sobota, 21 października 2017

19. Ostatni raz do Hogwartu...

-No nie ma jej!
-Do jasnej cholery zostały 3 minuty do odjazdu!-Ron zdenerwowany chodził tam i z powrotem po przedziale.
-Nie możemy jechać bez niej!-Zaprotestowała Ginny.
-Miejmy nadzieję, że zaraz tu przyjdzie jak gdyby nigdy nic.
-Ta...już mamy wszystkie możliwe ,,wielkie wejścia" za sobą i nie chciałbym tego powtarzać.-Oznajmił rudowłosy.
-Wyślę do niej patronusa, może coś się stało, lepiej się z nią skontaktować.-Stwierdziła Ginny, po chwili rzuciła zaklęcie i niebieski koń pogalopował gdzieś.
-Moja mama cię woła.-Powiedział Ron do przyjaciela wyglądając przez okno w przedziale. Wszyscy w trójkę szybko opuścili zajęty wcześniej przedział i stali przy drzwiach pociągu.
-Chodźcie tutaj wszyscy.-Powiedziała pani Weasley i wyściskała ich po kolei szepcząc jakieś słowa aż przyszła pora na Harry'ego.
-Powodzenia w tym roku szkolnym.-Powiedziała kobieta z jak zwykle życzliwym uśmiechem.
-Postaram się nie zabić tym razem.-Odpowiedział takim samym uśmiechem.-Dziękuję pani za wszystko, za tą cała opiekę i że co roku mogłem być z wami w norze.-Powiedział nieśmiało a ona uścisnęła go i nie zwalniając uścisku powiedziała:
-Harry...zawsze będziesz dla nas jak część naszej rodziny, formalności w takich chwilach są zupełnie bez znaczenia. Zawsze będziesz w norze mile widziany czy na śniadaniach, obiadach lub kolacjach...-Kończąc to wyznanie puściła go i poprawiła jego przekrzywione okulary na nosie, a w jej oczach zabłyszczały łzy, w pewnym sensie znał te oczy, Ginny miała niektóre cechy odziedziczone po matce.
-Dobrze, pora już wsiadać, gdyby Hermiona rzeczywiście nie zdążyła na pociąg ojciec może podwieźć ją samochodem. Do zobaczenia.-Uśmiechnęła się jeszcze raz i wierzchem dłoni otarła oczy.
-...I zawsze będzie uważała, że jesteś za chudy.-Zażartował Ron i wpakowali się do pociągu stojąc w drzwiach i rozglądając się za bujną czupryną wśród tłumu.
-Gdzie ona może być?-Zastanawiał się Ron, wtem usłyszeli parę puszczoną z lokomotywy.
-Zaraz odjedzie!-Powiedział spanikowany Harry.
-Nie odpowiada na patronusa to dziwne...-Ginny też zaczęła się niepokoić.
-Widzę ją!-Krzyknął Ron tak, że aż w ich kierunku spojrzało kilka osób. Wskazał na puszystowłosą pośpiesznie przepychającą się przez ludzi za co niektórzy rzucali jej nienawistne spojrzenia.
-Przepraszam, przepraszam...-Mruczała w pośpiechu i pociąg ruszył. Pędem puściła się przed siebie pchając wózek, a rudy kot biegł za nią z gracją.
-Szybko!-Przynaglała ją Ginny, Hermiona władowała kufer i parę metrów biegła wzdłuż pociągu, który w jednej chwili znacznie przyspieszył.
-Daj mi rękę!-Ryknął Ron by przekrzyczeć świst powietrza, wychylił się zza pociągu i wyciągnął do niej rękę.
-Nie dam rady!-Odkrzyknęła.
-Zaufaj mi! No już, TERAZ!-Nakazał Ron, bo właśnie kończył się podest peronu i w ostatniej chwili Hermiona złapała jego rękę i wskoczyła do pociągu.
-Dzięki.-Powiedziała zdyszana lądując w ramionach Rona.
-Dlaczego cię nie było, denerwowaliśmy się, Ginny wysłała patronusa, a mama nie wiedziała co robić i gdzie cię szukać!-Zganił ją Ron i zaczął pchać jej kufer.
-Rodzice mnie zatrzymali, zupełnie straciłam poczucie czasu, w dodatku ktoś pytał mnie o peron 9 i 3/4 musiałam mu pomóc...
-To aż dziwne, że to Ron wrzeszczy na Hermionę, prawda?-Szepnął Harry do Ginny, a ona zaśmiała się pod nosem i po chwili dodała:
-To słodkie.-Uśmiechnęła się, a Harry objął ją ramieniem i wszyscy w czwórkę zaczęli zaglądać do przedziałów w poszukiwaniu jakiegoś wolnego.
-Ginny!-Uśmiechnęła się blondynka, gdy weszli do kolejnego przedziału.
-Luna, dobrze znowu cię widzieć.-Rudowłosa zapominając o wszystkim rzuciła się przyjaciółce w ramiona, a w tym czasie Ron i Neville wymienili przyjacielskie uściski.
-Rozumiem, że szukacie przedziału?-Domyślił się Neville i również przytulił Ginny, a Harry zaczął się zastanawiać czy gdyby Neville był wybrańcem to Ginny by z nim chodziła. Nie, to głupie, jesteś idiotą Potter.-Zganił się w myślach.
-Tak, moglibyśmy się dosiąść?-Zapytała Hermiona, choć Ron już rozłożył się na miejscu przy oknie, na co Hermiona rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie, a Ginny zachichotała.
-Jasne.-Zgodziła się Luna i wróciła wzrokiem do świeżego egzemplarza Żonglera.
-Nie rozsiadaj się za bardzo Ron, zaraz mamy spotkanie prefektów.-Przypomniała Hermiona spinając włosy w niedbały kok.
-No niee...-Jęknął.
-Zrób to dla mnie.-Poprosiła puszystowłosa.
-A to co innego.-Uśmiechnął się od ucha do ucha.
-Hej, Krzywołap.-Rudowłosy podrapał za uchem kota, który uprzednio wskoczył mu na kolana.
-Myślałam, że nienawidzisz tego kota.-Zaśmiała się Hermiona.
-No co ty, że ja? Niby kiedy?-Prychnął i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Co u ciebie Neville?-Zagadnął Harry.
-W porządku, wyprowadzam się, choć babcia robi wszystko, żebym nadal mieszkał z nią.-Zaśmiał się i jego rysy naprawdę przybrały ostatnio jakiś inny kształt, był jakby ...przystojniejszy?
-Spokojnie, mnie i Ginny pewnie też mama szybko nie wypuści...-Zaśmiał się Ron i zaczął bawić się roztrzepanymi lokami swojej dziewczyny.
-Żal mi jej trochę zostawiać, ale z drugiej strony wiem, że muszę się wyprowadzić i taka jest kolej rzeczy.
-Spokojnie, twoja babcia na pewno to zrozumie.-Pocieszyła go Ginny.
-No i byłem parę razy w szpitalu.-Dodał po chwili i nagle wszyscy spoważnieli.-Wiem, że nigdy z tego nie wyjdą, nawet mnie nie poznają, mam nadzieję, że zrobiłem coś choć w połowie tak niesamowitego jak oni.-Głos mu zadrżał, na jego twarz wypłynął lekki uśmiech, wymuszony po to, by ukryć smutek.
-Neville, jestem pewna, że byliby dumni z takiego syna.-Powiedziała rudowłosa łagodnym głosem.
-Czasem się zastanawiam jak byłoby, gdyby mieli świadomość...-Westchnął i wpatrzył się w widok za oknem pociągu, zapadła cisza.
-Też czasem się nad tym zastanawiam...-Wyznał Harry.-Jestem Chłopcem, który Przeżył, ale tylko dzięki nim.-Rzekł i po chwili zobaczył błyszczące oczy swojej dziewczyny zwrócone ku niemu i poczuł jak złapała go za rękę.
-Nie martw się Neville, zawsze jest jakaś szansa, wykorzystam ją choćbym sama miała wymyślić lek na to nieszczęście.-Powiedziała Luna i przytuliła się do Neville'a.
-Może już o tym nie rozmawiajmy.
-No Ron, czas na nas, do zobaczenia później.-Pożegnała ich Hermiona i pociągnęła za sobą Rona.
-Zabawni są, prawda?-Zaśmiała się Luna.
-Zdecydowanie tak.-Uśmiechnęła się rudowłosa i wpatrzyła w miejsce, w którym zniknęli.
-Nieźle się wszystko zmieniło, co?-Zagadnął Neville.
-Taak, ale Hogwart znów jest taki sam.-Stwierdziła Ginny i podkurczyła nogi pod brodę.
-Cieszę się, że znów jesteście parą.-Uśmiechnął się Neville i spojrzał na nich jakby chciał dokładnie zapamiętać ten obrazek.-Pasujecie do siebie.
-To nargle was połączyły.-Stwierdziła Luna, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
-Chyba tak.-Uśmiechnął się i przytulił do piersi swoją dziewczynę, a Krzywołap umiejscowił się gdzieś w ich nogach.
Rozmowa sama się rozkręciła, zaczęli razem wspominać stare dobre czasy i śmiali się bez końca.
-...Wtedy naprawdę myślał, że wypił Felix Felicis.-Skończył Harry i uśmiechnął się na to wspomnienie.
-Niezły myk.-Przyznała Ginny.-Ale ja cię lepiej zmotywuję.
-Taa...
-Nie wierzysz mi? Przygotuj się na wycisk.-Zaśmiała się.
-Tylko, żebym mógł następnego dnia wstać z łóżka...
-Już ja cię wyciągnę z łóżka i jeszcze ci się odwdzięczę za dzisiejszą pobudkę.-Uśmiechnęła się chytrze.
-Co zechcesz, Gin.-Ucałował ją w czubek głowy.
-Będę na każdym waszym meczu.-Obiecał Neville.
-Ja też, myślicie, że strój lwa jest już nudny?-Zastanawiała się Luna.
-Nudny? No jasne, że nie, to się nigdy nie znudzi!-Zaprotestował Neville nim zdążyli cokolwiek powiedzieć.-Jestem z kimś umówiony, wybaczcie.-Dodał po chwili patrząc na swój magiczny zegarek.
-Mogę iść z tobą?-Zapytała blondynka.
-Jasne.-Ucieszył się na tę propozycję.-Nie cierpię ślizgonów...-Dodał po chwili.-To..wy pobądźcie sami...czy coś...-Podrapał się po karku i wyszedł, a Luna w podskokach ruszyła za nim.
-Krzywołap!-Uśmiechnęła się i pogłaskała rudego kota.
-Ten kot jest gorszy niż Ron...-Zażartował i przekręcił się w stronę okna.
-Miejmy nadzieję, że da nam już spokój...-Przewróciła oczami i zaśmiała się.
-Kot czy Ron?-Harry złapał za Żonglera, którego zostawiła Luna i zaczął go przeglądać.
-Jest coś ciekawego?
-Jakaś kradzież na Pokątnej, nowa ustawa dotycząca mugoli i będzie nowy pomnik w atrium ministerstwa.-Wskazał na ruchomą fotografię z ministrem na pierwszym planie i nieukończonej rzeźbie na drugim.
-Super.-Usiadła mu na kolanach, a rudy kot z gracją zeskoczył na podłogę.
-Reszta to chyba nic ciekawego...-Wzruszył ramionami.
-Chyba nie ma gazety, w której by o tobie nie napisali.-Stwierdziła i zaczęła układać jego czarne włosy.
-Ale ja też natknąłem się na parę ciekawych znalezisk. Pan Lovegood jest ci bardzo wdzięczny za uratowanie jego córki i w te wakacje przeczytałem tego trochę...
-Trochę, to znaczy ile?-Uniosła brew
-Potem ci pokażę, jest tego całkiem sporo.
-Zastanawiałeś się kiedyś, jak byłoby mieć zmieniacz czasu?
-Wiele razy, ale wątpię, żeby to coś zmieniło, przez podróże w czasie można dużo naprawić, ale też dużo zepsuć.
-Chyba masz racje...
-Poza tym to by nic nie rozwiązało, a tym bardziej pokomplikowało...
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że znów możemy być razem i mieć gdzieś to wszystko, wiesz.-Wyznała i wtuliła się w jego pierś.
-Ja też, dobrze, że już nic wam nie grozi.-Zaczął gładzić ją po włosach.
-Nie zrozum mnie źle, ale gdzieś mam te całe ,,wybrańcowanie".-Harry mimowolnie parsknął śmiechem.-Racja śmiesznie to zabrzmiało, ale tak jest.
-Wiem i dobrze, trochę to wkurzające.
-,,Trochę".-Zachichotała.
-Kocham cię Gin, zawsze tak będzie.
-Ja ciebie też.
-Jakieś dziewczyny szukają was po całym pociągu, radzę uważać.-Przestrzegła ich wydra Hermiony i rozpłynęła się.
-Świetnie...-Westchnęła rudowłosa i zajęła miejsce obok.
-Czekaj, trzymaj niewidkę.-Wygrzebał ze swojego kufra błyszczącą pelerynę.
-Nie wiem czy w życiu robiłam coś głupszego, ale to nawet zabawne.-Naciągnęła na siebie pelerynę.-Widać mnie?-Obejrzał dokładnie ze wszystkich stron.
-Nie.
-Super, nie będziesz miał nic przeciwko jak wrócę na swoje miejsce prawda?-Powiedziała i wróciła na jego kolana.
-Hej Harry!-Powiedziały jednocześnie dwie dziewczyny, które znienacka wpadły do przedziału, w jednej z nich rozpoznał Romildę Vane.
-Mamy dla ciebie zaproszenie od profesora Slughorna na najbliższą imprezę jego klubu.-Powiedziała brunetka i wręczyła mu zwitek pergaminu.-I jeśli możesz daj to Ginny Weasley, nie umiemy nigdzie jej znaleźć,a wiemy, że przyjaźnisz się z jej bratem. Tak w ogóle kiedy będą sprawdziany do quidditcha?-Odwróciła się na pięcie i zapytała.
-Nie wiem, teraz Ginny Weasley jest kapitanką.
-Serio...-Westchnęła Romilda, a jej koleżanka w ciszy rozglądała się po przedziale, Harry miał nadzieję, że to nie przez to, że zobaczyła Ginny.-Byłeś świetnym kapitanem, szkoda.
-Ja myślę, że Ginny sprawdzi się w tej funkcji równie dobrze.-Uśmiechnął się. No i mogę ją zapytać kiedy będą sprawdziany, bo zbiera teraz nowy skład, ale nie wiedziałem, że interesuje cię quidditch...
-Co innego, gdy grają w niego przystojniacy.-Powiedziała i szybko cmoknęła go w policzek.-Masz może czas w piątek, organizujemy imprezę w pokoju wspólnym?
-Nie, mam zajęcia dodatkowe.-Wypalił pospiesznie.
-Wieczorem?
-Tak, korki z eliksirów.-Wymyślił na poczekaniu.
-A ja myślałam, że Harry Potter nie potrzebuje korków, jesteś sławny serio, po co ci nauka?
-Nie chcę być głupi i żyć za pieniądze zostawione przez rodziców, oni też musieli na nie pracować i ja też będę.-Oświadczył twardo, chyba nawet Malfoy nie denerwował go tak bardzo jak Romilda.
-A w czwartek?
-Nie chcę się z nikim spotykać.
-Masz już kogoś na oku?-Zapytała z nadzieją w oczach.-No wiesz, ja się znam na dziewczynach, mogłabym ci doradzić...-Powiedziała i przysiadła obok niego i poczuł jak Ginny zmieniła miejsce.
-Dzięki, ale nie potrzebuję twoich rad, mogę zostać w końcu sam?
-Jak chcesz, do zobaczenia!-Wstała i po chwili przewróciła się przez rozwiązane sznurówki.-Nic mi nie jest!-Oświadczyła, otrzepała spódnicę i poszła sobie zostawiając za sobą zapach tandetnych perfum, przez które chciało się kichać.
-Że niby ja jestem gorszym kapitanem!-Udała oburzenie zrzucając z siebie niewidkę.
-Będziesz idealnym kapitanem...-Wyszeptał jej do ucha.-Ale przyznaj Gin, te sznurówki to twoja sprawka, prawda?
-Jesteś śmieszny, oczywiście, że moja, myślisz, że siedziałabym tu tak bezczynnie...
-To bardzo nieładnie Gin...-Droczył się z nią.
-Chciała mi ciebie naznaczyć, ja się na to nie godzę, teraz to ja muszę cię obcałować, tak, żeby zaznaczyć teren.-Zaśmiała się, przyciągnęła go do siebie i zaczęła całować po twarzy tak, że okulary przekrzywiły mu się na nosie.
-Już wróciliśmy!-Powiedział Ron, a Harry i Ginny gwałtownie odwrócili głowy w ich kierunku.-Znaczy...
-Och, to wy.-Westchnęła Ginny i w ciszy usiadła obok.-Och, co się tak gapicie...-Przewróciła oczami.
-Hermiona, rzuć na mnie obliviate...-Wzdrygnął się Ron.
-Ogarnij się Ron, chcesz, żeby Harry był twoim szwagrem?-Zażartowała i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Zaraz będziemy w Hogwarcie!-Oświadczyła Ginny wyglądając przez okno pociągu.
-Ale właściwie jak wy chcecie to ukryć?-Zapytała Hermiona szeptem, gdy już byli w szatach Gryffindoru i pociąg zaczął hamować.
-Źle zawiązałeś Ron.-Powiedziała Hermiona i zaczęła poprawiać jego krawat.
-Dzięki.-Uśmiechnął się do niej i cmoknął w policzek.
-Mogę się schować pod niewidką.-Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
-Dobry pomysł.-Stwierdził i rzucił jej pelerynę.
-Nic nie widać.-Powiedział Ron.
-Świetnie.
***

-Jestem taki głodny, już się nie mogę doczekać tego żarcia w wielkiej sali...-Powiedział Ron rozmarzonym głosem podziwiając ten potężny zamek.
-Tobie tylko żarcie w głowie, pomyśl,  jedziemy w tych powozach ostatni raz, ostatni raz do Hogwartu.
-Ostatni raz...i tak myślałem, że już nigdy tu nie wrócę, a jednak.-Uśmiechnął się i Ginny położyła głowę na jego ramieniu.
-Właśnie Ginny, w tym roku masz uprawnienia prawie takie jak prefekt.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-Sprawdziany zniszczą ci gardło, już ci współczuję.
-A ja już sobie współczuję, nikt mnie nie umie bardziej wykończyć niż Ginny.-Ron pokręcił głową i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ginny, a ty widzisz testrale?-Zapytała Hermiona, która jak zwykle chciała wiedzieć wszystko na dany temat.
-Tak, po wojnie byłam przy pewnej dziewczynie, umarła na moich rękach.
-To straszne...-Pisnęła Hermiona.
-Chyba była w moim wieku, w każdym razie była młoda, chyba nigdy tego nie zrozumiem.
-W końcu jesteśmy.-Uśmiechnął się Harry, powozy zwolniły i stali tuż pod zamkiem na szkolnych błoniach.
-Nie ma to jak znowu stać w tym miejscu i czuć ten klimat...-Ginny zamknęła oczy i wciągnęła powietrze. Wokoło pachniało trawą i liśćmi, za sporą grupą uczniów wysiadających z powozów do zamku przepychała się grupa zachwyconych i podekscytowanych pierwszoroczniaków, którą do zamku prowadził Hagrid.
-Pamiętam jak pierwszy raz płynęliśmy tu tymi łodziami, Hogwart to najlepsze co mogło mnie spotkać.
-Wy to najlepsze co mogło mnie spotkać.-Uśmiechnął się Harry i poczuł jak Ginny przylgnęła do niego swoim ciałem. W chłodny, jesienny wieczór naprawdę przyjemnym uczuciem było trwać w tym uścisku...

***
-Widzicie tą nową przy stole nauczycielskim?-Harry wskazał kobietę w dość młodym wieku,
miała jasnoniebieskie oczy osadzone w bladej twarzy i była ubrana w długą, czarną szatę.
-O kurde...-Wyszeptał Ron.-Myślicie, że czego uczy?-Zapytał Ron.
-Pewnie Obrony lub Transmutacji.-Stwierdziła Hermiona dokładnie przyglądając się kobiecie i w tej samej chwili w czwórkę odmachali półolbrzymowi.
-Ja raczej obstawiałabym Obronę...-Powiedziała Ginny.
-Noo...wygląda groźnie...-Wzdrygnął się Ron i obrócił w kierunku stołu.-Czy McGonagall obraziłaby się gdybym zaczął jeść teraz, przed przemową?-
Uśmiechnął się chytrze.
-Stary, na drugim roku wjechaliśmy w drzewo kradzionym samochodem twojego ojca i spóźniliśmy się na ucztę, więc chyba możesz jeść spokojnie.-Powiedział i cała czwórka parsknęła śmiechem.
-Taa...będzie co opowiadać wnukom.-Zaśmiał się rudowłosy i nałożył sobie bekonu.
-Witam wszystkich serdecznie na dzisiejszej uczcie!-Zaczęła profesor McGonagall szeroko rozkładając ręce jakby chciała nimi objąć wszystkich zgromadzonych i wszystkie głosy ucichły.
-To ja chyba jednak poczekam...-Szepnął Ron i z brzękiem odłożył widelec za co Hermiona skarciła go spojrzeniem i westchnęła ciężko.
-Mam nadzieję, że macie nadal siłę, by zakasać rękawy i wziąć się do nauki, serdecznie gratuluję również przydziału pierwszorocznym, wasze domy właśnie wzbogaciły się o nowych, młodych czarodziejów.-Uśmiechnęła się serdecznie.-Teraz przejdźmy może do części informacyjnej, ponieważ w tym roku wiele się zmieniło. Przede wszystkim poszerzyło się nasze grono pedagogiczne. Powitajcie nową nauczycielkę Obrony przed Czarną Magią-profesor Tenebris Grand!-Przedstawiła ją i wstała nauczycielka z surową miną, smukła i wysoka.
-Miałam rację.-Szepnęła Ginny, a Ron przewrócił oczami.
-Ze względu na to, że objęłam funkcję dyrektora w tym roku będzie również sprawować opiekę nad Gryffindorem.-Ogłosiła i rozległy się oklaski tylko Ślizgoni byli tym faktem bardzo rozbawieni, a cały Gryffindor wyglądał na przerażony.

***
-Dobrze się czujesz Ron?-Zapytała Hermiona, bo Ron aż cały zzieleniał.
-Mówiłam, żebyś jadł z umiarem.-Wypomniała mu siostra.
-To nie przez to. Czy widzieliście naszą nową ,,opiekunkę", mamy przerąbane, wygląda na gorszą od Snape'a!
-Może tylko na taką wygląda...-Powiedziała Hermiona a zza jej pleców wyrosła nowa nauczycielka.
-Czyżby panna Granger?-Zapytała, z bliska widać było jej wydatny podbródek i wystające kości policzkowe oraz jasną bliznę przebiegającą od jej czoła, przez brew aż do części policzka. Czarna szata powodowała, że wyglądała na jeszcze wyższą i szczuplejszą.
-Tak.-Przyznała Hermiona.
-A więc to musi być pan Weasley jak mniemam?-Rona aż zatkało z wrażenia, zupełnie nie wiedział co ma odpowiedzieć, a fakt, że ta kobieta coś od niego chce wydawał się przerażający.
-Tak.-Odpowiedziała za niego Hermiona.-A...o co chodzi, pani profesor?
-Chciałam tylko przypomnieć wam o tym, żebyście oprowadzili pierwszoroczniaków.
-Oczywiście.-Przytaknęła puszystowłosa.
-Dobrze, w takim razie dobrej nocy.-Powiedziała głosem, który rodził niepokój.
-Mamy przerąbane!-Pisnął Ron,
-Ron, naprawdę? Ile ty masz lat...-Westchnęła Ginny.
-Gin ma rację, lepiej chodźmy odprowadzić pierwszoroczników. Proszę za nami!-Oznajmiła Hermiona i poprowadziła grupę pierwszorocznych. Harry i Ginny za to schowali się w najbliższej wnęce na korytarzu gdzie nie było nikogo prócz nich.
-Muszę już iść, schowaj niewidkę.-Powiedziała Ginny.-Do jutra.
-A właśnie kiedy zrobisz sprawdziany?
-W najbliższy weekend.
-Okay, na pewno będę dobranoc.-Wyszeptał czule i przytulił ją do siebie.
-Dobranoc.-Odpowiedziała, ale niekoniecznie chciała już go opuszczać.
-W końcu będą musieli się dowiedzieć, prawda...-Wysnuł.
-Mhm...-Jej głos był stłumiony bo wtuliła głowę w jego ramię wdychając jego zapach.
-Miałaś iść spać...-Przypomniał chichocząc.
-A szkoda, bo tak jest mi dobrze, ciepło i wygodnie.-Westchnęła.-No ale cóż do jutra, zaczynamy Obroną więc lepiej się wyspać-Uśmiechnęła się i pocałowała go przeciągle.
-Dobranoc, Ginny.-Szepnął i patrzył jeszcze przez chwilę jak rudowłosa znika na schodach i po chwili sam też zrolował niewidkę i powlókł się do dormitorium chłopców.













niedziela, 24 września 2017

18.Na King's Cross

-Gin, wstawaj!
-Na Merlina, jeszcze pięć minutek!-Jęknęła i nakryła się kołdrą.
-Ej, a pięć minutek dla Harry'ego masz w swoim grafiku?-Zaśmiał się i po chwili wygrzebała się spod kołdry, a on przysiadł na łóżku obok niej.
-Coś się znajdzie...-Wymruczała i pocałowała go przeciągle.-Która jest godzina?-Zapytała i usiadła na brzegu łóżka.
-Ósma, George mówił coś, że dziś już wracamy.
-Co?! Naprawdę? I my byliśmy na wyjeździe dwa tygodnie?! Ale ten czas leci...
-No tak, dziś wracamy do szkoły.
-No tak! Totalnie straciłam poczucie czasu, dzisiaj pierwszy września!-Ta myśl od razu jakoś ją ożywiła. Harry obserwował jak zbierała potrzebne rzeczy krzątając się przy tym po pokoju. Po pięciu minutach wyszła z łazienki już ubrana, usiadła przy nim i zaczął delikatnie rozczesywać jej miedziane włosy.
-Mógłbyś być fryzjerem.-Zaśmiała się.
-Wolę być aurorem.
-No tak, to tradycja Potter'ów.-Uśmiechnęła się.
-Masz rację.
-Ciekawe jak mi pójdą owutemy w tym roku...
-Pewnie dobrze.-Zapewnił.-Hermiona nie da nam spokoju więc nie ma szans, żebyśmy oblali.-Szepnął, a ona się zaśmiała.
-Jesteś podły!-Zaśmiała się.
-Dlaczego?
-Obgadujesz Hermionę, poza tym budzisz mnie tak wcześnie!-Zaśmiała się.
-Wolisz, żeby to Ron ci dyszał nad karkiem?
-No dobra to mnie przekonałeś...Dzięki.-Powiedziała i wzięła od niego szczotkę.-Możemy iść.-Oznajmiła, Harry ujął jej dłoń i oboje wyszli z namiotu.
-No, jest i śpiąca królewna...
-...I tandetniejsza wersja księcia.-Zażartował Harry i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Siadajcie.-George poklepał miejsce obok siebie.-No i zajadajcie!-Wskazał na jajka z bekonem i jakąś sałatkę.
-To nie chcesz bekonu?-Zapytał Ron Hermionę.
-Nie, to niezdrowe Ronald!-Pouczyła go puszystowłosa a Harry i Ginny zachichotali. To było takie typowe dla nich, ale jednocześnie pasowali do siebie i mimo różnic była między nimi jakaś równowaga.
-Ja potrzebuję mięsa.-Upierał się.
-A ja chwilę ciszy, można?-Uspokoiła ich Ginny i też zajęła się jedzeniem.
-Jak wam idzie szukanie pracy?-Zapytał Harry.-To moja wina, przepraszam.
-No co ty i tak wszystkie organy były podczas wojny pełne zdrajców i niesamowicie zatrute. No i wydaje mi się, że już niedługo coś znajdę, póki co mam oszczędności więc dam sobie radę.-Zapewnił go Percy.
-No a ja dzisiaj mam rozmowę o pracę na asystenta uzdrowicieli na oddziale leczenia urazów po klątwach i urokach.-Bill uśmiechnął się szeroko.
-Super.-Ucieszyła się Ginny.
-Niezua robota.-Powiedział Ron z pełnymi ustami, a Hermiona wymownie uniosła oczy ku niebu, z tą dwójką trudno było nie wybuchnąć śmiechem.
-Aha, obowiązki wzywają.-Odparł Charlie, gdy zaczął czytać jakiś list.-Muszę wracać do hodowli, eksportują dwa nowe smoki.-Poinformował.-Byliście dobrymi opiekunami.-Pochwalił ich.-No dobra na mnie już czas, muszę tam być zanim Hagrid wybuchnie z ekscytacji.-Zachichotał.-No to powodzenia w nowym roku szkolnym, piszcie w wolnym czasie.-Mrugnął do nich i zniknął po tym, gdy cała czwórka chórem powiedziała ,,dzięki".
-Pójdę przygotować świstoklik do nory, chciałem was zabrać od razu na peron, ale mama stwierdziła, że mamy być wcześniej w norze.-George przewrócił oczami i poszedł w kierunku namiotu, który dzielił z Percy'm.
-Fajnie było, będę za wami tęsknił kiedy będziecie w Hogwarcie, zdawajcie sprawozdania, ja też wam coś napiszę jak będę miał czas.-Uśmiechnął się i uściskał Ginny.
-Och, Percy od kiedy ty się tak zmieniłeś?-Zapytał Bill kończąc śniadanie.
-Dotarło do mnie jakim byłem kretynem, kocham was i nie chcę, żeby cokolwiek inne nad tym przeważyło, dlatego teraz szukam jakiejś niższej posady, to mi chyba dobrze zrobi no i to chyba po części zasługa Audrey.-Uśmiechnął się.
-Taaa...nudno będzie bez nich no nie?-Dopowiedział Bill.
-Nooo to prawda.
-A teraz muszę się już zbierać, mam rozmowę o pracę, trzymajcie kciuki.
-Powodzenia!-Powiedzieli wszyscy chórem.
Po paru minutach wszyscy razem wylądowali w norze.
-Wiecie, ja muszę jeszcze deportować się do rodziców, no wiecie muszę się z nimi pożegnać zresztą zostawiłam u nich kilka rzeczy.-Oznajmiła Hermiona.
-W takim razie widzimy się na peronie?-Zapytał Harry.
-Tak, do zobaczenia.-Uściskała ich szybko i Rona cmoknęła w policzek.
-Dzięki za wycieczkę George!
-Nie ma sprawy.-Zanim zdążył wypowiedzieć te słowa Hermiona zniknęła.
-Ach..-Ron jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce, w którym zniknęła.
-Jesteście, kochani!-Przywitała ich pani Weasley i gestem zaprosiła do środka.-No i jak było, opaliliście się!
-Super, George jest jednak dobrym organizatorem wycieczek.
-A kiedykolwiek miałaś co do tego jakieś wątpliwości?-Wysoko uniósł brwi.-No w każdym razie, ja już się zajmę moim sklepem. No i z dobrą ekipą każdy wyjazd jest fajny.-Wyszczerzył zęby w uśmiechu przygryzając końcówkę swoich okularów przeciwsłonecznych.
-Osz ty pochlebco!-Ginny zaśmiała się i skrzyżowała ramiona na piersiach.
-Nie zapomnijcie pozdrowić Filcha ode mnie.-Zażartował i wszyscy parsknęli śmiechem.-No to dobrych ocen i tak dalej...-Przewrócił oczami.-Piszcie, buziaczki!-Powiedział piskliwym głosem i zacmokał.
-Będziesz na obiedzie?-Zapytała go matka.
-Jeśli jestem zaproszony to bardzo chętnie mamo.-Oparł się o framugę.
-Świetnie, Angelina też będzie?
-Hmm...dobry pomysł, napiszę do niej, dzięki mamo.-Powiedział, nachylił się i cmoknął starszą kobietę.-Będę o czternastej. A wy bądźcie grzeczni-powiedział-ale nie za bardzo łobuziaki.-Dopowiedział ściszonym głosem i wyszedł a wszyscy zachichotali.
-Wszyscy martwili się co z niego wyrośnie, a teraz został biznesmenem, gdybym ja miał takiego farta...-Westchnął Ron.
-Jedliście już śniadanie?-Zapytała jak zwykle z serdecznym uśmiechem na twarzy.
-Tak, George o nas dbał mamo, naprawdę nie schudliśmy ani o gram.-Zapewnił ją Ron.
-Skoro tak twierdzicie..-Matka wzruszyła ramionami.-W takim razie rozumiem, że trzymasz fason Ron i nie chcesz, żebym na podróż spakowała ci moich ciastek...
-Tych z czekoladą i orzechami?-Oczy zaświeciły mu się z nadzieją, jakby był wyrośniętym dzieckiem.
-Właśnie te.
-Mogę zrobić wyjątek.-Stwierdził a Harry z Ginny wybuchnęli śmiechem.
-Jesteś pewna, że nie powinnaś być w Slytherinie mamo?-Powiedziała Ginny i Molly parsknęła śmiechem.
-Każdy z nas ma coś ze ślizgona.-Machnęła różdżką i szmatka zaczęła sama polerować blat.
-No to trzymajcie.-Przywołała do siebie cztery papierowe torebki.-Daj Hermionie!-Powiedziała i wręczyła Ronowi dwie torebki.
-Dziękuję pani za wszystko, pani Weasley.-Powiedział Harry i zupełnie tego nie planując uścisnął pulchną czarownicę.
-Och, Harry jesteś uroczy, naprawdę nie ma za co.-Uśmiechnęła się do niego promiennie i rozpłakała ze wzruszenia.-Idźcie się już pakować.-Powiedziała pociągając nosem.
-Racja, jeszcze tego brakowało, żebyśmy na ostatni rok jechali latającym samochodem.-Zażartował i zrobił kilka dużych susów by dostać się na pierwsze piętro.-Jeśli rozumiesz aluzję Harry.-Zarechotał.
-Tak, Ron chyba przebiliśmy już wszystko.-Zaśmiał się, a Ginny przełożyła jego rękę tak, że wyswobodziła się spod jego ramienia.
Przez najbliższą godzinę wszyscy zastanawiali się nad tym czy na pewno wszystko wzięli.
-Jeśli czegoś zapomniałeś to mama pewnie przyśle ci to listem.-Ginny położyła się na swoim łóżku i poklepała miejsce obok siebie.
-Tęsknię za tą szkołą.-Wyznał i zaczął bawić się kosmykiem jej włosów.
-Ja też, dobrze wiedzieć, że krytyczne czasy już minęły.
-No ujmę to tak, to wielka ulga, że nikt już nie poluje na moją głowę.-Uśmiechnął się i pokazał kciuk w górę, a rudowłosa parsknęła śmiechem.
-No...dla mnie to też wielka ulga, poza tym dobrze jest cię mieć w końcu przy sobie.-Przytuliła go.
-Masz rację.-Pogładził ją po włosach.-Spakowałaś już wszystko?-Zapytał, żeby jakoś zagadnąć.
-Chyba tak, muszę jeszcze tylko zamknąć świstoświnkę w klatce no i może ubiorę coś cieplejszego.-Powiedziała wyglądając przez okno, pogoda rzeczywiście zaczynała się psuć, niebo spowiły ciemne chmury.
-Chyba będzie padać.-Stwierdził i podszedł do okna obok niej.-To były chyba najlepsze wakacje.
-Noo...trzeba to kiedyś powtórzyć.
-Będziemy w tej samej klasie...-Objął ją ramionami.
-No przyznaję, to miła odmiana.-Zamruczała.
-AAAAAAA!-Usłyszeli okropny wrzask i popędzili w miejsce skąd go usłyszeli.
-Ron!?-Oboje wpadli do pokoju jak burza a zastali tam Rona stojącego na łóżku w kącie pokoju.-Co jest do diabła, znowu pająk!-Przewróciła oczami, Ron przytaknął, a Harry po tym komentarzu robił wszystko, żeby nie wybuchnąć śmiechem.-Nie mów mi, że utrafiłam, jesteś mężczyzną i czarodziejem do cholery! Nie ma to jak mieć sześciu starszych braci a i tak to ja zawsze muszę usuwać pająki...-Westchnęła.
-ZROBIŁBYM COŚ GDYBY TEN DEBIL NIE USIADŁ MI NA RÓŻDŻCE!
-Jasne, zawsze ta sama śpiewka...Przyjrzyjmy mu się...-Powiedziała i podeszła bliżej.
-Wygląda jak mała akromantula.-Stwierdził brunet.
-ŻE CO!?
-Spokojnie Ronald...-Uspokoiła go Ginny i położyła mu dłoń na ramieniu.-Drętwota.-Wycelowała w problem, uniosła różdżkę i pozbyła się pająka przez okno.
-Trzymaj.-Podał przyjacielowi różdżkę.
-Dzięki Ginny.-Przytulił ją.-Od dzieciństwa cholernie się ich boję...Proszę was, nie mówcie o tym Hermionie.-Błagalnie zmarszczył brwi.
-Jak chcesz.-Rudowłosa wzruszyła ramionami.
-Nie powiem jej.-Obiecał mu przyjaciel.
-Dzięki, pewnie miałaby mnie za tchórza. Wie, że się ich boję, ale wiem to jakaś paranoja i strasznie głupio to wygląda...-Zaczerwienił się i podrapał po karku.
Po niecałych dwóch godzinach kwadrans przed jedenastą wszyscy byli już gotowi do podróży.
-Gotowi?-Zapytała ich pani Weasley.
-Tak.-Odpowiedziała Ginny naciągając na siebie luźny, szary sweter.
-No to na stację!-Powiedziała i po chwili wszyscy jeden po drugim pojawili się w ustronnym miejscu gdzie deportowali się czarodzieje.
-Świetnie, jesteśmy na miejscu.-Uśmiechnęła się Ginny.
Na King's Cross jak zwykle 1 września panował gwar i było mnóstwo ludzi z walizkami, pakunkami i wózkami. Wszyscy żegnali swoje rodziny.
-No to w barierkę!-Powiedział Ron, rozpędził się i zniknął za ścianą.
-Razem?-Zapytała rudowłosa.
-Pewnie.-Uśmiechnął się do niej i złapał jej dłoń i po chwili oboje pchając przed sobą wózki wylądowali na peronie 9 i 3/4 a tuż za nimi pani Weasley.
-Wciąż to samo od tylu lat...-Powiedziała zachwycona.
-Widzicie gdzieś Hermionę?-Zapytał Ron i stanął na palcach, żeby widzieć nad tłumem.
-Może już jest w pociągu?-Zasugerował Harry.
-Ale mieliśmy się spotkać na peronie, a nigdzie jej nie widzę!-Powiedział zdenerwowany Ron, gdy już wypatrywał jej dobre kilka minut.
-Spokojnie zaraz pewnie nasza zguba się znajdzie.-Uspokoiła go Ginny i sama też zaczęła się rozglądać za przyjaciółką.
-Ale ekspres Hogwart odjeżdża za 3 minuty a jej jeszcze nie ma na stacji!
-Fakt, to dziwne, Hermiona się nigdy nie spóźnia...-Harry zaczął myśleć na głos i też zaczął się o nią niepokoić.
-Znaleźliście ją?-Zapytała zadyszana pani Weasley.
-Nie.-Powiedzieli wszyscy chórem.
-Już czuję, to będzie świetny rok szkolny!-Powiedział sarkastycznie Ron.



poniedziałek, 11 września 2017

17.Test na dobrego chłopaka

Wieczorem wszyscy świetnie się bawili, George zorganizował kolację, którą później piekli nad ogniskiem. Mimo późnej pory muskał ich letni, ciepły wiatr. Percy pochrapywał cicho aż George wylewitował go do ich wspólnego namiotu. Wszyscy siedzieli razem wokół ogniska, które strzelało cicho. Ginny siedziała bokiem na kolanach Harry'ego wtulając się
 w niego, na co Wybraniec wcale nie narzekał.
-Mama już wysyła do mnie listy...-Bill przewrócił oczami, a wszyscy parsknęli śmiechem.
-Napisz jej, że wszyscy żyją, łącznie z głową i wszystkimi kończynami.-Polecił mu George.-To ja im załatwiłem wolną chatę, a oni zamiast wdzięczność, mają jakieś ale.
-Martwią się o nas.-Powiedział Charlie, a Harry wiele by dał, żeby jego rodzice też teraz tak się o niego martwili. Tyle rzeczy się teraz ułożyło, tak bardzo chciałby, żeby jego rodzice i państwo Weasley'owie się zaprzyjaźnili, żeby mieli okazję poznać Ginny-miłość jego życia, z którą wyobrażał sobie swoją szczęśliwą przyszłość. Pewnie to oni, a nie państwo Weasley urządziliby mu urodziny, pewnie to oni wysyłaliby do niego listy, pewnie oni przejmowaliby się jego bezpieczeństwem, tymczasem ta cała równowaga została w jego życiu okrutnie zachwiana...Mimo to nie mógł wyobrazić sobie lepszych przyjaciół i dziewczyny, którzy troszczyli się o niego i bez względu na zagrożenie szli z nim ramię w ramię  jak prawdziwa rodzina...Któregoś pięknego dnia, gdy już poślubi Ginny naprawdę się nią staną...
-Harry?-Ginny wyrwała go z zamyślenia.
-Chyba trochę odpłynąłeś stary.-Zachichotał Ron.
-Taa...może trochę.-Przytaknął ze śmiechem.
-Może buteleczkę, Harry?-Zaproponował George.
-Nie, dzięki, już mi wystarczy.
-Ma rację, zostaw też coś na jutro.-Zaśmiał się Ron.
-Żartujesz Ron, mam zapasy na co najmniej tydzień!-Udał oburzenie i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Fleur do mnie dzisiaj napisała, ostatnio bardzo cię polubiła Ginny.-Rzekł najstarszy z braci próbując to rozgryźć.
-O zgrozo, czas umierać.-George wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Serio?-Uniosła wysoko brwi.
-Myślałam, że Ginny się nie da nie lubić.-Prychnęła Hermiona.
-Chciałabym, żeby tak było.-Zaśmiała się Ginny.
-Mówi to ta co zawarła pakt ze ślizgonami.-Prychnął Charlie.-Jesteś za skromna, zdecydowanie za skromna.
-PAKT ZE ŚLIZGONAMI!?-Powiedzieli jednocześnie zdumieni Harry i Ron.
-Ano.-Przytaknęła wesoło.-Polegało to głównie na tym, że każdy ze Slytherinu, który chciał mógł być członkiem Gwardii Dumbledore'a, niektórzy z nich są naprawdę w porządku.
-,,Niektórzy".-Powiedział półgębkiem Ron, a Hermiona walnęła go w żebra.-Auć.-Syknął.
-To było zdecydowanie męskie jęknięcie.-Zaśmiał się George.-Kiełbaskę, Roniu?-Zaproponował starszy brat.
-Nie, dzięki już się najadłem.
-Ale ja chętnie skorzystam, ostatnio jem sporo mięsa, ogólnie czasem mam psie nawyki.-Wyjaśnił Bill i z zawrotną szybkością pochłoną kiełbaskę.
-Ale chyba nie boisz się odkurzacza?-Zażartowała Ginny.
-Tak źle to ze mną nie ma.-Zaśmiał się.
-Wciąż nie mogę uwierzyć, że Percy nawet nie dotrwał do kolacji.-Zaśmiał się George.
-Kurde Gin, jak czytałem dzisiejszego ,,proroka" to oczy wychodziły mi z orbit.
-A co tam znalazłeś, Skeeter znów oczernia niewinnych ludzi?-Prychnęła pogardliwie.
-Nie, wręcz przeciwnie, miała wywiad z Augustą Longbottom, a ona opowiadała o tym co się działo w Hogwarcie.
-Pewnie wie od Neville'a.-Domyślił się Ron.
-Tak, Ginny ty jesteś teraz chyba najbardziej szanowaną osobą w tej szkole.
-Może drugą, po panu Zniszczyłem-wszystkie-horkruksy-w-tym-byłem-jednym-z-nich-i-wciąż-żyję.-Zażartowała całując go w policzek i wszyscy się roześmiali.
-Więc sama widzisz, lepszej pary nie ma.-Zaśmiał się Charlie.
-Poza tym, jak przekonałaś śligonów do paktu z gryfonami?!-Rona wyraźnie męczyła ta kwestia. Rzeczywiście wzajemna nienawiść tych dwóch domów od wieków była wielka.
-Czy któryś z gryfonów kiedykolwiek próbował któremuś z nich podać rękę?-Rudowłosa wzruszyła ramionami.
-Może gdyby ślizgoni nie pluli jadem...-Burknął Ron.
-Mam do was sprawę i to dosyć istotną, chociaż...-Charlie zawahał się na chwilę.-Biorąc pod uwagę stan upojenia co poniektórych..-Spojrzał pobłażliwie na George'a, Rona i Billa.
-Daj spokój, ja się czuję świetnie...-Odezwał się George doskonale przedrzeźniając głos upitego Percy'ego.
-No więc, chciałem zrobić petycję dotyczącą smoków. Przez wieki te zwierzęta są traktowane jak ludzka własność, były zmuszane do pilnowania skrytek bankowych będąc głodzone i traktowane bolesnymi dla nich dźwiękami brzękadeł. Odwalały ciężką pracę fizyczną, bez jakiejkolwiek opieki weterynaryjnej.-Zakończył Charles.-Mam już kilka podpisów, ale to nie wystarczy, nie wiem jak wiele musiałbym ich zebrać, żeby rada zaczęła robić coś w tej sprawie.
-Ja się w pełni z tobą zgadzam.-Powiedziała Hermiona.-Powinniśmy zacząć odbudowywać na nowo nie tylko Hogwart, ale cały świat magiczny.
-Masz racje, ostatni ministrowie tak bardzo zatruli nasze prawo, że trzeba wprowadzić wiele zmian.-Zgodził się Harry.
-Tak, ja też podpiszę tę petycję, nienawidzę znęcania się nad zwierzętami i wywyższania czarodziejów.-Oznajmiła najmłodsza spośród Weasley'ów.
-Tylko czy my jesteśmy w stanie coś zrobić w tej sprawie?-Ron wzruszył ramionami.
-Mam parę przydatnych kontaktów i wielu stałych klientów, mogę pomóc.-Zapewnił George.
-Ja zapytam mojego szefa czy moglibyśmy rozdawać takie ulotki naszym klientom.-Dołączył Bill.
-Świetnie.-Charlie pokiwał głową z aprobatą.
-My się zajmiemy uczniami Hogwartu.-Ginny uśmiechnęła się szeroko, a Harry w pełni się z nią zgodził.
-Może przekonamy Hagrida do wykładu na ten temat no i pogadam z kilkorgiem nauczycieli.-Oświadczyła Hermiona gotowa do działania.
-A ja wam w tym pomogę.-Obiecał Ron.
-Wspaniale, dziękuję wam.-Charlie uśmiechnął się do nich szeroko.-Smoki z pewnością będą dzięki temu bardziej ufne wobec czarodziejów i skore do współpracy, a myślę, że te dobre kontakty z różnymi istotami są bardzo ważne.
-Co wy na to, aby nieco poszerzyć tę petycję?-Zapytała zamyślona Ginny.
-Do czego zmierzasz....-Zainteresował się Harry.
-No właściwie to nie tylko smoki są wykorzystywane przez czarodziejów, więc skoro już się za to bierzemy może lepiej byłoby zatroszczyć się też o te inne gatunki?-Zaproponowała.
-Dobry pomysł.-Zgodził się Charlie.
-Tak, skrzaty domowe też były źle traktowane, powinni za to wprowadzić wysokie kary...-Oznajmiła Hermiona.
-Masz rację.-Zgodził się z nią Ron i objął ją ramieniem, a ona spojrzała na niego z niedowierzaniem.
-Mogę jeszcze poprosić Lunę, czy Ksenofilius mógłby wydrukować na ten temat coś w ,,Żonglerze".-Podsunęła Ginny.
-Taaak, dobrze by było...
-Czyli apelujemy o podpisanie petycji w sprawie smoków, skrzatów domowych i wszystkich zniewolonych stworzeń.-Podsumował George.
-Dokładnie.-Przytaknął Charlie.
-Zajmę się tym.-Obiecał George.-Ciekawe co na to powie Percy...
-No cóż byłoby fajnie gdyby się zgodził, ważne jest, żeby ta petycja dotarła do jak największej grupy odbiorców. Dziękuję wam za wasze zaangażowanie, jesteście świetni.
-Przestań, bo się zarumienię...-Odezwał się George piskliwym głosem co wywołało falę śmiechu.
-Wiecie ja już się położę.-Hermiona wstała z kolan Rona, pocałowała go w policzek.
-Dobranoc skarbie.-Powiedział do niej Ron.
Rozmawiali jeszcze przez długi czas żartując i omawiając swoje sprawy.
-No i proszę, nasza solenizantka już śpi.-Uśmiechnął się George. Zasnęła na kolanach Harry'ego przytulając się do jego szyi.
-Na kolanach wybrańca, już widzę te nagłówki!-Zażartował Ron.
-Między innymi dlatego wolę nie wspominać o tym związku niezaufanym osobom. Harry zastanawiał się o czym może myśleć, śpiąc wyglądała tak niewinnie, musiała być bardzo zmęczona. Powinien ją zanieść do łóżka-Pomyślał, ale niekoniecznie chciał to robić, z Ginny na kolanach czuł jej bicie serca i miarowy, ciepły oddech.
-Zaniosę ją.-Oznajmił Harry.
-No proszę, pan szlachetny.-Skomentował Charlie, a pozostali bracia wybuchnęli śmiechem, rozbawienie ich nie było trudne biorąc pod uwagę ile kieliszków zdążyli wcześniej opróżnić.
Wziął Ginny i poszedł z nią do jej namiotu, była tak lekka, że nie dziwiło go, że tak dobrze gra w quidditcha. Wszedł do namiotu jej i Hermiony. Za to właśnie kochał magię, choć namiot wydawał się z zewnątrz przeciętnych rozmiarów w środku był wielkości dwupokojowego mieszkania.
Wszedł do pokoju Ginny i delikatnie położył ją na łóżko.To właśnie różniło ją i Hermionę. W pokoju jej przyjaciółki zawsze panował perfekcyjny porządek, Ginny za to miała ogólny porządek, ale jednak z artystycznym nieładem jak w całej norze. Powoli odwiązał jej buty i położył je obok łóżka. Wiele razy widział jak śpi, próbował ułożyć ją w jakiejś wygodniejszej dla niej pozycji, tak jak zwykle spała.
-Cześć Świstoświnko, co już po łowach?-Pogłaskał sowę, która siedziała na żerdzi w kącie pokoju.-Sorry, ale nie znam sowiego.-Wyjaśnił, gdy kłapnęła parę razy dziobem.
Na drzwiach szafy wisiała ładna czarna sukienka, materiał był przeplatany przez lekko prześwitujące paski. Musiał być to pewnie jeden z prezentów jakie dostała na urodziny.
-Słodkich snów, kochanie.-Szepnął i pocałował ją w czoło.
Jeszcze raz zerknął na nią przez ramię, musiałby być idiotą, żeby jej nie kochać.
-Dobrze, że jesteś Harry.-Powiedział George, gdy ten usiadł z powrotem na swoim miejscu.
-Tak, jako najstarszy brat pozwól, że wyjaśnię.-Zaczął Bill, a Harry gdyby go nie znał przestraszyłby go jego poważny ton.-Nie ma tu Ginny ani Hermiony więc myślimy, że to odpowiednia okazja, aby poruszyć ten temat.
-Pozwól, że skończę za ciebie bracie.-Przerwał mu George, wstał i położył mu rękę na ramieniu.-No więc sprawa wygląda prosto Harry, mamy do ciebie wszyscy wielkie zaufanie, jednak, aby nie było niedomówień jako potencjalny kandydat naszej siostry musisz przejść odpowiedni test.-Harry nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.
-Test? Serio?-Prawie turlał się ze śmiechu, George mówiący w tak poważny sposób o teście na dobrego kandydata dla jego siostry to było dla niego zdecydowanie za wiele, a już tym bardziej dodając do tego, że całkiem sporo wypił.
-Opanuj się stary, sprawa jest poważna.-Uspokoił go Ron.
-Myślałem, że już to rozumiecie no ale skoro wszyscy ,,kandydaci" przez to przechodzili...-Przewrócił oczami.
-Cieszę się, że rozumiesz. Także oczywiście jako starsi bracia musimy zadbać o to, aby nasza siostra miała odpowiedniego faceta, który ją zrozumie, zadba i zatroszczy się o nią i będzie traktował z należytym szacunkiem.
-A czy ja wyglądam na takiego, który nie spełniałby tych zasad?-Zaśmiał się.
-Wolimy, żebyś o tym wiedział no i chcemy uniknąć kłótni.-Wytłumaczył Charlie.
-I ostrzegam cię, Ginny jak jest naprawdę wściekła potrafi przyłożyć...
-No dobra, to na czym ten test ma polegać?-Zapytał wciąż rozbawiony, ale nawet podobał mu się ten pomysł.
-Będziemy notować twoje zachowania względem naszej siostry. No i przyznawać ci punkty za różne twoje prawidłowe zachowania.
-Rozumiem.-Pokiwał głową z trudem powstrzymując śmiech.
-Ja bym mu dał punkty za ułożenie jej do snu.-Stwierdził Ron.
-No to jutro powiem Percy'emu, żeby to zanotował.-Odparł George.
-A punkty za uratowanie Ginny życia?-Przypomniał Charlie.
-Tak za to też i to sporą sumkę, w końcu nasza siostra jest dla nas najważniejsza.
-Super, to tyle?-Upewnił się.
-Tak, powodzenia Harry.-George podał mu rękę, a Harry ścisnął ją i lekko potrząsnął.
-Dobranoc.-Pożegnał wszystkich.
-A jutro mecz quidditcha, pamiętaj!-Przypomniał mu George.
-Wiem!-Odpowiedział i poszedł do swojego namiotu.

*************
Charlie obejrzał się za siebie.
-Poszedł?-Spytał Ron.
-Tak.-Przytaknął George i wszyscy bracia ryknęli ze śmiechu.
-Widzieliście jego minę?!-Ron był aż cały czerwony ze śmiechu.
-Aleś wymyślił ,,test na kandydata"!-Ryknął Charlie.-Jak chcesz to umiesz główkować.
-Ale jego reakcja była prawidłowa, rozśmieszyło go to, ale jednak chyba przyjął to jak wyzwanie.-Stwierdził Bill, gdy już opanował atak śmiechu.
-Masz rację, poza tym to Harryś, on już jest częścią naszej rodziny, a ja tylko czekam aż będzie naszym szwagrem.-George zatarł chytrze ręce.
-Też na to czekam.-Wyznał Ron i przybił piątkę ze starszym bratem.
-Ma wielkie zaufanie u smoków, a to znaczy, że jest go godny.-Obwieścił Charlie.-Zawsze to powtarzam.
-Wiecie, chyba jesteśmy dobrymi aktorami, odwaliliśmy chyba całkiem niezłą ,,przemowę starszych braci".-Zaśmiał się Bill.
-Poza tym jak o tym powiedzieliśmy Cornerowi to od razu zmiękł, pamiętacie?-Przypomniał Charlie.
-Taa...grosza nie był wart ten gościu, a Harry jest dla Ginny idealny i niech ktoś śmie to kwestionować!-Warknął George.
-A jak będzie trzeba wyeliminujemy tych, którzy będą się za bardzo wtrącać w ten związek!-Oznajmił Bill i pozostali bracia też wstali i wykonali wspólny okrzyk.
-WEASLEY'OWIE!

************
Harry rzucił się na łóżko i założył ręce za głowę zatapiając się w myślach.
Z jego namiotu słychać było jeszcze przytłumione rozmowy braci. Może i był już zmęczony, ale wciąż dręczyła go jedna myśl. Już odkąd Ginny zapytała go o to, wciąż miał ją gdzieś z tyłu głowy. O wiele bardziej czuł się odpowiedzialny za Ginny niż za swoich prawdziwych krewnych. W każdym razie przynajmniej jedna ze stron powinna się zainteresować czy ta druga żyje mimo, że Dursley'owie pewnie mieli to totalnie gdzieś, przecież dla nich najważniejszy jest ich ,,Dudziaczek". Cholerna szlachetność jeszcze kiedyś wyjdzie mi bokiem.-Pomyślał przysuwając się do biurka. Przygotował pergamin i pióro i zabrał się do pisania.

Drogi Dudley'u

Naskrobał, ale jednak zwracać się do niego ,,Drogi Dudley'u"? Mimo, że był już dorosły to chyba wciąż zbyt oficjalna forma. Po chwili namysłu wymazał słowa zaklęciem i zaczął od nowa.

Hej Dudley

Tak znacznie lepiej-Pomyślał. Długo zastanawiał się nad tym co chce napisać i nad doborem słów, które odpowiednio by to oddały. Jeszcze nigdy tyle nie kreślił w liście. W końcu po długim upływie czasu z mnóstwem zmiętych pergaminów skończył pisać i postawił ostatnią kropkę.

Hej Dudley,
        Nie było mnie całkiem długo (co chyba Was cieszy) i już nie wrócę do Was, bo zamieszkam w Dolinie Godryka tam, gdzie się urodziłem i tam gdzie jest teraz moje miejsce. Nie chcę przeciągać tego listu i sypać miłych słów, które i tak jak oboje dobrze wiemy byłyby kompletnie nieszczere. 
        W tym roku zginęło sporo znanych mi osób i po prostu chcę wiedzieć czy wszystko z Wami w porządku. Wciąż nie zapomniałem wszystkiego co zrobiliście, ale mimo wszystko kiedyś mieszkałem z Wami i jesteście też jedynymi moimi żyjącymi krewnymi. Jestem osobą, która dociąga każdą sprawę do samego końca, dlatego chcę być pewny, że żyjecie gdzieś na tym świecie. Wojna wreszcie dobiegła końca, więc nie musicie się już martwić o swoje bezpieczeństwo, jeśli chcecie możecie nawet wrócić do swojego domu na Privet Drive, szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. I tak jak wcześniej mówiłem ŻYJĘ! NIC MI NIE JEST! Dziękuję, że ktoś o to zapytał, bo ja na przykład od jakiegoś czasu zastanawiam się gdzie do cholery jesteście i czy w ogóle żyjecie, a właściwie wszystko to dzięki mojej kochanej dziewczynie. Tak, mam dziewczynę, która pomimo tego, że ma Was za potworów zainteresowała się waszym stanem, możecie jej za to kiedyś podziękować, choć ona pewnie skopałaby Wam te tłuste tyłki. Teraz zacznę siódmy i ostatni rok nauki w Hogwarcie. 
         Dobrze byłoby jeśli wysłałbyś mi odpowiedź na ten list, jednak jeśli nie chcesz nie musisz tego robić. Wątpię, żeby ten list skłonił Cię do przemyśleń, jednak jeśli tak się stało to gratuluję Dudley, w końcu przejrzałeś na oczy i postawiłeś się rodzicom.

Harry

Ludzie rzadko się zmieniają, szczególnie na lepsze.



************
Ginny przeciągnęła się na łóżku. Przez materiał namiotu prześwitywały promienie wschodzącego słońca. Świstoświnka znów zniknęła gdzieś w ciągu nocy. Zasnęła wczoraj na kolanach Harry'ego...Ta myśl spowodowała uśmiech na jej twarzy. W oczy rzuciła jej się śliczna sukienka wisząca na szafie. Do niej dołączona była kartka.

Serio myślałaś, że dam ci książkę na siedemnastkę?! 
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, mam nadzieję, że utrafiłam w twój gust. 
Zrób z niej użytek.
Hermiona

Hermiona zawsze potrafiła poprawić jej humor, nawet wtedy, gdy zupełnie wątpiła już we wszystko...
O Merlinie, wczoraj nawet nie wzięła prysznica, trzeba będzie to nadrobić.
W kącie pokoju zauważyła jeszcze jakąś paczkę, której wczoraj nie otworzyła. Do niej też dołączony był jakiś list.

Droga Ginny,
Wszystkiego najlepszego z okazji Twoich siedemnastych urodzin!
Nasze relacje bywały różne w przeszłości, uważam, że akceptując mój związek z Billem zachowałaś się bardzo dojrzale. Rozumiem twoją niechęć do mnie, może rzeczywiście traktowałam Cię jak dziecko, ale wiem, że jesteś dorosła i naprawdę po tym co zrobiłaś w Hogwarcie mam do Ciebie wielki szacunek. Właściwie to normalne, że nie chciałaś oddać swojego brata w ręce byle kogo, wiem, że Bill też by tak nie postąpił. Teraz, jednak cieszę się, że jesteśmy rodziną no i może kiedyś (jak Bill będzie w pracy) wpadłabyś do Muszelki na jakąś kawę? Zależy mi na dobrych relacjach w naszej rodzinie, tym bardziej, że Bill dużo o Tobie mówi. Co do prezentu to chciałam dać ci coś praktycznego, dlatego dałam ci Biblię Wil. Znajdziesz tam NAPRAWDĘ wiele ciekawych rzeczy. Można powiedzieć, że to taki poradnik. Może nie jesteś wilą mimo to, jednak wybrał Cię sam Harry Potter. A tak a propos, to co do niego też znajdziesz w tej cudnej książce parę ciekawych instrukcji.

Fleur

Biblia wil? No musiała przyznać przed samą sobą, że zaintrygowało ją to. ,,Parę ciekawych instrukcji" no nieźle się zapowiada...Wile zawsze były dla niej trochę dziwne, podchodziły do facetów jak do jakichś robotów lub totalnych imbecylów zakochujących się po machnięciu włosami czy zatrzepotaniu rzęsami. Ale to, że Fleur powierzyła jej coś takiego, co wyraźnie jest dla wil bardzo ważne musiało znaczyć, że naprawdę ją polubiła. Może rzeczywiście dobrze byłoby spróbować nawiązać z Fleur jakiś lepszy kontakt, to na pewno ucieszyłoby Billa.
Ale teraz bardziej ciekawiło ją gdzie znajdują się tego dnia. George wymyślił, że codziennie świstoklik wbudowany w namiot będzie ich zabierać w inne miejsce, co według niej było ciekawym pomysłem na wakacje. Ciekawość wzięła nad nią górę, wsunęła nogi w buty i wyszła przed namiot. Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Przed nią roztaczały się wielkie palmy, a z oddali słychać było szum morza. Super będzie pobyć trochę na plaży, może później wyciągnie tam Harry'ego? Poszła w kierunku, w który prowadził ją szum morza. To był piękny widok, stała na skalnym, niskim klifie i podziwiała piaszczystą plażę, palmy i krystalicznie czystą, turkusową wodę. Nikogo w pobliżu nie było, a słońce dopiero co wschodziło, musiało być bardzo wcześnie, bo wszędzie było pusto, choć samo to miejsce wyglądało na niezasiedlone. Jak co dzień zaczęła swój poranny trening, zdjęła buty i pobiegła rytmicznym truchtem wzdłuż brzegu spokojnej wody, później pójdzie popływać.

************
Harry podniósł głowę i zaklął cicho, gdy uderzył się w stojącą na biurku lampę. Na dodatek bardzo bolały go plecy, był tak wykończony, że wczoraj zasną na biurku. Jest ostatnia chwila, żeby się wycofać...-Pomyślał spoglądając na list. Czy wysłanie do niego listu przez sowę będzie dobrym pomysłem? Czy w ogóle wysłanie tego listu to dobry pomysł?Dursley'owie pewnie się nie zmienią, ale chociaż może on będzie czuł się lepiej z tym, że wie gdzie są. Ciekawe czy Ginny jeszcze śpi....Pewnie tak, legilimencja jednak kosztuje dużo energii i mocy magicznej. Wyprostował się na krześle i zastanawiał jak to jest być aurorem...Fajnie będzie kiedyś móc założyć ten mundur i iść na patrol, teraz już nie wyobrażał sobie siebie w innej roli. Nagle zzewnątrz namiotu usłyszał jakieś rozmowy, wziął ze sobą różdżkę i wychylił głowę na zewnątrz.
-....No, bo ktoś musi coś załatwić na śniadanie.-Zakończyła Hermiona.
-O, Harry już się obudziłeś!-Ron uśmiechnął się do niego szeroko.
-Tak, a co to jakieś święto.-Zaśmiał się.-Aha, czyli rozumiem, że to ja mam być tym, który załatwi coś na śniadanie, tak?-Zapytał lekko rozbawiony, a Ron i Hermiona wymienili porozumiewawcze spojrzenia i chytre uśmieszki.
-No w sumie to mógłbyś znaleźć pewną roślinę....-Zaczął Ron.
-A nie da się jej przywołać zaklęciem Accio?
-Nie!-Powiedziała szybko Hermiona zanim Ron zdążył się odezwać.-To by było za proste, cierniki to takie niewielkie krzewy z zielonymi, szerokimi liśćmi, na nich rosną czarne jagody, jadalne i całkiem zdrowe.-Wyjaśniła Hermionę.
-Nie ma sprawy i tak mi się nudziło i miałem się gdzieś przejść.-Wzruszył ramionami. Po półgodzinie szukania opisanego krzaka miał już dość i postanowił pójść na plażę, jego hipoteza się potwierdziła, Ron i Hermiona zwyczajnie chcieli się go pozbyć i wysłali go na poszukiwania rośliny, która nie istnieje. Skoro jednak znajdywał się w takim pięknym miejscu grzechem byłoby na tym nie skorzystać. Kiedyś jak był mały na okropnych wakacjach z Dursley'ami zbierał muszle wyrzucone na brzeg. Woda była idealnie czysta, musi tu wrócić z Ginny, pewnie jej się spodoba...W życiu nie pomyślałby, że kiedyś będzie chodził z siostrą swojego najlepszego przyjaciela, ale tym razem był pewien, że to nie to samo co z Cho....Cho była dziewczyną, która kiedyś mu się podobała ze względu na walory estetyczne i wdzięk, ale na pewno nie powiedziałby jej o wszystkim przez co przechodził tak jak mówił o tym Ginny. Zresztą wątpił, aby Cho stworzyła specjalnie dla niego ogromny ruch oporu w Hogwarcie tak jak to zrobiła Ginny. Cieszył się z tego, że przestał być głupim nastolatkiem i w końcu wszystko stabilizuje się w jego życiu. Z Ginny i całą rodziną Weasley wyobrażał sobie wspaniałą przyszłość, smutne, ale prawdziwe było to, że w ogóle nie myślał tak o Dursley'ach. Tak przechadzając się i podziwiając widoki na pomoście zobaczył znajomą mu posturę i rude włosy. Gdy zorientował się, że jest półnaga gwałtownie odwrócił wzrok. Ileż minusowych punktów otrzymałby za to w teście....-Zakpił sobie w myślach.
-Harry!-Zawołała go, narzuciła na siebie jakąś bluzę i podbiegła do niego.-Hej!-Przywitała się rzucając się mu w ramiona.-Zamknij oczy i tak za dużo widziałeś.-Powiedziała ze śmiechem, a on wykonał polecenie.
-Podoba ci się tu?-Zapytał.
-Tak. A ty przyszedłeś sobie pospacerować?
-Raczej Ron z Hermioną wysłali mnie tu po jakiś ciernik.
-Ciernik? Jesteś pewny?-Zaśmiała się.
-Tak, nigdzie nie widziałem tu nic podobnego, pewnie chcieli zostać sami, tak coś czułem.-Zaśmiał się.
-Chyba tak, w życiu o czymś takim nie słyszałam.
-Mogę już otworzyć te oczy.-Zaśmiał się.
-Są jeszcze inne zmysły...-Powiedziała i poczuł jej oddech na swojej twarzy i pocałowała go, a on odwzajemnił pocałunek.
-Masz rację te inne zmysły są znacznie lepsze...Zawsze tak ładnie pachniesz?-Zapytał przytulając ją do siebie.
-Te perfumy kiedyś dostałam od Billa, a w sumie to nawet nie perfumy. One same są zupełnie bezwonne dopiero na skórze przybierają jakiś zapach, tak jak jest z eliksirem wielosokowym, każdy ma własną esencję.
-W takim razie masz bardzo ładną esencję...-Szepnął.
-Pójdę coś na siebie narzucić i możemy się gdzieś przejść.
-Więc topless nie dzisiaj...-Zażartował.
-Raczej nie.-Zaśmiała się i poczuł jej usta na swoim policzku.
Harry położył się na piasku i wdychał świeże powietrze, a włosy mierzwił mu wiatr.
Każda ta chwila spędzona razem mogłaby dla niego trwać wiecznie...W końcu nic nie ograniczało tego związku, nikt już nie polował na jego głowę, Ginny też jest już bezpieczna, Hogwart odrodził się na nowo, a wszyscy śmierciożercy mają ciężkie wyroki w Azkabanie.
Z jednej strony wiele zmieniło się na lepsze, ale z drugiej tak wielu poświęciło życie...On sam odczuwał wielki brak Freda w rodzinie Weasley. No i wciąż mocno brakowało mu Syriusza, może chociaż z nim mógłby porozmawiać, a teraz zostali mu już tylko Dursley'owie...Jak to wszystko potoczyłoby się gdyby nigdy nie poznał rodziny Weasley'ów. Nigdy nie poznałby Ginny....a ona była jego motywacją, kochał ją tak mocno, wiedział, że kiedyś będą rodziną, ona najlepsza ścigająca na świecie, a on auror. Kiedyś nie chciał wierzyć w te wszystkie przepowiednie, ale tak właśnie chyba mają się potoczyć jego losy, będzie szczęśliwy, bo to dla tej myśli jego rodzice zginęli...
-Już jestem.-Wyrwała go z zamyślenia wesołym głosem.-Tym razem w kompletnym stroju.-Zaśmiała się a on otworzył oczy.
-A szkoda...
-Osz ty!-Zaśmiała się i zaczęli obrzucać się piaskiem.-To przygotuj się na to!-Krzyknęła do niego i za pomocą różdżki przeniosła wodę jakby w zwolnionym tempie i rzuciła w jego stronę.
-Dzięki.-Parsknął ze śmiechu i otrzepał się jak pies.-Ale zemsta będzie słodka...-Zatarł ręce, a gdy ją dogonił podniósł ją i stanął w wodzie do pasa.
-O, nie, nie, nie...-Zaśmiała się.
-Buziaczek i odstawię cię na brzeg.-Zaśmiał się, a ona pocałowała go w policzek.-Żartowałem zemsta to zemsta.-Już miał zamiar ją upuścić, ale ona oplotła go ciasno ramionami i zaczęła namiętnie całować.-Wiesz jak mnie przekabacić na swoją stronę.-Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Zresztą ja już dzisiaj pływałam!-Udała oburzenie.
-Ty mała, podstępna sklątko!-Zaśmiał się i wrócił z nią na brzeg.
-Sklątko?-Powiedziała i oboje ryknęli ze śmiechu.-Bo zacznę na ciebie mówić ,,hipogryfek" a  już sobie wyobrażam purpurę pt. ,,Romilda Vane".-Zażartowała.
-A może to jednak ja powinienem zastanowić się nad tym dlaczego pani Longbottom uważa, że pasujesz do Neville?-Zażartował wysoko unosząc brwi i ułożył Ginny na wcześniej wyczarowanym hamaku, a sam też położył się obok niej.
-A dlaczego Skeeter swatała cię z Hermioną?-Uniosła wysoko brew.-To jakieś podejrzane...-Wymruczała.
-A dlaczego nikt nie swata mnie z tobą?
-Bo Ginny Weasley lubi niespodzianki, a oni są trochę....za głupi.-Wyjaśniła przysuwając się bliżej.
-Może kiedyś do tego dojdą...
-Zanim zdążą się dowiedzieć, my sami już to obwieścimy.-Uśmiechnęła się.-Póki co może lepiej, żeby nie wiedzieli, mogliby mieć jakieś ,,ale", bo jestem teraz kapitanką.
-Tak jest pani kapitan!-Zasalutował. Dlatego tak bardzo lubił spędzać z nią czas, mógł się z nią podroczyć, pośmiać, przy niej odkrywał prawdziwego siebie. Zapominał wtedy o tym, że jest wybawcą świata i ona też o tym zapominała, nie kochała go za bycie ,,Wybrańcem" jak wszyscy inni, ale ,,Harry'm" tym zwyczajnym Harry'm, który potrzebował miłości.
-Hej, słuchasz mnie?-Zachichotała, a jej oczy się rozszerzyły.
-Przepraszam, zamyśliłem się.-Pogłaskał ją po włosach.
-O czym tak często i intensywnie myślisz?-Zapytała i spojrzała mu w oczy.
-O tobie.-Uśmiechnął się i obserwował jak kąciki jej ust unoszą się lekko.-Ostatnio napisałem list do Dudley'a.-Przerwał chwilową ciszę.
-Odpisał ci?-Zapytała, a on wyczuł w jej głosie wątpliwość.
-Jeszcze go nie wysłałem. Nie wiem czy to cokolwiek zmieni...
-Harry, jesteś naprawdę niesamowitym czarodziejem, dbasz nawet o tych zgniłych ludzi, którzy cię nienawidzą...A może jednak to coś zmieni...
-Mam nadzieję, że żyją, nie cierpię ich, ale jakby przeze mnie zginęli...
-Wiem, to nie takie proste, szczególnie jak się ma w rodzinie takich zgniłych ludzi. Nawet nie wiesz jak często nasza rodzina kłóciła się kiedyś z ciotką Muriel, tej kobiecie wiecznie coś nie pasuje...-Przewróciła oczami.-Ale jednak wciąż się kontaktujemy. Zresztą to naprawdę odpowiedzialna decyzja, skoro już napisałeś ten list to go wyślij, zawsze tak o wszystkich dbasz Harry...-Powiedziała i uściskała go.-Może i na to nie zasługują, ale niech wiedzą co o tym wszystkim sądzisz.-Zakończyła wciąż pozostając w jego ramionach.
-Masz rację, dziś wyślę mu sowę.-Ginny pomogła rozwiać mu wątpliwości, zresztą była dla niego żywym dowodem na to, że nadzieja nie umiera...-Kocham cię.-Wyprostował się i odgarnął jej włosy.
-Ja ciebie też.-Szepnęła i ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku.






                     

czwartek, 31 sierpnia 2017

16.Wakacje z Weasley'ami

Harry podniósł głowę, Ron jeszcze smacznie spał. Opadł z powrotem na poduszkę, sam nie wiedział, która może być godzina, ale chyba wcześnie, bo wszędzie było cicho, co pewnie oznaczało, że wszyscy jeszcze śpią. Sam przewrócił się na drugi bok, ale to co zobaczył prawie zwaliło go z łóżka. Co go tak przestraszyło? Tuż obok niego leżała skulona najmłodsza Weasleyówna. W ogóle skąd ta dziwna reakcja?-Zachciało mu się śmiać jak teraz o tym pomyślał. Inny facet pewnie by się...ucieszył? Ale skąd jej przyszedł taki pomysł do głowy? Może ona lunatykuje? Harry nie bardzo chciał ją budzić, słodko wyglądała jak śpi...Ledwie zdążył dotknąć jej włosów, żeby je odgarnąć a dziewczyna odwróciła się w jego stronę.
-Hej.-Powiedziała szeptem jakby była to zupełnie normalna sytuacja już chciał zapytać co tu robi, ale ona wygrzebała się spod koca i zaczęła go całować.
-Przyszłam zobaczyć jak słodko śpisz.-Uśmiechnęła się i przytuliła go.
-Kiedy tu w ogóle przyszłaś?-Gdy się uśmiechnęła też zachciało mu się śmiać.
-Jakoś po tym jak Ron zasnął.-Zaśmiała się.-Chyba było jakoś około pierwszej, nie miałam się do kogo przytulić...-Wzruszyła ramionami i przytuliła go.-Przepraszam jeśli narobiłam ci przez to problemów, chyba serio nie powinnam....-Powiedziała z przepraszającą miną przygryzając wargę, jak niby miałby się na nią gniewać?
-Nie...po prostu, trochę się zdziwiłem...-Sam nie wiedział co chciał przez to powiedzieć.-Ale co będzie jeśli Ron się obudzi...
-Rzuciłam Muffliato.-Uśmiechnęła się chytrze a Harry poczuł jak robi mu się gorąco.
-Skąd wiesz o...
-No proszę, jestem dziewczyną Harry'ego Pottera i reaktywowałam w tym roku Gwardię Dumbledore'a.-Zaśmiała się.
-Prawie zapomniałem!-Zażartował.
-To ja już sobie może pójdę...-Wstała z łóżka i już chciała podreptać do drzwi...-Pamiętaj nigdy mnie tu nie było...-Powiedziała szeptem i przycisnęła palec do ust. Jednak Harry nie chciał, żeby już sobie poszła. Nie po takim przywitaniu...-Gdzieś w głębi duszy uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie.-Zatrzymał ją Harry.-Znaczy...zostań tu, skoro już tu jesteś.-Oboje się zaśmiali, Harry cały czas zerkał okiem czy Ron na pewno śpi, ale w końcu jakby co miał niewidkę.
Ginny usadowiła się obok niego i położyła głowę na jego klatce piersiowej jakby wsłuchiwała się w jego serce, a Harry był pewien, że teraz bije jak szalone.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.-Powiedział i pogłaskał ją po włosach.
-Dzięki.
-Ślicznie dziś wyglądasz.-Powiedział, przy innej dziewczynie pewnie nie przyszłoby mu do głowy, żeby tak powiedzieć, ale Ginny była naprawdę piękna nawet od razu po obudzeniu. Na te słowa zachichotała i podniosła głowę. Odgarnęła jego włosy i uśmiechnęła się.
-Dziękuję, ty też.
-Kocham cię Ginny, chyba zdecydowanie zbyt rzadko ci to mówię...
-Też cię kocham.-Położyła głowę na jego ramieniu.-Nie mówisz, ale okazujesz.-Przełożyła jedną nogę przez jego biodro i usiadła na brzuchu. Merlinowi cześć i chwała, że Ron nie łapie legilimencji. Ale ona tak delikatnie gładziła jego policzek, czuł jej śliczny kwiatowy zapach, jej drobne ciało w ogóle go nie przytłaczało, a wręcz czuł się świetnie! Trudno było znieść te wszystkie czynniki udając, że na niego wcale nie działają, choć było zupełnie na odwrót. Gdyby codziennie miał się tak budzić mógłby wstawać choćby o świcie. Nie powinien, ale gdy zaczęła go delikatnie całować wsunął rękę pod jej koszulkę....O MERLINIE ZDECYDOWANIE NIE POWINIEN TEGO ROBIĆ! Pewnie pięciu starszych braci będzie go za to gonić z siekierami, ale on był w końcu tylko zakochany! Chwilę czekał na reakcję, ale ona przycisnęła jego rękę do skóry co można było uznać za ,,tak". Tak przesuwał palcami po jej gładkiej skórze muskając ją delikatnie, za pomocą dotyku wyobrażając sobie wszystkie wcięcia i krągłości na które się natknął.
-To łaskocze.-Zaśmiała się i położyła się na plecach.
-Masz łaskotki?-Zapytał ze śmiechem.
-Taki mój słaby punkt.-Uśmiechnęła się.-Wywieszam białą flagę!-Zaśmiała się i kuliła, gdy Harry ją łaskotał.
-Bardzo mądre posunięcie Ginny.-Uśmiechnął się i już nachylał się, żeby ją pocałować, ale coś jednak było nie tak...
-Co jest Harry?-Zapytała go Ginny a uśmiech zszedł jej z twarzy.-Harry? Harry! Harry!

***********
Otworzył oczy, nad sobą zobaczył rozmazaną postać.
-Harry! Wstawaj! Harry!-Po głosie poznał swojego przyjaciela, który potrząsał go za ramię.
-Już nie śpię! Możesz przestać dobra!-Nałożył okulary i rzeczywiście nie mylił się, nad nim pochylony stał Ron.
-No nareszcie! Wiesz jak trudno cię obudzić! Już chciałem użyć levicorpus!
Obok niego na łóżku nie było nikogo...Coś w środku miało ochotę nawrzeszczeć na Rona za to, że przerwał ten sen...Wciąż szukał na materacu jakichś śladów, aż w końcu zobaczył długi rudy włos i pospiesznie zrzucił go udając, że wygładza poduszkę, na szczęście Ron nie zauważył w tym nic podejrzanego. Więc to się działo naprawdę?! Cholera już nie umiał odróżnić snu od rzeczywistości...Ale możliwe, że Ginny wzięła jego niewidkę i poszła do siebie.
-To idziemy stary?-Przerwał ciszę, na co Harry przytaknął.
-O stary, musiałeś mieć serio zabawny sen.-Zarechotał Ron. ,,Nawet nie wiesz jak bardzo"-Pomyślał Harry.-Gadałeś coś, że jacyś goście będą cię gonić z siekierami.-Parsknął śmiechem a on też się zaśmiał starając się, żeby to zabrzmiało naturalnie.
,,Błagam już mnie nie pytaj o żaden sen!"-Przemknęło mu przez myśl.
-O rany, ciekawe co Ginny powie na prezent ode mnie...-Westchnął Ron, ale Harry był rad ze zmiany tematu.
-Co jej kupiłeś?-Zapytał i obaj weszli na schody.
-To będzie niespodzianka-Uśmiechnął się.
-Super.
-Ta miotła, którą jej dałeś jest świetna! Chyba da polatać braciszkowi, no nie?-Ron uśmiechnął się chytrze.
-Może jak będziesz grzeczny...-Zaśmiał się na co rudzielec przewrócił oczami.
-Wszystkiego najlepszego!-Krzyknął do niej Ron i rzucił jej się w objęcia.
-Tak, tak Ron nie musisz mnie od razu miażdżyć!-Zaśmiała się rudowłosa. Wyglądała tak ślicznie, miała na sobie białą, zwiewną sukienkę i dżinsową kurtkę.
-Nie codziennie ma się siedemnastkę!-Zaśmiał się i wręczył jej złote pudełko. środku był łańcuszek ze srebrnym koniem-jej patronusem.
-Roniu, kochany jesteś!-Przytuliła go.-Dziękuję!
-Nie ma sprawy, ale jak jeszcze raz mnie nazwiesz ,,Roniu"!-Rzucił jej gniewne spojrzenie.
-Groźby są karalne!-Rzuciła Hermiona nie odrywając wzroku od gazety. Harry usadowił się obok Ginny przy stole. Ron i Hermiona zaczęli o czymś dyskutować, nawet nie skupiał się o
co tak się spierają, w myślach miał teraz tylko Ginny...Złapał ją za rękę a ona zwróciła głowę w jego kierunku i uśmiechnęła się. Po sekundzie na stół opadły lewitujące talerze z jedzeniem.
-Dzisiaj jajecznica, mam nadzieję, że utrafiłam kochaneczku.-Powiedziała pani Weasley zasiadając z nimi przy nakrytym już stole.
-Wie pani, że uwielbiam wszystko co wyjdzie z pani kuchni.-Uśmiechnął się serdecznie, a pani Weasley oblała się szkarłatnym rumieńcem.
-Och, kochany jesteś, dziękuję bardzo.-Kobieta uśmiechnęła się szeroko i zaczęła swoje śniadanie.-O, to pewnie Artur!-Wstała od stołu, gdy usłyszała trzask drzwi.
-Dzień dobry, gdzie moja druga ukochana kobieta?-Zapytał od progu i uścisnął Ginny.
-Wszystkiego najlepszego skarbie, niech ci się powodzi w życiu jak najlepiej.-Życzył jej ojciec i poklepał po plecach.-Kocham cię, zawsze będziesz naszą małą córeczką.-Pani Weasley rozpłakała się na dobre.
-Och, mamo a ty znowu płaczesz...-Jęknął Ron, a Hermiona zaśmiała się i tak samo jak pani Weasley otarła łzę wzruszenia.
-Też cię kocham tato.-Wyznała dziewczyna.
Gdy pan Weasley rozebrał buty i usiadł z nimi przy śniadaniu, a pani Weasley opanowała się by już nie płakać zaczęła swoją przemowę:
-Ginny, my z ojcem chcieliśmy przede wszystkim życzyć ci, szczęścia w życiu, abyś spełniła swoje marzenia i pozostała tak samo odważna jak teraz. Trudno mi to mówić, ale...-Przerwała, a po jej policzku znowu zaczęły spływać łzy.-...jesteś już dorosła, odpowiedzialna, niedługo opuścisz ten dom, zmieniłaś się Ginny, ale była to zdecydowana zmiana na lepsze. Jednak nie martwię się tym tak bardzo, gdy są przy tobie inni ludzie otaczający cię troską.-Wskazała na Harry'ego, Hermionę i Rona. Harry czuł się zaszczycony  i wzruszony będąc wytypowany do tych osób, które jej zdaniem najlepiej dbały o ich córkę.
-Chcieliśmy dać ci to z matką, bo wiemy, że na pewno cię to bardzo ucieszy.-Zakończył pan Weasley z uśmiechem i podał jej kopertę.
-Ale...-Wydusiła, ale rodzice kiwnęli głowami zachęcając, aby ją otworzyła.
W środku był bilet. Nie byle jaki bilet, Ginny czuła jak ręce jej drżą i nie potrafiła nic z siebie wydusić. Bilet na mecz Harpii z Hollyhead i to jeszcze na najlepszych miejscach!
-Jaa...ale przecież były już wyprzedane!-Wciąż nie mogła w to uwierzyć. Ten mecz tak blisko Harpii...może jeśli by jej się poszczęściło udałoby jej się porozmawiać z Gwenog Jones...-Tak was kocham, dziękuję!-Rzuciła im się na szyję.
Harry widział te iskierki szczęścia w jej oczach, gdy widział ją taką szczęśliwą i pełną energii sam czuł wielką radość. Takiej właśnie partnerki potrzebował, potrafiła go rozbawić i pocieszyć nawet jeśli wisiały nad nim ponure myśli. Już na sam jej widok zawsze pojawiał mu się uśmiech na twarzy. Jeden jej uśmiech i spojrzenie utwierdzało go w przekonaniu co do jej uczuć-ona cię kocha!-Podpowiadał mu za każdym razem głos w jego głowie.
-Cześć rodzinko!-George aportował się za rodzicami i położył rękę na ramieniu matki.
-Czy tyś do reszty zgłupiał, chcesz, żebym dostała zawału przez te twoje głupie....-Zaczęła swoją reprymendę, lecz gdy ucałował Ginny w policzek i składał młodszej siostrze życzenia
serce jej zmiękło. Jakby widziała ich jak kiedyś jako dzieci, które cieszyły się z kolejnego udanego figla...Czy czas specjalnie tak okrutnie żartował sobie z podstarzałej matki...
-Bill wjeżdżaj z tym!-Powiedział do niego George a Bill przeszedł przez drzwi pchając sporej wielkości wózek.
-Chcecie coś z wózka, kochaneczki?-Powiedział przedrzeźniając starszą panią z pociągu Ekspres-Hogwart.
-Co to jest?-Zapytał Ron wybałuszając oczy.
-Jak to co? Hogwartowy starter-pack.-Zaśmiał się George.-Z tymi gadżetami w Hogwarcie...
-Wielkie dzięki!-Powiedziała i przytuliła George.
-Och Ginny, bo zaraz się popłaczę!-Powiedział starszy brat udając, że ociera niewidzialną łzę na co wszyscy parsknęli śmiechem.
-Bill zostaw to już, siadajcie, zaraz dam wam śniadanie!-Powitała ich Molly.
-Nie, dzięki zjedliśmy u George'a.-Odpowiedział Bill na co pani Weasley wróciła na swoje miejsce przy stole.
-Kurde Ginny, nie wiem czego ci mam życzyć skoro jesteś śliczna, masz super faceta.-Mrugnął do Harry'ego.-masz wspaniałych przyjaciół...
-I braci oczywiście!-Wtrącił George, a Ginny zachichotała.
-Tak to też.-Zaśmiał się.-No nie składam najlepiej życzeń, ale proszę.-Podał jej fiolkę.
-Moje ulubione perfumy! Dziękuję, Billy!-Uściskała go.
-Też cię kocham siostro.
-Ej, ludzie, rozumiem ckliwe gadki i tak dalej, ale uwijajcie się trochę.-Popędził ich jeden z bliźniaków.
-Dlaczego?-Zapytał Ron.
-Bo wujaszek Georgie zabiera was na podróż życia!-Wytłumaczył.
-Że gdzie?!-Zapytała zdezorientowana pani Weasley.
-Oj mamusiu, włos im z głowy nie spadnie.-Przyrzekł Bill.
-Zresztą-Wtrącił George.-Wszyscy tutaj zgromadzeni są już dorośli.-Uśmiechnął się cwanie.
-Zawsze chciałeś to powiedzieć, co George?-Zaśmiał się Ron.
-Masz racje, czekam już od dawna na ten dzień, w którym nasza siostra ma siedemnastkę!-Powiedział i oparł się o ramię siostry.
-No to już! Tyłki w troki, pakujcie manatki i wyjeżdżamy!-Ucieszył się George, Ron też chyba bardzo podekscytował się wyjazdem, on i Hermiona od razu pobiegli na górę.
-A i mam takie pytanko.-Zatrzymał ich.-Czy bierzemy ze sobą Percy'ego?-Zażartował świetnie przedrzeźniając poważny głos starszego brata.
-Zróbmy mu tą przyjemność!-Zaśmiała się Ginny.

************
Parę minut później Harry z Ronem byli już spakowani, ale mama postanowiła, że przed ich wyjazdem powinna wyprać ich ubrania.
-Stary to ci nie wyjdzie.-Zaśmiał się Harry. Absurdalność planu Rona naprawdę wywoływała u niego ryk śmiechu.
-Zamknij się. GINNY!-Wrzeszczał pod oknem pokoju Ginny gdzie spała również Hermiona,
stojąc z wielkim koszem na pranie.
-O CO CHODZI!?-Odkrzyknęła do niego siostra otwierając okno na oścież.
-Zrzuć mi wasze rzeczy do prania!-Poprosił i nadstawił kosz.
-JA SWOJE JUŻ DAŁAM MAMIE!-Poinformowała go.
-ALE RZECZY HERMIONY!-Harry musiał się bardzo wysilić, aby nie wybuchnąć śmiechem.
-DOBRA RON, TO PODEJDŹ BLIŻEJ!-Poinstruowała go siostra, a Ron zrobił co mu kazała i puścił do Harry'ego oczko, przyjaciel wciąż jednak z niedowierzaniem kręcił głową.
Po chwili jeszcze bardziej pokochał Ginny za to kim jest. Dziewczyna ze złośliwym uśmieszkiem zrzuciła na brata kołdrę pod której ciężarem się ugiął.
-TO SIĘ PRZYDA DO WYPRANIA!-Zaśmiała się ruda i mrugnęła do Rona, a do Harry'ego wysłała całusa, który przemienił się w czerwonego motyla, który usiadł mu na ramieniu-to była piękna strona magii.-JEŚLI MYŚLAŁEŚ, ŻE CI ZRZUCĘ BIELIZNĘ HERMIONY TO RADZĘ OGRANICZYĆ ROMANSIDŁA!-Odkrzyknęła do niego i zamknęła okno.
-Ta ich kobieca solidarność mnie kiedyś wpędzi do grobu...-Westchnął Ron wciąż nakryty kołdrą, a Harry wybuchnął śmiechem.

*************
Wszyscy byli już spakowani i gotowi do podróży, w międzyczasie jak się pakowali George i Bill wysłali patronusy do reszty braci a oni deportowali się do nory.
-Hej wszystkim, najlepsze życzenia Gin!-Przywitał ich Percy i objął siostrę.-Prezent dam ci później.-Poinformował.
-Dzięki Perce, Charlie też jedzie?-Zwróciła się do George'a-organizatora wycieczki.
-No jasne, on by takiej okazji nie przepuścił.
-No hej kochani!
-No widzisz o wilku mowa.-Zaśmiał się Ron.
-Ginny! Najlepsze życzenia!-Powiedział Charlie obejmując siostrę.-A pamiętam jak cię odprowadzaliśmy na peron po raz pierwszy.-Westchnął.-To dla ciebie.-Podał jej paczkę.
-Dziękuję.-Uścisnęła go ponownie.-Otworzę później.-Powiedziała i schowała do torebki.
-Nie ma za co.-Uśmiechnął się Charlie.
-A co z twoimi smokami?-Zapytał Harry.
-Spokojnie, smokami zajmują się teraz Nathan i Hagrid, lepszej opieki dla nich pod naszą nieobecność nie mogą mieć.-Wytłumaczył.
-Dobra, rozumiem, że wszyscy są już spakowani i gotowi, ta żarówka...-w dłoni uniósł żarówkę.-...to świstoklik, jak odliczę od trzech łapiecie za żarówkę i jesteśmy na biwaku, jasne?-Wszyscy pokiwali głowami.
-To pa, mamo!-Pomachał do niej George.-3...2...1!-Wszyscy złapali za żarówkę i zawirowali, a chwilę później jak powiedział George byli już na miejscu.
-Gdzie jesteśmy?-Zapytała Hermiona.
-Na obrzeżach miasteczka Little Whinging.-Wytłumaczył George z szerokim uśmiechem.
-Wiem gdzie to jest.-Powiedział Harry.-Kiedyś w pobliżu zaatakowali mnie dementorzy.-Wytłumaczył spokojnie.
-Ładnie tu.-Powiedziały chórem Hermiona i Ginny.
-Kurde jest co świętować, oficjalnie wszyscy Weasley'owie są już dorośli! No nie, to trzeba oblać!-Zawołał ucieszony.-A tak się składa, że wujaszek Georgie przypadkiem spakował zapasik ognistej.-Powiedział i wszyscy parsknęli śmiechem.
-,,Przypadkiem"-Zaśmiał się Ron i przewrócił oczami.
Po paru minutach dzięki zaklęciom wszystkie ich namioty były już rozbite
-A Fleur nie chciała jechać?-Zapytała Hermiona piekąc kiełbaskę nad ogniskiem.
-Nie, nie lubi biwaków.-Wyjaśnił Bill.
-To za zdrowie Ginny!-George stuknął różdżką w korek szampana a on wyleciał w górę, Ginny złapała go z nieomylnym instynktem ścigającej.
-Nie dziwię się, że zostałaś kapitanką.-Prychnął Percy.
-No jasne, przecież to ścigająca pierwsza klasa!-Uśmiechnął się George.-No to zdrówko!-Każdy upił szampana.
-Pójdziemy się gdzieś przejść?-Zaproponował Harry Ginny.
-Jasne.-Uśmiechnęła się i zostawiła swoje torby przy namiocie.
-Tylko się nie zgubcie!-Zaśmiał się Ron.
-Spokojnie, znam okolice!-Zaśmiał się Harry i złapał Ginny za rękę.
-Kiedyś mieszkałem w pobliżu. Privet Drive jest nawet niedaleko, chociaż...nie chcę tam wracać.
-Co ci mugole ci zrobili?-Zapytała zmartwiona.-Kiedyś słyszałam, że Dursley'owie są okropni....ale wiesz, głupio pytać o takie złe przeżycia.-Westchnęła i wzięła łyk szampana.
-Trudno to wytłumaczyć, może...łatwiej pokazać...
-Co masz na myśli?-Przysiadła obok niego na jakimś murku.
-Po prostu, zobacz.-Ginny towarzyszył zaskoczony wyraz twarzy.-Chyba powinniśmy wiedzieć o sobie zupełnie wszystko, tak będzie najlepiej.-Pokiwała głową.-Rzuć legilimens.-Poinstruował, zamknął oczy i próbował sobie przypomnieć wszystko co było związane z Dursley'ami.
-Harry, jesteś pewien...
-Tak.-Powiedział twardo i zrobiła to. To było dziwne uczucie, jakby wniknęła w jego wspomnienia, choć tak właśnie było...
Starszy Harry stał z Ginny na Privet Drive i uważnie przyglądał się wydarzeniom.
-To straszne...-Wyszeptała, gdy wuj Vernon zamknął go w komórce pod schodami i oparła się o jego ramię. Pokazał jej jeszcze kilka innych wspomnień.
-I ty całe życie sprzątałeś po tych świniach....Już wiem dlaczego Ron zawsze zabierał cię do nory...
-Wasz dom był tego zupełnym przeciwieństwem. Dobra wracamy.-Powiedział i z powrotem wylądowali na Little Whinging. Na twarzy Ginny malowała się odraza, zauważył samotną łzę.-Nie ma się czym przejmować, można powiedzieć, że jak ostatni raz tam byłem to nawet się pogodziliśmy...-Uśmiechnął się lekko.
-Masz racje, najlepiej można przybliżyć sytuację jak widzi się ją na własne oczy. A skoro już mamy wiedzieć wszystko...-Zaczęła i Harry zrozumiał do czego zmierza.-Moja kolej, żeby ci coś pokazać.-Skupiła się na swoich wspomnieniach zamykając oczy, Harry wziął głęboki oddech i rzucił zaklęcie.
Trójka uczniów-Ginny, Luna i Neville pędzili przez jeden z korytarzy Hogwartu miotając zaklęciami na prawo i lewo.
-Luna!-Wrzasnęła rudowłosa i podbiegła do ciała przyjaciółki unikając zaklęć.
-Macie natychmiast się zatrzymać, bo zaraz stanie się coś gorszego!-Wrzeszczała rozwścieczona Alecto Carrow.
-Ginny!-Wrzasnął Neville a ona szybko zablokowała niewerbalne zaklęcie Carrow tworząc barierę ochronną między dwoma dziewczynami a śmierciożercą.
-Śmiesz stawać na przeciwko Alecto Carrow!-Zaśmiała się szyderczo.
-Neville zabieraj Lunę do skrzydła!
Neville podbiegł do dziewczyn korzystając z bariery Ginny, Harry zastanawiał się jakim cudem wyczarowała barierę, która tak skutecznie odbijała wszystkie zaklęcia Alecto, która waliła w nią z uporem.
-Nie zostawię cię tak samej!-Krzyknął Neville.
-NEVILLE ZABIERAJ LUNĘ DO SKRZYDŁA, JA JUŻ TAK DŁUGO NIE WYTRZYMAM! NO JUŻ!-Wrzasnęła a on zabrał ją na ręce i biegł przed siebie z różdżką w pogotowiu.
Alecto w końcu przebiła barierę i Harry wstrzymał oddech, gdy Ginny z wielką siłą odrzuciło na ścianę.
-Co to ma znaczyć Carrow!?-Zza rogu wyszedł Snape i mówił jak zwykle przeciągając sylaby.
-Trzeba uciszyć tych cholernych buntowników!-Miała szaleństwo w oczach ale jednak przyjście Snape'a trochę uspokoiło Harry'ego.
-Czarny pan dał ci wyraźne instrukcje, te bachory mają być w całości rozumiesz to! ROZUMIESZ TO, ALECTO!-Wrzasnął.
-Przecież jej nie zabijam Snape!-Syknęła.
-Ale lepiej byłoby dla ciebie, gdybyś powstrzymała ten potok złości, bo może się okazać, że Czarny pan nie będzie chciał śmierciożerczyni, która nie umie nad sobą zapanować.-Zakończył i scena się rozmyła. Chwilę później znaleźli się w klasie Obrony Przed Czarną Magią.
-To ci nie będzie potrzebne!-Syknął bliźniak Carrow na Lunę, a ona z powrotem schowała swoje rzeczy. Do klasy weszło jeszcze kilku pierwszaków, Harry już domyślał się co się stanie. Złapał Ginny za rękę, a ona nie odrywała oczu od młodszej wersji siebie.
-Neville...-Zwróciła się do niego śmierciożerczyni i machnęła ręką, żeby wstał.-Zaklęcie Cruciatus.-Powiedziała z wyraźną rozkoszą.-Oto co będziemy dzisiaj robić.
-NIE!-Zaprotestowała Ginny, a przyjaciele spojrzeli na nią z przerażeniem.
-Słucham, panno Weasley?
-Nie rzucę cruciatusa.-Powiedziała spokojnym głosem ale z wielką mocą. Harry'emu bardzo to zaimponowało, Ginny miała swoje zasady.
-Neville, czy mógłbyś wytłumaczyć pannie Weasley jakie to może mieć skutki?-Neville skrzywił się ze strachu.
-Ale...ma racje.-Powiedział Neville i wyprostował się.-Żadne z nas z własnej woli nie rzuci cruciatusa.-Gdyby Harry'emu teraz ktoś powiedział, że Neville to lękliwy fajtłapa roześmiałby się.
-Och, Neville...-Zaczęła łagodnym głosem.-Chyba nie chcesz skończyć jak twoi rodzice!-Syknęła.
-Nie boimy się was! Potrafimy walczyć, a jeśli kiedykolwiek będę odważny jak moi rodzice będę mógł być z siebie dumny!-Na pewno niełatwo było mu wspominać rodziców, którzy byli teraz w świętym Mungu, ale Harry mógł powiedzieć, że pokazał tym wielką klasę i godność.
-Zostaw go!-Krzyknęła Luna, a Ginny rzuciła niewerbalnie expeliarmus, co podrzuciło różdżkę zaskoczonej śmierciożerczyni w górę, Amycus wrzał z wściekłości.
-Jak śmiesz!-Wrzasnął.-Crucio!-Ryknął, Neville i Luna próbowali odbić zaklęcie, ale na cruciatus to nie podziałało. Harry miał dosyć, nie chciał już tego oglądać, to jak krzyczała i zwijała się z bólu i to jaką satysfakcje z tego mieli...
-Już wracamy.-Powiedziała, gdy zobaczyła reakcję Harry'ego.
-Kocham cię Ginny.-Przytulił ją do siebie.
-To jak potraktowali Neville'a...nie mogłam wytrzymać, wiedziałam, że on strasznie cierpi na każde wspomnienie o rodzicach, robili mu to specjalnie, to nie był zwykły cruciatus oni się bawili naszymi myślami, zmartwieniami, gdyby nie Snape...
Harry usiadł a Ginny usiadła mu na kolanach przodem do niego i przytuliła go.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę cię teraz przytulić.-Powiedziała, a Harry poczuł, że głos jej drży.-Też cię kocham.-Dodała.
-Nie rób dla mnie już nigdy nic takiego...-Pokręcił głową.
-Zrobiłbyś to samo Harry, za dobrze cię znam.
-Masz urodziny Ginny, porozmawiajmy o czymś innym.-Powiedział i próbował jakoś odgonić te wspomnienia.-Już cię nigdy nie zostawię...
-Ciekawe co robią...-Zaczęła Ginny wciąż go ściskając, ale chciał, żeby została w jego ramionach.
-Skoro George ma zapas ognistej...-Zaśmiała się, przynajmniej choć trochę poprawił jej humor.
-Pewnie masz racje.-Uśmiechnęła się.
-Chodź, Gin.-Wstał i podał jej rękę.
-Co ty kombinujesz?-Zaśmiała się.
-Myślisz, że zostanę tym aurorem?-Zapytał ze śmiechem.Szli obok siebie, a Harry obejmował Ginny ramieniem.
-Na pewno.-Zapewniła go.-Widzę cię w tej roli, ten mundur, szata i....mięśnie.-Pokiwała głową i uśmiechnęła się. Rzeczywiście ostatnio z chudego, mizernego chłopca, zmienił się, był wyższy, wciąż szczupły, ale miał potrzebną masę, a nie był to tłuszcz.
-Nie przesadzałbym Ginny.-Zaśmiał się.
-Ale to prawda!-Udała oburzenie.
-Ja za to widzę cię jak pędzisz na miotle u boku Gwenog Jones. Z takim drobnym, szczupłym ciałem szybko się przebijesz przez powietrze.-Zamruczał, złapał ją za talię i przyciągnął do siebie.
-Od kiedy to tworzysz poezję, co?-Zażartowała.
-No nie wiem, mówię, co widzę.-Uśmiechnął się zalotnie, pogłaskał ją po policzku, objął ramieniem i jedną ręką głaskał ją po plecach, a drugą trzymał na jej tali.
-Kiedyś sobie obiecałam, że po siedemnastych urodzinach zwiedzę 17 niezwykłych miejsc.-Powiddziała patrząc mu w oczy.-Ale..chyba można by trochę zmienić zasady i zrobić 17 niezwykłych rzeczy.
-Chyba można w to wliczyć dzisiejsze czytanie w myślach, męczące to tak w ogóle.
-Masz rację.-Powiedziała i złączyła ich usta.

*************
-Może trochę ognistej?-Zapytał Percy i zaczął się śmiać jak głupi.
-No widzę, że ktoś tu już nieźle polał.-Zaśmiał się Harry.
-No nauczyłem się dzisiaj bardzo ważnej rzeczy!-Powiedział George poważnym głosem.-że Percy jednak potrafi się dobrze bawić.-Wszyscy bracia parsknęli śmiechem łącznie z Percy'm.
-Że niby ja?-Powiedział niewyraźnym głosem i znowu zaczął się chichrać bez opamiętania.
-Nie wiecie jak się cieszę, że was mam.-Powiedziała Ginny.
-Ja cieie też kocham...siosszyszko.-Czknął Percy i wszyscy pokładali się ze śmiechu.
-No to grę w Quidditcha zostawimy na jutro jak nasz Perce wytrzeźwieje.-Zaśmiał się George i razem z Billem wyczarowali łóżko polowe obok ogniska i przenieśli na nie brata. Ginny dodatkowo wyczarowała koc, który delikatnie na niego opadł przykrywając go.
-Dobranoc Percy, nasza śpiąca królewno.

















czwartek, 24 sierpnia 2017

15.Niezwykły prezent

Nadeszła noc i nawet w norze zrobiło się cicho. Jednak korzystając z weekendu Hermiona i Ginny postanowiły, że sobie porozmawiają, ot tak jak to dziewczyny, przy tym przeglądały również nowe podręczniki i rozmawiały o nowym roku szkolnym.
-Jak świetnie będzie wrócić do Hogwartu po tym jak to wszystko się zmieniło...-Powiedziała Hermiona rozmarzonym głosem.
-No...mam nadzieję, że dam radę jako kapitanka...
-No jasne, nie bez powodu cię wybrali, świetnie grasz.
-Dzięki, ale nie chcę, żeby Gryffindor spadł nagle na ostatnie miejsce...-Pogłaskała swojego puszka.
-Wszyscy kapitanowie tak mówili.-Zaśmiała się Hermiona.
-Może i tak.-Zachichotała.
-Widziałaś to Ginny? Rzucanie zaklęć bez różdżki!-Powiedziała podekscytowana Hermiona i wskazała jej stronę z podręcznika Obrony przed Czarną Magią.
-No nieźle...-Westchnęła.
-Kiedyś o tym słyszałam, to jest podobno ogromnie trudne.
-Ale musi być też przydatne. Ciekawe kto teraz będzie opiekunem Gryffindoru...Pisali coś o tym w Proroku?
-Nie, nic takiego nie widziałam. Ale już chyba limit najgorszych nauczycieli mamy wykorzystany.-Obie dziewczyny parsknęły śmiechem.
-Transmutacji też ma podobno uczyć teraz ktoś inny...
-No tak, McGonagall już i tak ma teraz dosyć na głowie. A piszesz czasem do Luny?-Zapytała Hermiona, może wciąż miała wyrzuty, że wcześniej nie darzyła jej sympatią...
-Tak, nawet całkiem sporo, może ona i Neville będą razem.-Uśmiechnęła się.
-Byłoby super.
-A ty i Ron nadal jesteście prefektami?
-Tak, to się akurat nie zmieniło.
-No tak, w zeszłym roku Hogwart nie miał prefektów, nikogo to nie obchodziło.
-Ginny to jedyna blizna jaką masz?-Zapytała o znak na karku.
-Tak, nie przejmuj się, to tylko drobnostka.
-To musiało być czarnomagiczne zaklęcie skoro nie da się go usunąć.
-Tak, chyba tak skoro użyła go sama Alecto Carrow.
-Za co?
-Odmówiłam rzucenia klątwy cruciatus, szukali pretekstów, żeby ich torturować, traktowali ich gorzej niż skrzaty domowe!-Hermionie zakręciła się łza w oku.
-Nie musisz kończyć Ginny...-Powiedziała łagodnym głosem, ale sama chyba nie chciała już tego słuchać.
-I wtedy pierwszy raz poznałam co to cruciatus.-Zakończyła.-To znaczy stanęłam na przeciwko Alecto a niewybaczalnych nie da się odbić, niestety Neville i Luna spróbowali i tak samo jak ja mają te znaki.-Wskazała na kark.-Ale inni mają gorsze problemy niż takie blizny, bardziej się wtedy martwiłam o was.-Uśmiechnęła się a Hermiona ją przytuliła.
-Niesamowita jesteś Ginny.-Uśmiechnęła się do niej uprzejmie.-Naprawdę, to śmieszne, ale kiedyś wydawałaś mi się taka cicha.
-Czasem nie trzeba dużo mówić, żeby coś przekazać.-Zaczęła wertować podręcznik z Zielarstwa.
-Chyba masz rację.-Uśmiechnęła się.-Co tam jest?-Zapytała.
-Głównie rośliny wodne, Neville pewnie się ucieszy.-Uśmiechnęła się rudowłosa. Nagle coś białego wleciało do ich pokoju.
-Co to ma być!-Wrzasnęła Hermiona, gdy coś śmignęło tuż nad jej głową.
-To liścik!-Powiedziała Ginny, gdy z refleksem ścigającej złapała go do ręki.
-To pewnie od Rona, on ma czasem takie pomysły...-Westchnęła i wzięła od niej liścik.-Tak jak mówiłam-Od Rona.-Powiedziała po chwili.
-O co mu chodzi?-Zapytała-To znaczy jeśli mogę wiedzieć...-Dodała.
-Czy on oszalał! Żeby o północy wyłazić na spacery!-Ku jej zdziwieniu Ginny parsknęła śmiechem.-O co ci chodzi?-Zapytała zdezorientowana.
-Ron chyba po prostu próbuje być romantyczny, może wyczytał to z tej swojej książki...-Przewróciła oczami.
-Jakiej książki?-Zmarszczyła brwi.
-Nieważne, mój brat ma dziwne zainteresowania.-Z powrotem położyła się na swoim łóżku i przewróciła stronę książki.
-Ale Ginny, tak szczerze to...zgodziłabyś się na moim miejscu?-Gdy padło to pytanie Ginny podniosła wzrok znad książki i usiadła wyprostowana na skraju łóżka.
-On się naprawdę stara Hermiono, może powinnaś trochę odpuścić w końcu są wakacje, już sierpień chyba dobrze byłoby spędzić ten czas razem i jak najlepiej go wykorzystać...Na twoim miejscu pewnie bym się zgodziła.-Zakończyła.
-No dobra, masz rację, odpiszę mu, przebiorę się w coś...no coś innego niż piżama i pójdę!-Powiedziała z uśmiechem.
-I tak trzymać, w Hogwarcie pewnie jeszcze będzie czas na przestudiowanie tych książek.
-Taak, masz rację, właściwie to dziwny pomysł, ale zabawny, podoba mi się.-Zachichotała.-Ale chcesz tu zostać tak sama?
-Mną się nie przejmuj, mam do nadrobienia kilka egzemplarzy magazynów sportowych.-Powiedziała i na dowód wyrzuciła kilka numerów na łóżko.
-Och, skoro już masz te swoje czasopisma sportowe to widzę, że nie będziesz się nudzić.-Zachichotała i z naręczem ubrań wyszła z pokoju cicho zamykając drzwi, aby nikogo nie obudzić.
-Miłej zabawy!
Ginny wciąż chciało się śmiać z tego pomysłu Rona, chociaż Hermiona wyglądała na ucieszoną. Siedząc na łóżku zerknęła na kalendarz i uniosła wyżej różdżkę. Jutro jej urodziny...Co ona gada! Już za parę minut! A może Ron z Hermioną razem coś wymyślili...Włożyła puszka Arnolda do klatki i wypuściła sowę na nocne łowy, a później położyła się na swoim łóżku i zajęła się czasopismami sportowymi. Koniec trasy Harpii w Chicago, teraz są w Miami.-Pomyślała Ginny.-Ale wszystkie bilety już podobno dawno wyprzedane...Wybiła dwunasta. Ginny Weasley to już pełnoletnia czarownica.-Pomyślała. Nagle usłyszała jakieś stuki i zaczęła się rozglądać po pokoju. Myślała, że Hermiona czegoś zapomniała, ale najwyraźniej coś jej się przesłyszało. Ale stuki nie ustawały. Za to, to co zobaczyła za oknem bardzo ją zdziwiło.
-Harry?-Powiedziała szeptem zdziwiona i otwarła okno. Potter na miotle siedział pod jej oknem i uśmiechnął się.
-Kurier, wszystkiego najlepszego od Harry'ego Potter'a!-Powiedział i podał jej kwiaty, Weasley'ówna była tak zszokowana, że nie wiedziała co powiedzieć. W końcu kto o północy spodziewałby się Wybrańca pod swoim oknem?!
-Dziękuję, proszę przekazać temu Potter'owi, że Weasley wysyła całusy.-Uśmiechnęła się do niego szeroko, a kwiaty wstawiła do wazonu.-Wchodź.-Rozwarła okno na oścież.
-Niee...ja wolę polatać!-Wrzasnął i jak pocisk zrobił wielkie kółko i zanim zdążyłaby powiedzieć ,,Weasley" był z powrotem przy oknie.
-Na Merlina, co to za miotła!?-Powiedziała podekscytowana.
-Chyba się nie obrazisz, że postanowiłem ją przetestować...-Uśmiechnął się łobuzersko.-To wskakuj i lecimy!-Nie musiał jej tego dwa razy powtarzać! Narzuciła na siebie czarną pelerynę i wsunęła buty na nogi.
-Gotowa!-Powiedziała z uśmiechem i usadowiła się obok niego.
-Tylko się trzymaj!-Powiedział.-Mocno!-Dodał a Ginny objęła go w pasie.
-Skąd masz tę miotłę!?-Wrzasnęła, żeby przekrzyczeć świst powietrza.
-Ze sklepu!-Odkrzyknął i oboje parsknęli śmiechem, dawno się tak świetnie nie bawiła.
-Dobra, chyba możemy teraz trochę zwolnić.-Uśmiechnął się,a jego włosy były jeszcze bardziej potargane niż zwykle.
-Wiesz może gdzie poszedł Ron?-Zapytał.
-Tak, na randkę z Hermioną.-Zaśmiała się.
-Taa...czasem słyszę jak mówi przez sen ,,Hermiś".-Oboje parsknęli śmiechem.
-Gdzie lecimy?-Przytuliła się do niego.
-Sam jeszcze nie wiem.-Zaśmiał się.
-To Ron i Hermiona!-Powiedziała mu do ucha i wskazała dwie spacerujące postacie w dole.
-Masz racje, to oni.-Wychylił się, aby lepiej widzieć.
-Myślisz, że nas zauważą? Jesteśmy tuż nad ich głowami.
-Nie, pewnie nie, ale na wszelki wypadek...-Powiedział i wzbili się tak wysoko, że pod sobą widzieli chmury.
-Uwielbiam miotły!-Wyznała rudowłosa.
-Powinniśmy chyba gdzieś wylądować...-Stwierdził chłopak, obniżył lot i zaczął się rozglądać nad dobrym miejscem.
-O tu chyba będzie dobrze!-Zauważyła Ginnyi wskazała na jedno ze wzgórz.
-Jak sobie życzysz...-Powiedział i zanurkował w dół, chwilę później byli już na ziemi.
-Mam tylko nadzieję, że prezent ci się spodoba...-Powiedział wybraniec.
-Co ty znowu wymyśliłeś?-Powiedziała podejrzliwie.
Harry wyciągnął różdżkę z kieszeni i zaklęcie zaczęło oplatać miotłę wstążką.-Proszę, to twój prezent Ginny.-Wręczył jej miotłę,którą zdobiła teraz kokarda. Ginny nie wiedziała co powiedzieć.
-Harry, ja nie mogę...-Wybąkała i dopiero teraz zauważyła, że to najnowsza błyskawica, którą ostatnio widziała na wystawie.-Dałeś za nią fortunę, jest twoja, zatrzymaj ją.-Powiedziała i oddała mu ją.
-Teraz jest twoja.-Uśmiechnął się.
-Musiała kosztować fortunę, to jeden z pierwszych egzemplarzy!-Powiedziała oglądając ją dokładnie.
-Zasługujesz na nią Ginny.
-Nie chcę, żeby ludzie myśleli, że chłopak Potter funduje mi drogie prezenty.-Wytłumaczyła.
-Ginny...chciałem ci kupić coś, co będzie dla ciebie stworzone...
-Wystarczy mi, że mam ciebie Harry. Ale dziękuję, to naprawdę duży prezent, ale rzeczywiście niesamowity...
-Serio Ginny, lepiej ci się teraz przyda jesteś kapitanką!
-Naprawdę nie wiem co powiedzieć, ta miotła jest...niezwykła.
-Też tak sądzę, mówię ci, kafle będą wpadać o wiele szybciej.-Zaśmiał się.
-Dziękuję.-Powiedziała a Harry nie spodziewał się, że rzuci mu się w ramiona.
-To tylko miotła Ginny.-Uśmiechnął się.
-Żartujesz sobie! To najlepsza miotła i najszybsza jaką w życiu widziałam!
-Cieszę się, że ci się podoba.
-No jasne, trudno nie zwrócić na nią uwagi. Nie wierzę, że trzymam taką drogą miotłę na rękach...-Zaśmiała się.
-To wracamy?-Zapytał.
-Tak, jeszcze Ron i Hermiona pomyślą, że nas porwali.
-Ale nie sprawdziłaś czy to na pewno ja.-Zaśmiał się.
-Za dobrze cię znam. Zresztą śmierciożercy raczej nie wiedzieliby, że mam urodziny i nie daliby mi miotły w prezencie.
-Fakt.-Zaśmiał się-To wskakuj!-Wskazał jej miejsce na miotle.
-Się robi panie Potter!
Po chwili byli już na miejscu.
-No to dobranoc Ginny!-Powiedział, gdy już byli pod jej oknem, a ona wskoczyła na parapet.
-Hermiony jeszcze nie ma.-Poinformowała go ruda.
-Dobranoc, Harry.-Wychyliła się z okna by poczochrać jego włosy i cmoknęła go w policzek. Nagle drzwi do jej pokoju się otwarły, Harry i Ginny od razu odwrócili głowy w kierunku trzasku. Do środka weszli Ron z Hermioną z ogromnym tortem.
-Dwieście lat Ginny!-Wyściskał ją Ron.
-Ok Ron, już wystarczy tego tarmoszenia!-Zaśmiała się i w końcu brat ją puścił.
-A ty stary co tu robisz?-Zapytał Ron.
-A widzisz to samo co wy, składałem życzenia.-Powiedział i zeskoczył z miotły do środka.
-Zdmuchnij świeczki Ginny.-Powiedziała Hermiona która wciąż trzymała tort.
-Ale może zjedzmy go rano.-Zaśmiała się.
-Do rana to już nic z niego nie zostanie.-Zażartował Ron i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ciekawe co dostaniesz od rodziców...-Rozmyślał Ron.-Jesteś jedyną dziewczyną Weasley.
-No to dosyć interesujące...-Przyznała Hermiona.
-Tak jakoś wyszło.-Zaśmiała się ruda.
-Wybaczcie, ale jestem już śpiący.-Ziewnął Ron.
-Racja, reszta świętowania rano.-Zaśmiała się Hermiona i też cmoknęła Rona w policzek.
-C o to Ginny?-Zapytała Hermiona i spojrzała na miotłę, którą trzymała Ginny.
-Miotła.-Zaśmiała się.

środa, 16 sierpnia 2017

14.Tajemniczy znak

Ostatniej nocy Harry, Ron, Ginny i Hermiona rozmawiali o powrocie do Hogwartu, Harry i Ginny opowiedzieli im również o tym, jak to byli w szkole i spotkali Aberfortha oraz jak babcia Neville'a próbowała go wyswatać z Ginny. Ginny słodko spała zwinięta na swoim łóżku jeszcze niczego nieświadoma. Jej brązowa sowa wróciła do klatki po nocnych łowach i teraz czyściła swoje pióra. Na jej biurku leżał już stos nowych książek, pióro i nie dokończony list, który miała wysłać do Neville'a. Obok klatki ze Świstoświnką stała druga, mniejsza z pufkiem pigmejskim-Arnoldem. Na jej zegarku, który leżał obok różdżki na stoliku nocnym wskazówka przesunęła się, była dziewiąta. Harry razem z Ginny właśnie powinni byli deportować się do hodowli. Zegarek zaczął tikać, a sowa kłapać dziobem. Gdyby nie to dziewczyna chyba nadal spałaby w najlepsze. Wygrzebała się spod kołdry i spojrzała na zegarek. O Merlinie, już dziewiąta! Zerwała się z łóżka jak oparzona i pospiesznie wygrzebała z szafy dżinsy i jakąś koszulkę. Wzięła jeszcze różdżkę i zegarek, wskazówka na nim tkwiła na ,,w pracy". Świetnie, a więc już są spóźnieni! Już miała pobiec do łazienki, ale zawróciła. Trzeba obudzić Harry'ego.-Pomyślała i pognała w kierunku pokoju jego i Rona. Zapukała szybko, ale nikt nie odpowiedział-tak jak myślała. Weszła więc bez zaproszenia, Harry i Ron jeszcze spali.
-Harry, wstawaj! Harry, jesteśmy spóźnieni! HARRY!-Potrząsała nim i nic. I weź tu spróbuj go dobudzić...No dobra Ginny, jak zwykle masz arcy kretyńskie pomysły...-Pomyślała sobie, bo naszła ją pewna myśl i jak pomyślała tak zrobiła. Szybko pocałowała chłopaka w usta.
-Co jest!-Zerwał się od razu.
-Już dziewiąta, jesteśmy spóźnieni!-Powiedziała ostro.
-O Merlinie!-Nałożył okulary na nos, wziął potrzebne rzeczy i oboje pognali w stronę łazienki.
Parę minut później zeszli na dół, porwali po jednej kanapce ze stołu i szybko się deportowali.
-O, dobrze, że już jesteście.-Powiedział Charlie z uśmiechem, a Harry z Ginny wymienili swoje spojrzenia pod tytułem ,,Uff...chyba nie zauważył". W hodowli wykonali swoje codzienne obowiązki i przyszedł czas na naukę latania.
-Dasz radę.-Ginny dopingowała smoka i przyłożyła swoją głowę do jego łba. Wszystkie inne smoki, które były jego rodzeństwem potrafiły już latać, tylko ten jeden im został...
-Coś wiem o tym jak to jest być odmieńcem.-Zaśmiał się Harry i w momencie kiedy Ginny odgarnęła włosy na bok zauważył coś, co go zaniepokoiło. Była to blizna składająca się z czterech kresek-3 pionowych i jednej poziomej, która jakby je przecinała.
-Co to jest?-Dotknął jej karku.
-Widzisz trudno to wytłumaczyć. Carrowowie wyżłobili te znaki mi, Neville'owi i Lunie. Sprawdzałam ten symbol i wiem, że to oznacza Zdrajców Krwi. Carrowowie zostawiali różne takie symbole wymyślone przez rody czarodziejów czystej krwi w różnych miejscach.
-To straszne, dlaczego akurat wy...
-No wiesz...bunt, tajna organizacja, sprzeciw i tak dalej, różne były przewinienia...
Może mogłeś jednak o to nie pytać.-Zbeształ się w myślach.
-Nie mogliśmy inaczej Harry, uwierz, nie mogliśmy stosować Cruciatusa na niewinnych pierwszakach...
-Wiem, rozumiem to...-Westchnął.
-Patrz, wzbił się!-Powiedziała Ginny wskazując na smoka, wsiadła na swoją miotłę i po chwili go dogoniła.
-Łał, jest bardzo szybki!-Powiedział Harry już w górze.
-Cześć!-Przywitał ich Ron, gdy wylądowali na dole.
-Ron?-Powiedziała zdziwiona Ginny.
-No widzę, że wasz entuzjazm jest ogromny.-Zaśmiał się Ron.
-Po prostu...ty tutaj, to trochę zaskakujące...
-Och, no wiecie Hermiona poszła na zakupy, więc nie będzie jej pewnie dobre parę godzin, a mi się już zaczynało nudzić, to pomyślałem, że was odwiedzę.
-No to chodź, pokażemy ci smoki.
Gdy już skończyli pracę wrócili do domu razem z Ronem.
-No i mówiłem, że jeszcze jej nie będzie!-Powiedział Ron z satysfakcją.-Ja tego nie rozumiem ile można wybierać jakąś bluzkę czy sukienkę....-Westchnął.
-Bo ty nic nie rozumiesz Ron, nie pomyślałeś nigdy o tym, że robi to bo chce ci się podobać!-Wyjaśniła mu Ginny.
-Emm...no ale...i tak mi się podoba, Ginny.-Powiedział trochę nieśmiało.
-To dobrze.-Uśmiechnęła się.-I pomyśleć, że kiedyś w to wątpiła...
-Och, już jesteście!-Powiedziała pani Weasley, ale po chwili uśmiech zszedł jej z twarzy.-Musimy uprzątnąć rzeczy Freda.-Westchnęła. Minęło już tyle czasu a jego stare rzeczy, które zostawił po przeprowadzce nadal leżały na strychu.
-Ja się tym zajmę, mamo.-Powiedziała Ginny, zapewne nie chcąc, aby pani Weasley znów się rozpłakała.
-Pomogę ci.-Zadeklarował Harry.
-Ja też.-Powiedział Ron.
Cała trójka udała się na górę i po tym jak Ginny rzuciła na ich poltergeista zaklęcie Jęzlep wzięli się do roboty. Ron zawahał się, ale otworzył pierwsze pudło. W środku była mała, dziecięca miotełka Freda.
-Pamiętam, jak na niej śmigał, zawsze chciałem, żeby mi ją pożyczał...-Ron obracał rączkę małej miotełki w rękach.
-Urocza.-Uśmiechnęła się Ginny.-O, Harry, jesteś na tym zdjęciu!-Ginny wskazała jego w stroju Quidditcha ze Złotym Zniczem w ręce, obok niego stał cały ówczesny skład drużyny,a w tym również Fred i George jako pałkarze.
-No, to zdjęcie z pierwszej klasy.-Harry wziął fotografię do ręki, żeby lepiej się jej przyjrzeć.
Wszyscy śmiali się, Fred i George zamachnęli się pałkami, Angelina Johnson podrzucała kafla, a Oliver Wood próbował utrzymać tłuczki.
-Jaki byłeś mały Harry.-Zarechotał Ron.
-Ty też taki byłeś.-Zaśmiała się Ginny.-O, a to Percy!-Cała trójka parsknęła śmiechem, gdy to zobaczyła. Percy miał na sobie zwisającą z niego jak z wieszaka, za dużą szatę ojca i z wyniosłą miną groził palcem George'owi i Fredowi, a oni ryczeli ze śmiechu.
-To takie prawdziwe...-Zaśmiał się Ron.-Zapędy na prefekta już od najmłodszych lat!
-To chyba było w święta.-Harry wziął do ręki zdjęcie, na którym byli wszyscy Weasley'owie w domowej roboty swetrach.
-Mam kopię tego zdjęcia w pokoju!-Powiedziała Ginny.-Doskonale pamiętam kiedy było zrobione...Fred i George byli wtedy na pierwszym roku i przyjechali na święta.
-Taa...jak przyjechali cieszyliśmy się jak głupi.-Zaśmiał się Ron. To były czasy...I te sweterki mamy, przez te wszystkie lata naprawdę polubiłem kasztanowy kolor.-Uśmiechnął się Ron.-Albo jak brałaś czerwone prześcieradło i udawałaś, że to strój do Quidditcha.-Parsknął Ron.
-Noo...pamiętam to!-Zaśmiała się.
-Urodzona ścigająca!-Uśmiechnął się Harry.
-To jest dopiero urocze i pomyśl Ginny, że Fred trzymał to w swoich rzeczach.-Ron podał jej kolejne zdjęcie. To było u ciotki Muriel, rok temu jeszcze przed wojną. Głowa Ginny spoczywała na ramieniu Freda, widać było, że jest zmartwiona, brat obejmował ją ramieniem i pocieszał.
-To musiało być niedawno, prawda?-Dopytał Harry.
-Tak, jak przyjechałam na zeszłe święta do ciotki Muriel. Pamiętam jak wyczekiwaliśmy jakichś informacji na Potterwarcie. Najbardziej niespokojne święta...Ale zostawię sobie to zdjęcie.-Powiedziała Ginny po chwili milczenia i schowała je do kieszeni.
-Tutaj jesteście!-Po schodkach na strych weszła Hermiona.
-No w końcu wróciłaś!-Powiedział ucieszony Ron a Hermiona powitała go cmoknięciem w policzek.
-Nie było mnie jakieś dwie godziny, a ty już się tak stęskniłeś!-Zaśmiała się Hermiona.-Ale dla ciebie też coś kupiłam, proszę.-Podała mu jakąś płaską, prostokątną paczkę.
-Kociołki grylażowe! Jak ty mnie dobrze znasz...-Uśmiechnął się Ron i objął ją ramieniem.
-Co tu tak w ogóle robicie?-Zapytała.
-Przeglądaliśmy rzeczy Freda.-Wyjaśniła Ginny i właśnie włożyła do dużego worka jakieś pudełko.
-No...ostatnim razem jak mama próbowała wyrzucać jego rzeczy to płakała w jego stary szalik...-Ron skrzywił się.
-To straszne.-Pisnęła Hermiona.-Pomogę wam.
Razem w czwórkę wynosili ze strychu masę pudeł ze starymi zabawkami Freda, jego prototypami i ubraniami. Hermiona i Harry z chęcią oglądali zdjęcia, które były w rzeczach Freda. Wszystkie fotografie przekazali mamie.
-Zostawię je i włożę do naszego albumu.-Pani Weasley uśmiechnęła się, ale nie był to jej szczery uśmiech...Jedno ze zdjęć Freda, które było już w ramie postawiła na komodzie przy swoim łóżku. Teraz Harry zauważył, że cała jej komoda była zastawiona mnóstwem zdjęć, przede wszystkim były tam zdjęcia całej rodziny, ale też każdego jej członka z osobna. Zauważył na nich małego Rona ze zdziwioną miną, Ginny, która wpakowała się do wózka Freda i George'a mając nadzieję, że nikt jej nie zauważył i w ten sposób dostanie się do Hogwartu. Były jeszcze zdjęcia Percy'ego, Charlie'ego (jak zwykle przy jakimś smoku) i Billa zanim jeszcze został pokiereszowany.
-Pani Weasley, rozmawiałam dzisiaj z moimi rodzicami i dzisiaj wezmę moje rzeczy i na koniec wakacji zamieszkam z rodzicami. Nie będę już sprawiać kłopotu, wszystko wróciło do normy.
-Ależ kochanie, to nie żaden kłopot!-Zaprzeczyła pani Weasley.
-Chcesz się wyprowadzić i nic mi nie powiedziałaś!-Żachnął się Ron.
-Nie mogę ciągle tu mieszkać.
-Dlaczego? Zgadzasz się, prawda mamo?-Ron oczekiwał jej odpowiedzi.
-Oczywiście, to żaden problem. A myślę, że łatwiej będzie jeśli zostaniesz tutaj, bo z Ronem nie będziecie musieli się do siebie deportować.
-Zostań Hermiono, dzisiaj sobie pogawędzimy.-Uśmiechnęła się do niej Ginny.
-O Boże Ginny co ty masz na szyi!-Powiedziała przerażona Hermiona. Harry już wiedział co to, ale Ron wyglądał na równie zdziwionego co Hermiona, więc też pewnie nie wiedział.
-Ginny, co to za znak?-Zapytał Ron.
-Ron dałbyś Ginny spokój, przeszła przez wiele traumatycznych chwil i nie powinieneś jej o nich przypominać!-Zbeształa go matka.
-Och, daj spokój mamo...-Ginny przewróciła oczami.
-Mówisz ,,daj spokój" ale wiem jak to z tobą jest skarbie.-Pani Weasley pogładziła jej włosy.-Na przyszłość może bądź delikatniejszy Ron!
-Ale jednak powinni wiedzieć.Uśmiechnęła się lekko do Harry'ego.
Gdy siedzieli w salonie Ginny o wszystkim im opowiedziała od początku roku szkolnego do samego końca, tłumacząc przy tym pochodzenie jej blizny.
-Na Brodę Merlina!-Powiedział Ron wybałuszając oczy.-To straszne!
-Ale...my byśmy zauważyli!-Powiedziała zdziwiona Hermiona, zapewne chodziło jej o znak na karku.
-Zwykle używałam paru zaklęć, żeby to zakryć, ale dzisiaj rano mi się spieszyło i o tym zapomniałam.
-Czemu nam nie powiedziałaś!?-Zapytał Ron.
-Nie chciałam się chwalić czymś takim...
-Wiesz przecież, że to dla nas nic nie znaczy...-Pocieszył ją Harry i przytulił.
-Harry ma rację i tak wszyscy cię kochamy...-Uśmiechnął się Ron.
-Dzięki, ja też was kocham.
-Chyba przemyślę sprawę przeprowadzki...Trudno byłoby mi was zostawić, czuję się jak część tej rodziny. Powiedziała Hermiona.
-W końcu zaczyna gadać z sensem.-Powiedział Ron i wszyscy parsknęli śmiechem.