Po pogrzebie Freda Ginny miała nadzieję, że uda jej się wyjechać tego samego dnia, jednak nie miała siły, żeby zabrać się do pakowania i planowania podróży. To właśnie było jednym z powodów dla których przełożyła wyjazd na następny dzień, choć bardzo się z tym wszystkim ociągała. Mimo, że była bardzo uparta co do wyjazdu to jakby czekała na to, że może jednak ktoś skutecznie ją zatrzyma...Jej rodzina, Harry, Ron i Hermiona szczególnie ucieszyli się z tego, że Ginny postanowiła wyjechać dopiero jutro. Tak naprawdę nikt nie chciał, żeby Ginny wyjeżdżała do Chicago i wspólnymi siłami wszyscy wymyślali coraz to nowe powody, dla których miała zostać w domu i opóźniali jej wyjazd jak tylko mogli.
-Arturze przecież nie możemy dopuścić do tego wyjazdu, nie chce stracić kolejnego dziecka!-Zaprotestowała pani Weasley.
-Ona zaraz będzie miała siedemnaście lat, nie mamy już na to wpływu, skoro stwierdziła, że chce wyjechać to znaczy, że ma ku temu swoje powody.
-Tata ma rację, Ginny się tak łatwo nie podda, trzeba coś wymyślić.-Powiedział Ron.
-Co niby chcesz zrobić Ron? Próbowaliśmy już chyba wszystkiego!
-Hmm...ja myślę, że jednak nie wszystkiego.-Powiedział z powątpieniem Ron, przywołał Harry'ego i Hermionę gestem i cała trójka wyszła na zewnątrz.
-No więc? Jakieś pomysły Ron?-Zapytała Hermiona.
-Czemu się tak na mnie gapicie?!-Burknął Harry.
-Hm..pomyślmy może dlatego, że jesteś ukochanym wybrańcem, który może tutaj zatrzymać moja upartą siostrzyczkę...
-Nie no co ty?! Że też ja na to nie wpadłem! Przecież jeśli ktoś na kim ci zależy jest w depresji i chce wyjechać to wystarczy PODEJŚĆ I POGADAĆ!-Zakpił sobie Harry.
-To nie taki głupi pomysł...-Powiedziała zamyślana Hermiona.
-Nie mów, że ty też Hermiona.
-Pomyśl, nie lepiej jest mieć to za sobą, zresztą jeśli naprawdę cie kocha, a wiem, że tak jest to cie tu tak nie zostawi.
-Rozmawialiście w ogóle po tej bitwie?
-Powiedziała tylko, że...cieszy się, że nic mi nie jest.
-Przeanalizujmy to.-Powiedział Ron, a Hermiona aż wybałuszyła oczy ze zdziwienia.-To było od razu jak cie zobaczyła po bitwie, powiedziała to rzucając ci się w ramiona, ale natychmiast się opamiętała i cię za to przeprosiła?
-Tak, tak było.-Przytaknął Harry.
-Hmm...jak dla mnie ona ma jakiś taki żal po tym zerwaniu, po śmierci Freda stała się smutna i straciła swój wdzięk i pewność siebie, a na dodatek teraz nie da się ukryć, że Harry'm interesuje się mnóstwo dziewczyn.
-Pewnie tak właśnie jest, ale mam wrażenie, że trzyma mnie jakoś na dystans, na dodatek jest w żałobie i nie wiem jak miałbym jej teraz powiedzieć, że ją kocham. Nienawidzę mojego życia!
-Spokojnie, coś się wymyśli.-Zapewnił go Ron. -A najpierw może chodźmy na kolacje, padam z głodu.
-Ja też, chodźmy już.-Powiedziała Hermiona.
-Ja tu zostanę.
-Nie jesteś głodny?-Zdziwił się Ron.
-A może przynieść ci coś do jedzenia?-Zaproponowała Hermiona.
-Nie, dzięki, idźcie beze mnie.
-No dobrze.
-Mama się wścieknie.
-Podziękuj jej Ron, zresztą nie tylko za kolacje za wszystko co dla mnie zrobiła, w końcu nie jestem częścią waszej rodziny i twoi rodzice mogli powiedzieć, że co ja ich obchodzę, a jednak tego nie zrobili, nie mogę tego wykorzystywać, muszę wreszcie sam o siebie zadbać.
-No co ty stary, jasne, że jesteś jak cześć naszej rodziny, może nie tak formalnie, ale nikt by sobie nie wybaczył gdyby cos ci się stało.
-Ron ma racje.
-Dziękuje wam.
-Przyjdź później.-Powiedział Ron i oboje z Hermioną poszli w stronę domu, natomiast Harry rozsiadł się pod brzozą na wzgórzu i czekał. Chciał koniecznie cos sprawdzić i okazało się, że jego przemyślenia były trafne. Widok Ginny na miotle nawet o tej porze wcale go nie zdziwił, za dobrze ją znał, żeby nie wiedzieć, że kiedy jest jej smutno lata.
-Oni mają rację, zrób to, porozmawiaj z nią!
-Zwariowałeś! Ona jest teraz w żałobie, trzeba to przeczekać.
-Ona cię teraz potrzebuje, no dalej, nie bądź tchórzem.-W jego głowie toczyła się bitwa
-Ja chcę tylko jej dobra...Do jutra coś wymyślę.-Pomyślał.
Harry bał się tego, że to nie będzie łatwa rozmowa, że jeśli coś pójdzie nie tak to nie dosyć, że z Ginny będzie jeszcze gorzej to jeszcze Ron nie dałby mu z tym spokoju.
-Przynajmniej udało mi się rozwikłać gdzie tak znika, gdy inni są na kolacji.-Pomyślał i nasunęło mu się, że bardzo dobrze zna Ginny, może jednak nie będzie tak źle. Miło było popatrzeć jak lata, Harry dobrze znał to uczucie, jakby zostawiło się wszystkie problemy na ziemi, było widać, że to jej pasja.
Tak jak nakazał mu Ron po jakimś czasie wrócił i wszedł do pokoju, który od zawsze dzielił z Ronem gdzie toczyła się rozwinięta konwersacja Rona z Hermioną.
-Wymyśliliście coś?-Zapytał.
-Nie...
-Niestety.-Powiedziała Hermiona.
-A co jeśli tak miało być, co jeśli ja powinienem być sam, a może po prostu potrzeba czasu, wiem jak to jest stracić kogoś bliskiego...
-Nawet jeśli wyjedzie to przecież jeszcze nie koniec świata. Będziemy mogli z nią pisać.-Powiedziała Hermiona.-Powiedziałeś, że powinieneś się usamodzielnić Harry, może Ginny też tego potrzebuje.
-Ginny była samodzielna odkąd pamiętam.-Powiedział Ron.
-A raczej nie daje sobie pomóc. Nie wiem dlaczego ona jest taka uparta i nie chce dać sobie pomóc.
-Hmm...no tak ciekawe kto jest takim przykładem uparciucha...-Burknął Ron.-No widzę, że przynajmniej komuś poprawiłem humor.-Powiedział, gdy zobaczył uśmiech Harry'ego i nawet Hermiona też się uśmiechnęła. Jak to się stało, że oni, ci którzy się zawsze najbardziej kłócili teraz nie odstępują siebie na krok.
-Ja już chyba pójdę spać.-Powiedziała Hermiona.-Na razie, postaram się z nią porozmawiać, ale nic nie obiecuję.-Po chwili wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
-Chicago to nie jest znowu tak daleko, zresztą założę się, że przyjedzie w twoje urodziny.-Powiedział Ron i uśmiechnął się do niego zachęcająco.
-W Chicago niedługo będą Harpie z Hollyhead myślisz, że to ma ze sobą jakiś związek?-Zapytał go Harry.
-Bardzo prawdopodobne. Nie przejmuj się tak stary, znam moją siostrę, ona nie umie wszystkiego od tak zostawić na zawsze, wróci kiedy nabierze sił i znudzi jej się w tym Chicago, a poza tym zawsze możemy się do niej deportować, prawda?
-No tak, w sumie to masz racje.
-Wszystko się ułoży, zrobię wszystko, żebyście znowu byli razem.-Te słowa usłyszane z ust Rona wprawiły go w osłupienie.
-Wiec już nie chcesz mnie za to zabić?
-No co ty stary, nie chce być taki jak kiedyś, dobranoc.-Powiedział i zgasił różdżkę.
-Cieszę się, że już ci przeszło, dobranoc.
Wcale nie była to dla Harry'ego dobra noc. Nie potrafił zasnąć, a na dodatek zupełnie nie wiedział co ma ze sobą zrobić, usiadł na brzegu łóżka, bo wiedział, że na spokojny sen już nie ma szans. Spojrzał na łóżko Rona, porozmawiałby z nim, ale nie chciał go budzić, bo wiedział, że Ron ma teraz sporo pracy i powinien wypocząć, dlatego nie pozostawało mu nic lepszego jak myśleć.
Czemu to bycie wybrańcem tak wszystko pokomplikowało...-Pomyślał. Próbował się jakoś otrząsnąć z myśli o tym jak beznadziejnie będzie kiedy Ginny wyjedzie, a na dodatek prorok już widocznie nie ma o czym pisać i co chwilę muszą mu znajdywać jakieś ,,kandydatki",co jeszcze bardziej wpływało na jego stosunki z Ginny. Czy rzeczywiście tak jak twierdzi Ron da rade przyzwyczaić się do jej braku? Przecież już brakuje mu tej prawdziwej, wesołej i pełnej energii Ginny, tylko co on mógłby zrobić. Kolejne minuty mijały, a ponure myśli wciąż go nie opuszczały. Z braku lepszego zajęcia, postanowił zejść na dół do kuchni i się czegoś napić. Sam nie wiedział dlaczego, ale musiał akurat przejść obok pokoju Ginny mimo, że schody na dół były w zupełnie innym kierunku. Kiedy zobaczył jak śpi poczuł się od razu lepiej, zawiesił chwile wzrok i odszedł w stronę schodów, a po nich prosto do kuchni.
**********
Ginny tej nocy również nie umiała zasnąć, choć wyglądała jakby słodko spała, tak naprawdę przewracała się z boku na bok i powiedziała cicho sama do siebie:
-Ginny, co ty robisz?!
Jak tak wsłuchiwała się w ciszę usłyszała trzask, jakby tłuczone szkło. Od razu nie zastanawiając się chwyciła za różdżkę i ruszyła na dół skąd wcześniej usłyszała dźwięk.
***********
-Cholera!-Powiedział sam do siebie, bo zaklęcie mu się nie udało przez co kubek się roztrzaskał, a on skaleczył sobie rękę.
-Już nawet tak proste zaklęcia jak przywołanie kubka sprawiają mi problem.-pomyślał. Po chwili poczuł jakby ktoś go obserwował.
-Już zupełnie zwariowałeś.-Powiedział sobie w myślach i po chwili podszedł do ściany i wyciągnął różdżkę.
************
Kiedy była już przy kuchni, poruszała się po cichu, wzdłuż ściany z pewnie wyciągniętą przed siebie różdżką. Za chwile oboje stali już przy brzegu ściany i spodziewając się jakiegoś napastnika odwrócili się gwałtownie i przystawili sobie nawzajem różdżki do gardeł.
-Harry?-Powiedziała zdziwiona.
-Niezły refleks.-Powiedział i za moment oboje opuścili różdżki. Obudziłem cie?
-Nie, nie przejmuj się i tak nie umiałam zasnąć.
-Dlatego robisz za stróża rodziny.-Uśmiechnął się.-Nie bałaś się, że mogę być śmierciożercą...
-Wojna się skończyła, mamy silne zabezpieczenia w całym domu i dookoła niego, zresztą kto chciałby robić zamach na moje życie...
-A na moje? Co ja zrobiłem takiego, że sobie na to wszystko zasłużyłem...A może rzeczywiście, to kara za każdą wyrządzoną krzywdę, a było ich sporo...
-To nie z twojej winy, nie możesz do końca życia się obwiniać za śmierć każdego. A w ogóle co to był za trzask?
-A...to tylko kubek.-Rzucił zaklęcie reparo i wszystkie kawałki kubka podniosły się i posklejały.-Jak nowy.
-No tak, gorzej z twoją ręką...-Powiedziała spoglądając na głębokie rozcięcie.-Zaczekaj.-Rzekła i z jednej z szafek wyciągnęła apteczkę, mimo że Harry sam mógł sobie błyskawicznie wyleczyć rękę jednym zaklęciem, nie opierał się i posłusznie wyciągnął rękę, a kiedy dotknęła jego ręki spojrzał na nią, ale szybko spuścił wzrok i miał nadzieje, że tego nie zauważyła.
-Wybacz, póki co jeszcze nie mogę używać zaklęć.-Wytłumaczyła zawijając skaleczona rękę.
-Dzięki.
-Może lepiej ja zrobię herbaty.-Zaśmiała się.
-Taaak, dzięki.
-Jak nie umiałam zasnąć mama zawsze robiła mi ciepłej herbaty ziołowej, ale teraz to chyba nie zadziała...
-Dlaczego?-Zapytał, choć spodziewał się co może być odpowiedzią.
-Ten wyjazd...no wiesz, będę za wami tęsknić, ale trudno mi jest tutaj być, kiedy wszystko przypomina mi o Fredzie, a poza tym rodzice maja słaba sytuacje finansową.
-Dlaczego nic nie powiedzieli?
-No wiesz...nie chcą nas zamartwiać. Nie rozmawiajmy o mnie, lepiej powiedz co z tobą, wiem, że chcesz zostać aurorem.
-Nie wiem...tak szczerze to teraz w ogóle o tym nie myślałem.
-To o czym tak rozmyślasz, co nawet nie pozwala ci spać po nocach?
-Żeby to było tak łatwo wytłumaczyć...
-Rozumiem, że wolisz zachować do dla siebie.-Harry pomyślał chwilę i stwierdził, że już i tak nie ma nic do stracenia.
-Nie.-Odpowiedział, a Ginny trochę to zdziwiło.-Musze z tobą o czymś porozmawiać, bo inaczej to nie da mi spokoju.-Ginny miała trochę osłupiała minę, ale czekała aż zacznie mówić.-Neville opowiedział mi o wszystkim co miało miejsce w Hogwarcie pod moją nieobecność, wiem że dużo im o mnie mówiłaś, nie traciłaś nadziei i prowadziłaś otwartą wojnę ze śmierciożercami mimo tych wszystkich konsekwencji, które musiałaś przez to ponieść. Dziękuję.
-Musiałam coś zrobić...
-Musisz wiedzieć, że każdej nocy odkąd cie zostawiłem zastanawiałem się co się dzieje, nie było nocy, żebym zasnął bez spojrzenia na mapę huncwotów tylko z jednego powodu...-Powiedział a Ginny uśmiechnęła się lekko.
-Ja też się o ciebie martwiłam...
-Wiem. Każdego dnia myślałem nad zrobieniem czegoś, żeby tylko się do ciebie zbliżyć, kiedy już traciłem nadzieje miałem ochotę zerwać się i pobiec prosto do Hogwartu tylko z jednego powodu...Nie wiem co mógłbym zrobić, żeby odkręcić to wszystko, wiem, że cie zraniłem, ale wiedz, że nigdy nikt nie był w moich myślach tak często jak ty. Teraz kiedy się zmieniłaś i chcesz wyjechać, bądź pewna, że będę czekał na każdy list i skreślał następne dni w kalendarzu aż do dnia kiedy zobaczę cie ponownie. Może nie jestem taki jak inni faceci, nie umiem mówić komplementów, nie jestem romantyczny, ale bez ciebie nie jestem sobą...Nic więcej już nie muszę mówić, bo jestem pewien, że wiesz o czym mówię, jeśli jest ktoś inny z kim będziesz szczęśliwa to dam ci spokój, ale nie mogę ci obiecać, że o tobie zapomnę, bo tak się nigdy nie stanie. Teraz kiedy już ci to wszystko powiedziałem jest mi od razu lepiej, właśnie o tym tak często rozmyślałem i właśnie to nie dawało mi spać. Zostaniesz tutaj Ginny...dla mnie?
Ginny miała minę jakby to co się właśnie stało było niemożliwe, zupełnie nie wiedziała co powiedzieć, bo jeszcze nikt nigdy nie powiedział do niej takich pięknych rzeczy.
-Zostanę-Wyszeptała i objęła go-...Kocham cię.-Powiedziała i po chwili przysunęli się do siebie, Harry objął ją w talii, Ginny musnęła jego policzek. Po chwili zaczęli się namiętnie całować, Harry wreszcie poczuł jak bardzo jest szczęśliwy oboje zapomnieli o wszystkich troskach i problemach. Kiedy przestali Ginny odruchowo się zaśmiała.
-Co cię tak śmieszy.
-Ciesze się, bo wiem, że wreszcie wszystko będzie inaczej...
Z samego rana już wszyscy siedzieli przy stole i czekali na śniadanie brakowało jedynie Harry'ego i Ginny.
-No jesteś wreszcie stary!
-No tak.-Powiedział, bo postanowił udawać, że nic się nie stało.
-Dziś Ginny wyjeżdża...-Powiedział ponuro.
-Właśnie powiedziała, żebyście wszyscy wyszli przed dom, pod jej okno.
-CO?!
-Nie pytaj tylko zwołaj wszystkich, a zaraz o wszystkim się dowiesz.
-No dobrze...-Powiedział z wahaniem.
Po chwili wszyscy Weasley'owie stali już pod jej oknem. Harry i Ginny zalecili się im odsunąć i po chwili wyrzucili walizkę.
-TO MYŚLĘ O MOIM WYJEŹDZIE MAMO!!-Krzyknęła z uśmiechem, a po chwili Harry i Ginny za pomocą teleportacji łącznej trzymając się za ręce wylądowali przed nimi.
-Nigdzie nie wyjeżdżam.-Oświadczyła z uśmiechem i choć byli zaspani to wszyscy ogromnie się z tego ucieszyli.
-No i wszystko wraca do normy...-Powiedział Ron i uśmiechnął się.
niedziela, 29 stycznia 2017
niedziela, 15 stycznia 2017
1.Podążać za głosem serca cz.1
Po bitwie o Hogwart wszystko się zmieniło, nie tylko to, że zło umarło, bo w rzeczywistości ono będzie towarzyszyć zawsze. W tym dniu wszystko drastycznie się zmieniło, rodzina Weasley'ów opłakiwała śmierć swojego brata i syna, a inni opłakiwali swoje rodziny, więc zło wcale nie zostało do końca zniszczone, ale wszyscy poczuli, jakby dostali nowe życie. Wielu spośród walczących w tej bitwie, nauczyło się wielu nowych rzeczy, nauczyli się trzymać zawsze razem i w końcu stali się dojrzałymi czarodziejami pomimo to, że niektórzy jeszcze nie byli dorośli.
-Ginny co oni ci zrobili, wyglądasz jak siedem nieszczęść!-Powiedział Ron patrząc na obdarte kolana, poranione ręce i zabrudzona ranę na policzku, co bardzo przykuło też uwagę Hermiony i Harry'ego.
-Może trzeba to opatrzyć.-Zaproponowała Hermiona.
-Nie, naprawdę nic mi nie będzie.-Powiedziała i wbiegła na góre po schodach do swojego pokoju.
Po chwili milczenia na dole, Hermiona postanowiła pójść za nią.
-Hermiona a może...niech zostanie sama...-Odezwał się Ron, a Harry wciąż wpatrywał się w ogień kominka, który odbijał się w jego okularach.
-Ona, potrzebuje teraz pomocy. Porozmawiam z nią.-Powiedziała i weszła po schodach na górę, a kiedy stała już przed drzwiami usłyszała płacz i zawahała się, ale w końcu zapukała.
-To ja Hermiona.-Powiedziała słabym i spokojnym głosem.
-Idź, proszę cię.-Powiedziała z trudem powstrzymując płacz.
-Ginny, wiem, że teraz kogoś potrzebujesz, nie możesz zostać tak sama, bo oszalejesz, proszę, porozmawiaj ze mną...
-Wejdź.-Wydusiła.
Hermiona kiedy otworzyła drzwi i weszła do środka zobaczyła ja jak z załamanymi rekami siedziała na brzegu łóżka mnąc zdjęcie zmarłego brata.
-Ginny...-Powiedziała cicho i jej samej oczy zaszkliły się łzami, ale wiedziała, że musi wziąć się w garść jeśli chce postawić Ginny na nogi. Wiem, że to trudne, ale...
-Ty nie masz rodzeństwa i nie straciłaś nikogo z rodziny przez zwykłe okrucieństwo!-Powiedziała zdenerwowana, ale po chwili z powrotem opadła na łóżko i zaczęła płakać.-Przepraszam, ja po prostu nie wiem już co mam robić...
-Wiem Ginny, ja też już się w tym wszystkim pogubiłam, ale płacz nic nie da, wiem, że łatwo się tak mówi, ale bez względu na to co kiedyś zaszło powinniśmy iść do przodu.
-Ty jesteś mądra, masz Rona, na pewno dasz sobie radę, a ja?!-Powiedziała i rzuciła jakieś zaklęcie niewerbalne, które rozbiło lustro stojące przed nią.-Jestem nikim.
-Nie mów tak, spójrz na te plakaty, pomyśl o tym co zawsze chciałaś robić, o tym co zawsze cie motywowało, niczyje życie nie jest bez sensu.
-Tęsknie za Fredem, nigdy o nim nie zapomnę.
-Wiem.
-Właśnie co planujecie z Ronem?
-Nie wiem jeszcze, jak na razie chyba będziemy mieszkać tutaj, a po pogrzebie Freda pójdę odszukać rodziców.
-Przykro mi, że musiałaś wymazać im pamięć...
-Tak, ja też nie chciałam tego robić, ale tak było lepiej...
-Rozumiem cię. Wiesz, ja chyba wyjadę.
-Gdzie?
-Do Chicago, po pogrzebie Freda chyba wyjadę do kuzynki, a później sama sobie znajdę jakiś kąt.
-Nie będziesz tęsknić?
-Pewnie tak, ale ja nie mogę tutaj zostać, po tym wszystkim co się działo...
-Co z nami? Co z Harry'm?!-Hermiona postanowiła, że jednak wyrazi się jasno, żeby ją tu zatrzymać.
-Nic mu nie będzie, przecież ma się świetnie, ma swój dom w Dolinie Godryka, nikt już go nie prześladuje, ma tysiące propozycji, jest sławny, przystojny i zdolny, da sobie radę.
-Ginny, ty naprawdę zamierzasz to wszystko zniszczyć, po co w takim razie w Hogwarcie robiłaś wszystko, żeby zwalczać śmierciożerców i wspierać Harry'ego. Czy to właśnie dla niego nie byłaś gotowa zaryzykować wszystkiego?!
-On jest bohaterem! Nie widzisz tego, że ja teraz zupełnie do niego nie pasuje! Jestem z biednej rodziny, muszę walczyć o moje marzenia, chociaż...co ja sobie myślę, że uda mi się dostać do Harpii z Hollyhead, przecież to jakiś ABSURD!
-Masz zamiar się poddać? TERAZ?! Kiedy już przetrwałaś najgorsze!
-Łatwo ci mówić, bo twój facet to nie jest wybraniec, a wiesz jak trudno było mi się z nim rozstać, mając świadomość, że mogę JUŻ NIGDY NIE ZOBACZYĆ GO ŻYWEGO!
-A więc jednak nazywasz go nadal swoim facetem...
-Daj spokój Hermiona...
-Jak chcesz, tylko proszę, zastanów się dobrze nad tym co chcesz zrobić, bo będziemy tęsknić.-Powiedziała i ją przytuliła.
-Ja też, przemyślę to...
Witajcie! Mam nadzieje, że post wam się podobał. Nie wiem kiedy dokładnie, ale pojawi się również druga część tego posta, wiec nie przejmujcie się tym, że jest on jakby nie dokończony. Jeśli macie ochotę poczytać więcej opowiadań o tematyce Hinny zapraszam również na mojego drugiego bloga, który jest już bardziej rozwinięty https://hinnylosy.blogspot.com/2017_01_01_archive.html
-Ginny co oni ci zrobili, wyglądasz jak siedem nieszczęść!-Powiedział Ron patrząc na obdarte kolana, poranione ręce i zabrudzona ranę na policzku, co bardzo przykuło też uwagę Hermiony i Harry'ego.
-Może trzeba to opatrzyć.-Zaproponowała Hermiona.
-Nie, naprawdę nic mi nie będzie.-Powiedziała i wbiegła na góre po schodach do swojego pokoju.
Po chwili milczenia na dole, Hermiona postanowiła pójść za nią.
-Hermiona a może...niech zostanie sama...-Odezwał się Ron, a Harry wciąż wpatrywał się w ogień kominka, który odbijał się w jego okularach.
-Ona, potrzebuje teraz pomocy. Porozmawiam z nią.-Powiedziała i weszła po schodach na górę, a kiedy stała już przed drzwiami usłyszała płacz i zawahała się, ale w końcu zapukała.
-To ja Hermiona.-Powiedziała słabym i spokojnym głosem.
-Idź, proszę cię.-Powiedziała z trudem powstrzymując płacz.
-Ginny, wiem, że teraz kogoś potrzebujesz, nie możesz zostać tak sama, bo oszalejesz, proszę, porozmawiaj ze mną...
-Wejdź.-Wydusiła.
Hermiona kiedy otworzyła drzwi i weszła do środka zobaczyła ja jak z załamanymi rekami siedziała na brzegu łóżka mnąc zdjęcie zmarłego brata.
-Ginny...-Powiedziała cicho i jej samej oczy zaszkliły się łzami, ale wiedziała, że musi wziąć się w garść jeśli chce postawić Ginny na nogi. Wiem, że to trudne, ale...
-Ty nie masz rodzeństwa i nie straciłaś nikogo z rodziny przez zwykłe okrucieństwo!-Powiedziała zdenerwowana, ale po chwili z powrotem opadła na łóżko i zaczęła płakać.-Przepraszam, ja po prostu nie wiem już co mam robić...
-Wiem Ginny, ja też już się w tym wszystkim pogubiłam, ale płacz nic nie da, wiem, że łatwo się tak mówi, ale bez względu na to co kiedyś zaszło powinniśmy iść do przodu.
-Ty jesteś mądra, masz Rona, na pewno dasz sobie radę, a ja?!-Powiedziała i rzuciła jakieś zaklęcie niewerbalne, które rozbiło lustro stojące przed nią.-Jestem nikim.
-Nie mów tak, spójrz na te plakaty, pomyśl o tym co zawsze chciałaś robić, o tym co zawsze cie motywowało, niczyje życie nie jest bez sensu.
-Tęsknie za Fredem, nigdy o nim nie zapomnę.
-Wiem.
-Właśnie co planujecie z Ronem?
-Nie wiem jeszcze, jak na razie chyba będziemy mieszkać tutaj, a po pogrzebie Freda pójdę odszukać rodziców.
-Przykro mi, że musiałaś wymazać im pamięć...
-Tak, ja też nie chciałam tego robić, ale tak było lepiej...
-Rozumiem cię. Wiesz, ja chyba wyjadę.
-Gdzie?
-Do Chicago, po pogrzebie Freda chyba wyjadę do kuzynki, a później sama sobie znajdę jakiś kąt.
-Nie będziesz tęsknić?
-Pewnie tak, ale ja nie mogę tutaj zostać, po tym wszystkim co się działo...
-Co z nami? Co z Harry'm?!-Hermiona postanowiła, że jednak wyrazi się jasno, żeby ją tu zatrzymać.
-Nic mu nie będzie, przecież ma się świetnie, ma swój dom w Dolinie Godryka, nikt już go nie prześladuje, ma tysiące propozycji, jest sławny, przystojny i zdolny, da sobie radę.
-Ginny, ty naprawdę zamierzasz to wszystko zniszczyć, po co w takim razie w Hogwarcie robiłaś wszystko, żeby zwalczać śmierciożerców i wspierać Harry'ego. Czy to właśnie dla niego nie byłaś gotowa zaryzykować wszystkiego?!
-On jest bohaterem! Nie widzisz tego, że ja teraz zupełnie do niego nie pasuje! Jestem z biednej rodziny, muszę walczyć o moje marzenia, chociaż...co ja sobie myślę, że uda mi się dostać do Harpii z Hollyhead, przecież to jakiś ABSURD!
-Masz zamiar się poddać? TERAZ?! Kiedy już przetrwałaś najgorsze!
-Łatwo ci mówić, bo twój facet to nie jest wybraniec, a wiesz jak trudno było mi się z nim rozstać, mając świadomość, że mogę JUŻ NIGDY NIE ZOBACZYĆ GO ŻYWEGO!
-A więc jednak nazywasz go nadal swoim facetem...
-Daj spokój Hermiona...
-Jak chcesz, tylko proszę, zastanów się dobrze nad tym co chcesz zrobić, bo będziemy tęsknić.-Powiedziała i ją przytuliła.
-Ja też, przemyślę to...
Witajcie! Mam nadzieje, że post wam się podobał. Nie wiem kiedy dokładnie, ale pojawi się również druga część tego posta, wiec nie przejmujcie się tym, że jest on jakby nie dokończony. Jeśli macie ochotę poczytać więcej opowiadań o tematyce Hinny zapraszam również na mojego drugiego bloga, który jest już bardziej rozwinięty https://hinnylosy.blogspot.com/2017_01_01_archive.html
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)