-Gin, wstawaj!
-Na Merlina, jeszcze pięć minutek!-Jęknęła i nakryła się kołdrą.
-Ej, a pięć minutek dla Harry'ego masz w swoim grafiku?-Zaśmiał się i po chwili wygrzebała się spod kołdry, a on przysiadł na łóżku obok niej.
-Coś się znajdzie...-Wymruczała i pocałowała go przeciągle.-Która jest godzina?-Zapytała i usiadła na brzegu łóżka.
-Ósma, George mówił coś, że dziś już wracamy.
-Co?! Naprawdę? I my byliśmy na wyjeździe dwa tygodnie?! Ale ten czas leci...
-No tak, dziś wracamy do szkoły.
-No tak! Totalnie straciłam poczucie czasu, dzisiaj pierwszy września!-Ta myśl od razu jakoś ją ożywiła. Harry obserwował jak zbierała potrzebne rzeczy krzątając się przy tym po pokoju. Po pięciu minutach wyszła z łazienki już ubrana, usiadła przy nim i zaczął delikatnie rozczesywać jej miedziane włosy.
-Mógłbyś być fryzjerem.-Zaśmiała się.
-Wolę być aurorem.
-No tak, to tradycja Potter'ów.-Uśmiechnęła się.
-Masz rację.
-Ciekawe jak mi pójdą owutemy w tym roku...
-Pewnie dobrze.-Zapewnił.-Hermiona nie da nam spokoju więc nie ma szans, żebyśmy oblali.-Szepnął, a ona się zaśmiała.
-Jesteś podły!-Zaśmiała się.
-Dlaczego?
-Obgadujesz Hermionę, poza tym budzisz mnie tak wcześnie!-Zaśmiała się.
-Wolisz, żeby to Ron ci dyszał nad karkiem?
-No dobra to mnie przekonałeś...Dzięki.-Powiedziała i wzięła od niego szczotkę.-Możemy iść.-Oznajmiła, Harry ujął jej dłoń i oboje wyszli z namiotu.
-No, jest i śpiąca królewna...
-...I tandetniejsza wersja księcia.-Zażartował Harry i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Siadajcie.-George poklepał miejsce obok siebie.-No i zajadajcie!-Wskazał na jajka z bekonem i jakąś sałatkę.
-To nie chcesz bekonu?-Zapytał Ron Hermionę.
-Nie, to niezdrowe Ronald!-Pouczyła go puszystowłosa a Harry i Ginny zachichotali. To było takie typowe dla nich, ale jednocześnie pasowali do siebie i mimo różnic była między nimi jakaś równowaga.
-Ja potrzebuję mięsa.-Upierał się.
-A ja chwilę ciszy, można?-Uspokoiła ich Ginny i też zajęła się jedzeniem.
-Jak wam idzie szukanie pracy?-Zapytał Harry.-To moja wina, przepraszam.
-No co ty i tak wszystkie organy były podczas wojny pełne zdrajców i niesamowicie zatrute. No i wydaje mi się, że już niedługo coś znajdę, póki co mam oszczędności więc dam sobie radę.-Zapewnił go Percy.
-No a ja dzisiaj mam rozmowę o pracę na asystenta uzdrowicieli na oddziale leczenia urazów po klątwach i urokach.-Bill uśmiechnął się szeroko.
-Super.-Ucieszyła się Ginny.
-Niezua robota.-Powiedział Ron z pełnymi ustami, a Hermiona wymownie uniosła oczy ku niebu, z tą dwójką trudno było nie wybuchnąć śmiechem.
-Aha, obowiązki wzywają.-Odparł Charlie, gdy zaczął czytać jakiś list.-Muszę wracać do hodowli, eksportują dwa nowe smoki.-Poinformował.-Byliście dobrymi opiekunami.-Pochwalił ich.-No dobra na mnie już czas, muszę tam być zanim Hagrid wybuchnie z ekscytacji.-Zachichotał.-No to powodzenia w nowym roku szkolnym, piszcie w wolnym czasie.-Mrugnął do nich i zniknął po tym, gdy cała czwórka chórem powiedziała ,,dzięki".
-Pójdę przygotować świstoklik do nory, chciałem was zabrać od razu na peron, ale mama stwierdziła, że mamy być wcześniej w norze.-George przewrócił oczami i poszedł w kierunku namiotu, który dzielił z Percy'm.
-Fajnie było, będę za wami tęsknił kiedy będziecie w Hogwarcie, zdawajcie sprawozdania, ja też wam coś napiszę jak będę miał czas.-Uśmiechnął się i uściskał Ginny.
-Och, Percy od kiedy ty się tak zmieniłeś?-Zapytał Bill kończąc śniadanie.
-Dotarło do mnie jakim byłem kretynem, kocham was i nie chcę, żeby cokolwiek inne nad tym przeważyło, dlatego teraz szukam jakiejś niższej posady, to mi chyba dobrze zrobi no i to chyba po części zasługa Audrey.-Uśmiechnął się.
-Taaa...nudno będzie bez nich no nie?-Dopowiedział Bill.
-Nooo to prawda.
-A teraz muszę się już zbierać, mam rozmowę o pracę, trzymajcie kciuki.
-Powodzenia!-Powiedzieli wszyscy chórem.
Po paru minutach wszyscy razem wylądowali w norze.
-Wiecie, ja muszę jeszcze deportować się do rodziców, no wiecie muszę się z nimi pożegnać zresztą zostawiłam u nich kilka rzeczy.-Oznajmiła Hermiona.
-W takim razie widzimy się na peronie?-Zapytał Harry.
-Tak, do zobaczenia.-Uściskała ich szybko i Rona cmoknęła w policzek.
-Dzięki za wycieczkę George!
-Nie ma sprawy.-Zanim zdążył wypowiedzieć te słowa Hermiona zniknęła.
-Ach..-Ron jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce, w którym zniknęła.
-Jesteście, kochani!-Przywitała ich pani Weasley i gestem zaprosiła do środka.-No i jak było, opaliliście się!
-Super, George jest jednak dobrym organizatorem wycieczek.
-A kiedykolwiek miałaś co do tego jakieś wątpliwości?-Wysoko uniósł brwi.-No w każdym razie, ja już się zajmę moim sklepem. No i z dobrą ekipą każdy wyjazd jest fajny.-Wyszczerzył zęby w uśmiechu przygryzając końcówkę swoich okularów przeciwsłonecznych.
-Osz ty pochlebco!-Ginny zaśmiała się i skrzyżowała ramiona na piersiach.
-Nie zapomnijcie pozdrowić Filcha ode mnie.-Zażartował i wszyscy parsknęli śmiechem.-No to dobrych ocen i tak dalej...-Przewrócił oczami.-Piszcie, buziaczki!-Powiedział piskliwym głosem i zacmokał.
-Będziesz na obiedzie?-Zapytała go matka.
-Jeśli jestem zaproszony to bardzo chętnie mamo.-Oparł się o framugę.
-Świetnie, Angelina też będzie?
-Hmm...dobry pomysł, napiszę do niej, dzięki mamo.-Powiedział, nachylił się i cmoknął starszą kobietę.-Będę o czternastej. A wy bądźcie grzeczni-powiedział-ale nie za bardzo łobuziaki.-Dopowiedział ściszonym głosem i wyszedł a wszyscy zachichotali.
-Wszyscy martwili się co z niego wyrośnie, a teraz został biznesmenem, gdybym ja miał takiego farta...-Westchnął Ron.
-Jedliście już śniadanie?-Zapytała jak zwykle z serdecznym uśmiechem na twarzy.
-Tak, George o nas dbał mamo, naprawdę nie schudliśmy ani o gram.-Zapewnił ją Ron.
-Skoro tak twierdzicie..-Matka wzruszyła ramionami.-W takim razie rozumiem, że trzymasz fason Ron i nie chcesz, żebym na podróż spakowała ci moich ciastek...
-Tych z czekoladą i orzechami?-Oczy zaświeciły mu się z nadzieją, jakby był wyrośniętym dzieckiem.
-Właśnie te.
-Mogę zrobić wyjątek.-Stwierdził a Harry z Ginny wybuchnęli śmiechem.
-Jesteś pewna, że nie powinnaś być w Slytherinie mamo?-Powiedziała Ginny i Molly parsknęła śmiechem.
-Każdy z nas ma coś ze ślizgona.-Machnęła różdżką i szmatka zaczęła sama polerować blat.
-No to trzymajcie.-Przywołała do siebie cztery papierowe torebki.-Daj Hermionie!-Powiedziała i wręczyła Ronowi dwie torebki.
-Dziękuję pani za wszystko, pani Weasley.-Powiedział Harry i zupełnie tego nie planując uścisnął pulchną czarownicę.
-Och, Harry jesteś uroczy, naprawdę nie ma za co.-Uśmiechnęła się do niego promiennie i rozpłakała ze wzruszenia.-Idźcie się już pakować.-Powiedziała pociągając nosem.
-Racja, jeszcze tego brakowało, żebyśmy na ostatni rok jechali latającym samochodem.-Zażartował i zrobił kilka dużych susów by dostać się na pierwsze piętro.-Jeśli rozumiesz aluzję Harry.-Zarechotał.
-Tak, Ron chyba przebiliśmy już wszystko.-Zaśmiał się, a Ginny przełożyła jego rękę tak, że wyswobodziła się spod jego ramienia.
Przez najbliższą godzinę wszyscy zastanawiali się nad tym czy na pewno wszystko wzięli.
-Jeśli czegoś zapomniałeś to mama pewnie przyśle ci to listem.-Ginny położyła się na swoim łóżku i poklepała miejsce obok siebie.
-Tęsknię za tą szkołą.-Wyznał i zaczął bawić się kosmykiem jej włosów.
-Ja też, dobrze wiedzieć, że krytyczne czasy już minęły.
-No ujmę to tak, to wielka ulga, że nikt już nie poluje na moją głowę.-Uśmiechnął się i pokazał kciuk w górę, a rudowłosa parsknęła śmiechem.
-No...dla mnie to też wielka ulga, poza tym dobrze jest cię mieć w końcu przy sobie.-Przytuliła go.
-Masz rację.-Pogładził ją po włosach.-Spakowałaś już wszystko?-Zapytał, żeby jakoś zagadnąć.
-Chyba tak, muszę jeszcze tylko zamknąć świstoświnkę w klatce no i może ubiorę coś cieplejszego.-Powiedziała wyglądając przez okno, pogoda rzeczywiście zaczynała się psuć, niebo spowiły ciemne chmury.
-Chyba będzie padać.-Stwierdził i podszedł do okna obok niej.-To były chyba najlepsze wakacje.
-Noo...trzeba to kiedyś powtórzyć.
-Będziemy w tej samej klasie...-Objął ją ramionami.
-No przyznaję, to miła odmiana.-Zamruczała.
-AAAAAAA!-Usłyszeli okropny wrzask i popędzili w miejsce skąd go usłyszeli.
-Ron!?-Oboje wpadli do pokoju jak burza a zastali tam Rona stojącego na łóżku w kącie pokoju.-Co jest do diabła, znowu pająk!-Przewróciła oczami, Ron przytaknął, a Harry po tym komentarzu robił wszystko, żeby nie wybuchnąć śmiechem.-Nie mów mi, że utrafiłam, jesteś mężczyzną i czarodziejem do cholery! Nie ma to jak mieć sześciu starszych braci a i tak to ja zawsze muszę usuwać pająki...-Westchnęła.
-ZROBIŁBYM COŚ GDYBY TEN DEBIL NIE USIADŁ MI NA RÓŻDŻCE!
-Jasne, zawsze ta sama śpiewka...Przyjrzyjmy mu się...-Powiedziała i podeszła bliżej.
-Wygląda jak mała akromantula.-Stwierdził brunet.
-ŻE CO!?
-Spokojnie Ronald...-Uspokoiła go Ginny i położyła mu dłoń na ramieniu.-Drętwota.-Wycelowała w problem, uniosła różdżkę i pozbyła się pająka przez okno.
-Trzymaj.-Podał przyjacielowi różdżkę.
-Dzięki Ginny.-Przytulił ją.-Od dzieciństwa cholernie się ich boję...Proszę was, nie mówcie o tym Hermionie.-Błagalnie zmarszczył brwi.
-Jak chcesz.-Rudowłosa wzruszyła ramionami.
-Nie powiem jej.-Obiecał mu przyjaciel.
-Dzięki, pewnie miałaby mnie za tchórza. Wie, że się ich boję, ale wiem to jakaś paranoja i strasznie głupio to wygląda...-Zaczerwienił się i podrapał po karku.
Po niecałych dwóch godzinach kwadrans przed jedenastą wszyscy byli już gotowi do podróży.
-Gotowi?-Zapytała ich pani Weasley.
-Tak.-Odpowiedziała Ginny naciągając na siebie luźny, szary sweter.
-No to na stację!-Powiedziała i po chwili wszyscy jeden po drugim pojawili się w ustronnym miejscu gdzie deportowali się czarodzieje.
-Świetnie, jesteśmy na miejscu.-Uśmiechnęła się Ginny.
Na King's Cross jak zwykle 1 września panował gwar i było mnóstwo ludzi z walizkami, pakunkami i wózkami. Wszyscy żegnali swoje rodziny.
-No to w barierkę!-Powiedział Ron, rozpędził się i zniknął za ścianą.
-Razem?-Zapytała rudowłosa.
-Pewnie.-Uśmiechnął się do niej i złapał jej dłoń i po chwili oboje pchając przed sobą wózki wylądowali na peronie 9 i 3/4 a tuż za nimi pani Weasley.
-Wciąż to samo od tylu lat...-Powiedziała zachwycona.
-Widzicie gdzieś Hermionę?-Zapytał Ron i stanął na palcach, żeby widzieć nad tłumem.
-Może już jest w pociągu?-Zasugerował Harry.
-Ale mieliśmy się spotkać na peronie, a nigdzie jej nie widzę!-Powiedział zdenerwowany Ron, gdy już wypatrywał jej dobre kilka minut.
-Spokojnie zaraz pewnie nasza zguba się znajdzie.-Uspokoiła go Ginny i sama też zaczęła się rozglądać za przyjaciółką.
-Ale ekspres Hogwart odjeżdża za 3 minuty a jej jeszcze nie ma na stacji!
-Fakt, to dziwne, Hermiona się nigdy nie spóźnia...-Harry zaczął myśleć na głos i też zaczął się o nią niepokoić.
-Znaleźliście ją?-Zapytała zadyszana pani Weasley.
-Nie.-Powiedzieli wszyscy chórem.
-Już czuję, to będzie świetny rok szkolny!-Powiedział sarkastycznie Ron.
niedziela, 24 września 2017
poniedziałek, 11 września 2017
17.Test na dobrego chłopaka
Wieczorem wszyscy świetnie się bawili, George zorganizował kolację, którą później piekli nad ogniskiem. Mimo późnej pory muskał ich letni, ciepły wiatr. Percy pochrapywał cicho aż George wylewitował go do ich wspólnego namiotu. Wszyscy siedzieli razem wokół ogniska, które strzelało cicho. Ginny siedziała bokiem na kolanach Harry'ego wtulając się
w niego, na co Wybraniec wcale nie narzekał.
-Mama już wysyła do mnie listy...-Bill przewrócił oczami, a wszyscy parsknęli śmiechem.
-Napisz jej, że wszyscy żyją, łącznie z głową i wszystkimi kończynami.-Polecił mu George.-To ja im załatwiłem wolną chatę, a oni zamiast wdzięczność, mają jakieś ale.
-Martwią się o nas.-Powiedział Charlie, a Harry wiele by dał, żeby jego rodzice też teraz tak się o niego martwili. Tyle rzeczy się teraz ułożyło, tak bardzo chciałby, żeby jego rodzice i państwo Weasley'owie się zaprzyjaźnili, żeby mieli okazję poznać Ginny-miłość jego życia, z którą wyobrażał sobie swoją szczęśliwą przyszłość. Pewnie to oni, a nie państwo Weasley urządziliby mu urodziny, pewnie to oni wysyłaliby do niego listy, pewnie oni przejmowaliby się jego bezpieczeństwem, tymczasem ta cała równowaga została w jego życiu okrutnie zachwiana...Mimo to nie mógł wyobrazić sobie lepszych przyjaciół i dziewczyny, którzy troszczyli się o niego i bez względu na zagrożenie szli z nim ramię w ramię jak prawdziwa rodzina...Któregoś pięknego dnia, gdy już poślubi Ginny naprawdę się nią staną...
-Harry?-Ginny wyrwała go z zamyślenia.
-Chyba trochę odpłynąłeś stary.-Zachichotał Ron.
-Taa...może trochę.-Przytaknął ze śmiechem.
-Może buteleczkę, Harry?-Zaproponował George.
-Nie, dzięki, już mi wystarczy.
-Ma rację, zostaw też coś na jutro.-Zaśmiał się Ron.
-Żartujesz Ron, mam zapasy na co najmniej tydzień!-Udał oburzenie i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Fleur do mnie dzisiaj napisała, ostatnio bardzo cię polubiła Ginny.-Rzekł najstarszy z braci próbując to rozgryźć.
-O zgrozo, czas umierać.-George wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Serio?-Uniosła wysoko brwi.
-Myślałam, że Ginny się nie da nie lubić.-Prychnęła Hermiona.
-Chciałabym, żeby tak było.-Zaśmiała się Ginny.
-Mówi to ta co zawarła pakt ze ślizgonami.-Prychnął Charlie.-Jesteś za skromna, zdecydowanie za skromna.
-PAKT ZE ŚLIZGONAMI!?-Powiedzieli jednocześnie zdumieni Harry i Ron.
-Ano.-Przytaknęła wesoło.-Polegało to głównie na tym, że każdy ze Slytherinu, który chciał mógł być członkiem Gwardii Dumbledore'a, niektórzy z nich są naprawdę w porządku.
-,,Niektórzy".-Powiedział półgębkiem Ron, a Hermiona walnęła go w żebra.-Auć.-Syknął.
-To było zdecydowanie męskie jęknięcie.-Zaśmiał się George.-Kiełbaskę, Roniu?-Zaproponował starszy brat.
-Nie, dzięki już się najadłem.
-Ale ja chętnie skorzystam, ostatnio jem sporo mięsa, ogólnie czasem mam psie nawyki.-Wyjaśnił Bill i z zawrotną szybkością pochłoną kiełbaskę.
-Ale chyba nie boisz się odkurzacza?-Zażartowała Ginny.
-Tak źle to ze mną nie ma.-Zaśmiał się.
-Wciąż nie mogę uwierzyć, że Percy nawet nie dotrwał do kolacji.-Zaśmiał się George.
-Kurde Gin, jak czytałem dzisiejszego ,,proroka" to oczy wychodziły mi z orbit.
-A co tam znalazłeś, Skeeter znów oczernia niewinnych ludzi?-Prychnęła pogardliwie.
-Nie, wręcz przeciwnie, miała wywiad z Augustą Longbottom, a ona opowiadała o tym co się działo w Hogwarcie.
-Pewnie wie od Neville'a.-Domyślił się Ron.
-Tak, Ginny ty jesteś teraz chyba najbardziej szanowaną osobą w tej szkole.
-Może drugą, po panu Zniszczyłem-wszystkie-horkruksy-w-tym-byłem-jednym-z-nich-i-wciąż-żyję.-Zażartowała całując go w policzek i wszyscy się roześmiali.
-Więc sama widzisz, lepszej pary nie ma.-Zaśmiał się Charlie.
-Poza tym, jak przekonałaś śligonów do paktu z gryfonami?!-Rona wyraźnie męczyła ta kwestia. Rzeczywiście wzajemna nienawiść tych dwóch domów od wieków była wielka.
-Czy któryś z gryfonów kiedykolwiek próbował któremuś z nich podać rękę?-Rudowłosa wzruszyła ramionami.
-Może gdyby ślizgoni nie pluli jadem...-Burknął Ron.
-Mam do was sprawę i to dosyć istotną, chociaż...-Charlie zawahał się na chwilę.-Biorąc pod uwagę stan upojenia co poniektórych..-Spojrzał pobłażliwie na George'a, Rona i Billa.
-Daj spokój, ja się czuję świetnie...-Odezwał się George doskonale przedrzeźniając głos upitego Percy'ego.
-No więc, chciałem zrobić petycję dotyczącą smoków. Przez wieki te zwierzęta są traktowane jak ludzka własność, były zmuszane do pilnowania skrytek bankowych będąc głodzone i traktowane bolesnymi dla nich dźwiękami brzękadeł. Odwalały ciężką pracę fizyczną, bez jakiejkolwiek opieki weterynaryjnej.-Zakończył Charles.-Mam już kilka podpisów, ale to nie wystarczy, nie wiem jak wiele musiałbym ich zebrać, żeby rada zaczęła robić coś w tej sprawie.
-Ja się w pełni z tobą zgadzam.-Powiedziała Hermiona.-Powinniśmy zacząć odbudowywać na nowo nie tylko Hogwart, ale cały świat magiczny.
-Masz racje, ostatni ministrowie tak bardzo zatruli nasze prawo, że trzeba wprowadzić wiele zmian.-Zgodził się Harry.
-Tak, ja też podpiszę tę petycję, nienawidzę znęcania się nad zwierzętami i wywyższania czarodziejów.-Oznajmiła najmłodsza spośród Weasley'ów.
-Tylko czy my jesteśmy w stanie coś zrobić w tej sprawie?-Ron wzruszył ramionami.
-Mam parę przydatnych kontaktów i wielu stałych klientów, mogę pomóc.-Zapewnił George.
-Ja zapytam mojego szefa czy moglibyśmy rozdawać takie ulotki naszym klientom.-Dołączył Bill.
-Świetnie.-Charlie pokiwał głową z aprobatą.
-My się zajmiemy uczniami Hogwartu.-Ginny uśmiechnęła się szeroko, a Harry w pełni się z nią zgodził.
-Może przekonamy Hagrida do wykładu na ten temat no i pogadam z kilkorgiem nauczycieli.-Oświadczyła Hermiona gotowa do działania.
-A ja wam w tym pomogę.-Obiecał Ron.
-Wspaniale, dziękuję wam.-Charlie uśmiechnął się do nich szeroko.-Smoki z pewnością będą dzięki temu bardziej ufne wobec czarodziejów i skore do współpracy, a myślę, że te dobre kontakty z różnymi istotami są bardzo ważne.
-Co wy na to, aby nieco poszerzyć tę petycję?-Zapytała zamyślona Ginny.
-Do czego zmierzasz....-Zainteresował się Harry.
-No właściwie to nie tylko smoki są wykorzystywane przez czarodziejów, więc skoro już się za to bierzemy może lepiej byłoby zatroszczyć się też o te inne gatunki?-Zaproponowała.
-Dobry pomysł.-Zgodził się Charlie.
-Tak, skrzaty domowe też były źle traktowane, powinni za to wprowadzić wysokie kary...-Oznajmiła Hermiona.
-Masz rację.-Zgodził się z nią Ron i objął ją ramieniem, a ona spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-Mogę jeszcze poprosić Lunę, czy Ksenofilius mógłby wydrukować na ten temat coś w ,,Żonglerze".-Podsunęła Ginny.
-Taaak, dobrze by było...
-Czyli apelujemy o podpisanie petycji w sprawie smoków, skrzatów domowych i wszystkich zniewolonych stworzeń.-Podsumował George.
-Dokładnie.-Przytaknął Charlie.
-Zajmę się tym.-Obiecał George.-Ciekawe co na to powie Percy...
-No cóż byłoby fajnie gdyby się zgodził, ważne jest, żeby ta petycja dotarła do jak największej grupy odbiorców. Dziękuję wam za wasze zaangażowanie, jesteście świetni.
-Przestań, bo się zarumienię...-Odezwał się George piskliwym głosem co wywołało falę śmiechu.
-Wiecie ja już się położę.-Hermiona wstała z kolan Rona, pocałowała go w policzek.
-Dobranoc skarbie.-Powiedział do niej Ron.
Rozmawiali jeszcze przez długi czas żartując i omawiając swoje sprawy.
-No i proszę, nasza solenizantka już śpi.-Uśmiechnął się George. Zasnęła na kolanach Harry'ego przytulając się do jego szyi.
-Na kolanach wybrańca, już widzę te nagłówki!-Zażartował Ron.
-Między innymi dlatego wolę nie wspominać o tym związku niezaufanym osobom. Harry zastanawiał się o czym może myśleć, śpiąc wyglądała tak niewinnie, musiała być bardzo zmęczona. Powinien ją zanieść do łóżka-Pomyślał, ale niekoniecznie chciał to robić, z Ginny na kolanach czuł jej bicie serca i miarowy, ciepły oddech.
-Zaniosę ją.-Oznajmił Harry.
-No proszę, pan szlachetny.-Skomentował Charlie, a pozostali bracia wybuchnęli śmiechem, rozbawienie ich nie było trudne biorąc pod uwagę ile kieliszków zdążyli wcześniej opróżnić.
Wziął Ginny i poszedł z nią do jej namiotu, była tak lekka, że nie dziwiło go, że tak dobrze gra w quidditcha. Wszedł do namiotu jej i Hermiony. Za to właśnie kochał magię, choć namiot wydawał się z zewnątrz przeciętnych rozmiarów w środku był wielkości dwupokojowego mieszkania.
Wszedł do pokoju Ginny i delikatnie położył ją na łóżko.To właśnie różniło ją i Hermionę. W pokoju jej przyjaciółki zawsze panował perfekcyjny porządek, Ginny za to miała ogólny porządek, ale jednak z artystycznym nieładem jak w całej norze. Powoli odwiązał jej buty i położył je obok łóżka. Wiele razy widział jak śpi, próbował ułożyć ją w jakiejś wygodniejszej dla niej pozycji, tak jak zwykle spała.
-Cześć Świstoświnko, co już po łowach?-Pogłaskał sowę, która siedziała na żerdzi w kącie pokoju.-Sorry, ale nie znam sowiego.-Wyjaśnił, gdy kłapnęła parę razy dziobem.
Na drzwiach szafy wisiała ładna czarna sukienka, materiał był przeplatany przez lekko prześwitujące paski. Musiał być to pewnie jeden z prezentów jakie dostała na urodziny.
-Słodkich snów, kochanie.-Szepnął i pocałował ją w czoło.
Jeszcze raz zerknął na nią przez ramię, musiałby być idiotą, żeby jej nie kochać.
-Dobrze, że jesteś Harry.-Powiedział George, gdy ten usiadł z powrotem na swoim miejscu.
-Tak, jako najstarszy brat pozwól, że wyjaśnię.-Zaczął Bill, a Harry gdyby go nie znał przestraszyłby go jego poważny ton.-Nie ma tu Ginny ani Hermiony więc myślimy, że to odpowiednia okazja, aby poruszyć ten temat.
-Pozwól, że skończę za ciebie bracie.-Przerwał mu George, wstał i położył mu rękę na ramieniu.-No więc sprawa wygląda prosto Harry, mamy do ciebie wszyscy wielkie zaufanie, jednak, aby nie było niedomówień jako potencjalny kandydat naszej siostry musisz przejść odpowiedni test.-Harry nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.
-Test? Serio?-Prawie turlał się ze śmiechu, George mówiący w tak poważny sposób o teście na dobrego kandydata dla jego siostry to było dla niego zdecydowanie za wiele, a już tym bardziej dodając do tego, że całkiem sporo wypił.
-Opanuj się stary, sprawa jest poważna.-Uspokoił go Ron.
-Myślałem, że już to rozumiecie no ale skoro wszyscy ,,kandydaci" przez to przechodzili...-Przewrócił oczami.
-Cieszę się, że rozumiesz. Także oczywiście jako starsi bracia musimy zadbać o to, aby nasza siostra miała odpowiedniego faceta, który ją zrozumie, zadba i zatroszczy się o nią i będzie traktował z należytym szacunkiem.
-A czy ja wyglądam na takiego, który nie spełniałby tych zasad?-Zaśmiał się.
-Wolimy, żebyś o tym wiedział no i chcemy uniknąć kłótni.-Wytłumaczył Charlie.
-I ostrzegam cię, Ginny jak jest naprawdę wściekła potrafi przyłożyć...
-No dobra, to na czym ten test ma polegać?-Zapytał wciąż rozbawiony, ale nawet podobał mu się ten pomysł.
-Będziemy notować twoje zachowania względem naszej siostry. No i przyznawać ci punkty za różne twoje prawidłowe zachowania.
-Rozumiem.-Pokiwał głową z trudem powstrzymując śmiech.
-Ja bym mu dał punkty za ułożenie jej do snu.-Stwierdził Ron.
-No to jutro powiem Percy'emu, żeby to zanotował.-Odparł George.
-A punkty za uratowanie Ginny życia?-Przypomniał Charlie.
-Tak za to też i to sporą sumkę, w końcu nasza siostra jest dla nas najważniejsza.
-Super, to tyle?-Upewnił się.
-Tak, powodzenia Harry.-George podał mu rękę, a Harry ścisnął ją i lekko potrząsnął.
-Dobranoc.-Pożegnał wszystkich.
-A jutro mecz quidditcha, pamiętaj!-Przypomniał mu George.
-Wiem!-Odpowiedział i poszedł do swojego namiotu.
*************
Charlie obejrzał się za siebie.
-Poszedł?-Spytał Ron.
-Tak.-Przytaknął George i wszyscy bracia ryknęli ze śmiechu.
-Widzieliście jego minę?!-Ron był aż cały czerwony ze śmiechu.
-Aleś wymyślił ,,test na kandydata"!-Ryknął Charlie.-Jak chcesz to umiesz główkować.
-Ale jego reakcja była prawidłowa, rozśmieszyło go to, ale jednak chyba przyjął to jak wyzwanie.-Stwierdził Bill, gdy już opanował atak śmiechu.
-Masz rację, poza tym to Harryś, on już jest częścią naszej rodziny, a ja tylko czekam aż będzie naszym szwagrem.-George zatarł chytrze ręce.
-Też na to czekam.-Wyznał Ron i przybił piątkę ze starszym bratem.
-Ma wielkie zaufanie u smoków, a to znaczy, że jest go godny.-Obwieścił Charlie.-Zawsze to powtarzam.
-Wiecie, chyba jesteśmy dobrymi aktorami, odwaliliśmy chyba całkiem niezłą ,,przemowę starszych braci".-Zaśmiał się Bill.
-Poza tym jak o tym powiedzieliśmy Cornerowi to od razu zmiękł, pamiętacie?-Przypomniał Charlie.
-Taa...grosza nie był wart ten gościu, a Harry jest dla Ginny idealny i niech ktoś śmie to kwestionować!-Warknął George.
-A jak będzie trzeba wyeliminujemy tych, którzy będą się za bardzo wtrącać w ten związek!-Oznajmił Bill i pozostali bracia też wstali i wykonali wspólny okrzyk.
-WEASLEY'OWIE!
************
Harry rzucił się na łóżko i założył ręce za głowę zatapiając się w myślach.
Z jego namiotu słychać było jeszcze przytłumione rozmowy braci. Może i był już zmęczony, ale wciąż dręczyła go jedna myśl. Już odkąd Ginny zapytała go o to, wciąż miał ją gdzieś z tyłu głowy. O wiele bardziej czuł się odpowiedzialny za Ginny niż za swoich prawdziwych krewnych. W każdym razie przynajmniej jedna ze stron powinna się zainteresować czy ta druga żyje mimo, że Dursley'owie pewnie mieli to totalnie gdzieś, przecież dla nich najważniejszy jest ich ,,Dudziaczek". Cholerna szlachetność jeszcze kiedyś wyjdzie mi bokiem.-Pomyślał przysuwając się do biurka. Przygotował pergamin i pióro i zabrał się do pisania.
Drogi Dudley'u
Naskrobał, ale jednak zwracać się do niego ,,Drogi Dudley'u"? Mimo, że był już dorosły to chyba wciąż zbyt oficjalna forma. Po chwili namysłu wymazał słowa zaklęciem i zaczął od nowa.
Hej Dudley
Tak znacznie lepiej-Pomyślał. Długo zastanawiał się nad tym co chce napisać i nad doborem słów, które odpowiednio by to oddały. Jeszcze nigdy tyle nie kreślił w liście. W końcu po długim upływie czasu z mnóstwem zmiętych pergaminów skończył pisać i postawił ostatnią kropkę.
Hej Dudley,
Nie było mnie całkiem długo (co chyba Was cieszy) i już nie wrócę do Was, bo zamieszkam w Dolinie Godryka tam, gdzie się urodziłem i tam gdzie jest teraz moje miejsce. Nie chcę przeciągać tego listu i sypać miłych słów, które i tak jak oboje dobrze wiemy byłyby kompletnie nieszczere.
W tym roku zginęło sporo znanych mi osób i po prostu chcę wiedzieć czy wszystko z Wami w porządku. Wciąż nie zapomniałem wszystkiego co zrobiliście, ale mimo wszystko kiedyś mieszkałem z Wami i jesteście też jedynymi moimi żyjącymi krewnymi. Jestem osobą, która dociąga każdą sprawę do samego końca, dlatego chcę być pewny, że żyjecie gdzieś na tym świecie. Wojna wreszcie dobiegła końca, więc nie musicie się już martwić o swoje bezpieczeństwo, jeśli chcecie możecie nawet wrócić do swojego domu na Privet Drive, szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. I tak jak wcześniej mówiłem ŻYJĘ! NIC MI NIE JEST! Dziękuję, że ktoś o to zapytał, bo ja na przykład od jakiegoś czasu zastanawiam się gdzie do cholery jesteście i czy w ogóle żyjecie, a właściwie wszystko to dzięki mojej kochanej dziewczynie. Tak, mam dziewczynę, która pomimo tego, że ma Was za potworów zainteresowała się waszym stanem, możecie jej za to kiedyś podziękować, choć ona pewnie skopałaby Wam te tłuste tyłki. Teraz zacznę siódmy i ostatni rok nauki w Hogwarcie.
Dobrze byłoby jeśli wysłałbyś mi odpowiedź na ten list, jednak jeśli nie chcesz nie musisz tego robić. Wątpię, żeby ten list skłonił Cię do przemyśleń, jednak jeśli tak się stało to gratuluję Dudley, w końcu przejrzałeś na oczy i postawiłeś się rodzicom.
Harry
Ludzie rzadko się zmieniają, szczególnie na lepsze.
************
Ginny przeciągnęła się na łóżku. Przez materiał namiotu prześwitywały promienie wschodzącego słońca. Świstoświnka znów zniknęła gdzieś w ciągu nocy. Zasnęła wczoraj na kolanach Harry'ego...Ta myśl spowodowała uśmiech na jej twarzy. W oczy rzuciła jej się śliczna sukienka wisząca na szafie. Do niej dołączona była kartka.
Serio myślałaś, że dam ci książkę na siedemnastkę?!
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, mam nadzieję, że utrafiłam w twój gust.
Zrób z niej użytek.
Hermiona
Hermiona zawsze potrafiła poprawić jej humor, nawet wtedy, gdy zupełnie wątpiła już we wszystko...
O Merlinie, wczoraj nawet nie wzięła prysznica, trzeba będzie to nadrobić.
W kącie pokoju zauważyła jeszcze jakąś paczkę, której wczoraj nie otworzyła. Do niej też dołączony był jakiś list.
Droga Ginny,
Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich siedemnastych urodzin!
Nasze relacje bywały różne w przeszłości, uważam, że akceptując mój związek z Billem zachowałaś się bardzo dojrzale. Rozumiem twoją niechęć do mnie, może rzeczywiście traktowałam Cię jak dziecko, ale wiem, że jesteś dorosła i naprawdę po tym co zrobiłaś w Hogwarcie mam do Ciebie wielki szacunek. Właściwie to normalne, że nie chciałaś oddać swojego brata w ręce byle kogo, wiem, że Bill też by tak nie postąpił. Teraz, jednak cieszę się, że jesteśmy rodziną no i może kiedyś (jak Bill będzie w pracy) wpadłabyś do Muszelki na jakąś kawę? Zależy mi na dobrych relacjach w naszej rodzinie, tym bardziej, że Bill dużo o Tobie mówi. Co do prezentu to chciałam dać ci coś praktycznego, dlatego dałam ci Biblię Wil. Znajdziesz tam NAPRAWDĘ wiele ciekawych rzeczy. Można powiedzieć, że to taki poradnik. Może nie jesteś wilą mimo to, jednak wybrał Cię sam Harry Potter. A tak a propos, to co do niego też znajdziesz w tej cudnej książce parę ciekawych instrukcji.
Fleur
Biblia wil? No musiała przyznać przed samą sobą, że zaintrygowało ją to. ,,Parę ciekawych instrukcji" no nieźle się zapowiada...Wile zawsze były dla niej trochę dziwne, podchodziły do facetów jak do jakichś robotów lub totalnych imbecylów zakochujących się po machnięciu włosami czy zatrzepotaniu rzęsami. Ale to, że Fleur powierzyła jej coś takiego, co wyraźnie jest dla wil bardzo ważne musiało znaczyć, że naprawdę ją polubiła. Może rzeczywiście dobrze byłoby spróbować nawiązać z Fleur jakiś lepszy kontakt, to na pewno ucieszyłoby Billa.
Ale teraz bardziej ciekawiło ją gdzie znajdują się tego dnia. George wymyślił, że codziennie świstoklik wbudowany w namiot będzie ich zabierać w inne miejsce, co według niej było ciekawym pomysłem na wakacje. Ciekawość wzięła nad nią górę, wsunęła nogi w buty i wyszła przed namiot. Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Przed nią roztaczały się wielkie palmy, a z oddali słychać było szum morza. Super będzie pobyć trochę na plaży, może później wyciągnie tam Harry'ego? Poszła w kierunku, w który prowadził ją szum morza. To był piękny widok, stała na skalnym, niskim klifie i podziwiała piaszczystą plażę, palmy i krystalicznie czystą, turkusową wodę. Nikogo w pobliżu nie było, a słońce dopiero co wschodziło, musiało być bardzo wcześnie, bo wszędzie było pusto, choć samo to miejsce wyglądało na niezasiedlone. Jak co dzień zaczęła swój poranny trening, zdjęła buty i pobiegła rytmicznym truchtem wzdłuż brzegu spokojnej wody, później pójdzie popływać.
************
Harry podniósł głowę i zaklął cicho, gdy uderzył się w stojącą na biurku lampę. Na dodatek bardzo bolały go plecy, był tak wykończony, że wczoraj zasną na biurku. Jest ostatnia chwila, żeby się wycofać...-Pomyślał spoglądając na list. Czy wysłanie do niego listu przez sowę będzie dobrym pomysłem? Czy w ogóle wysłanie tego listu to dobry pomysł?Dursley'owie pewnie się nie zmienią, ale chociaż może on będzie czuł się lepiej z tym, że wie gdzie są. Ciekawe czy Ginny jeszcze śpi....Pewnie tak, legilimencja jednak kosztuje dużo energii i mocy magicznej. Wyprostował się na krześle i zastanawiał jak to jest być aurorem...Fajnie będzie kiedyś móc założyć ten mundur i iść na patrol, teraz już nie wyobrażał sobie siebie w innej roli. Nagle zzewnątrz namiotu usłyszał jakieś rozmowy, wziął ze sobą różdżkę i wychylił głowę na zewnątrz.
-....No, bo ktoś musi coś załatwić na śniadanie.-Zakończyła Hermiona.
-O, Harry już się obudziłeś!-Ron uśmiechnął się do niego szeroko.
-Tak, a co to jakieś święto.-Zaśmiał się.-Aha, czyli rozumiem, że to ja mam być tym, który załatwi coś na śniadanie, tak?-Zapytał lekko rozbawiony, a Ron i Hermiona wymienili porozumiewawcze spojrzenia i chytre uśmieszki.
-No w sumie to mógłbyś znaleźć pewną roślinę....-Zaczął Ron.
-A nie da się jej przywołać zaklęciem Accio?
-Nie!-Powiedziała szybko Hermiona zanim Ron zdążył się odezwać.-To by było za proste, cierniki to takie niewielkie krzewy z zielonymi, szerokimi liśćmi, na nich rosną czarne jagody, jadalne i całkiem zdrowe.-Wyjaśniła Hermionę.
-Nie ma sprawy i tak mi się nudziło i miałem się gdzieś przejść.-Wzruszył ramionami. Po półgodzinie szukania opisanego krzaka miał już dość i postanowił pójść na plażę, jego hipoteza się potwierdziła, Ron i Hermiona zwyczajnie chcieli się go pozbyć i wysłali go na poszukiwania rośliny, która nie istnieje. Skoro jednak znajdywał się w takim pięknym miejscu grzechem byłoby na tym nie skorzystać. Kiedyś jak był mały na okropnych wakacjach z Dursley'ami zbierał muszle wyrzucone na brzeg. Woda była idealnie czysta, musi tu wrócić z Ginny, pewnie jej się spodoba...W życiu nie pomyślałby, że kiedyś będzie chodził z siostrą swojego najlepszego przyjaciela, ale tym razem był pewien, że to nie to samo co z Cho....Cho była dziewczyną, która kiedyś mu się podobała ze względu na walory estetyczne i wdzięk, ale na pewno nie powiedziałby jej o wszystkim przez co przechodził tak jak mówił o tym Ginny. Zresztą wątpił, aby Cho stworzyła specjalnie dla niego ogromny ruch oporu w Hogwarcie tak jak to zrobiła Ginny. Cieszył się z tego, że przestał być głupim nastolatkiem i w końcu wszystko stabilizuje się w jego życiu. Z Ginny i całą rodziną Weasley wyobrażał sobie wspaniałą przyszłość, smutne, ale prawdziwe było to, że w ogóle nie myślał tak o Dursley'ach. Tak przechadzając się i podziwiając widoki na pomoście zobaczył znajomą mu posturę i rude włosy. Gdy zorientował się, że jest półnaga gwałtownie odwrócił wzrok. Ileż minusowych punktów otrzymałby za to w teście....-Zakpił sobie w myślach.
-Harry!-Zawołała go, narzuciła na siebie jakąś bluzę i podbiegła do niego.-Hej!-Przywitała się rzucając się mu w ramiona.-Zamknij oczy i tak za dużo widziałeś.-Powiedziała ze śmiechem, a on wykonał polecenie.
-Podoba ci się tu?-Zapytał.
-Tak. A ty przyszedłeś sobie pospacerować?
-Raczej Ron z Hermioną wysłali mnie tu po jakiś ciernik.
-Ciernik? Jesteś pewny?-Zaśmiała się.
-Tak, nigdzie nie widziałem tu nic podobnego, pewnie chcieli zostać sami, tak coś czułem.-Zaśmiał się.
-Chyba tak, w życiu o czymś takim nie słyszałam.
-Mogę już otworzyć te oczy.-Zaśmiał się.
-Są jeszcze inne zmysły...-Powiedziała i poczuł jej oddech na swojej twarzy i pocałowała go, a on odwzajemnił pocałunek.
-Masz rację te inne zmysły są znacznie lepsze...Zawsze tak ładnie pachniesz?-Zapytał przytulając ją do siebie.
-Te perfumy kiedyś dostałam od Billa, a w sumie to nawet nie perfumy. One same są zupełnie bezwonne dopiero na skórze przybierają jakiś zapach, tak jak jest z eliksirem wielosokowym, każdy ma własną esencję.
-W takim razie masz bardzo ładną esencję...-Szepnął.
-Pójdę coś na siebie narzucić i możemy się gdzieś przejść.
-Więc topless nie dzisiaj...-Zażartował.
-Raczej nie.-Zaśmiała się i poczuł jej usta na swoim policzku.
Harry położył się na piasku i wdychał świeże powietrze, a włosy mierzwił mu wiatr.
Każda ta chwila spędzona razem mogłaby dla niego trwać wiecznie...W końcu nic nie ograniczało tego związku, nikt już nie polował na jego głowę, Ginny też jest już bezpieczna, Hogwart odrodził się na nowo, a wszyscy śmierciożercy mają ciężkie wyroki w Azkabanie.
Z jednej strony wiele zmieniło się na lepsze, ale z drugiej tak wielu poświęciło życie...On sam odczuwał wielki brak Freda w rodzinie Weasley. No i wciąż mocno brakowało mu Syriusza, może chociaż z nim mógłby porozmawiać, a teraz zostali mu już tylko Dursley'owie...Jak to wszystko potoczyłoby się gdyby nigdy nie poznał rodziny Weasley'ów. Nigdy nie poznałby Ginny....a ona była jego motywacją, kochał ją tak mocno, wiedział, że kiedyś będą rodziną, ona najlepsza ścigająca na świecie, a on auror. Kiedyś nie chciał wierzyć w te wszystkie przepowiednie, ale tak właśnie chyba mają się potoczyć jego losy, będzie szczęśliwy, bo to dla tej myśli jego rodzice zginęli...
-Już jestem.-Wyrwała go z zamyślenia wesołym głosem.-Tym razem w kompletnym stroju.-Zaśmiała się a on otworzył oczy.
-A szkoda...
-Osz ty!-Zaśmiała się i zaczęli obrzucać się piaskiem.-To przygotuj się na to!-Krzyknęła do niego i za pomocą różdżki przeniosła wodę jakby w zwolnionym tempie i rzuciła w jego stronę.
-Dzięki.-Parsknął ze śmiechu i otrzepał się jak pies.-Ale zemsta będzie słodka...-Zatarł ręce, a gdy ją dogonił podniósł ją i stanął w wodzie do pasa.
-O, nie, nie, nie...-Zaśmiała się.
-Buziaczek i odstawię cię na brzeg.-Zaśmiał się, a ona pocałowała go w policzek.-Żartowałem zemsta to zemsta.-Już miał zamiar ją upuścić, ale ona oplotła go ciasno ramionami i zaczęła namiętnie całować.-Wiesz jak mnie przekabacić na swoją stronę.-Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Zresztą ja już dzisiaj pływałam!-Udała oburzenie.
-Ty mała, podstępna sklątko!-Zaśmiał się i wrócił z nią na brzeg.
-Sklątko?-Powiedziała i oboje ryknęli ze śmiechu.-Bo zacznę na ciebie mówić ,,hipogryfek" a już sobie wyobrażam purpurę pt. ,,Romilda Vane".-Zażartowała.
-A może to jednak ja powinienem zastanowić się nad tym dlaczego pani Longbottom uważa, że pasujesz do Neville?-Zażartował wysoko unosząc brwi i ułożył Ginny na wcześniej wyczarowanym hamaku, a sam też położył się obok niej.
-A dlaczego Skeeter swatała cię z Hermioną?-Uniosła wysoko brew.-To jakieś podejrzane...-Wymruczała.
-A dlaczego nikt nie swata mnie z tobą?
-Bo Ginny Weasley lubi niespodzianki, a oni są trochę....za głupi.-Wyjaśniła przysuwając się bliżej.
-Może kiedyś do tego dojdą...
-Zanim zdążą się dowiedzieć, my sami już to obwieścimy.-Uśmiechnęła się.-Póki co może lepiej, żeby nie wiedzieli, mogliby mieć jakieś ,,ale", bo jestem teraz kapitanką.
-Tak jest pani kapitan!-Zasalutował. Dlatego tak bardzo lubił spędzać z nią czas, mógł się z nią podroczyć, pośmiać, przy niej odkrywał prawdziwego siebie. Zapominał wtedy o tym, że jest wybawcą świata i ona też o tym zapominała, nie kochała go za bycie ,,Wybrańcem" jak wszyscy inni, ale ,,Harry'm" tym zwyczajnym Harry'm, który potrzebował miłości.
-Hej, słuchasz mnie?-Zachichotała, a jej oczy się rozszerzyły.
-Przepraszam, zamyśliłem się.-Pogłaskał ją po włosach.
-O czym tak często i intensywnie myślisz?-Zapytała i spojrzała mu w oczy.
-O tobie.-Uśmiechnął się i obserwował jak kąciki jej ust unoszą się lekko.-Ostatnio napisałem list do Dudley'a.-Przerwał chwilową ciszę.
-Odpisał ci?-Zapytała, a on wyczuł w jej głosie wątpliwość.
-Jeszcze go nie wysłałem. Nie wiem czy to cokolwiek zmieni...
-Harry, jesteś naprawdę niesamowitym czarodziejem, dbasz nawet o tych zgniłych ludzi, którzy cię nienawidzą...A może jednak to coś zmieni...
-Mam nadzieję, że żyją, nie cierpię ich, ale jakby przeze mnie zginęli...
-Wiem, to nie takie proste, szczególnie jak się ma w rodzinie takich zgniłych ludzi. Nawet nie wiesz jak często nasza rodzina kłóciła się kiedyś z ciotką Muriel, tej kobiecie wiecznie coś nie pasuje...-Przewróciła oczami.-Ale jednak wciąż się kontaktujemy. Zresztą to naprawdę odpowiedzialna decyzja, skoro już napisałeś ten list to go wyślij, zawsze tak o wszystkich dbasz Harry...-Powiedziała i uściskała go.-Może i na to nie zasługują, ale niech wiedzą co o tym wszystkim sądzisz.-Zakończyła wciąż pozostając w jego ramionach.
-Masz rację, dziś wyślę mu sowę.-Ginny pomogła rozwiać mu wątpliwości, zresztą była dla niego żywym dowodem na to, że nadzieja nie umiera...-Kocham cię.-Wyprostował się i odgarnął jej włosy.
-Ja ciebie też.-Szepnęła i ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku.
w niego, na co Wybraniec wcale nie narzekał.
-Mama już wysyła do mnie listy...-Bill przewrócił oczami, a wszyscy parsknęli śmiechem.
-Napisz jej, że wszyscy żyją, łącznie z głową i wszystkimi kończynami.-Polecił mu George.-To ja im załatwiłem wolną chatę, a oni zamiast wdzięczność, mają jakieś ale.
-Martwią się o nas.-Powiedział Charlie, a Harry wiele by dał, żeby jego rodzice też teraz tak się o niego martwili. Tyle rzeczy się teraz ułożyło, tak bardzo chciałby, żeby jego rodzice i państwo Weasley'owie się zaprzyjaźnili, żeby mieli okazję poznać Ginny-miłość jego życia, z którą wyobrażał sobie swoją szczęśliwą przyszłość. Pewnie to oni, a nie państwo Weasley urządziliby mu urodziny, pewnie to oni wysyłaliby do niego listy, pewnie oni przejmowaliby się jego bezpieczeństwem, tymczasem ta cała równowaga została w jego życiu okrutnie zachwiana...Mimo to nie mógł wyobrazić sobie lepszych przyjaciół i dziewczyny, którzy troszczyli się o niego i bez względu na zagrożenie szli z nim ramię w ramię jak prawdziwa rodzina...Któregoś pięknego dnia, gdy już poślubi Ginny naprawdę się nią staną...
-Harry?-Ginny wyrwała go z zamyślenia.
-Chyba trochę odpłynąłeś stary.-Zachichotał Ron.
-Taa...może trochę.-Przytaknął ze śmiechem.
-Może buteleczkę, Harry?-Zaproponował George.
-Nie, dzięki, już mi wystarczy.
-Ma rację, zostaw też coś na jutro.-Zaśmiał się Ron.
-Żartujesz Ron, mam zapasy na co najmniej tydzień!-Udał oburzenie i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Fleur do mnie dzisiaj napisała, ostatnio bardzo cię polubiła Ginny.-Rzekł najstarszy z braci próbując to rozgryźć.
-O zgrozo, czas umierać.-George wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Serio?-Uniosła wysoko brwi.
-Myślałam, że Ginny się nie da nie lubić.-Prychnęła Hermiona.
-Chciałabym, żeby tak było.-Zaśmiała się Ginny.
-Mówi to ta co zawarła pakt ze ślizgonami.-Prychnął Charlie.-Jesteś za skromna, zdecydowanie za skromna.
-PAKT ZE ŚLIZGONAMI!?-Powiedzieli jednocześnie zdumieni Harry i Ron.
-Ano.-Przytaknęła wesoło.-Polegało to głównie na tym, że każdy ze Slytherinu, który chciał mógł być członkiem Gwardii Dumbledore'a, niektórzy z nich są naprawdę w porządku.
-,,Niektórzy".-Powiedział półgębkiem Ron, a Hermiona walnęła go w żebra.-Auć.-Syknął.
-To było zdecydowanie męskie jęknięcie.-Zaśmiał się George.-Kiełbaskę, Roniu?-Zaproponował starszy brat.
-Nie, dzięki już się najadłem.
-Ale ja chętnie skorzystam, ostatnio jem sporo mięsa, ogólnie czasem mam psie nawyki.-Wyjaśnił Bill i z zawrotną szybkością pochłoną kiełbaskę.
-Ale chyba nie boisz się odkurzacza?-Zażartowała Ginny.
-Tak źle to ze mną nie ma.-Zaśmiał się.
-Wciąż nie mogę uwierzyć, że Percy nawet nie dotrwał do kolacji.-Zaśmiał się George.
-Kurde Gin, jak czytałem dzisiejszego ,,proroka" to oczy wychodziły mi z orbit.
-A co tam znalazłeś, Skeeter znów oczernia niewinnych ludzi?-Prychnęła pogardliwie.
-Nie, wręcz przeciwnie, miała wywiad z Augustą Longbottom, a ona opowiadała o tym co się działo w Hogwarcie.
-Pewnie wie od Neville'a.-Domyślił się Ron.
-Tak, Ginny ty jesteś teraz chyba najbardziej szanowaną osobą w tej szkole.
-Może drugą, po panu Zniszczyłem-wszystkie-horkruksy-w-tym-byłem-jednym-z-nich-i-wciąż-żyję.-Zażartowała całując go w policzek i wszyscy się roześmiali.
-Więc sama widzisz, lepszej pary nie ma.-Zaśmiał się Charlie.
-Poza tym, jak przekonałaś śligonów do paktu z gryfonami?!-Rona wyraźnie męczyła ta kwestia. Rzeczywiście wzajemna nienawiść tych dwóch domów od wieków była wielka.
-Czy któryś z gryfonów kiedykolwiek próbował któremuś z nich podać rękę?-Rudowłosa wzruszyła ramionami.
-Może gdyby ślizgoni nie pluli jadem...-Burknął Ron.
-Mam do was sprawę i to dosyć istotną, chociaż...-Charlie zawahał się na chwilę.-Biorąc pod uwagę stan upojenia co poniektórych..-Spojrzał pobłażliwie na George'a, Rona i Billa.
-Daj spokój, ja się czuję świetnie...-Odezwał się George doskonale przedrzeźniając głos upitego Percy'ego.
-No więc, chciałem zrobić petycję dotyczącą smoków. Przez wieki te zwierzęta są traktowane jak ludzka własność, były zmuszane do pilnowania skrytek bankowych będąc głodzone i traktowane bolesnymi dla nich dźwiękami brzękadeł. Odwalały ciężką pracę fizyczną, bez jakiejkolwiek opieki weterynaryjnej.-Zakończył Charles.-Mam już kilka podpisów, ale to nie wystarczy, nie wiem jak wiele musiałbym ich zebrać, żeby rada zaczęła robić coś w tej sprawie.
-Ja się w pełni z tobą zgadzam.-Powiedziała Hermiona.-Powinniśmy zacząć odbudowywać na nowo nie tylko Hogwart, ale cały świat magiczny.
-Masz racje, ostatni ministrowie tak bardzo zatruli nasze prawo, że trzeba wprowadzić wiele zmian.-Zgodził się Harry.
-Tak, ja też podpiszę tę petycję, nienawidzę znęcania się nad zwierzętami i wywyższania czarodziejów.-Oznajmiła najmłodsza spośród Weasley'ów.
-Tylko czy my jesteśmy w stanie coś zrobić w tej sprawie?-Ron wzruszył ramionami.
-Mam parę przydatnych kontaktów i wielu stałych klientów, mogę pomóc.-Zapewnił George.
-Ja zapytam mojego szefa czy moglibyśmy rozdawać takie ulotki naszym klientom.-Dołączył Bill.
-Świetnie.-Charlie pokiwał głową z aprobatą.
-My się zajmiemy uczniami Hogwartu.-Ginny uśmiechnęła się szeroko, a Harry w pełni się z nią zgodził.
-Może przekonamy Hagrida do wykładu na ten temat no i pogadam z kilkorgiem nauczycieli.-Oświadczyła Hermiona gotowa do działania.
-A ja wam w tym pomogę.-Obiecał Ron.
-Wspaniale, dziękuję wam.-Charlie uśmiechnął się do nich szeroko.-Smoki z pewnością będą dzięki temu bardziej ufne wobec czarodziejów i skore do współpracy, a myślę, że te dobre kontakty z różnymi istotami są bardzo ważne.
-Co wy na to, aby nieco poszerzyć tę petycję?-Zapytała zamyślona Ginny.
-Do czego zmierzasz....-Zainteresował się Harry.
-No właściwie to nie tylko smoki są wykorzystywane przez czarodziejów, więc skoro już się za to bierzemy może lepiej byłoby zatroszczyć się też o te inne gatunki?-Zaproponowała.
-Dobry pomysł.-Zgodził się Charlie.
-Tak, skrzaty domowe też były źle traktowane, powinni za to wprowadzić wysokie kary...-Oznajmiła Hermiona.
-Masz rację.-Zgodził się z nią Ron i objął ją ramieniem, a ona spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-Mogę jeszcze poprosić Lunę, czy Ksenofilius mógłby wydrukować na ten temat coś w ,,Żonglerze".-Podsunęła Ginny.
-Taaak, dobrze by było...
-Czyli apelujemy o podpisanie petycji w sprawie smoków, skrzatów domowych i wszystkich zniewolonych stworzeń.-Podsumował George.
-Dokładnie.-Przytaknął Charlie.
-Zajmę się tym.-Obiecał George.-Ciekawe co na to powie Percy...
-No cóż byłoby fajnie gdyby się zgodził, ważne jest, żeby ta petycja dotarła do jak największej grupy odbiorców. Dziękuję wam za wasze zaangażowanie, jesteście świetni.
-Przestań, bo się zarumienię...-Odezwał się George piskliwym głosem co wywołało falę śmiechu.
-Wiecie ja już się położę.-Hermiona wstała z kolan Rona, pocałowała go w policzek.
-Dobranoc skarbie.-Powiedział do niej Ron.
Rozmawiali jeszcze przez długi czas żartując i omawiając swoje sprawy.
-No i proszę, nasza solenizantka już śpi.-Uśmiechnął się George. Zasnęła na kolanach Harry'ego przytulając się do jego szyi.
-Na kolanach wybrańca, już widzę te nagłówki!-Zażartował Ron.
-Między innymi dlatego wolę nie wspominać o tym związku niezaufanym osobom. Harry zastanawiał się o czym może myśleć, śpiąc wyglądała tak niewinnie, musiała być bardzo zmęczona. Powinien ją zanieść do łóżka-Pomyślał, ale niekoniecznie chciał to robić, z Ginny na kolanach czuł jej bicie serca i miarowy, ciepły oddech.
-Zaniosę ją.-Oznajmił Harry.
-No proszę, pan szlachetny.-Skomentował Charlie, a pozostali bracia wybuchnęli śmiechem, rozbawienie ich nie było trudne biorąc pod uwagę ile kieliszków zdążyli wcześniej opróżnić.
Wziął Ginny i poszedł z nią do jej namiotu, była tak lekka, że nie dziwiło go, że tak dobrze gra w quidditcha. Wszedł do namiotu jej i Hermiony. Za to właśnie kochał magię, choć namiot wydawał się z zewnątrz przeciętnych rozmiarów w środku był wielkości dwupokojowego mieszkania.
Wszedł do pokoju Ginny i delikatnie położył ją na łóżko.To właśnie różniło ją i Hermionę. W pokoju jej przyjaciółki zawsze panował perfekcyjny porządek, Ginny za to miała ogólny porządek, ale jednak z artystycznym nieładem jak w całej norze. Powoli odwiązał jej buty i położył je obok łóżka. Wiele razy widział jak śpi, próbował ułożyć ją w jakiejś wygodniejszej dla niej pozycji, tak jak zwykle spała.
-Cześć Świstoświnko, co już po łowach?-Pogłaskał sowę, która siedziała na żerdzi w kącie pokoju.-Sorry, ale nie znam sowiego.-Wyjaśnił, gdy kłapnęła parę razy dziobem.
Na drzwiach szafy wisiała ładna czarna sukienka, materiał był przeplatany przez lekko prześwitujące paski. Musiał być to pewnie jeden z prezentów jakie dostała na urodziny.
-Słodkich snów, kochanie.-Szepnął i pocałował ją w czoło.
Jeszcze raz zerknął na nią przez ramię, musiałby być idiotą, żeby jej nie kochać.
-Dobrze, że jesteś Harry.-Powiedział George, gdy ten usiadł z powrotem na swoim miejscu.
-Tak, jako najstarszy brat pozwól, że wyjaśnię.-Zaczął Bill, a Harry gdyby go nie znał przestraszyłby go jego poważny ton.-Nie ma tu Ginny ani Hermiony więc myślimy, że to odpowiednia okazja, aby poruszyć ten temat.
-Pozwól, że skończę za ciebie bracie.-Przerwał mu George, wstał i położył mu rękę na ramieniu.-No więc sprawa wygląda prosto Harry, mamy do ciebie wszyscy wielkie zaufanie, jednak, aby nie było niedomówień jako potencjalny kandydat naszej siostry musisz przejść odpowiedni test.-Harry nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.
-Test? Serio?-Prawie turlał się ze śmiechu, George mówiący w tak poważny sposób o teście na dobrego kandydata dla jego siostry to było dla niego zdecydowanie za wiele, a już tym bardziej dodając do tego, że całkiem sporo wypił.
-Opanuj się stary, sprawa jest poważna.-Uspokoił go Ron.
-Myślałem, że już to rozumiecie no ale skoro wszyscy ,,kandydaci" przez to przechodzili...-Przewrócił oczami.
-Cieszę się, że rozumiesz. Także oczywiście jako starsi bracia musimy zadbać o to, aby nasza siostra miała odpowiedniego faceta, który ją zrozumie, zadba i zatroszczy się o nią i będzie traktował z należytym szacunkiem.
-A czy ja wyglądam na takiego, który nie spełniałby tych zasad?-Zaśmiał się.
-Wolimy, żebyś o tym wiedział no i chcemy uniknąć kłótni.-Wytłumaczył Charlie.
-I ostrzegam cię, Ginny jak jest naprawdę wściekła potrafi przyłożyć...
-No dobra, to na czym ten test ma polegać?-Zapytał wciąż rozbawiony, ale nawet podobał mu się ten pomysł.
-Będziemy notować twoje zachowania względem naszej siostry. No i przyznawać ci punkty za różne twoje prawidłowe zachowania.
-Rozumiem.-Pokiwał głową z trudem powstrzymując śmiech.
-Ja bym mu dał punkty za ułożenie jej do snu.-Stwierdził Ron.
-No to jutro powiem Percy'emu, żeby to zanotował.-Odparł George.
-A punkty za uratowanie Ginny życia?-Przypomniał Charlie.
-Tak za to też i to sporą sumkę, w końcu nasza siostra jest dla nas najważniejsza.
-Super, to tyle?-Upewnił się.
-Tak, powodzenia Harry.-George podał mu rękę, a Harry ścisnął ją i lekko potrząsnął.
-Dobranoc.-Pożegnał wszystkich.
-A jutro mecz quidditcha, pamiętaj!-Przypomniał mu George.
-Wiem!-Odpowiedział i poszedł do swojego namiotu.
*************
Charlie obejrzał się za siebie.
-Poszedł?-Spytał Ron.
-Tak.-Przytaknął George i wszyscy bracia ryknęli ze śmiechu.
-Widzieliście jego minę?!-Ron był aż cały czerwony ze śmiechu.
-Aleś wymyślił ,,test na kandydata"!-Ryknął Charlie.-Jak chcesz to umiesz główkować.
-Ale jego reakcja była prawidłowa, rozśmieszyło go to, ale jednak chyba przyjął to jak wyzwanie.-Stwierdził Bill, gdy już opanował atak śmiechu.
-Masz rację, poza tym to Harryś, on już jest częścią naszej rodziny, a ja tylko czekam aż będzie naszym szwagrem.-George zatarł chytrze ręce.
-Też na to czekam.-Wyznał Ron i przybił piątkę ze starszym bratem.
-Ma wielkie zaufanie u smoków, a to znaczy, że jest go godny.-Obwieścił Charlie.-Zawsze to powtarzam.
-Wiecie, chyba jesteśmy dobrymi aktorami, odwaliliśmy chyba całkiem niezłą ,,przemowę starszych braci".-Zaśmiał się Bill.
-Poza tym jak o tym powiedzieliśmy Cornerowi to od razu zmiękł, pamiętacie?-Przypomniał Charlie.
-Taa...grosza nie był wart ten gościu, a Harry jest dla Ginny idealny i niech ktoś śmie to kwestionować!-Warknął George.
-A jak będzie trzeba wyeliminujemy tych, którzy będą się za bardzo wtrącać w ten związek!-Oznajmił Bill i pozostali bracia też wstali i wykonali wspólny okrzyk.
-WEASLEY'OWIE!
************
Harry rzucił się na łóżko i założył ręce za głowę zatapiając się w myślach.
Z jego namiotu słychać było jeszcze przytłumione rozmowy braci. Może i był już zmęczony, ale wciąż dręczyła go jedna myśl. Już odkąd Ginny zapytała go o to, wciąż miał ją gdzieś z tyłu głowy. O wiele bardziej czuł się odpowiedzialny za Ginny niż za swoich prawdziwych krewnych. W każdym razie przynajmniej jedna ze stron powinna się zainteresować czy ta druga żyje mimo, że Dursley'owie pewnie mieli to totalnie gdzieś, przecież dla nich najważniejszy jest ich ,,Dudziaczek". Cholerna szlachetność jeszcze kiedyś wyjdzie mi bokiem.-Pomyślał przysuwając się do biurka. Przygotował pergamin i pióro i zabrał się do pisania.
Drogi Dudley'u
Naskrobał, ale jednak zwracać się do niego ,,Drogi Dudley'u"? Mimo, że był już dorosły to chyba wciąż zbyt oficjalna forma. Po chwili namysłu wymazał słowa zaklęciem i zaczął od nowa.
Hej Dudley
Tak znacznie lepiej-Pomyślał. Długo zastanawiał się nad tym co chce napisać i nad doborem słów, które odpowiednio by to oddały. Jeszcze nigdy tyle nie kreślił w liście. W końcu po długim upływie czasu z mnóstwem zmiętych pergaminów skończył pisać i postawił ostatnią kropkę.
Hej Dudley,
Nie było mnie całkiem długo (co chyba Was cieszy) i już nie wrócę do Was, bo zamieszkam w Dolinie Godryka tam, gdzie się urodziłem i tam gdzie jest teraz moje miejsce. Nie chcę przeciągać tego listu i sypać miłych słów, które i tak jak oboje dobrze wiemy byłyby kompletnie nieszczere.
W tym roku zginęło sporo znanych mi osób i po prostu chcę wiedzieć czy wszystko z Wami w porządku. Wciąż nie zapomniałem wszystkiego co zrobiliście, ale mimo wszystko kiedyś mieszkałem z Wami i jesteście też jedynymi moimi żyjącymi krewnymi. Jestem osobą, która dociąga każdą sprawę do samego końca, dlatego chcę być pewny, że żyjecie gdzieś na tym świecie. Wojna wreszcie dobiegła końca, więc nie musicie się już martwić o swoje bezpieczeństwo, jeśli chcecie możecie nawet wrócić do swojego domu na Privet Drive, szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. I tak jak wcześniej mówiłem ŻYJĘ! NIC MI NIE JEST! Dziękuję, że ktoś o to zapytał, bo ja na przykład od jakiegoś czasu zastanawiam się gdzie do cholery jesteście i czy w ogóle żyjecie, a właściwie wszystko to dzięki mojej kochanej dziewczynie. Tak, mam dziewczynę, która pomimo tego, że ma Was za potworów zainteresowała się waszym stanem, możecie jej za to kiedyś podziękować, choć ona pewnie skopałaby Wam te tłuste tyłki. Teraz zacznę siódmy i ostatni rok nauki w Hogwarcie.
Dobrze byłoby jeśli wysłałbyś mi odpowiedź na ten list, jednak jeśli nie chcesz nie musisz tego robić. Wątpię, żeby ten list skłonił Cię do przemyśleń, jednak jeśli tak się stało to gratuluję Dudley, w końcu przejrzałeś na oczy i postawiłeś się rodzicom.
Harry
Ludzie rzadko się zmieniają, szczególnie na lepsze.
************
Ginny przeciągnęła się na łóżku. Przez materiał namiotu prześwitywały promienie wschodzącego słońca. Świstoświnka znów zniknęła gdzieś w ciągu nocy. Zasnęła wczoraj na kolanach Harry'ego...Ta myśl spowodowała uśmiech na jej twarzy. W oczy rzuciła jej się śliczna sukienka wisząca na szafie. Do niej dołączona była kartka.
Serio myślałaś, że dam ci książkę na siedemnastkę?!
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, mam nadzieję, że utrafiłam w twój gust.
Zrób z niej użytek.
Hermiona
Hermiona zawsze potrafiła poprawić jej humor, nawet wtedy, gdy zupełnie wątpiła już we wszystko...
O Merlinie, wczoraj nawet nie wzięła prysznica, trzeba będzie to nadrobić.
W kącie pokoju zauważyła jeszcze jakąś paczkę, której wczoraj nie otworzyła. Do niej też dołączony był jakiś list.
Droga Ginny,
Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich siedemnastych urodzin!
Nasze relacje bywały różne w przeszłości, uważam, że akceptując mój związek z Billem zachowałaś się bardzo dojrzale. Rozumiem twoją niechęć do mnie, może rzeczywiście traktowałam Cię jak dziecko, ale wiem, że jesteś dorosła i naprawdę po tym co zrobiłaś w Hogwarcie mam do Ciebie wielki szacunek. Właściwie to normalne, że nie chciałaś oddać swojego brata w ręce byle kogo, wiem, że Bill też by tak nie postąpił. Teraz, jednak cieszę się, że jesteśmy rodziną no i może kiedyś (jak Bill będzie w pracy) wpadłabyś do Muszelki na jakąś kawę? Zależy mi na dobrych relacjach w naszej rodzinie, tym bardziej, że Bill dużo o Tobie mówi. Co do prezentu to chciałam dać ci coś praktycznego, dlatego dałam ci Biblię Wil. Znajdziesz tam NAPRAWDĘ wiele ciekawych rzeczy. Można powiedzieć, że to taki poradnik. Może nie jesteś wilą mimo to, jednak wybrał Cię sam Harry Potter. A tak a propos, to co do niego też znajdziesz w tej cudnej książce parę ciekawych instrukcji.
Fleur
Biblia wil? No musiała przyznać przed samą sobą, że zaintrygowało ją to. ,,Parę ciekawych instrukcji" no nieźle się zapowiada...Wile zawsze były dla niej trochę dziwne, podchodziły do facetów jak do jakichś robotów lub totalnych imbecylów zakochujących się po machnięciu włosami czy zatrzepotaniu rzęsami. Ale to, że Fleur powierzyła jej coś takiego, co wyraźnie jest dla wil bardzo ważne musiało znaczyć, że naprawdę ją polubiła. Może rzeczywiście dobrze byłoby spróbować nawiązać z Fleur jakiś lepszy kontakt, to na pewno ucieszyłoby Billa.
Ale teraz bardziej ciekawiło ją gdzie znajdują się tego dnia. George wymyślił, że codziennie świstoklik wbudowany w namiot będzie ich zabierać w inne miejsce, co według niej było ciekawym pomysłem na wakacje. Ciekawość wzięła nad nią górę, wsunęła nogi w buty i wyszła przed namiot. Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Przed nią roztaczały się wielkie palmy, a z oddali słychać było szum morza. Super będzie pobyć trochę na plaży, może później wyciągnie tam Harry'ego? Poszła w kierunku, w który prowadził ją szum morza. To był piękny widok, stała na skalnym, niskim klifie i podziwiała piaszczystą plażę, palmy i krystalicznie czystą, turkusową wodę. Nikogo w pobliżu nie było, a słońce dopiero co wschodziło, musiało być bardzo wcześnie, bo wszędzie było pusto, choć samo to miejsce wyglądało na niezasiedlone. Jak co dzień zaczęła swój poranny trening, zdjęła buty i pobiegła rytmicznym truchtem wzdłuż brzegu spokojnej wody, później pójdzie popływać.
************
Harry podniósł głowę i zaklął cicho, gdy uderzył się w stojącą na biurku lampę. Na dodatek bardzo bolały go plecy, był tak wykończony, że wczoraj zasną na biurku. Jest ostatnia chwila, żeby się wycofać...-Pomyślał spoglądając na list. Czy wysłanie do niego listu przez sowę będzie dobrym pomysłem? Czy w ogóle wysłanie tego listu to dobry pomysł?Dursley'owie pewnie się nie zmienią, ale chociaż może on będzie czuł się lepiej z tym, że wie gdzie są. Ciekawe czy Ginny jeszcze śpi....Pewnie tak, legilimencja jednak kosztuje dużo energii i mocy magicznej. Wyprostował się na krześle i zastanawiał jak to jest być aurorem...Fajnie będzie kiedyś móc założyć ten mundur i iść na patrol, teraz już nie wyobrażał sobie siebie w innej roli. Nagle zzewnątrz namiotu usłyszał jakieś rozmowy, wziął ze sobą różdżkę i wychylił głowę na zewnątrz.
-....No, bo ktoś musi coś załatwić na śniadanie.-Zakończyła Hermiona.
-O, Harry już się obudziłeś!-Ron uśmiechnął się do niego szeroko.
-Tak, a co to jakieś święto.-Zaśmiał się.-Aha, czyli rozumiem, że to ja mam być tym, który załatwi coś na śniadanie, tak?-Zapytał lekko rozbawiony, a Ron i Hermiona wymienili porozumiewawcze spojrzenia i chytre uśmieszki.
-No w sumie to mógłbyś znaleźć pewną roślinę....-Zaczął Ron.
-A nie da się jej przywołać zaklęciem Accio?
-Nie!-Powiedziała szybko Hermiona zanim Ron zdążył się odezwać.-To by było za proste, cierniki to takie niewielkie krzewy z zielonymi, szerokimi liśćmi, na nich rosną czarne jagody, jadalne i całkiem zdrowe.-Wyjaśniła Hermionę.
-Nie ma sprawy i tak mi się nudziło i miałem się gdzieś przejść.-Wzruszył ramionami. Po półgodzinie szukania opisanego krzaka miał już dość i postanowił pójść na plażę, jego hipoteza się potwierdziła, Ron i Hermiona zwyczajnie chcieli się go pozbyć i wysłali go na poszukiwania rośliny, która nie istnieje. Skoro jednak znajdywał się w takim pięknym miejscu grzechem byłoby na tym nie skorzystać. Kiedyś jak był mały na okropnych wakacjach z Dursley'ami zbierał muszle wyrzucone na brzeg. Woda była idealnie czysta, musi tu wrócić z Ginny, pewnie jej się spodoba...W życiu nie pomyślałby, że kiedyś będzie chodził z siostrą swojego najlepszego przyjaciela, ale tym razem był pewien, że to nie to samo co z Cho....Cho była dziewczyną, która kiedyś mu się podobała ze względu na walory estetyczne i wdzięk, ale na pewno nie powiedziałby jej o wszystkim przez co przechodził tak jak mówił o tym Ginny. Zresztą wątpił, aby Cho stworzyła specjalnie dla niego ogromny ruch oporu w Hogwarcie tak jak to zrobiła Ginny. Cieszył się z tego, że przestał być głupim nastolatkiem i w końcu wszystko stabilizuje się w jego życiu. Z Ginny i całą rodziną Weasley wyobrażał sobie wspaniałą przyszłość, smutne, ale prawdziwe było to, że w ogóle nie myślał tak o Dursley'ach. Tak przechadzając się i podziwiając widoki na pomoście zobaczył znajomą mu posturę i rude włosy. Gdy zorientował się, że jest półnaga gwałtownie odwrócił wzrok. Ileż minusowych punktów otrzymałby za to w teście....-Zakpił sobie w myślach.
-Harry!-Zawołała go, narzuciła na siebie jakąś bluzę i podbiegła do niego.-Hej!-Przywitała się rzucając się mu w ramiona.-Zamknij oczy i tak za dużo widziałeś.-Powiedziała ze śmiechem, a on wykonał polecenie.
-Podoba ci się tu?-Zapytał.
-Tak. A ty przyszedłeś sobie pospacerować?
-Raczej Ron z Hermioną wysłali mnie tu po jakiś ciernik.
-Ciernik? Jesteś pewny?-Zaśmiała się.
-Tak, nigdzie nie widziałem tu nic podobnego, pewnie chcieli zostać sami, tak coś czułem.-Zaśmiał się.
-Chyba tak, w życiu o czymś takim nie słyszałam.
-Mogę już otworzyć te oczy.-Zaśmiał się.
-Są jeszcze inne zmysły...-Powiedziała i poczuł jej oddech na swojej twarzy i pocałowała go, a on odwzajemnił pocałunek.
-Masz rację te inne zmysły są znacznie lepsze...Zawsze tak ładnie pachniesz?-Zapytał przytulając ją do siebie.
-Te perfumy kiedyś dostałam od Billa, a w sumie to nawet nie perfumy. One same są zupełnie bezwonne dopiero na skórze przybierają jakiś zapach, tak jak jest z eliksirem wielosokowym, każdy ma własną esencję.
-W takim razie masz bardzo ładną esencję...-Szepnął.
-Pójdę coś na siebie narzucić i możemy się gdzieś przejść.
-Więc topless nie dzisiaj...-Zażartował.
-Raczej nie.-Zaśmiała się i poczuł jej usta na swoim policzku.
Harry położył się na piasku i wdychał świeże powietrze, a włosy mierzwił mu wiatr.
Każda ta chwila spędzona razem mogłaby dla niego trwać wiecznie...W końcu nic nie ograniczało tego związku, nikt już nie polował na jego głowę, Ginny też jest już bezpieczna, Hogwart odrodził się na nowo, a wszyscy śmierciożercy mają ciężkie wyroki w Azkabanie.
Z jednej strony wiele zmieniło się na lepsze, ale z drugiej tak wielu poświęciło życie...On sam odczuwał wielki brak Freda w rodzinie Weasley. No i wciąż mocno brakowało mu Syriusza, może chociaż z nim mógłby porozmawiać, a teraz zostali mu już tylko Dursley'owie...Jak to wszystko potoczyłoby się gdyby nigdy nie poznał rodziny Weasley'ów. Nigdy nie poznałby Ginny....a ona była jego motywacją, kochał ją tak mocno, wiedział, że kiedyś będą rodziną, ona najlepsza ścigająca na świecie, a on auror. Kiedyś nie chciał wierzyć w te wszystkie przepowiednie, ale tak właśnie chyba mają się potoczyć jego losy, będzie szczęśliwy, bo to dla tej myśli jego rodzice zginęli...
-Już jestem.-Wyrwała go z zamyślenia wesołym głosem.-Tym razem w kompletnym stroju.-Zaśmiała się a on otworzył oczy.
-A szkoda...
-Osz ty!-Zaśmiała się i zaczęli obrzucać się piaskiem.-To przygotuj się na to!-Krzyknęła do niego i za pomocą różdżki przeniosła wodę jakby w zwolnionym tempie i rzuciła w jego stronę.
-Dzięki.-Parsknął ze śmiechu i otrzepał się jak pies.-Ale zemsta będzie słodka...-Zatarł ręce, a gdy ją dogonił podniósł ją i stanął w wodzie do pasa.
-O, nie, nie, nie...-Zaśmiała się.
-Buziaczek i odstawię cię na brzeg.-Zaśmiał się, a ona pocałowała go w policzek.-Żartowałem zemsta to zemsta.-Już miał zamiar ją upuścić, ale ona oplotła go ciasno ramionami i zaczęła namiętnie całować.-Wiesz jak mnie przekabacić na swoją stronę.-Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Zresztą ja już dzisiaj pływałam!-Udała oburzenie.
-Ty mała, podstępna sklątko!-Zaśmiał się i wrócił z nią na brzeg.
-Sklątko?-Powiedziała i oboje ryknęli ze śmiechu.-Bo zacznę na ciebie mówić ,,hipogryfek" a już sobie wyobrażam purpurę pt. ,,Romilda Vane".-Zażartowała.
-A może to jednak ja powinienem zastanowić się nad tym dlaczego pani Longbottom uważa, że pasujesz do Neville?-Zażartował wysoko unosząc brwi i ułożył Ginny na wcześniej wyczarowanym hamaku, a sam też położył się obok niej.
-A dlaczego Skeeter swatała cię z Hermioną?-Uniosła wysoko brew.-To jakieś podejrzane...-Wymruczała.
-A dlaczego nikt nie swata mnie z tobą?
-Bo Ginny Weasley lubi niespodzianki, a oni są trochę....za głupi.-Wyjaśniła przysuwając się bliżej.
-Może kiedyś do tego dojdą...
-Zanim zdążą się dowiedzieć, my sami już to obwieścimy.-Uśmiechnęła się.-Póki co może lepiej, żeby nie wiedzieli, mogliby mieć jakieś ,,ale", bo jestem teraz kapitanką.
-Tak jest pani kapitan!-Zasalutował. Dlatego tak bardzo lubił spędzać z nią czas, mógł się z nią podroczyć, pośmiać, przy niej odkrywał prawdziwego siebie. Zapominał wtedy o tym, że jest wybawcą świata i ona też o tym zapominała, nie kochała go za bycie ,,Wybrańcem" jak wszyscy inni, ale ,,Harry'm" tym zwyczajnym Harry'm, który potrzebował miłości.
-Hej, słuchasz mnie?-Zachichotała, a jej oczy się rozszerzyły.
-Przepraszam, zamyśliłem się.-Pogłaskał ją po włosach.
-O czym tak często i intensywnie myślisz?-Zapytała i spojrzała mu w oczy.
-O tobie.-Uśmiechnął się i obserwował jak kąciki jej ust unoszą się lekko.-Ostatnio napisałem list do Dudley'a.-Przerwał chwilową ciszę.
-Odpisał ci?-Zapytała, a on wyczuł w jej głosie wątpliwość.
-Jeszcze go nie wysłałem. Nie wiem czy to cokolwiek zmieni...
-Harry, jesteś naprawdę niesamowitym czarodziejem, dbasz nawet o tych zgniłych ludzi, którzy cię nienawidzą...A może jednak to coś zmieni...
-Mam nadzieję, że żyją, nie cierpię ich, ale jakby przeze mnie zginęli...
-Wiem, to nie takie proste, szczególnie jak się ma w rodzinie takich zgniłych ludzi. Nawet nie wiesz jak często nasza rodzina kłóciła się kiedyś z ciotką Muriel, tej kobiecie wiecznie coś nie pasuje...-Przewróciła oczami.-Ale jednak wciąż się kontaktujemy. Zresztą to naprawdę odpowiedzialna decyzja, skoro już napisałeś ten list to go wyślij, zawsze tak o wszystkich dbasz Harry...-Powiedziała i uściskała go.-Może i na to nie zasługują, ale niech wiedzą co o tym wszystkim sądzisz.-Zakończyła wciąż pozostając w jego ramionach.
-Masz rację, dziś wyślę mu sowę.-Ginny pomogła rozwiać mu wątpliwości, zresztą była dla niego żywym dowodem na to, że nadzieja nie umiera...-Kocham cię.-Wyprostował się i odgarnął jej włosy.
-Ja ciebie też.-Szepnęła i ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)