymi lotnikami, ja sam nie umiałbym ich tak szybko zachęcić do latania, potrzebują jeszcze trochę czasu i z pewnością się uda.-Zapewnił ich Charlie z uśmiechem.
-Powiedzcie mamie, że też niedługo przyjdę na kolację.
-I słusznie Charlie, chyba bardzo chce cię zobaczyć.
-No i może przestanie mówić, że jesteś niedożywiony i zapracowany.-Dodał Harry.
-To żadna nowość, mama zawsze tak mówi.-Zachichotał.-No to niedługo się widzimy, naprawdę świetnie wam dziś poszło, do zobaczenia na kolacji.-Uśmiechnął się do nich i odszedł, a tym razem wiedzieli już gdzie jest wyjście. Przed ośrodkiem deportowali się do ogródka nory.
-Wchodźcie, wchodźcie!-Powiedziała pani Weasley i szeroko otwarła przed nimi drzwi.-Nic wam nie jest?-Zapytała i od razu zmierzyła ich od stóp do głów jakby sprawdzała czy nie brakuje im jakiejś części ciała.
-Oczywiście, że nie mamo...-Powiedziała Ginny patrząc wymownie w sufit.-A Charlie nawet stwierdził, że idzie nam to świetnie.
-Och, dobrze, że jesteście cali, może nie są takie złe, ale bezpieczeństwo jest najważniejsze.-Oświadczyła i wykonała kilka machnięć różdżką w kuchni.
-Od zawsze ta sama śpiewka.-Mruknął Ron, który siedział już przy stole.
-Hermiony nie ma?-Zapytał Harry, bo ostatnio tam gdzie był Ron była i Hermiona i na odwrót. Często nawet udawało się jej wyciągnąć Rona do biblioteki.
-Nie ma jej, nie wiem gdzie poszła powiedziała, że "idzie załatwić jakąś ważną sprawę".-Oznajmił Ron.
-I poszła bez ciebie? Nie uważasz, że to dziwne?-Powiedziała Ginny widocznie też zdziwiona tym faktem.
-Nieee...w końcu kto by chciał być pantoflem.
-Mówisz jakbyście byli małżeństwem.-Zaśmiał się Harry.
-Nigdy niewiadomo co mają w planach Harry. Ale chyba zaprosisz ciotunię Muriel na ślub.-Powiedziała i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Tak Ginny, ty za to po złożeniu przysięgi będziesz latać nad nami na miotle i rzucać płatkami kwiatków.-Zakpił Ron.
-Taaa...a ja wyskoczę ze środka tortu krzycząc "NIESPODZIANKA!".-Powiedział Harry i wybuchnęli śmiechem.
-Mi taki scenariusz pasuje, nie muszę na twój ślub ubierać sukienki, prawda?
-Jak dla mnie możesz przyjść nawet w dresie.
-Chyba jednak zostanę przy stroju do Quidditcha.-Uśmiechnęła się.
-Właśnie jak się latało ze smokami?-Zapytał Ron.
-W sumie "latało"to jak na razie chyba za duże słowo.-Powiedział Harry.
-Hermiona już jest!-Poinformowała ich pani Weasley i po chwili uradowana Hermiona wpadła do salonu.
-Mam świetne wieści!-Powiedziała zasapana i usiadła obok nich na kanapie.
-Jakie?-Powiedzieli chórem.
-Kingsley pomógł mi odnaleźć moich rodziców!-Oświadczyła.-Cofnęłam moje zaklęcie, opowiedziałam im o wszystkim, są pod wielkim wrażeniem.-Powiedziała Hermiona tak podekscytowana spotkaniem z rodzicami, że aż miała wypieki na twarzy.
-To świetnie!-Powiedział Harry i wszyscy się uśmiechnęli.
-Co teraz zrobią, zostaną w Australii?-Zapytała Ginny.
-Póki co, tak, ale i tak to dla mnie nie problem, mogę się do nich deportować.
-Super, nic im nie jest?-Zapytał Ron.
-Nie, na szczęście nie. Ale chyba pojadę do nich na weekend.I jest jeszcze coś, bo widzisz Ron...oni chcieli by cię poznać i też zapraszają cię na weekend, mają duży dom.
-Taaak...jasne...to znaczy....ja chętnie. W ogóle co u nich?-Zapytał trochę nerwowo byleby zmienić temat.
-Sam się niedługo przekonasz, ale w końcu minął rok, wszystko się zmieniło.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-Dobrze, że nic im nie jest.-Powiedział Harry.
Niedługo potem na kolację przyszli Teddy z Andromedą, Artur, George po zamknięciu swojego sklepu, Charlie tak jak obiecał i Bill z Fleur.
-Ależ nie ma kłopotu, mamo ja wrócę dziś do siebie, nie chcę tutaj zawadzać.-Zadeklarował Charlie obojętnym tonem.
-Jesteś pewny?-Zapytała mama.-Jest już późno i ciemno...-Próbowała go przekonać z zatroskaną miną.
-Zapewniam cię mamo, że era mroku już za nami i Kingsley Shacklebolt nad wszystkim panuje więc nikt mnie nie napadnie, zresztą zdeportuję się pod samym domem.-Powiedział zarzucając na siebie kurtkę skórzaną.-Dobranoc!-Powiedział w głąb domu i odpowiedział mu chór.
-Dobranoc, uważaj na siebie.-Powiedziała mu pani Weasley.
-Tak, tak.-Pokiwał niecierpliwie głową i po chwili wyszedł i deportował się.
-Właściwie Ted i Andromeda też już poszli, tylko my zostaliśmy...-Próbował się wykręcić Bill, ale pani Weasley była szybsza.
-Och, nie ma dyskusji, chciałabym czasem móc z tobą porozmawiać synku.-Powiedziała, zgięła nadgarstek, którym trzymała różdżkę i szmatka zaczęła polerować stół, który uprzednio skurczył się do swojego poprzedniego rozmiaru.
-Och, Bill ty ciągle taki zabiegany...-Zamruczała Fleur i zaczęła go powoli całować na co Ginny chrząknęła z dezaprobatą co strasznie rozbawiło Harry'ego i Hermionę, za to Ron był jakiś nie w sosie i z poważną miną wpatrywał się w kominek a jaskrawe płomienie odbijały się w jego oczach.
-Kto chce po lampce wina na koniec ciężkiego dnia?-Zaproponował pan Weasley i butelka z czerwonym winem wylądowała na stole razem z kieliszkami.
-Ja chętnie.-Powiedział Ron i jego kieliszek podsunął się pod butelkę.
-Tylko nie pij za dużo Ron!-Krzyknęła z kuchni pani Weasley.
-Nie dzięki tato, jutro mam pracę i chyba się już położę.-Powiedziała Ginny.
-Ja też.-Stwierdził Harry i poszedł za nią po schodach.
-No to dobranoc.-Szepnęła Ginny na szczycie schodów i pocałowała go w policzek po czym poszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
Harry, gdy się położył poczuł się bardzo śpiący, ale od snu oderwał go Ron.
-Harry? Harry, śpisz?-Zapytał go szeptem Ron.
-Raczej spałem, co znowu?-Powiedział rozjuszonym tonem.-Znowu wypiłeś i teraz nie umiesz zasnąć...
-Nie to nie o to chodzi stary..-Zaprzeczył.
-To o co, bo ja w przeciwieństwie do ciebie mam jutro pracę i chcę się wyspać.-Powiedział ostrym tonem.
-No wiem, przepraszam, że nie daję ci spać, ale ja się boję...-Wydusił to z siebie.
-Czego?-Zapytał i podniósł się do pozycji siedzącej.
-Co jeśli rodzina Hermiony mnie nie polubi...-Powiedział przestraszonym tonem.
-Och, Ron nie ma się czego bać, jestem pewny, że cię polubią.
-No nie wiem, oni są inni i nie wiem czy chcą, żeby Hermiona zadawała się z kimś takim jak ja...
-Tak ja ty znaczy jakim?-Zapytał, bo nie bardzo rozumiał.
-No wiesz, oni może chcieliby, żeby Hermiona znalazła sobie kogoś ustatkowanego...
-Ustatkowanego? O czym ty mówisz Ron, przecież nas wszystkich jeszcze czeka rok nauki, wszystko jeszcze przed tobą.
-No tak ale ty i Ginny już macie takie plany i chcecie wynająć mieszkanie, ty wyremontować dom...A ja co im powiem? Zresztą spójrz na mnie, ani trochę nie przypominam na przykład takiego Kruma?
-Po co miałbyś być podobny do Kruma, jesteś o wiele fajniejszy kiedy jesteś Ronem.-Powiedział mu Harry a to wyraźnie go pokrzepiło, bo nawet w ciemności dostrzegł jego uśmiech.
-Dzięki stary, ale ja naprawdę się martwię.
-Spokojnie, spędzisz ten czas z Hermioną, opowiesz im o sobie i po prostu bądź sobą, może właśnie rodzice Hermiony chcieliby cie poznać, bo Hermiona cię kocha i to się liczy...
-No tak.-Zgodził się i chyba trochę uspokoił.-Naprawdę sądzisz, że jestem lepszy od Kruma?-Powiedział ze śmiechem.
-Nie naginaj mojej cierpliwości Ron.-Zaśmiał się.
-No dobra, dobra. I dzięki, że ze mną pogadałeś stary, cieszę się, że mam takiego przyjaciela.
-Ja też Ron, ja też.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)