Harry podniósł głowę, Ron jeszcze smacznie spał. Opadł z powrotem na poduszkę, sam nie wiedział, która może być godzina, ale chyba wcześnie, bo wszędzie było cicho, co pewnie oznaczało, że wszyscy jeszcze śpią. Sam przewrócił się na drugi bok, ale to co zobaczył prawie zwaliło go z łóżka. Co go tak przestraszyło? Tuż obok niego leżała skulona najmłodsza Weasleyówna. W ogóle skąd ta dziwna reakcja?-Zachciało mu się śmiać jak teraz o tym pomyślał. Inny facet pewnie by się...ucieszył? Ale skąd jej przyszedł taki pomysł do głowy? Może ona lunatykuje? Harry nie bardzo chciał ją budzić, słodko wyglądała jak śpi...Ledwie zdążył dotknąć jej włosów, żeby je odgarnąć a dziewczyna odwróciła się w jego stronę.
-Hej.-Powiedziała szeptem jakby była to zupełnie normalna sytuacja już chciał zapytać co tu robi, ale ona wygrzebała się spod koca i zaczęła go całować.
-Przyszłam zobaczyć jak słodko śpisz.-Uśmiechnęła się i przytuliła go.
-Kiedy tu w ogóle przyszłaś?-Gdy się uśmiechnęła też zachciało mu się śmiać.
-Jakoś po tym jak Ron zasnął.-Zaśmiała się.-Chyba było jakoś około pierwszej, nie miałam się do kogo przytulić...-Wzruszyła ramionami i przytuliła go.-Przepraszam jeśli narobiłam ci przez to problemów, chyba serio nie powinnam....-Powiedziała z przepraszającą miną przygryzając wargę, jak niby miałby się na nią gniewać?
-Nie...po prostu, trochę się zdziwiłem...-Sam nie wiedział co chciał przez to powiedzieć.-Ale co będzie jeśli Ron się obudzi...
-Rzuciłam Muffliato.-Uśmiechnęła się chytrze a Harry poczuł jak robi mu się gorąco.
-Skąd wiesz o...
-No proszę, jestem dziewczyną Harry'ego Pottera i reaktywowałam w tym roku Gwardię Dumbledore'a.-Zaśmiała się.
-Prawie zapomniałem!-Zażartował.
-To ja już sobie może pójdę...-Wstała z łóżka i już chciała podreptać do drzwi...-Pamiętaj nigdy mnie tu nie było...-Powiedziała szeptem i przycisnęła palec do ust. Jednak Harry nie chciał, żeby już sobie poszła. Nie po takim przywitaniu...-Gdzieś w głębi duszy uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie.-Zatrzymał ją Harry.-Znaczy...zostań tu, skoro już tu jesteś.-Oboje się zaśmiali, Harry cały czas zerkał okiem czy Ron na pewno śpi, ale w końcu jakby co miał niewidkę.
Ginny usadowiła się obok niego i położyła głowę na jego klatce piersiowej jakby wsłuchiwała się w jego serce, a Harry był pewien, że teraz bije jak szalone.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.-Powiedział i pogłaskał ją po włosach.
-Dzięki.
-Ślicznie dziś wyglądasz.-Powiedział, przy innej dziewczynie pewnie nie przyszłoby mu do głowy, żeby tak powiedzieć, ale Ginny była naprawdę piękna nawet od razu po obudzeniu. Na te słowa zachichotała i podniosła głowę. Odgarnęła jego włosy i uśmiechnęła się.
-Dziękuję, ty też.
-Kocham cię Ginny, chyba zdecydowanie zbyt rzadko ci to mówię...
-Też cię kocham.-Położyła głowę na jego ramieniu.-Nie mówisz, ale okazujesz.-Przełożyła jedną nogę przez jego biodro i usiadła na brzuchu. Merlinowi cześć i chwała, że Ron nie łapie legilimencji. Ale ona tak delikatnie gładziła jego policzek, czuł jej śliczny kwiatowy zapach, jej drobne ciało w ogóle go nie przytłaczało, a wręcz czuł się świetnie! Trudno było znieść te wszystkie czynniki udając, że na niego wcale nie działają, choć było zupełnie na odwrót. Gdyby codziennie miał się tak budzić mógłby wstawać choćby o świcie. Nie powinien, ale gdy zaczęła go delikatnie całować wsunął rękę pod jej koszulkę....O MERLINIE ZDECYDOWANIE NIE POWINIEN TEGO ROBIĆ! Pewnie pięciu starszych braci będzie go za to gonić z siekierami, ale on był w końcu tylko zakochany! Chwilę czekał na reakcję, ale ona przycisnęła jego rękę do skóry co można było uznać za ,,tak". Tak przesuwał palcami po jej gładkiej skórze muskając ją delikatnie, za pomocą dotyku wyobrażając sobie wszystkie wcięcia i krągłości na które się natknął.
-To łaskocze.-Zaśmiała się i położyła się na plecach.
-Masz łaskotki?-Zapytał ze śmiechem.
-Taki mój słaby punkt.-Uśmiechnęła się.-Wywieszam białą flagę!-Zaśmiała się i kuliła, gdy Harry ją łaskotał.
-Bardzo mądre posunięcie Ginny.-Uśmiechnął się i już nachylał się, żeby ją pocałować, ale coś jednak było nie tak...
-Co jest Harry?-Zapytała go Ginny a uśmiech zszedł jej z twarzy.-Harry? Harry! Harry!
***********
Otworzył oczy, nad sobą zobaczył rozmazaną postać.
-Harry! Wstawaj! Harry!-Po głosie poznał swojego przyjaciela, który potrząsał go za ramię.
-Już nie śpię! Możesz przestać dobra!-Nałożył okulary i rzeczywiście nie mylił się, nad nim pochylony stał Ron.
-No nareszcie! Wiesz jak trudno cię obudzić! Już chciałem użyć levicorpus!
Obok niego na łóżku nie było nikogo...Coś w środku miało ochotę nawrzeszczeć na Rona za to, że przerwał ten sen...Wciąż szukał na materacu jakichś śladów, aż w końcu zobaczył długi rudy włos i pospiesznie zrzucił go udając, że wygładza poduszkę, na szczęście Ron nie zauważył w tym nic podejrzanego. Więc to się działo naprawdę?! Cholera już nie umiał odróżnić snu od rzeczywistości...Ale możliwe, że Ginny wzięła jego niewidkę i poszła do siebie.
-To idziemy stary?-Przerwał ciszę, na co Harry przytaknął.
-O stary, musiałeś mieć serio zabawny sen.-Zarechotał Ron. ,,Nawet nie wiesz jak bardzo"-Pomyślał Harry.-Gadałeś coś, że jacyś goście będą cię gonić z siekierami.-Parsknął śmiechem a on też się zaśmiał starając się, żeby to zabrzmiało naturalnie.
,,Błagam już mnie nie pytaj o żaden sen!"-Przemknęło mu przez myśl.
-O rany, ciekawe co Ginny powie na prezent ode mnie...-Westchnął Ron, ale Harry był rad ze zmiany tematu.
-Co jej kupiłeś?-Zapytał i obaj weszli na schody.
-To będzie niespodzianka-Uśmiechnął się.
-Super.
-Ta miotła, którą jej dałeś jest świetna! Chyba da polatać braciszkowi, no nie?-Ron uśmiechnął się chytrze.
-Może jak będziesz grzeczny...-Zaśmiał się na co rudzielec przewrócił oczami.
-Wszystkiego najlepszego!-Krzyknął do niej Ron i rzucił jej się w objęcia.
-Tak, tak Ron nie musisz mnie od razu miażdżyć!-Zaśmiała się rudowłosa. Wyglądała tak ślicznie, miała na sobie białą, zwiewną sukienkę i dżinsową kurtkę.
-Nie codziennie ma się siedemnastkę!-Zaśmiał się i wręczył jej złote pudełko. środku był łańcuszek ze srebrnym koniem-jej patronusem.
-Roniu, kochany jesteś!-Przytuliła go.-Dziękuję!
-Nie ma sprawy, ale jak jeszcze raz mnie nazwiesz ,,Roniu"!-Rzucił jej gniewne spojrzenie.
-Groźby są karalne!-Rzuciła Hermiona nie odrywając wzroku od gazety. Harry usadowił się obok Ginny przy stole. Ron i Hermiona zaczęli o czymś dyskutować, nawet nie skupiał się o
co tak się spierają, w myślach miał teraz tylko Ginny...Złapał ją za rękę a ona zwróciła głowę w jego kierunku i uśmiechnęła się. Po sekundzie na stół opadły lewitujące talerze z jedzeniem.
-Dzisiaj jajecznica, mam nadzieję, że utrafiłam kochaneczku.-Powiedziała pani Weasley zasiadając z nimi przy nakrytym już stole.
-Wie pani, że uwielbiam wszystko co wyjdzie z pani kuchni.-Uśmiechnął się serdecznie, a pani Weasley oblała się szkarłatnym rumieńcem.
-Och, kochany jesteś, dziękuję bardzo.-Kobieta uśmiechnęła się szeroko i zaczęła swoje śniadanie.-O, to pewnie Artur!-Wstała od stołu, gdy usłyszała trzask drzwi.
-Dzień dobry, gdzie moja druga ukochana kobieta?-Zapytał od progu i uścisnął Ginny.
-Wszystkiego najlepszego skarbie, niech ci się powodzi w życiu jak najlepiej.-Życzył jej ojciec i poklepał po plecach.-Kocham cię, zawsze będziesz naszą małą córeczką.-Pani Weasley rozpłakała się na dobre.
-Och, mamo a ty znowu płaczesz...-Jęknął Ron, a Hermiona zaśmiała się i tak samo jak pani Weasley otarła łzę wzruszenia.
-Też cię kocham tato.-Wyznała dziewczyna.
Gdy pan Weasley rozebrał buty i usiadł z nimi przy śniadaniu, a pani Weasley opanowała się by już nie płakać zaczęła swoją przemowę:
-Ginny, my z ojcem chcieliśmy przede wszystkim życzyć ci, szczęścia w życiu, abyś spełniła swoje marzenia i pozostała tak samo odważna jak teraz. Trudno mi to mówić, ale...-Przerwała, a po jej policzku znowu zaczęły spływać łzy.-...jesteś już dorosła, odpowiedzialna, niedługo opuścisz ten dom, zmieniłaś się Ginny, ale była to zdecydowana zmiana na lepsze. Jednak nie martwię się tym tak bardzo, gdy są przy tobie inni ludzie otaczający cię troską.-Wskazała na Harry'ego, Hermionę i Rona. Harry czuł się zaszczycony i wzruszony będąc wytypowany do tych osób, które jej zdaniem najlepiej dbały o ich córkę.
-Chcieliśmy dać ci to z matką, bo wiemy, że na pewno cię to bardzo ucieszy.-Zakończył pan Weasley z uśmiechem i podał jej kopertę.
-Ale...-Wydusiła, ale rodzice kiwnęli głowami zachęcając, aby ją otworzyła.
W środku był bilet. Nie byle jaki bilet, Ginny czuła jak ręce jej drżą i nie potrafiła nic z siebie wydusić. Bilet na mecz Harpii z Hollyhead i to jeszcze na najlepszych miejscach!
-Jaa...ale przecież były już wyprzedane!-Wciąż nie mogła w to uwierzyć. Ten mecz tak blisko Harpii...może jeśli by jej się poszczęściło udałoby jej się porozmawiać z Gwenog Jones...-Tak was kocham, dziękuję!-Rzuciła im się na szyję.
Harry widział te iskierki szczęścia w jej oczach, gdy widział ją taką szczęśliwą i pełną energii sam czuł wielką radość. Takiej właśnie partnerki potrzebował, potrafiła go rozbawić i pocieszyć nawet jeśli wisiały nad nim ponure myśli. Już na sam jej widok zawsze pojawiał mu się uśmiech na twarzy. Jeden jej uśmiech i spojrzenie utwierdzało go w przekonaniu co do jej uczuć-ona cię kocha!-Podpowiadał mu za każdym razem głos w jego głowie.
-Cześć rodzinko!-George aportował się za rodzicami i położył rękę na ramieniu matki.
-Czy tyś do reszty zgłupiał, chcesz, żebym dostała zawału przez te twoje głupie....-Zaczęła swoją reprymendę, lecz gdy ucałował Ginny w policzek i składał młodszej siostrze życzenia
serce jej zmiękło. Jakby widziała ich jak kiedyś jako dzieci, które cieszyły się z kolejnego udanego figla...Czy czas specjalnie tak okrutnie żartował sobie z podstarzałej matki...
-Bill wjeżdżaj z tym!-Powiedział do niego George a Bill przeszedł przez drzwi pchając sporej wielkości wózek.
-Chcecie coś z wózka, kochaneczki?-Powiedział przedrzeźniając starszą panią z pociągu Ekspres-Hogwart.
-Co to jest?-Zapytał Ron wybałuszając oczy.
-Jak to co? Hogwartowy starter-pack.-Zaśmiał się George.-Z tymi gadżetami w Hogwarcie...
-Wielkie dzięki!-Powiedziała i przytuliła George.
-Och Ginny, bo zaraz się popłaczę!-Powiedział starszy brat udając, że ociera niewidzialną łzę na co wszyscy parsknęli śmiechem.
-Bill zostaw to już, siadajcie, zaraz dam wam śniadanie!-Powitała ich Molly.
-Nie, dzięki zjedliśmy u George'a.-Odpowiedział Bill na co pani Weasley wróciła na swoje miejsce przy stole.
-Kurde Ginny, nie wiem czego ci mam życzyć skoro jesteś śliczna, masz super faceta.-Mrugnął do Harry'ego.-masz wspaniałych przyjaciół...
-I braci oczywiście!-Wtrącił George, a Ginny zachichotała.
-Tak to też.-Zaśmiał się.-No nie składam najlepiej życzeń, ale proszę.-Podał jej fiolkę.
-Moje ulubione perfumy! Dziękuję, Billy!-Uściskała go.
-Też cię kocham siostro.
-Ej, ludzie, rozumiem ckliwe gadki i tak dalej, ale uwijajcie się trochę.-Popędził ich jeden z bliźniaków.
-Dlaczego?-Zapytał Ron.
-Bo wujaszek Georgie zabiera was na podróż życia!-Wytłumaczył.
-Że gdzie?!-Zapytała zdezorientowana pani Weasley.
-Oj mamusiu, włos im z głowy nie spadnie.-Przyrzekł Bill.
-Zresztą-Wtrącił George.-Wszyscy tutaj zgromadzeni są już dorośli.-Uśmiechnął się cwanie.
-Zawsze chciałeś to powiedzieć, co George?-Zaśmiał się Ron.
-Masz racje, czekam już od dawna na ten dzień, w którym nasza siostra ma siedemnastkę!-Powiedział i oparł się o ramię siostry.
-No to już! Tyłki w troki, pakujcie manatki i wyjeżdżamy!-Ucieszył się George, Ron też chyba bardzo podekscytował się wyjazdem, on i Hermiona od razu pobiegli na górę.
-A i mam takie pytanko.-Zatrzymał ich.-Czy bierzemy ze sobą Percy'ego?-Zażartował świetnie przedrzeźniając poważny głos starszego brata.
-Zróbmy mu tą przyjemność!-Zaśmiała się Ginny.
************
Parę minut później Harry z Ronem byli już spakowani, ale mama postanowiła, że przed ich wyjazdem powinna wyprać ich ubrania.
-Stary to ci nie wyjdzie.-Zaśmiał się Harry. Absurdalność planu Rona naprawdę wywoływała u niego ryk śmiechu.
-Zamknij się. GINNY!-Wrzeszczał pod oknem pokoju Ginny gdzie spała również Hermiona,
stojąc z wielkim koszem na pranie.
-O CO CHODZI!?-Odkrzyknęła do niego siostra otwierając okno na oścież.
-Zrzuć mi wasze rzeczy do prania!-Poprosił i nadstawił kosz.
-JA SWOJE JUŻ DAŁAM MAMIE!-Poinformowała go.
-ALE RZECZY HERMIONY!-Harry musiał się bardzo wysilić, aby nie wybuchnąć śmiechem.
-DOBRA RON, TO PODEJDŹ BLIŻEJ!-Poinstruowała go siostra, a Ron zrobił co mu kazała i puścił do Harry'ego oczko, przyjaciel wciąż jednak z niedowierzaniem kręcił głową.
Po chwili jeszcze bardziej pokochał Ginny za to kim jest. Dziewczyna ze złośliwym uśmieszkiem zrzuciła na brata kołdrę pod której ciężarem się ugiął.
-TO SIĘ PRZYDA DO WYPRANIA!-Zaśmiała się ruda i mrugnęła do Rona, a do Harry'ego wysłała całusa, który przemienił się w czerwonego motyla, który usiadł mu na ramieniu-to była piękna strona magii.-JEŚLI MYŚLAŁEŚ, ŻE CI ZRZUCĘ BIELIZNĘ HERMIONY TO RADZĘ OGRANICZYĆ ROMANSIDŁA!-Odkrzyknęła do niego i zamknęła okno.
-Ta ich kobieca solidarność mnie kiedyś wpędzi do grobu...-Westchnął Ron wciąż nakryty kołdrą, a Harry wybuchnął śmiechem.
*************
Wszyscy byli już spakowani i gotowi do podróży, w międzyczasie jak się pakowali George i Bill wysłali patronusy do reszty braci a oni deportowali się do nory.
-Hej wszystkim, najlepsze życzenia Gin!-Przywitał ich Percy i objął siostrę.-Prezent dam ci później.-Poinformował.
-Dzięki Perce, Charlie też jedzie?-Zwróciła się do George'a-organizatora wycieczki.
-No jasne, on by takiej okazji nie przepuścił.
-No hej kochani!
-No widzisz o wilku mowa.-Zaśmiał się Ron.
-Ginny! Najlepsze życzenia!-Powiedział Charlie obejmując siostrę.-A pamiętam jak cię odprowadzaliśmy na peron po raz pierwszy.-Westchnął.-To dla ciebie.-Podał jej paczkę.
-Dziękuję.-Uścisnęła go ponownie.-Otworzę później.-Powiedziała i schowała do torebki.
-Nie ma za co.-Uśmiechnął się Charlie.
-A co z twoimi smokami?-Zapytał Harry.
-Spokojnie, smokami zajmują się teraz Nathan i Hagrid, lepszej opieki dla nich pod naszą nieobecność nie mogą mieć.-Wytłumaczył.
-Dobra, rozumiem, że wszyscy są już spakowani i gotowi, ta żarówka...-w dłoni uniósł żarówkę.-...to świstoklik, jak odliczę od trzech łapiecie za żarówkę i jesteśmy na biwaku, jasne?-Wszyscy pokiwali głowami.
-To pa, mamo!-Pomachał do niej George.-3...2...1!-Wszyscy złapali za żarówkę i zawirowali, a chwilę później jak powiedział George byli już na miejscu.
-Gdzie jesteśmy?-Zapytała Hermiona.
-Na obrzeżach miasteczka Little Whinging.-Wytłumaczył George z szerokim uśmiechem.
-Wiem gdzie to jest.-Powiedział Harry.-Kiedyś w pobliżu zaatakowali mnie dementorzy.-Wytłumaczył spokojnie.
-Ładnie tu.-Powiedziały chórem Hermiona i Ginny.
-Kurde jest co świętować, oficjalnie wszyscy Weasley'owie są już dorośli! No nie, to trzeba oblać!-Zawołał ucieszony.-A tak się składa, że wujaszek Georgie przypadkiem spakował zapasik ognistej.-Powiedział i wszyscy parsknęli śmiechem.
-,,Przypadkiem"-Zaśmiał się Ron i przewrócił oczami.
Po paru minutach dzięki zaklęciom wszystkie ich namioty były już rozbite
-A Fleur nie chciała jechać?-Zapytała Hermiona piekąc kiełbaskę nad ogniskiem.
-Nie, nie lubi biwaków.-Wyjaśnił Bill.
-To za zdrowie Ginny!-George stuknął różdżką w korek szampana a on wyleciał w górę, Ginny złapała go z nieomylnym instynktem ścigającej.
-Nie dziwię się, że zostałaś kapitanką.-Prychnął Percy.
-No jasne, przecież to ścigająca pierwsza klasa!-Uśmiechnął się George.-No to zdrówko!-Każdy upił szampana.
-Pójdziemy się gdzieś przejść?-Zaproponował Harry Ginny.
-Jasne.-Uśmiechnęła się i zostawiła swoje torby przy namiocie.
-Tylko się nie zgubcie!-Zaśmiał się Ron.
-Spokojnie, znam okolice!-Zaśmiał się Harry i złapał Ginny za rękę.
-Kiedyś mieszkałem w pobliżu. Privet Drive jest nawet niedaleko, chociaż...nie chcę tam wracać.
-Co ci mugole ci zrobili?-Zapytała zmartwiona.-Kiedyś słyszałam, że Dursley'owie są okropni....ale wiesz, głupio pytać o takie złe przeżycia.-Westchnęła i wzięła łyk szampana.
-Trudno to wytłumaczyć, może...łatwiej pokazać...
-Co masz na myśli?-Przysiadła obok niego na jakimś murku.
-Po prostu, zobacz.-Ginny towarzyszył zaskoczony wyraz twarzy.-Chyba powinniśmy wiedzieć o sobie zupełnie wszystko, tak będzie najlepiej.-Pokiwała głową.-Rzuć legilimens.-Poinstruował, zamknął oczy i próbował sobie przypomnieć wszystko co było związane z Dursley'ami.
-Harry, jesteś pewien...
-Tak.-Powiedział twardo i zrobiła to. To było dziwne uczucie, jakby wniknęła w jego wspomnienia, choć tak właśnie było...
Starszy Harry stał z Ginny na Privet Drive i uważnie przyglądał się wydarzeniom.
-To straszne...-Wyszeptała, gdy wuj Vernon zamknął go w komórce pod schodami i oparła się o jego ramię. Pokazał jej jeszcze kilka innych wspomnień.
-I ty całe życie sprzątałeś po tych świniach....Już wiem dlaczego Ron zawsze zabierał cię do nory...
-Wasz dom był tego zupełnym przeciwieństwem. Dobra wracamy.-Powiedział i z powrotem wylądowali na Little Whinging. Na twarzy Ginny malowała się odraza, zauważył samotną łzę.-Nie ma się czym przejmować, można powiedzieć, że jak ostatni raz tam byłem to nawet się pogodziliśmy...-Uśmiechnął się lekko.
-Masz racje, najlepiej można przybliżyć sytuację jak widzi się ją na własne oczy. A skoro już mamy wiedzieć wszystko...-Zaczęła i Harry zrozumiał do czego zmierza.-Moja kolej, żeby ci coś pokazać.-Skupiła się na swoich wspomnieniach zamykając oczy, Harry wziął głęboki oddech i rzucił zaklęcie.
Trójka uczniów-Ginny, Luna i Neville pędzili przez jeden z korytarzy Hogwartu miotając zaklęciami na prawo i lewo.
-Luna!-Wrzasnęła rudowłosa i podbiegła do ciała przyjaciółki unikając zaklęć.
-Macie natychmiast się zatrzymać, bo zaraz stanie się coś gorszego!-Wrzeszczała rozwścieczona Alecto Carrow.
-Ginny!-Wrzasnął Neville a ona szybko zablokowała niewerbalne zaklęcie Carrow tworząc barierę ochronną między dwoma dziewczynami a śmierciożercą.
-Śmiesz stawać na przeciwko Alecto Carrow!-Zaśmiała się szyderczo.
-Neville zabieraj Lunę do skrzydła!
Neville podbiegł do dziewczyn korzystając z bariery Ginny, Harry zastanawiał się jakim cudem wyczarowała barierę, która tak skutecznie odbijała wszystkie zaklęcia Alecto, która waliła w nią z uporem.
-Nie zostawię cię tak samej!-Krzyknął Neville.
-NEVILLE ZABIERAJ LUNĘ DO SKRZYDŁA, JA JUŻ TAK DŁUGO NIE WYTRZYMAM! NO JUŻ!-Wrzasnęła a on zabrał ją na ręce i biegł przed siebie z różdżką w pogotowiu.
Alecto w końcu przebiła barierę i Harry wstrzymał oddech, gdy Ginny z wielką siłą odrzuciło na ścianę.
-Co to ma znaczyć Carrow!?-Zza rogu wyszedł Snape i mówił jak zwykle przeciągając sylaby.
-Trzeba uciszyć tych cholernych buntowników!-Miała szaleństwo w oczach ale jednak przyjście Snape'a trochę uspokoiło Harry'ego.
-Czarny pan dał ci wyraźne instrukcje, te bachory mają być w całości rozumiesz to! ROZUMIESZ TO, ALECTO!-Wrzasnął.
-Przecież jej nie zabijam Snape!-Syknęła.
-Ale lepiej byłoby dla ciebie, gdybyś powstrzymała ten potok złości, bo może się okazać, że Czarny pan nie będzie chciał śmierciożerczyni, która nie umie nad sobą zapanować.-Zakończył i scena się rozmyła. Chwilę później znaleźli się w klasie Obrony Przed Czarną Magią.
-To ci nie będzie potrzebne!-Syknął bliźniak Carrow na Lunę, a ona z powrotem schowała swoje rzeczy. Do klasy weszło jeszcze kilku pierwszaków, Harry już domyślał się co się stanie. Złapał Ginny za rękę, a ona nie odrywała oczu od młodszej wersji siebie.
-Neville...-Zwróciła się do niego śmierciożerczyni i machnęła ręką, żeby wstał.-Zaklęcie Cruciatus.-Powiedziała z wyraźną rozkoszą.-Oto co będziemy dzisiaj robić.
-NIE!-Zaprotestowała Ginny, a przyjaciele spojrzeli na nią z przerażeniem.
-Słucham, panno Weasley?
-Nie rzucę cruciatusa.-Powiedziała spokojnym głosem ale z wielką mocą. Harry'emu bardzo to zaimponowało, Ginny miała swoje zasady.
-Neville, czy mógłbyś wytłumaczyć pannie Weasley jakie to może mieć skutki?-Neville skrzywił się ze strachu.
-Ale...ma racje.-Powiedział Neville i wyprostował się.-Żadne z nas z własnej woli nie rzuci cruciatusa.-Gdyby Harry'emu teraz ktoś powiedział, że Neville to lękliwy fajtłapa roześmiałby się.
-Och, Neville...-Zaczęła łagodnym głosem.-Chyba nie chcesz skończyć jak twoi rodzice!-Syknęła.
-Nie boimy się was! Potrafimy walczyć, a jeśli kiedykolwiek będę odważny jak moi rodzice będę mógł być z siebie dumny!-Na pewno niełatwo było mu wspominać rodziców, którzy byli teraz w świętym Mungu, ale Harry mógł powiedzieć, że pokazał tym wielką klasę i godność.
-Zostaw go!-Krzyknęła Luna, a Ginny rzuciła niewerbalnie expeliarmus, co podrzuciło różdżkę zaskoczonej śmierciożerczyni w górę, Amycus wrzał z wściekłości.
-Jak śmiesz!-Wrzasnął.-Crucio!-Ryknął, Neville i Luna próbowali odbić zaklęcie, ale na cruciatus to nie podziałało. Harry miał dosyć, nie chciał już tego oglądać, to jak krzyczała i zwijała się z bólu i to jaką satysfakcje z tego mieli...
-Już wracamy.-Powiedziała, gdy zobaczyła reakcję Harry'ego.
-Kocham cię Ginny.-Przytulił ją do siebie.
-To jak potraktowali Neville'a...nie mogłam wytrzymać, wiedziałam, że on strasznie cierpi na każde wspomnienie o rodzicach, robili mu to specjalnie, to nie był zwykły cruciatus oni się bawili naszymi myślami, zmartwieniami, gdyby nie Snape...
Harry usiadł a Ginny usiadła mu na kolanach przodem do niego i przytuliła go.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę cię teraz przytulić.-Powiedziała, a Harry poczuł, że głos jej drży.-Też cię kocham.-Dodała.
-Nie rób dla mnie już nigdy nic takiego...-Pokręcił głową.
-Zrobiłbyś to samo Harry, za dobrze cię znam.
-Masz urodziny Ginny, porozmawiajmy o czymś innym.-Powiedział i próbował jakoś odgonić te wspomnienia.-Już cię nigdy nie zostawię...
-Ciekawe co robią...-Zaczęła Ginny wciąż go ściskając, ale chciał, żeby została w jego ramionach.
-Skoro George ma zapas ognistej...-Zaśmiała się, przynajmniej choć trochę poprawił jej humor.
-Pewnie masz racje.-Uśmiechnęła się.
-Chodź, Gin.-Wstał i podał jej rękę.
-Co ty kombinujesz?-Zaśmiała się.
-Myślisz, że zostanę tym aurorem?-Zapytał ze śmiechem.Szli obok siebie, a Harry obejmował Ginny ramieniem.
-Na pewno.-Zapewniła go.-Widzę cię w tej roli, ten mundur, szata i....mięśnie.-Pokiwała głową i uśmiechnęła się. Rzeczywiście ostatnio z chudego, mizernego chłopca, zmienił się, był wyższy, wciąż szczupły, ale miał potrzebną masę, a nie był to tłuszcz.
-Nie przesadzałbym Ginny.-Zaśmiał się.
-Ale to prawda!-Udała oburzenie.
-Ja za to widzę cię jak pędzisz na miotle u boku Gwenog Jones. Z takim drobnym, szczupłym ciałem szybko się przebijesz przez powietrze.-Zamruczał, złapał ją za talię i przyciągnął do siebie.
-Od kiedy to tworzysz poezję, co?-Zażartowała.
-No nie wiem, mówię, co widzę.-Uśmiechnął się zalotnie, pogłaskał ją po policzku, objął ramieniem i jedną ręką głaskał ją po plecach, a drugą trzymał na jej tali.
-Kiedyś sobie obiecałam, że po siedemnastych urodzinach zwiedzę 17 niezwykłych miejsc.-Powiddziała patrząc mu w oczy.-Ale..chyba można by trochę zmienić zasady i zrobić 17 niezwykłych rzeczy.
-Chyba można w to wliczyć dzisiejsze czytanie w myślach, męczące to tak w ogóle.
-Masz rację.-Powiedziała i złączyła ich usta.
*************
-Może trochę ognistej?-Zapytał Percy i zaczął się śmiać jak głupi.
-No widzę, że ktoś tu już nieźle polał.-Zaśmiał się Harry.
-No nauczyłem się dzisiaj bardzo ważnej rzeczy!-Powiedział George poważnym głosem.-że Percy jednak potrafi się dobrze bawić.-Wszyscy bracia parsknęli śmiechem łącznie z Percy'm.
-Że niby ja?-Powiedział niewyraźnym głosem i znowu zaczął się chichrać bez opamiętania.
-Nie wiecie jak się cieszę, że was mam.-Powiedziała Ginny.
-Ja cieie też kocham...siosszyszko.-Czknął Percy i wszyscy pokładali się ze śmiechu.
-No to grę w Quidditcha zostawimy na jutro jak nasz Perce wytrzeźwieje.-Zaśmiał się George i razem z Billem wyczarowali łóżko polowe obok ogniska i przenieśli na nie brata. Ginny dodatkowo wyczarowała koc, który delikatnie na niego opadł przykrywając go.
-Dobranoc Percy, nasza śpiąca królewno.
czwartek, 31 sierpnia 2017
czwartek, 24 sierpnia 2017
15.Niezwykły prezent
Nadeszła noc i nawet w norze zrobiło się cicho. Jednak korzystając z weekendu Hermiona i Ginny postanowiły, że sobie porozmawiają, ot tak jak to dziewczyny, przy tym przeglądały również nowe podręczniki i rozmawiały o nowym roku szkolnym.
-Jak świetnie będzie wrócić do Hogwartu po tym jak to wszystko się zmieniło...-Powiedziała Hermiona rozmarzonym głosem.
-No...mam nadzieję, że dam radę jako kapitanka...
-No jasne, nie bez powodu cię wybrali, świetnie grasz.
-Dzięki, ale nie chcę, żeby Gryffindor spadł nagle na ostatnie miejsce...-Pogłaskała swojego puszka.
-Wszyscy kapitanowie tak mówili.-Zaśmiała się Hermiona.
-Może i tak.-Zachichotała.
-Widziałaś to Ginny? Rzucanie zaklęć bez różdżki!-Powiedziała podekscytowana Hermiona i wskazała jej stronę z podręcznika Obrony przed Czarną Magią.
-No nieźle...-Westchnęła.
-Kiedyś o tym słyszałam, to jest podobno ogromnie trudne.
-Ale musi być też przydatne. Ciekawe kto teraz będzie opiekunem Gryffindoru...Pisali coś o tym w Proroku?
-Nie, nic takiego nie widziałam. Ale już chyba limit najgorszych nauczycieli mamy wykorzystany.-Obie dziewczyny parsknęły śmiechem.
-Transmutacji też ma podobno uczyć teraz ktoś inny...
-No tak, McGonagall już i tak ma teraz dosyć na głowie. A piszesz czasem do Luny?-Zapytała Hermiona, może wciąż miała wyrzuty, że wcześniej nie darzyła jej sympatią...
-Tak, nawet całkiem sporo, może ona i Neville będą razem.-Uśmiechnęła się.
-Byłoby super.
-A ty i Ron nadal jesteście prefektami?
-Tak, to się akurat nie zmieniło.
-No tak, w zeszłym roku Hogwart nie miał prefektów, nikogo to nie obchodziło.
-Ginny to jedyna blizna jaką masz?-Zapytała o znak na karku.
-Tak, nie przejmuj się, to tylko drobnostka.
-To musiało być czarnomagiczne zaklęcie skoro nie da się go usunąć.
-Tak, chyba tak skoro użyła go sama Alecto Carrow.
-Za co?
-Odmówiłam rzucenia klątwy cruciatus, szukali pretekstów, żeby ich torturować, traktowali ich gorzej niż skrzaty domowe!-Hermionie zakręciła się łza w oku.
-Nie musisz kończyć Ginny...-Powiedziała łagodnym głosem, ale sama chyba nie chciała już tego słuchać.
-I wtedy pierwszy raz poznałam co to cruciatus.-Zakończyła.-To znaczy stanęłam na przeciwko Alecto a niewybaczalnych nie da się odbić, niestety Neville i Luna spróbowali i tak samo jak ja mają te znaki.-Wskazała na kark.-Ale inni mają gorsze problemy niż takie blizny, bardziej się wtedy martwiłam o was.-Uśmiechnęła się a Hermiona ją przytuliła.
-Niesamowita jesteś Ginny.-Uśmiechnęła się do niej uprzejmie.-Naprawdę, to śmieszne, ale kiedyś wydawałaś mi się taka cicha.
-Czasem nie trzeba dużo mówić, żeby coś przekazać.-Zaczęła wertować podręcznik z Zielarstwa.
-Chyba masz rację.-Uśmiechnęła się.-Co tam jest?-Zapytała.
-Głównie rośliny wodne, Neville pewnie się ucieszy.-Uśmiechnęła się rudowłosa. Nagle coś białego wleciało do ich pokoju.
-Co to ma być!-Wrzasnęła Hermiona, gdy coś śmignęło tuż nad jej głową.
-To liścik!-Powiedziała Ginny, gdy z refleksem ścigającej złapała go do ręki.
-To pewnie od Rona, on ma czasem takie pomysły...-Westchnęła i wzięła od niej liścik.-Tak jak mówiłam-Od Rona.-Powiedziała po chwili.
-O co mu chodzi?-Zapytała-To znaczy jeśli mogę wiedzieć...-Dodała.
-Czy on oszalał! Żeby o północy wyłazić na spacery!-Ku jej zdziwieniu Ginny parsknęła śmiechem.-O co ci chodzi?-Zapytała zdezorientowana.
-Ron chyba po prostu próbuje być romantyczny, może wyczytał to z tej swojej książki...-Przewróciła oczami.
-Jakiej książki?-Zmarszczyła brwi.
-Nieważne, mój brat ma dziwne zainteresowania.-Z powrotem położyła się na swoim łóżku i przewróciła stronę książki.
-Ale Ginny, tak szczerze to...zgodziłabyś się na moim miejscu?-Gdy padło to pytanie Ginny podniosła wzrok znad książki i usiadła wyprostowana na skraju łóżka.
-On się naprawdę stara Hermiono, może powinnaś trochę odpuścić w końcu są wakacje, już sierpień chyba dobrze byłoby spędzić ten czas razem i jak najlepiej go wykorzystać...Na twoim miejscu pewnie bym się zgodziła.-Zakończyła.
-No dobra, masz rację, odpiszę mu, przebiorę się w coś...no coś innego niż piżama i pójdę!-Powiedziała z uśmiechem.
-I tak trzymać, w Hogwarcie pewnie jeszcze będzie czas na przestudiowanie tych książek.
-Taak, masz rację, właściwie to dziwny pomysł, ale zabawny, podoba mi się.-Zachichotała.-Ale chcesz tu zostać tak sama?
-Mną się nie przejmuj, mam do nadrobienia kilka egzemplarzy magazynów sportowych.-Powiedziała i na dowód wyrzuciła kilka numerów na łóżko.
-Och, skoro już masz te swoje czasopisma sportowe to widzę, że nie będziesz się nudzić.-Zachichotała i z naręczem ubrań wyszła z pokoju cicho zamykając drzwi, aby nikogo nie obudzić.
-Miłej zabawy!
Ginny wciąż chciało się śmiać z tego pomysłu Rona, chociaż Hermiona wyglądała na ucieszoną. Siedząc na łóżku zerknęła na kalendarz i uniosła wyżej różdżkę. Jutro jej urodziny...Co ona gada! Już za parę minut! A może Ron z Hermioną razem coś wymyślili...Włożyła puszka Arnolda do klatki i wypuściła sowę na nocne łowy, a później położyła się na swoim łóżku i zajęła się czasopismami sportowymi. Koniec trasy Harpii w Chicago, teraz są w Miami.-Pomyślała Ginny.-Ale wszystkie bilety już podobno dawno wyprzedane...Wybiła dwunasta. Ginny Weasley to już pełnoletnia czarownica.-Pomyślała. Nagle usłyszała jakieś stuki i zaczęła się rozglądać po pokoju. Myślała, że Hermiona czegoś zapomniała, ale najwyraźniej coś jej się przesłyszało. Ale stuki nie ustawały. Za to, to co zobaczyła za oknem bardzo ją zdziwiło.
-Harry?-Powiedziała szeptem zdziwiona i otwarła okno. Potter na miotle siedział pod jej oknem i uśmiechnął się.
-Kurier, wszystkiego najlepszego od Harry'ego Potter'a!-Powiedział i podał jej kwiaty, Weasley'ówna była tak zszokowana, że nie wiedziała co powiedzieć. W końcu kto o północy spodziewałby się Wybrańca pod swoim oknem?!
-Dziękuję, proszę przekazać temu Potter'owi, że Weasley wysyła całusy.-Uśmiechnęła się do niego szeroko, a kwiaty wstawiła do wazonu.-Wchodź.-Rozwarła okno na oścież.
-Niee...ja wolę polatać!-Wrzasnął i jak pocisk zrobił wielkie kółko i zanim zdążyłaby powiedzieć ,,Weasley" był z powrotem przy oknie.
-Na Merlina, co to za miotła!?-Powiedziała podekscytowana.
-Chyba się nie obrazisz, że postanowiłem ją przetestować...-Uśmiechnął się łobuzersko.-To wskakuj i lecimy!-Nie musiał jej tego dwa razy powtarzać! Narzuciła na siebie czarną pelerynę i wsunęła buty na nogi.
-Gotowa!-Powiedziała z uśmiechem i usadowiła się obok niego.
-Tylko się trzymaj!-Powiedział.-Mocno!-Dodał a Ginny objęła go w pasie.
-Skąd masz tę miotłę!?-Wrzasnęła, żeby przekrzyczeć świst powietrza.
-Ze sklepu!-Odkrzyknął i oboje parsknęli śmiechem, dawno się tak świetnie nie bawiła.
-Dobra, chyba możemy teraz trochę zwolnić.-Uśmiechnął się,a jego włosy były jeszcze bardziej potargane niż zwykle.
-Wiesz może gdzie poszedł Ron?-Zapytał.
-Tak, na randkę z Hermioną.-Zaśmiała się.
-Taa...czasem słyszę jak mówi przez sen ,,Hermiś".-Oboje parsknęli śmiechem.
-Gdzie lecimy?-Przytuliła się do niego.
-Sam jeszcze nie wiem.-Zaśmiał się.
-To Ron i Hermiona!-Powiedziała mu do ucha i wskazała dwie spacerujące postacie w dole.
-Masz racje, to oni.-Wychylił się, aby lepiej widzieć.
-Myślisz, że nas zauważą? Jesteśmy tuż nad ich głowami.
-Nie, pewnie nie, ale na wszelki wypadek...-Powiedział i wzbili się tak wysoko, że pod sobą widzieli chmury.
-Uwielbiam miotły!-Wyznała rudowłosa.
-Powinniśmy chyba gdzieś wylądować...-Stwierdził chłopak, obniżył lot i zaczął się rozglądać nad dobrym miejscem.
-O tu chyba będzie dobrze!-Zauważyła Ginnyi wskazała na jedno ze wzgórz.
-Jak sobie życzysz...-Powiedział i zanurkował w dół, chwilę później byli już na ziemi.
-Mam tylko nadzieję, że prezent ci się spodoba...-Powiedział wybraniec.
-Co ty znowu wymyśliłeś?-Powiedziała podejrzliwie.
Harry wyciągnął różdżkę z kieszeni i zaklęcie zaczęło oplatać miotłę wstążką.-Proszę, to twój prezent Ginny.-Wręczył jej miotłę,którą zdobiła teraz kokarda. Ginny nie wiedziała co powiedzieć.
-Harry, ja nie mogę...-Wybąkała i dopiero teraz zauważyła, że to najnowsza błyskawica, którą ostatnio widziała na wystawie.-Dałeś za nią fortunę, jest twoja, zatrzymaj ją.-Powiedziała i oddała mu ją.
-Teraz jest twoja.-Uśmiechnął się.
-Musiała kosztować fortunę, to jeden z pierwszych egzemplarzy!-Powiedziała oglądając ją dokładnie.
-Zasługujesz na nią Ginny.
-Nie chcę, żeby ludzie myśleli, że chłopak Potter funduje mi drogie prezenty.-Wytłumaczyła.
-Ginny...chciałem ci kupić coś, co będzie dla ciebie stworzone...
-Wystarczy mi, że mam ciebie Harry. Ale dziękuję, to naprawdę duży prezent, ale rzeczywiście niesamowity...
-Serio Ginny, lepiej ci się teraz przyda jesteś kapitanką!
-Naprawdę nie wiem co powiedzieć, ta miotła jest...niezwykła.
-Też tak sądzę, mówię ci, kafle będą wpadać o wiele szybciej.-Zaśmiał się.
-Dziękuję.-Powiedziała a Harry nie spodziewał się, że rzuci mu się w ramiona.
-To tylko miotła Ginny.-Uśmiechnął się.
-Żartujesz sobie! To najlepsza miotła i najszybsza jaką w życiu widziałam!
-Cieszę się, że ci się podoba.
-No jasne, trudno nie zwrócić na nią uwagi. Nie wierzę, że trzymam taką drogą miotłę na rękach...-Zaśmiała się.
-To wracamy?-Zapytał.
-Tak, jeszcze Ron i Hermiona pomyślą, że nas porwali.
-Ale nie sprawdziłaś czy to na pewno ja.-Zaśmiał się.
-Za dobrze cię znam. Zresztą śmierciożercy raczej nie wiedzieliby, że mam urodziny i nie daliby mi miotły w prezencie.
-Fakt.-Zaśmiał się-To wskakuj!-Wskazał jej miejsce na miotle.
-Się robi panie Potter!
Po chwili byli już na miejscu.
-No to dobranoc Ginny!-Powiedział, gdy już byli pod jej oknem, a ona wskoczyła na parapet.
-Hermiony jeszcze nie ma.-Poinformowała go ruda.
-Dobranoc, Harry.-Wychyliła się z okna by poczochrać jego włosy i cmoknęła go w policzek. Nagle drzwi do jej pokoju się otwarły, Harry i Ginny od razu odwrócili głowy w kierunku trzasku. Do środka weszli Ron z Hermioną z ogromnym tortem.
-Dwieście lat Ginny!-Wyściskał ją Ron.
-Ok Ron, już wystarczy tego tarmoszenia!-Zaśmiała się i w końcu brat ją puścił.
-A ty stary co tu robisz?-Zapytał Ron.
-A widzisz to samo co wy, składałem życzenia.-Powiedział i zeskoczył z miotły do środka.
-Zdmuchnij świeczki Ginny.-Powiedziała Hermiona która wciąż trzymała tort.
-Ale może zjedzmy go rano.-Zaśmiała się.
-Do rana to już nic z niego nie zostanie.-Zażartował Ron i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ciekawe co dostaniesz od rodziców...-Rozmyślał Ron.-Jesteś jedyną dziewczyną Weasley.
-No to dosyć interesujące...-Przyznała Hermiona.
-Tak jakoś wyszło.-Zaśmiała się ruda.
-Wybaczcie, ale jestem już śpiący.-Ziewnął Ron.
-Racja, reszta świętowania rano.-Zaśmiała się Hermiona i też cmoknęła Rona w policzek.
-C o to Ginny?-Zapytała Hermiona i spojrzała na miotłę, którą trzymała Ginny.
-Miotła.-Zaśmiała się.
-Jak świetnie będzie wrócić do Hogwartu po tym jak to wszystko się zmieniło...-Powiedziała Hermiona rozmarzonym głosem.
-No...mam nadzieję, że dam radę jako kapitanka...
-No jasne, nie bez powodu cię wybrali, świetnie grasz.
-Dzięki, ale nie chcę, żeby Gryffindor spadł nagle na ostatnie miejsce...-Pogłaskała swojego puszka.
-Wszyscy kapitanowie tak mówili.-Zaśmiała się Hermiona.
-Może i tak.-Zachichotała.
-Widziałaś to Ginny? Rzucanie zaklęć bez różdżki!-Powiedziała podekscytowana Hermiona i wskazała jej stronę z podręcznika Obrony przed Czarną Magią.
-No nieźle...-Westchnęła.
-Kiedyś o tym słyszałam, to jest podobno ogromnie trudne.
-Ale musi być też przydatne. Ciekawe kto teraz będzie opiekunem Gryffindoru...Pisali coś o tym w Proroku?
-Nie, nic takiego nie widziałam. Ale już chyba limit najgorszych nauczycieli mamy wykorzystany.-Obie dziewczyny parsknęły śmiechem.
-Transmutacji też ma podobno uczyć teraz ktoś inny...
-No tak, McGonagall już i tak ma teraz dosyć na głowie. A piszesz czasem do Luny?-Zapytała Hermiona, może wciąż miała wyrzuty, że wcześniej nie darzyła jej sympatią...
-Tak, nawet całkiem sporo, może ona i Neville będą razem.-Uśmiechnęła się.
-Byłoby super.
-A ty i Ron nadal jesteście prefektami?
-Tak, to się akurat nie zmieniło.
-No tak, w zeszłym roku Hogwart nie miał prefektów, nikogo to nie obchodziło.
-Ginny to jedyna blizna jaką masz?-Zapytała o znak na karku.
-Tak, nie przejmuj się, to tylko drobnostka.
-To musiało być czarnomagiczne zaklęcie skoro nie da się go usunąć.
-Tak, chyba tak skoro użyła go sama Alecto Carrow.
-Za co?
-Odmówiłam rzucenia klątwy cruciatus, szukali pretekstów, żeby ich torturować, traktowali ich gorzej niż skrzaty domowe!-Hermionie zakręciła się łza w oku.
-Nie musisz kończyć Ginny...-Powiedziała łagodnym głosem, ale sama chyba nie chciała już tego słuchać.
-I wtedy pierwszy raz poznałam co to cruciatus.-Zakończyła.-To znaczy stanęłam na przeciwko Alecto a niewybaczalnych nie da się odbić, niestety Neville i Luna spróbowali i tak samo jak ja mają te znaki.-Wskazała na kark.-Ale inni mają gorsze problemy niż takie blizny, bardziej się wtedy martwiłam o was.-Uśmiechnęła się a Hermiona ją przytuliła.
-Niesamowita jesteś Ginny.-Uśmiechnęła się do niej uprzejmie.-Naprawdę, to śmieszne, ale kiedyś wydawałaś mi się taka cicha.
-Czasem nie trzeba dużo mówić, żeby coś przekazać.-Zaczęła wertować podręcznik z Zielarstwa.
-Chyba masz rację.-Uśmiechnęła się.-Co tam jest?-Zapytała.
-Głównie rośliny wodne, Neville pewnie się ucieszy.-Uśmiechnęła się rudowłosa. Nagle coś białego wleciało do ich pokoju.
-Co to ma być!-Wrzasnęła Hermiona, gdy coś śmignęło tuż nad jej głową.
-To liścik!-Powiedziała Ginny, gdy z refleksem ścigającej złapała go do ręki.
-To pewnie od Rona, on ma czasem takie pomysły...-Westchnęła i wzięła od niej liścik.-Tak jak mówiłam-Od Rona.-Powiedziała po chwili.
-O co mu chodzi?-Zapytała-To znaczy jeśli mogę wiedzieć...-Dodała.
-Czy on oszalał! Żeby o północy wyłazić na spacery!-Ku jej zdziwieniu Ginny parsknęła śmiechem.-O co ci chodzi?-Zapytała zdezorientowana.
-Ron chyba po prostu próbuje być romantyczny, może wyczytał to z tej swojej książki...-Przewróciła oczami.
-Jakiej książki?-Zmarszczyła brwi.
-Nieważne, mój brat ma dziwne zainteresowania.-Z powrotem położyła się na swoim łóżku i przewróciła stronę książki.
-Ale Ginny, tak szczerze to...zgodziłabyś się na moim miejscu?-Gdy padło to pytanie Ginny podniosła wzrok znad książki i usiadła wyprostowana na skraju łóżka.
-On się naprawdę stara Hermiono, może powinnaś trochę odpuścić w końcu są wakacje, już sierpień chyba dobrze byłoby spędzić ten czas razem i jak najlepiej go wykorzystać...Na twoim miejscu pewnie bym się zgodziła.-Zakończyła.
-No dobra, masz rację, odpiszę mu, przebiorę się w coś...no coś innego niż piżama i pójdę!-Powiedziała z uśmiechem.
-I tak trzymać, w Hogwarcie pewnie jeszcze będzie czas na przestudiowanie tych książek.
-Taak, masz rację, właściwie to dziwny pomysł, ale zabawny, podoba mi się.-Zachichotała.-Ale chcesz tu zostać tak sama?
-Mną się nie przejmuj, mam do nadrobienia kilka egzemplarzy magazynów sportowych.-Powiedziała i na dowód wyrzuciła kilka numerów na łóżko.
-Och, skoro już masz te swoje czasopisma sportowe to widzę, że nie będziesz się nudzić.-Zachichotała i z naręczem ubrań wyszła z pokoju cicho zamykając drzwi, aby nikogo nie obudzić.
-Miłej zabawy!
Ginny wciąż chciało się śmiać z tego pomysłu Rona, chociaż Hermiona wyglądała na ucieszoną. Siedząc na łóżku zerknęła na kalendarz i uniosła wyżej różdżkę. Jutro jej urodziny...Co ona gada! Już za parę minut! A może Ron z Hermioną razem coś wymyślili...Włożyła puszka Arnolda do klatki i wypuściła sowę na nocne łowy, a później położyła się na swoim łóżku i zajęła się czasopismami sportowymi. Koniec trasy Harpii w Chicago, teraz są w Miami.-Pomyślała Ginny.-Ale wszystkie bilety już podobno dawno wyprzedane...Wybiła dwunasta. Ginny Weasley to już pełnoletnia czarownica.-Pomyślała. Nagle usłyszała jakieś stuki i zaczęła się rozglądać po pokoju. Myślała, że Hermiona czegoś zapomniała, ale najwyraźniej coś jej się przesłyszało. Ale stuki nie ustawały. Za to, to co zobaczyła za oknem bardzo ją zdziwiło.
-Harry?-Powiedziała szeptem zdziwiona i otwarła okno. Potter na miotle siedział pod jej oknem i uśmiechnął się.
-Kurier, wszystkiego najlepszego od Harry'ego Potter'a!-Powiedział i podał jej kwiaty, Weasley'ówna była tak zszokowana, że nie wiedziała co powiedzieć. W końcu kto o północy spodziewałby się Wybrańca pod swoim oknem?!
-Dziękuję, proszę przekazać temu Potter'owi, że Weasley wysyła całusy.-Uśmiechnęła się do niego szeroko, a kwiaty wstawiła do wazonu.-Wchodź.-Rozwarła okno na oścież.
-Niee...ja wolę polatać!-Wrzasnął i jak pocisk zrobił wielkie kółko i zanim zdążyłaby powiedzieć ,,Weasley" był z powrotem przy oknie.
-Na Merlina, co to za miotła!?-Powiedziała podekscytowana.
-Chyba się nie obrazisz, że postanowiłem ją przetestować...-Uśmiechnął się łobuzersko.-To wskakuj i lecimy!-Nie musiał jej tego dwa razy powtarzać! Narzuciła na siebie czarną pelerynę i wsunęła buty na nogi.
-Gotowa!-Powiedziała z uśmiechem i usadowiła się obok niego.
-Tylko się trzymaj!-Powiedział.-Mocno!-Dodał a Ginny objęła go w pasie.
-Skąd masz tę miotłę!?-Wrzasnęła, żeby przekrzyczeć świst powietrza.
-Ze sklepu!-Odkrzyknął i oboje parsknęli śmiechem, dawno się tak świetnie nie bawiła.
-Dobra, chyba możemy teraz trochę zwolnić.-Uśmiechnął się,a jego włosy były jeszcze bardziej potargane niż zwykle.
-Wiesz może gdzie poszedł Ron?-Zapytał.
-Tak, na randkę z Hermioną.-Zaśmiała się.
-Taa...czasem słyszę jak mówi przez sen ,,Hermiś".-Oboje parsknęli śmiechem.
-Gdzie lecimy?-Przytuliła się do niego.
-Sam jeszcze nie wiem.-Zaśmiał się.
-To Ron i Hermiona!-Powiedziała mu do ucha i wskazała dwie spacerujące postacie w dole.
-Masz racje, to oni.-Wychylił się, aby lepiej widzieć.
-Myślisz, że nas zauważą? Jesteśmy tuż nad ich głowami.
-Nie, pewnie nie, ale na wszelki wypadek...-Powiedział i wzbili się tak wysoko, że pod sobą widzieli chmury.
-Uwielbiam miotły!-Wyznała rudowłosa.
-Powinniśmy chyba gdzieś wylądować...-Stwierdził chłopak, obniżył lot i zaczął się rozglądać nad dobrym miejscem.
-O tu chyba będzie dobrze!-Zauważyła Ginnyi wskazała na jedno ze wzgórz.
-Jak sobie życzysz...-Powiedział i zanurkował w dół, chwilę później byli już na ziemi.
-Mam tylko nadzieję, że prezent ci się spodoba...-Powiedział wybraniec.
-Co ty znowu wymyśliłeś?-Powiedziała podejrzliwie.
Harry wyciągnął różdżkę z kieszeni i zaklęcie zaczęło oplatać miotłę wstążką.-Proszę, to twój prezent Ginny.-Wręczył jej miotłę,którą zdobiła teraz kokarda. Ginny nie wiedziała co powiedzieć.
-Harry, ja nie mogę...-Wybąkała i dopiero teraz zauważyła, że to najnowsza błyskawica, którą ostatnio widziała na wystawie.-Dałeś za nią fortunę, jest twoja, zatrzymaj ją.-Powiedziała i oddała mu ją.
-Teraz jest twoja.-Uśmiechnął się.
-Musiała kosztować fortunę, to jeden z pierwszych egzemplarzy!-Powiedziała oglądając ją dokładnie.
-Zasługujesz na nią Ginny.
-Nie chcę, żeby ludzie myśleli, że chłopak Potter funduje mi drogie prezenty.-Wytłumaczyła.
-Ginny...chciałem ci kupić coś, co będzie dla ciebie stworzone...
-Wystarczy mi, że mam ciebie Harry. Ale dziękuję, to naprawdę duży prezent, ale rzeczywiście niesamowity...
-Serio Ginny, lepiej ci się teraz przyda jesteś kapitanką!
-Naprawdę nie wiem co powiedzieć, ta miotła jest...niezwykła.
-Też tak sądzę, mówię ci, kafle będą wpadać o wiele szybciej.-Zaśmiał się.
-Dziękuję.-Powiedziała a Harry nie spodziewał się, że rzuci mu się w ramiona.
-To tylko miotła Ginny.-Uśmiechnął się.
-Żartujesz sobie! To najlepsza miotła i najszybsza jaką w życiu widziałam!
-Cieszę się, że ci się podoba.
-No jasne, trudno nie zwrócić na nią uwagi. Nie wierzę, że trzymam taką drogą miotłę na rękach...-Zaśmiała się.
-To wracamy?-Zapytał.
-Tak, jeszcze Ron i Hermiona pomyślą, że nas porwali.
-Ale nie sprawdziłaś czy to na pewno ja.-Zaśmiał się.
-Za dobrze cię znam. Zresztą śmierciożercy raczej nie wiedzieliby, że mam urodziny i nie daliby mi miotły w prezencie.
-Fakt.-Zaśmiał się-To wskakuj!-Wskazał jej miejsce na miotle.
-Się robi panie Potter!
Po chwili byli już na miejscu.
-No to dobranoc Ginny!-Powiedział, gdy już byli pod jej oknem, a ona wskoczyła na parapet.
-Hermiony jeszcze nie ma.-Poinformowała go ruda.
-Dobranoc, Harry.-Wychyliła się z okna by poczochrać jego włosy i cmoknęła go w policzek. Nagle drzwi do jej pokoju się otwarły, Harry i Ginny od razu odwrócili głowy w kierunku trzasku. Do środka weszli Ron z Hermioną z ogromnym tortem.
-Dwieście lat Ginny!-Wyściskał ją Ron.
-Ok Ron, już wystarczy tego tarmoszenia!-Zaśmiała się i w końcu brat ją puścił.
-A ty stary co tu robisz?-Zapytał Ron.
-A widzisz to samo co wy, składałem życzenia.-Powiedział i zeskoczył z miotły do środka.
-Zdmuchnij świeczki Ginny.-Powiedziała Hermiona która wciąż trzymała tort.
-Ale może zjedzmy go rano.-Zaśmiała się.
-Do rana to już nic z niego nie zostanie.-Zażartował Ron i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ciekawe co dostaniesz od rodziców...-Rozmyślał Ron.-Jesteś jedyną dziewczyną Weasley.
-No to dosyć interesujące...-Przyznała Hermiona.
-Tak jakoś wyszło.-Zaśmiała się ruda.
-Wybaczcie, ale jestem już śpiący.-Ziewnął Ron.
-Racja, reszta świętowania rano.-Zaśmiała się Hermiona i też cmoknęła Rona w policzek.
-C o to Ginny?-Zapytała Hermiona i spojrzała na miotłę, którą trzymała Ginny.
-Miotła.-Zaśmiała się.
środa, 16 sierpnia 2017
14.Tajemniczy znak
Ostatniej nocy Harry, Ron, Ginny i Hermiona rozmawiali o powrocie do Hogwartu, Harry i Ginny opowiedzieli im również o tym, jak to byli w szkole i spotkali Aberfortha oraz jak babcia Neville'a próbowała go wyswatać z Ginny. Ginny słodko spała zwinięta na swoim łóżku jeszcze niczego nieświadoma. Jej brązowa sowa wróciła do klatki po nocnych łowach i teraz czyściła swoje pióra. Na jej biurku leżał już stos nowych książek, pióro i nie dokończony list, który miała wysłać do Neville'a. Obok klatki ze Świstoświnką stała druga, mniejsza z pufkiem pigmejskim-Arnoldem. Na jej zegarku, który leżał obok różdżki na stoliku nocnym wskazówka przesunęła się, była dziewiąta. Harry razem z Ginny właśnie powinni byli deportować się do hodowli. Zegarek zaczął tikać, a sowa kłapać dziobem. Gdyby nie to dziewczyna chyba nadal spałaby w najlepsze. Wygrzebała się spod kołdry i spojrzała na zegarek. O Merlinie, już dziewiąta! Zerwała się z łóżka jak oparzona i pospiesznie wygrzebała z szafy dżinsy i jakąś koszulkę. Wzięła jeszcze różdżkę i zegarek, wskazówka na nim tkwiła na ,,w pracy". Świetnie, a więc już są spóźnieni! Już miała pobiec do łazienki, ale zawróciła. Trzeba obudzić Harry'ego.-Pomyślała i pognała w kierunku pokoju jego i Rona. Zapukała szybko, ale nikt nie odpowiedział-tak jak myślała. Weszła więc bez zaproszenia, Harry i Ron jeszcze spali.
-Harry, wstawaj! Harry, jesteśmy spóźnieni! HARRY!-Potrząsała nim i nic. I weź tu spróbuj go dobudzić...No dobra Ginny, jak zwykle masz arcy kretyńskie pomysły...-Pomyślała sobie, bo naszła ją pewna myśl i jak pomyślała tak zrobiła. Szybko pocałowała chłopaka w usta.
-Co jest!-Zerwał się od razu.
-Już dziewiąta, jesteśmy spóźnieni!-Powiedziała ostro.
-O Merlinie!-Nałożył okulary na nos, wziął potrzebne rzeczy i oboje pognali w stronę łazienki.
Parę minut później zeszli na dół, porwali po jednej kanapce ze stołu i szybko się deportowali.
-O, dobrze, że już jesteście.-Powiedział Charlie z uśmiechem, a Harry z Ginny wymienili swoje spojrzenia pod tytułem ,,Uff...chyba nie zauważył". W hodowli wykonali swoje codzienne obowiązki i przyszedł czas na naukę latania.
-Dasz radę.-Ginny dopingowała smoka i przyłożyła swoją głowę do jego łba. Wszystkie inne smoki, które były jego rodzeństwem potrafiły już latać, tylko ten jeden im został...
-Coś wiem o tym jak to jest być odmieńcem.-Zaśmiał się Harry i w momencie kiedy Ginny odgarnęła włosy na bok zauważył coś, co go zaniepokoiło. Była to blizna składająca się z czterech kresek-3 pionowych i jednej poziomej, która jakby je przecinała.
-Co to jest?-Dotknął jej karku.
-Widzisz trudno to wytłumaczyć. Carrowowie wyżłobili te znaki mi, Neville'owi i Lunie. Sprawdzałam ten symbol i wiem, że to oznacza Zdrajców Krwi. Carrowowie zostawiali różne takie symbole wymyślone przez rody czarodziejów czystej krwi w różnych miejscach.
-To straszne, dlaczego akurat wy...
-No wiesz...bunt, tajna organizacja, sprzeciw i tak dalej, różne były przewinienia...
Może mogłeś jednak o to nie pytać.-Zbeształ się w myślach.
-Nie mogliśmy inaczej Harry, uwierz, nie mogliśmy stosować Cruciatusa na niewinnych pierwszakach...
-Wiem, rozumiem to...-Westchnął.
-Patrz, wzbił się!-Powiedziała Ginny wskazując na smoka, wsiadła na swoją miotłę i po chwili go dogoniła.
-Łał, jest bardzo szybki!-Powiedział Harry już w górze.
-Cześć!-Przywitał ich Ron, gdy wylądowali na dole.
-Ron?-Powiedziała zdziwiona Ginny.
-No widzę, że wasz entuzjazm jest ogromny.-Zaśmiał się Ron.
-Po prostu...ty tutaj, to trochę zaskakujące...
-Och, no wiecie Hermiona poszła na zakupy, więc nie będzie jej pewnie dobre parę godzin, a mi się już zaczynało nudzić, to pomyślałem, że was odwiedzę.
-No to chodź, pokażemy ci smoki.
Gdy już skończyli pracę wrócili do domu razem z Ronem.
-No i mówiłem, że jeszcze jej nie będzie!-Powiedział Ron z satysfakcją.-Ja tego nie rozumiem ile można wybierać jakąś bluzkę czy sukienkę....-Westchnął.
-Bo ty nic nie rozumiesz Ron, nie pomyślałeś nigdy o tym, że robi to bo chce ci się podobać!-Wyjaśniła mu Ginny.
-Emm...no ale...i tak mi się podoba, Ginny.-Powiedział trochę nieśmiało.
-To dobrze.-Uśmiechnęła się.-I pomyśleć, że kiedyś w to wątpiła...
-Och, już jesteście!-Powiedziała pani Weasley, ale po chwili uśmiech zszedł jej z twarzy.-Musimy uprzątnąć rzeczy Freda.-Westchnęła. Minęło już tyle czasu a jego stare rzeczy, które zostawił po przeprowadzce nadal leżały na strychu.
-Ja się tym zajmę, mamo.-Powiedziała Ginny, zapewne nie chcąc, aby pani Weasley znów się rozpłakała.
-Pomogę ci.-Zadeklarował Harry.
-Ja też.-Powiedział Ron.
Cała trójka udała się na górę i po tym jak Ginny rzuciła na ich poltergeista zaklęcie Jęzlep wzięli się do roboty. Ron zawahał się, ale otworzył pierwsze pudło. W środku była mała, dziecięca miotełka Freda.
-Pamiętam, jak na niej śmigał, zawsze chciałem, żeby mi ją pożyczał...-Ron obracał rączkę małej miotełki w rękach.
-Urocza.-Uśmiechnęła się Ginny.-O, Harry, jesteś na tym zdjęciu!-Ginny wskazała jego w stroju Quidditcha ze Złotym Zniczem w ręce, obok niego stał cały ówczesny skład drużyny,a w tym również Fred i George jako pałkarze.
-No, to zdjęcie z pierwszej klasy.-Harry wziął fotografię do ręki, żeby lepiej się jej przyjrzeć.
Wszyscy śmiali się, Fred i George zamachnęli się pałkami, Angelina Johnson podrzucała kafla, a Oliver Wood próbował utrzymać tłuczki.
-Jaki byłeś mały Harry.-Zarechotał Ron.
-Ty też taki byłeś.-Zaśmiała się Ginny.-O, a to Percy!-Cała trójka parsknęła śmiechem, gdy to zobaczyła. Percy miał na sobie zwisającą z niego jak z wieszaka, za dużą szatę ojca i z wyniosłą miną groził palcem George'owi i Fredowi, a oni ryczeli ze śmiechu.
-To takie prawdziwe...-Zaśmiał się Ron.-Zapędy na prefekta już od najmłodszych lat!
-To chyba było w święta.-Harry wziął do ręki zdjęcie, na którym byli wszyscy Weasley'owie w domowej roboty swetrach.
-Mam kopię tego zdjęcia w pokoju!-Powiedziała Ginny.-Doskonale pamiętam kiedy było zrobione...Fred i George byli wtedy na pierwszym roku i przyjechali na święta.
-Taa...jak przyjechali cieszyliśmy się jak głupi.-Zaśmiał się Ron. To były czasy...I te sweterki mamy, przez te wszystkie lata naprawdę polubiłem kasztanowy kolor.-Uśmiechnął się Ron.-Albo jak brałaś czerwone prześcieradło i udawałaś, że to strój do Quidditcha.-Parsknął Ron.
-Noo...pamiętam to!-Zaśmiała się.
-Urodzona ścigająca!-Uśmiechnął się Harry.
-To jest dopiero urocze i pomyśl Ginny, że Fred trzymał to w swoich rzeczach.-Ron podał jej kolejne zdjęcie. To było u ciotki Muriel, rok temu jeszcze przed wojną. Głowa Ginny spoczywała na ramieniu Freda, widać było, że jest zmartwiona, brat obejmował ją ramieniem i pocieszał.
-To musiało być niedawno, prawda?-Dopytał Harry.
-Tak, jak przyjechałam na zeszłe święta do ciotki Muriel. Pamiętam jak wyczekiwaliśmy jakichś informacji na Potterwarcie. Najbardziej niespokojne święta...Ale zostawię sobie to zdjęcie.-Powiedziała Ginny po chwili milczenia i schowała je do kieszeni.
-Tutaj jesteście!-Po schodkach na strych weszła Hermiona.
-No w końcu wróciłaś!-Powiedział ucieszony Ron a Hermiona powitała go cmoknięciem w policzek.
-Nie było mnie jakieś dwie godziny, a ty już się tak stęskniłeś!-Zaśmiała się Hermiona.-Ale dla ciebie też coś kupiłam, proszę.-Podała mu jakąś płaską, prostokątną paczkę.
-Kociołki grylażowe! Jak ty mnie dobrze znasz...-Uśmiechnął się Ron i objął ją ramieniem.
-Co tu tak w ogóle robicie?-Zapytała.
-Przeglądaliśmy rzeczy Freda.-Wyjaśniła Ginny i właśnie włożyła do dużego worka jakieś pudełko.
-No...ostatnim razem jak mama próbowała wyrzucać jego rzeczy to płakała w jego stary szalik...-Ron skrzywił się.
-To straszne.-Pisnęła Hermiona.-Pomogę wam.
Razem w czwórkę wynosili ze strychu masę pudeł ze starymi zabawkami Freda, jego prototypami i ubraniami. Hermiona i Harry z chęcią oglądali zdjęcia, które były w rzeczach Freda. Wszystkie fotografie przekazali mamie.
-Zostawię je i włożę do naszego albumu.-Pani Weasley uśmiechnęła się, ale nie był to jej szczery uśmiech...Jedno ze zdjęć Freda, które było już w ramie postawiła na komodzie przy swoim łóżku. Teraz Harry zauważył, że cała jej komoda była zastawiona mnóstwem zdjęć, przede wszystkim były tam zdjęcia całej rodziny, ale też każdego jej członka z osobna. Zauważył na nich małego Rona ze zdziwioną miną, Ginny, która wpakowała się do wózka Freda i George'a mając nadzieję, że nikt jej nie zauważył i w ten sposób dostanie się do Hogwartu. Były jeszcze zdjęcia Percy'ego, Charlie'ego (jak zwykle przy jakimś smoku) i Billa zanim jeszcze został pokiereszowany.
-Pani Weasley, rozmawiałam dzisiaj z moimi rodzicami i dzisiaj wezmę moje rzeczy i na koniec wakacji zamieszkam z rodzicami. Nie będę już sprawiać kłopotu, wszystko wróciło do normy.
-Ależ kochanie, to nie żaden kłopot!-Zaprzeczyła pani Weasley.
-Chcesz się wyprowadzić i nic mi nie powiedziałaś!-Żachnął się Ron.
-Nie mogę ciągle tu mieszkać.
-Dlaczego? Zgadzasz się, prawda mamo?-Ron oczekiwał jej odpowiedzi.
-Oczywiście, to żaden problem. A myślę, że łatwiej będzie jeśli zostaniesz tutaj, bo z Ronem nie będziecie musieli się do siebie deportować.
-Zostań Hermiono, dzisiaj sobie pogawędzimy.-Uśmiechnęła się do niej Ginny.
-O Boże Ginny co ty masz na szyi!-Powiedziała przerażona Hermiona. Harry już wiedział co to, ale Ron wyglądał na równie zdziwionego co Hermiona, więc też pewnie nie wiedział.
-Ginny, co to za znak?-Zapytał Ron.
-Ron dałbyś Ginny spokój, przeszła przez wiele traumatycznych chwil i nie powinieneś jej o nich przypominać!-Zbeształa go matka.
-Och, daj spokój mamo...-Ginny przewróciła oczami.
-Mówisz ,,daj spokój" ale wiem jak to z tobą jest skarbie.-Pani Weasley pogładziła jej włosy.-Na przyszłość może bądź delikatniejszy Ron!
-Ale jednak powinni wiedzieć.Uśmiechnęła się lekko do Harry'ego.
Gdy siedzieli w salonie Ginny o wszystkim im opowiedziała od początku roku szkolnego do samego końca, tłumacząc przy tym pochodzenie jej blizny.
-Na Brodę Merlina!-Powiedział Ron wybałuszając oczy.-To straszne!
-Ale...my byśmy zauważyli!-Powiedziała zdziwiona Hermiona, zapewne chodziło jej o znak na karku.
-Zwykle używałam paru zaklęć, żeby to zakryć, ale dzisiaj rano mi się spieszyło i o tym zapomniałam.
-Czemu nam nie powiedziałaś!?-Zapytał Ron.
-Nie chciałam się chwalić czymś takim...
-Wiesz przecież, że to dla nas nic nie znaczy...-Pocieszył ją Harry i przytulił.
-Harry ma rację i tak wszyscy cię kochamy...-Uśmiechnął się Ron.
-Dzięki, ja też was kocham.
-Chyba przemyślę sprawę przeprowadzki...Trudno byłoby mi was zostawić, czuję się jak część tej rodziny. Powiedziała Hermiona.
-W końcu zaczyna gadać z sensem.-Powiedział Ron i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Harry, wstawaj! Harry, jesteśmy spóźnieni! HARRY!-Potrząsała nim i nic. I weź tu spróbuj go dobudzić...No dobra Ginny, jak zwykle masz arcy kretyńskie pomysły...-Pomyślała sobie, bo naszła ją pewna myśl i jak pomyślała tak zrobiła. Szybko pocałowała chłopaka w usta.
-Co jest!-Zerwał się od razu.
-Już dziewiąta, jesteśmy spóźnieni!-Powiedziała ostro.
-O Merlinie!-Nałożył okulary na nos, wziął potrzebne rzeczy i oboje pognali w stronę łazienki.
Parę minut później zeszli na dół, porwali po jednej kanapce ze stołu i szybko się deportowali.
-O, dobrze, że już jesteście.-Powiedział Charlie z uśmiechem, a Harry z Ginny wymienili swoje spojrzenia pod tytułem ,,Uff...chyba nie zauważył". W hodowli wykonali swoje codzienne obowiązki i przyszedł czas na naukę latania.
-Dasz radę.-Ginny dopingowała smoka i przyłożyła swoją głowę do jego łba. Wszystkie inne smoki, które były jego rodzeństwem potrafiły już latać, tylko ten jeden im został...
-Coś wiem o tym jak to jest być odmieńcem.-Zaśmiał się Harry i w momencie kiedy Ginny odgarnęła włosy na bok zauważył coś, co go zaniepokoiło. Była to blizna składająca się z czterech kresek-3 pionowych i jednej poziomej, która jakby je przecinała.
-Co to jest?-Dotknął jej karku.
-Widzisz trudno to wytłumaczyć. Carrowowie wyżłobili te znaki mi, Neville'owi i Lunie. Sprawdzałam ten symbol i wiem, że to oznacza Zdrajców Krwi. Carrowowie zostawiali różne takie symbole wymyślone przez rody czarodziejów czystej krwi w różnych miejscach.
-To straszne, dlaczego akurat wy...
-No wiesz...bunt, tajna organizacja, sprzeciw i tak dalej, różne były przewinienia...
Może mogłeś jednak o to nie pytać.-Zbeształ się w myślach.
-Nie mogliśmy inaczej Harry, uwierz, nie mogliśmy stosować Cruciatusa na niewinnych pierwszakach...
-Wiem, rozumiem to...-Westchnął.
-Patrz, wzbił się!-Powiedziała Ginny wskazując na smoka, wsiadła na swoją miotłę i po chwili go dogoniła.
-Łał, jest bardzo szybki!-Powiedział Harry już w górze.
-Cześć!-Przywitał ich Ron, gdy wylądowali na dole.
-Ron?-Powiedziała zdziwiona Ginny.
-No widzę, że wasz entuzjazm jest ogromny.-Zaśmiał się Ron.
-Po prostu...ty tutaj, to trochę zaskakujące...
-Och, no wiecie Hermiona poszła na zakupy, więc nie będzie jej pewnie dobre parę godzin, a mi się już zaczynało nudzić, to pomyślałem, że was odwiedzę.
-No to chodź, pokażemy ci smoki.
Gdy już skończyli pracę wrócili do domu razem z Ronem.
-No i mówiłem, że jeszcze jej nie będzie!-Powiedział Ron z satysfakcją.-Ja tego nie rozumiem ile można wybierać jakąś bluzkę czy sukienkę....-Westchnął.
-Bo ty nic nie rozumiesz Ron, nie pomyślałeś nigdy o tym, że robi to bo chce ci się podobać!-Wyjaśniła mu Ginny.
-Emm...no ale...i tak mi się podoba, Ginny.-Powiedział trochę nieśmiało.
-To dobrze.-Uśmiechnęła się.-I pomyśleć, że kiedyś w to wątpiła...
-Och, już jesteście!-Powiedziała pani Weasley, ale po chwili uśmiech zszedł jej z twarzy.-Musimy uprzątnąć rzeczy Freda.-Westchnęła. Minęło już tyle czasu a jego stare rzeczy, które zostawił po przeprowadzce nadal leżały na strychu.
-Ja się tym zajmę, mamo.-Powiedziała Ginny, zapewne nie chcąc, aby pani Weasley znów się rozpłakała.
-Pomogę ci.-Zadeklarował Harry.
-Ja też.-Powiedział Ron.
Cała trójka udała się na górę i po tym jak Ginny rzuciła na ich poltergeista zaklęcie Jęzlep wzięli się do roboty. Ron zawahał się, ale otworzył pierwsze pudło. W środku była mała, dziecięca miotełka Freda.
-Pamiętam, jak na niej śmigał, zawsze chciałem, żeby mi ją pożyczał...-Ron obracał rączkę małej miotełki w rękach.
-Urocza.-Uśmiechnęła się Ginny.-O, Harry, jesteś na tym zdjęciu!-Ginny wskazała jego w stroju Quidditcha ze Złotym Zniczem w ręce, obok niego stał cały ówczesny skład drużyny,a w tym również Fred i George jako pałkarze.
-No, to zdjęcie z pierwszej klasy.-Harry wziął fotografię do ręki, żeby lepiej się jej przyjrzeć.
Wszyscy śmiali się, Fred i George zamachnęli się pałkami, Angelina Johnson podrzucała kafla, a Oliver Wood próbował utrzymać tłuczki.
-Jaki byłeś mały Harry.-Zarechotał Ron.
-Ty też taki byłeś.-Zaśmiała się Ginny.-O, a to Percy!-Cała trójka parsknęła śmiechem, gdy to zobaczyła. Percy miał na sobie zwisającą z niego jak z wieszaka, za dużą szatę ojca i z wyniosłą miną groził palcem George'owi i Fredowi, a oni ryczeli ze śmiechu.
-To takie prawdziwe...-Zaśmiał się Ron.-Zapędy na prefekta już od najmłodszych lat!
-To chyba było w święta.-Harry wziął do ręki zdjęcie, na którym byli wszyscy Weasley'owie w domowej roboty swetrach.
-Mam kopię tego zdjęcia w pokoju!-Powiedziała Ginny.-Doskonale pamiętam kiedy było zrobione...Fred i George byli wtedy na pierwszym roku i przyjechali na święta.
-Taa...jak przyjechali cieszyliśmy się jak głupi.-Zaśmiał się Ron. To były czasy...I te sweterki mamy, przez te wszystkie lata naprawdę polubiłem kasztanowy kolor.-Uśmiechnął się Ron.-Albo jak brałaś czerwone prześcieradło i udawałaś, że to strój do Quidditcha.-Parsknął Ron.
-Noo...pamiętam to!-Zaśmiała się.
-Urodzona ścigająca!-Uśmiechnął się Harry.
-To jest dopiero urocze i pomyśl Ginny, że Fred trzymał to w swoich rzeczach.-Ron podał jej kolejne zdjęcie. To było u ciotki Muriel, rok temu jeszcze przed wojną. Głowa Ginny spoczywała na ramieniu Freda, widać było, że jest zmartwiona, brat obejmował ją ramieniem i pocieszał.
-To musiało być niedawno, prawda?-Dopytał Harry.
-Tak, jak przyjechałam na zeszłe święta do ciotki Muriel. Pamiętam jak wyczekiwaliśmy jakichś informacji na Potterwarcie. Najbardziej niespokojne święta...Ale zostawię sobie to zdjęcie.-Powiedziała Ginny po chwili milczenia i schowała je do kieszeni.
-Tutaj jesteście!-Po schodkach na strych weszła Hermiona.
-No w końcu wróciłaś!-Powiedział ucieszony Ron a Hermiona powitała go cmoknięciem w policzek.
-Nie było mnie jakieś dwie godziny, a ty już się tak stęskniłeś!-Zaśmiała się Hermiona.-Ale dla ciebie też coś kupiłam, proszę.-Podała mu jakąś płaską, prostokątną paczkę.
-Kociołki grylażowe! Jak ty mnie dobrze znasz...-Uśmiechnął się Ron i objął ją ramieniem.
-Co tu tak w ogóle robicie?-Zapytała.
-Przeglądaliśmy rzeczy Freda.-Wyjaśniła Ginny i właśnie włożyła do dużego worka jakieś pudełko.
-No...ostatnim razem jak mama próbowała wyrzucać jego rzeczy to płakała w jego stary szalik...-Ron skrzywił się.
-To straszne.-Pisnęła Hermiona.-Pomogę wam.
Razem w czwórkę wynosili ze strychu masę pudeł ze starymi zabawkami Freda, jego prototypami i ubraniami. Hermiona i Harry z chęcią oglądali zdjęcia, które były w rzeczach Freda. Wszystkie fotografie przekazali mamie.
-Zostawię je i włożę do naszego albumu.-Pani Weasley uśmiechnęła się, ale nie był to jej szczery uśmiech...Jedno ze zdjęć Freda, które było już w ramie postawiła na komodzie przy swoim łóżku. Teraz Harry zauważył, że cała jej komoda była zastawiona mnóstwem zdjęć, przede wszystkim były tam zdjęcia całej rodziny, ale też każdego jej członka z osobna. Zauważył na nich małego Rona ze zdziwioną miną, Ginny, która wpakowała się do wózka Freda i George'a mając nadzieję, że nikt jej nie zauważył i w ten sposób dostanie się do Hogwartu. Były jeszcze zdjęcia Percy'ego, Charlie'ego (jak zwykle przy jakimś smoku) i Billa zanim jeszcze został pokiereszowany.
-Pani Weasley, rozmawiałam dzisiaj z moimi rodzicami i dzisiaj wezmę moje rzeczy i na koniec wakacji zamieszkam z rodzicami. Nie będę już sprawiać kłopotu, wszystko wróciło do normy.
-Ależ kochanie, to nie żaden kłopot!-Zaprzeczyła pani Weasley.
-Chcesz się wyprowadzić i nic mi nie powiedziałaś!-Żachnął się Ron.
-Nie mogę ciągle tu mieszkać.
-Dlaczego? Zgadzasz się, prawda mamo?-Ron oczekiwał jej odpowiedzi.
-Oczywiście, to żaden problem. A myślę, że łatwiej będzie jeśli zostaniesz tutaj, bo z Ronem nie będziecie musieli się do siebie deportować.
-Zostań Hermiono, dzisiaj sobie pogawędzimy.-Uśmiechnęła się do niej Ginny.
-O Boże Ginny co ty masz na szyi!-Powiedziała przerażona Hermiona. Harry już wiedział co to, ale Ron wyglądał na równie zdziwionego co Hermiona, więc też pewnie nie wiedział.
-Ginny, co to za znak?-Zapytał Ron.
-Ron dałbyś Ginny spokój, przeszła przez wiele traumatycznych chwil i nie powinieneś jej o nich przypominać!-Zbeształa go matka.
-Och, daj spokój mamo...-Ginny przewróciła oczami.
-Mówisz ,,daj spokój" ale wiem jak to z tobą jest skarbie.-Pani Weasley pogładziła jej włosy.-Na przyszłość może bądź delikatniejszy Ron!
-Ale jednak powinni wiedzieć.Uśmiechnęła się lekko do Harry'ego.
Gdy siedzieli w salonie Ginny o wszystkim im opowiedziała od początku roku szkolnego do samego końca, tłumacząc przy tym pochodzenie jej blizny.
-Na Brodę Merlina!-Powiedział Ron wybałuszając oczy.-To straszne!
-Ale...my byśmy zauważyli!-Powiedziała zdziwiona Hermiona, zapewne chodziło jej o znak na karku.
-Zwykle używałam paru zaklęć, żeby to zakryć, ale dzisiaj rano mi się spieszyło i o tym zapomniałam.
-Czemu nam nie powiedziałaś!?-Zapytał Ron.
-Nie chciałam się chwalić czymś takim...
-Wiesz przecież, że to dla nas nic nie znaczy...-Pocieszył ją Harry i przytulił.
-Harry ma rację i tak wszyscy cię kochamy...-Uśmiechnął się Ron.
-Dzięki, ja też was kocham.
-Chyba przemyślę sprawę przeprowadzki...Trudno byłoby mi was zostawić, czuję się jak część tej rodziny. Powiedziała Hermiona.
-W końcu zaczyna gadać z sensem.-Powiedział Ron i wszyscy parsknęli śmiechem.
czwartek, 10 sierpnia 2017
13. Na Prze...Pokątną!
Rano dzień po swoich urodzinach Harry dostał jakiś list, a był pewny, że to z ministerstwa, bo pan Weasley ostatnio zawsze dostawał listy takimi samymi sowami z ministerstwa. Otworzył go i zaczął po cichu czytać.
Drogi Panie Potter!
Wiem, że w dniu wczorajszym ukończył Pan osiemnaście lat, w związku z tym życzę samych sukcesów. Jednak nie z tego powodu piszę ten list. Wiem o pańskich zamiarach, co do pracy po ukończeniu Hogwartu. Chcę Cię poinformować, że gdy ukończysz już Hogwart z odpowiednimi wynikami chętnie przyjmę w moje szeregi nowego aurora. Chcę przez to powiedzieć, iż pokładam nadzieję, że jeśli nadal będzie Pan zainteresowany ofertą tej pracy
po zakończeniu szkoły, zgłosi się Pan do mnie i nie zrezygnuje, gdyż posiada Pan naprawdę duże predyspozycje (i wiem, że chęci również). Jeśli chodzi o to skąd o tym wiem...no cóż, chyba powinien Pan gorąco podziękować swojej dziewczynie.
Minister magii
Kingsley Shacklebolt
Harry postanowił natychmiast porozmawiać z Ginny. Był tak szczęśliwy i zarazem ciekawy, że sam nie wiedział już co bierze nad nim górę.
-Ach, to ty Harry.-Uśmiechnęła się Ginny.
-Tak, o co chodzi z tym?-Zapytał, był naprawdę ciekawy jak Kingsley się od niej o tym wszystkim dowiedział. Im dłużej to czytała tym szerzej się uśmiechała.
-Harry, masz już pewną pracę aurora!-Powiedziała ucieszona.
-Jak tyś to zrobiła?-Powiedział bardzo szczęśliwy ale wciąż zżerała go ciekawość. Najchętniej rzuciłby jej się w ramiona, jego marzenie właśnie zaczyna się spełniać, czuł się lepiej niż po wypiciu płynnego szczęścia.
-Wiesz jakiś czas temu byłam w ministerstwie no i widziałam plakaty, że poszukują aurorów, więc pomyślałam-Co mi szkodzi zapytać? Może się czegoś dowiem. No i Kingsley pytał mnie czy to ja chcę być aurorem, a ja mu powiedziałam o tym, że tobie zależałoby na tej posadzie no i on się bardzo ucieszył.
-Kto się ucieszył?-W progu stanął Ron.
-Ja, gdybyś przestał podsłuchiwać.-Powiedziała Ginny i wszyscy parsknęli śmiechem.
-No ale o co chodzi, no powiedzcie no!-Poprosił Ron a oni wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-A wiesz nic takiego, Ginny właśnie załatwiła mi pracę marzeń...-Prychnął Harry.
-CO?! To będziesz AUROREM! Ale super! To ja lecę do Geogre'a, on zawsze ma ognistą, trzeba to opić!-Powiedział rozemocjonowany.-To kiedy masz pierwszy patrol? O ty mordo moja wiedziałem że się dostaniesz.-Powiedział z dumą i poklepał go po plecach.-Ale co z Hogwartem stary?
-Ron przystopuj trochę!-Zaśmiała się Ginny.
-Dopiero jak skończę szkołe.-Wytłumaczył mu Harry i podał list.-Czytaj.
-Cześć, pani Weasley powiedziała, że mam was zawołać na śniadanie.-Do pokoju weszła Hermiona.-A wy tu robicie jakieś zgromadzenie?-Zaśmiała się.
-Nie, patrz NA TO!-Rozkazał jej Ron i wskazał pergamin, Hermiona szybko przeleciała wzrokiem.
-Harry to wspaniała wiadomość!-Wyściskała go.-Gratuluję! Będziesz aurorem!
-Dzięki.
-No ta kogo by moja siostrzyczka nie wzięła w obroty...-Powiedział Ron i wszyscy się zaśmiali.
-To może nam powiesz jak to zrobiłaś?-Zapytała Hermiona.
-Poszłam z nim porozmawiać, powiedziałam o tym, że Harry'emu bardzo zależy na tej pracy, że kończy Hogwart, a później chce zostać aurorem. I wyglądało na to, że Kingsley chciałby mieć takiego aurora.-Uśmiechnęła się.
-Jesteś najlepsza!-Wykrzyknął i przytulił ją tak, że jej stopy oderwały się od podłogi.
-Nie przesadzałabym.-Zaśmiała się a Hermiona patrzyła na ten obrazek jak urzeczona, Ron za to chyba poczuł się dość nieswojo.
-W końcu to moja rodzona siostra!-Uśmiechnął się Ron.
-Łał, Ginny skąd w ogóle miałaś taki pomysł?-Zapytała Hermiona.
-No sama nie wiem co mnie naszło.-Zaśmiała się.-Ale miło, że Kingsley wysłał do ciebie list.
-To wszystko dzięki tobie! Nie wiem jak ci dziękować!
-To tylko jedna rozmowa. Dobra może już chodźmy na te śniadanie.
-Masz racje trzeba powiedzieć mamie i wszystkim!-Powiedział ucieszony Ron.
-Dzień dobry kochani!-Przywitała ich pani Weasley.
-Mamo, Harry będzie aurorem!-Oświadczył wesoło Ron.
-Że co takiego!-Powiedziała nie dowierzając a lewitujące talerze spadły.
-Zgadza się, jak skończę Hogwart, Ginny rozmawiała o tym z Kingsley'em.
-Och to świetnie kochaneczku, gratuluję!-Ściskała go i uśmiechała się szeroko.-Wiecie co, tak sobie myślałam, Artur wysłał do mnie list, że zaraz będzie i pomyślałam, że może dziś wybierzemy się na Pokątną?-Zaproponowała a wszyscy zgodzili się na to z ochotą, niedługo po tym do domu wrócił pan Weasley i po śniadaniu wszyscy deportowali się w miejsce zakupów.
-A więc doskonale!-Ucieszyła się pani Weasley, gdy byli już na miejscu.
Pokątna wyglądała tak samo jak ją Harry zapamiętał kiedy był tu pierwszy raz z Hagridem. Witryny sklepowe znowu odżyły i stały się kolorowe. Po wojnie znowu było tu spokojnie pomimo tłumu ludzi.
-Beatrice, musimy ci jeszcze kupić nową, szatę, zaraz tu wrócimy!-Jakaś kobieta próbowała odciągnąć małą dziewczynkę od witryny sklepu George'a, która była oblegana przez tłum dzieci i nastolatków.
-Musimy tam iść!-Powiedział podekscytowany Ron.
-Ronald, nie zachowuj się jak dziecko!-Skarcił go pani Weasley.
-Och, Molly skoro tak bardzo chcą!-Nalegał pan Weasley choć on sam chyba zainteresował się jakąś mugolską zabawką na wystawie.
Już przy wejściu Ginny musiała pociągnąć Harry'ego w dół, bo coś śmignęło z dużą szybkością nad ich głowami.
-Dzięki.-Powiedział Harry i wyprostował się.
-Refleks ścigającej.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-No! Witam moją rodzinkę!-Powiedział George przepychając się przez tłum.
-No...widać, że interes się kręci.-Powiedziała z podziwem Ginny.
-Oj, kręci, kręci siostro!-Przyznał, ale po chwili dodał.-Ale bez Freda to już nie to samo...-Westchnął i oparł się o jakieś pudła.
-Co to?-Zapytała pani Weasley.
-Mamo! Jestem twoim synem a ty nie wiesz, że to łajnobomby! No wstyd mi za ciebie!-Powiedział George i wszyscy się zaśmiali (poza panią Weasley).-Harry a ty czegoś potrzebujesz?-Zapytał George.
-Nie, dzięki.-Powiedział, choć pomyślał, że Ginny ma niedługo urodziny i trzeba dać jej jakiś fajny prezent.
-No sponsorowi to ja chętnie coś odpalę.-Powiedział z uśmiechem.
-Właśnie Harry będzie aurorem!-Poinformował go Ron.
-Takie newsy i ja nic nie wiem! Czuję się urażony! A tak poważnie to super, gratulacje!-Powiedział.
-Dzięki.
-Co to jest?-Zapytała Hermiona.
-O, to najnowszy bajer i chyba coś w sam raz dla ciebie Hermiono. Nakładasz to na grzbiet książki no i szukasz jakiejś informacji...i masz!-Zademonstrował i książka zaczęła sama się wertować aż w końcu znalazła odpowiednią stronę.
-Mogę przetestować?-Zapytała.
-Jasne, testuj ile chcesz.
-Super!-Powiedziała po chwili.
-Co to za mikstury?-Zaśmiał się Ron oglądając jadowicie zielony płyn pod światło.
-To braciszku serum kłamcy.-Wytłumaczył George.
-Czyli?
-Czyli jak to wypijesz kłamiesz jak z nut.-Wyjaśnił ale po chwili dodał-Ale chyba nie myślisz, że ci to sprzedam.
-Dlaczego?!-Zapytał oburzony.
-Bo masz dziewczynę braciszku, a dziewczyn się nie oszukuje.-Powiedział z teatralnym gestem, Ginny, Harry i Hermiona parsknęli śmiechem.-A tak a propos eliksirów te twoje Ginny sprzedają się świetnie, co chwile muszę ich dorabiać, dam ci 50% z ich sprzedarzy.-Puścił do niej oko.
-Miło słyszeć, że tak szybko schodzą.-Ucieszyła się.-Ale nie musisz mi nic za to dawać.
-Wzorowa siostra.-Poklepał ją po głowie i śmiesznie to wyglądało, bo George był od niej o wiele wyższy.-Talent i charyzma po bracie.-Dumnie wypiął pierś.-3, 4, 5...-George lustrował wzrokiem pudła w rękach chłopca.-To będzie w sumie 12 galeonów, ale jak weźmiesz uszy dalekiego zasięgu będzie 13.-Negocjował i rzeczywiście chłopak skusił się na okazję.
-Dzięki za zakupy i zapraszam ponownie!-Powiedział do chłopca i wrzucił złote galeony do kieszeni.-Tak się robi interesy!-Powiedział zadowolony z siebie.-Ale niedługo sam już tu nie dam rady, odkąd Verity wzięła urlop to mam tu sam urwanie głowy...
-My już musimy iść.-Powiedziała pani Weasley usiłując odciągnąć męża od mugolskich przedmiotów.-Musimy jeszcze wstąpić do apteki, Eylopa, Esów i Floresów, no i...może do Madame Malkin.
-Biorę.-Powiedziała Hermiona i wzięła do ręki nakładkę na książkę.
-Dobry wybór Hermiono.-Uśmiechnął się George.
-Ja bym mu nie ufał...-Powiedział do niej półgębkiem Ron.
-Ronuś zazdrosny jak zawsze...-Westchnął.-Nadęty prefekt...-Prychnął George a Hermiona dała mu kilka galeonów.
-Pa George!-Pożegnała go Hermiona całując w policzek.
-Ej, bo będę zazdrosny!-Zaśmiał się Ron.
-No to Hermiono życzę dobrych ocen, choć i tak są już dobre, tobie rozumu Ron,bo niewątpliwie się przyda, ty Ginny masz już chyba wszystko, jak już mówiłem same dobre cechy po braciszku George'u, a ty Harry...może nie przekręć się w tym roku szkolnym.-Wygłosił swoją przemowę i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Dzięki George, postaram się zostać przy życiu.-Zaśmiał się Harry.
Gdy rodzice pożegnali się już z George'em (Molly piąty raz zaprosiła go na kolację) wyszli ze sklepu George'a i ruszyli ulicą. Akurat przechodzili obok sklepu z miotłami, gdzie na wystawie została wystawiona najlepsza, najnowsza błyskawica.
-Idę ją zobaczyć!-Powiedziała Ginny.
-Za chwileczkę Ginny, tylko pójdziemy razem jeszcze do Eylopa, a ty Ginny nie potrzebujesz czasem nowej szaty?-Zapytała ją matka.
-Emm...właściwie to tak...-Przyznała nie odrywając wzroku od wystawy z miotłą. Harry'emu też ta miotła wpadła w oko, Ron za to zrobił wielkie oczy. Hermiona jako jedyna chyba wyglądała na znudzoną obiektem ich westchnień, zresztą nikogo to nie dziwiło, bo wszyscy wiedzieli, że Quidditch w ogóle jej nie interesuje.
-No to wpadniemy jeszcze do madame Malkin.-Wyrwała ich z zamyśleń mama.-No już, idziemy!-Powiedziała pogodnie i oderwali wzrok od wystawy.
-Muszę tam koniecznie wrócić...-Rudowłosa szepnęła do Harry'ego. Harry widział, że jest tym naprawdę podekscytowana, już wiedział co będzie idealnym prezentem na siedemnaste urodziny Weasley'ówny. W końcu pani Weasley i Ginny poszły razem do madame Malkin, a Harry korzystając z okazji wyciągnął Rona i Hermionę pod pretekstem kupienia jeszcze jakichś piór i atramentu.
-O co ci chodzi Harry?-Zapytała Hermiona.
-Widzieliście tę miotłę!
-Och, no i co z tego,mieliśmy iść po pióra, prawda?
-Och, jak mogłaś nie dostrzec, że to tylko przykrywka...-Westchnął Ron.
-Ron ma rację, tak naprawdę chcę kupić Ginny coś niesamowitego na siedemnastkę.-Wytłumaczył jej Harry.
-To takie słodkie...-Powiedziała Hermiona.
-No i chciałem, żebyście mi doradzili.-Powiedział Harry, choć tak naprawdę w pamięci miał śliczną miotłę.
-Kup jej kwiaty, kobiety lubią kwiaty.
-Ale tyś ambitny Ron...Kwiaty...na siedemnastkę, serio?!-Prychnęła Hermiona.-Nie uważasz, że Ginny zasługuje na lepszy prezent!-Zbeształa go.
-Znaczy kwiaty też jej kupię, ale Hermiona ma rację, chyba już wiem co jej kupię...-Kiedy to powiedział Ron z Hermioną wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Co takiego?-Zapytali chórem.
-Nową błyskawicę.-Uśmiechnął się, tak to byłby prezent godny Ginny, szczególnie, że została teraz kapitanką drużyny.
-Oszalałeś!-Hermiona patrzyła na niego niepoważnym wzrokiem.
-Super pomysł stary! Ona uwielbia miotły!-Ucieszył się Ron.-No to co, idziemy po miotłę.-Ron uśmiechnął się szeroko.
-Chyba oboje zwariowaliście...-Hermiona z niedowierzaniem pokręciła głową.
-O co ci chodzi?-Zapytał Harry.-Rozumiem, że miotły cię nie interesują, ale...
-Nie o to chodzi, to są jedne z pierwszych egzemplarzy, są strasznie drogie!-Wytłumaczyła Hermiona.
-Na Ginny mogę wydać całe moje złoto.-Zapewnił i rzeczywiście wiedział, że na pewno ta miotła nie jest tania, ale jakoś się tym nie przejmował.
-To jest dopiero facet!-Ron pokiwał głową z dumą.
-No...z drugiej strony masz rację...
W sklepie z miotłami....
-O, stary ty ją chyba musisz baaaardzo kochać.-Powiedział Ron, gdy zobaczył cenę.
-No i mówiłam...-Powiedziała Hermiona z satysfakcją.
-Biorę.-Powiedział Harry pewny tego co chce zrobić, mina Ginny jest warta każdej ceny.-Zapłacił za miotłę, a Hermiona pomogła mu ją pomniejszyć tak, że zmieściła mu się w kieszeni. Dla wiarygodności kupili jeszcze komplet piór.
-No cześć, ile wy wybieraliście te pióra.-Zaśmiała się Ginny i Harry objął ją ramieniem.
-Nie no, bo...-Zaczął Harry, ale żaden pretekst nie przychodził mu do głowy.
-Ja zapomniałem różdżki i musieliśmy się wracać...-Wytłumaczył Ron, a Harry był mu za to wdzięczny.-Jak zwykle muszę ją gdzieś zostawić, ale już mam skubaną.-Zaśmiał się i wyciągnął różdżkę zza pazuchy.
-Och, jak zwykle Ron.-Zaśmiała się Ginny.
-A jak twoja nowa szata?-Hermiona zmieniła temat.
-W porządku, już się nie mogę doczekać jak będziemy w Hogwarcie.
-O tak, no i będzie nowy profesor obrony przed czarną magią.
-Jak co roku!-Powiedzieli wszyscy chórem i parsknęli śmiechem.
Drogi Panie Potter!
Wiem, że w dniu wczorajszym ukończył Pan osiemnaście lat, w związku z tym życzę samych sukcesów. Jednak nie z tego powodu piszę ten list. Wiem o pańskich zamiarach, co do pracy po ukończeniu Hogwartu. Chcę Cię poinformować, że gdy ukończysz już Hogwart z odpowiednimi wynikami chętnie przyjmę w moje szeregi nowego aurora. Chcę przez to powiedzieć, iż pokładam nadzieję, że jeśli nadal będzie Pan zainteresowany ofertą tej pracy
po zakończeniu szkoły, zgłosi się Pan do mnie i nie zrezygnuje, gdyż posiada Pan naprawdę duże predyspozycje (i wiem, że chęci również). Jeśli chodzi o to skąd o tym wiem...no cóż, chyba powinien Pan gorąco podziękować swojej dziewczynie.
Minister magii
Kingsley Shacklebolt
Harry postanowił natychmiast porozmawiać z Ginny. Był tak szczęśliwy i zarazem ciekawy, że sam nie wiedział już co bierze nad nim górę.
-Ach, to ty Harry.-Uśmiechnęła się Ginny.
-Tak, o co chodzi z tym?-Zapytał, był naprawdę ciekawy jak Kingsley się od niej o tym wszystkim dowiedział. Im dłużej to czytała tym szerzej się uśmiechała.
-Harry, masz już pewną pracę aurora!-Powiedziała ucieszona.
-Jak tyś to zrobiła?-Powiedział bardzo szczęśliwy ale wciąż zżerała go ciekawość. Najchętniej rzuciłby jej się w ramiona, jego marzenie właśnie zaczyna się spełniać, czuł się lepiej niż po wypiciu płynnego szczęścia.
-Wiesz jakiś czas temu byłam w ministerstwie no i widziałam plakaty, że poszukują aurorów, więc pomyślałam-Co mi szkodzi zapytać? Może się czegoś dowiem. No i Kingsley pytał mnie czy to ja chcę być aurorem, a ja mu powiedziałam o tym, że tobie zależałoby na tej posadzie no i on się bardzo ucieszył.
-Kto się ucieszył?-W progu stanął Ron.
-Ja, gdybyś przestał podsłuchiwać.-Powiedziała Ginny i wszyscy parsknęli śmiechem.
-No ale o co chodzi, no powiedzcie no!-Poprosił Ron a oni wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-A wiesz nic takiego, Ginny właśnie załatwiła mi pracę marzeń...-Prychnął Harry.
-CO?! To będziesz AUROREM! Ale super! To ja lecę do Geogre'a, on zawsze ma ognistą, trzeba to opić!-Powiedział rozemocjonowany.-To kiedy masz pierwszy patrol? O ty mordo moja wiedziałem że się dostaniesz.-Powiedział z dumą i poklepał go po plecach.-Ale co z Hogwartem stary?
-Ron przystopuj trochę!-Zaśmiała się Ginny.
-Dopiero jak skończę szkołe.-Wytłumaczył mu Harry i podał list.-Czytaj.
-Cześć, pani Weasley powiedziała, że mam was zawołać na śniadanie.-Do pokoju weszła Hermiona.-A wy tu robicie jakieś zgromadzenie?-Zaśmiała się.
-Nie, patrz NA TO!-Rozkazał jej Ron i wskazał pergamin, Hermiona szybko przeleciała wzrokiem.
-Harry to wspaniała wiadomość!-Wyściskała go.-Gratuluję! Będziesz aurorem!
-Dzięki.
-No ta kogo by moja siostrzyczka nie wzięła w obroty...-Powiedział Ron i wszyscy się zaśmiali.
-To może nam powiesz jak to zrobiłaś?-Zapytała Hermiona.
-Poszłam z nim porozmawiać, powiedziałam o tym, że Harry'emu bardzo zależy na tej pracy, że kończy Hogwart, a później chce zostać aurorem. I wyglądało na to, że Kingsley chciałby mieć takiego aurora.-Uśmiechnęła się.
-Jesteś najlepsza!-Wykrzyknął i przytulił ją tak, że jej stopy oderwały się od podłogi.
-Nie przesadzałabym.-Zaśmiała się a Hermiona patrzyła na ten obrazek jak urzeczona, Ron za to chyba poczuł się dość nieswojo.
-W końcu to moja rodzona siostra!-Uśmiechnął się Ron.
-Łał, Ginny skąd w ogóle miałaś taki pomysł?-Zapytała Hermiona.
-No sama nie wiem co mnie naszło.-Zaśmiała się.-Ale miło, że Kingsley wysłał do ciebie list.
-To wszystko dzięki tobie! Nie wiem jak ci dziękować!
-To tylko jedna rozmowa. Dobra może już chodźmy na te śniadanie.
-Masz racje trzeba powiedzieć mamie i wszystkim!-Powiedział ucieszony Ron.
-Dzień dobry kochani!-Przywitała ich pani Weasley.
-Mamo, Harry będzie aurorem!-Oświadczył wesoło Ron.
-Że co takiego!-Powiedziała nie dowierzając a lewitujące talerze spadły.
-Zgadza się, jak skończę Hogwart, Ginny rozmawiała o tym z Kingsley'em.
-Och to świetnie kochaneczku, gratuluję!-Ściskała go i uśmiechała się szeroko.-Wiecie co, tak sobie myślałam, Artur wysłał do mnie list, że zaraz będzie i pomyślałam, że może dziś wybierzemy się na Pokątną?-Zaproponowała a wszyscy zgodzili się na to z ochotą, niedługo po tym do domu wrócił pan Weasley i po śniadaniu wszyscy deportowali się w miejsce zakupów.
-A więc doskonale!-Ucieszyła się pani Weasley, gdy byli już na miejscu.
Pokątna wyglądała tak samo jak ją Harry zapamiętał kiedy był tu pierwszy raz z Hagridem. Witryny sklepowe znowu odżyły i stały się kolorowe. Po wojnie znowu było tu spokojnie pomimo tłumu ludzi.
-Beatrice, musimy ci jeszcze kupić nową, szatę, zaraz tu wrócimy!-Jakaś kobieta próbowała odciągnąć małą dziewczynkę od witryny sklepu George'a, która była oblegana przez tłum dzieci i nastolatków.
-Musimy tam iść!-Powiedział podekscytowany Ron.
-Ronald, nie zachowuj się jak dziecko!-Skarcił go pani Weasley.
-Och, Molly skoro tak bardzo chcą!-Nalegał pan Weasley choć on sam chyba zainteresował się jakąś mugolską zabawką na wystawie.
Już przy wejściu Ginny musiała pociągnąć Harry'ego w dół, bo coś śmignęło z dużą szybkością nad ich głowami.
-Dzięki.-Powiedział Harry i wyprostował się.
-Refleks ścigającej.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-No! Witam moją rodzinkę!-Powiedział George przepychając się przez tłum.
-No...widać, że interes się kręci.-Powiedziała z podziwem Ginny.
-Oj, kręci, kręci siostro!-Przyznał, ale po chwili dodał.-Ale bez Freda to już nie to samo...-Westchnął i oparł się o jakieś pudła.
-Co to?-Zapytała pani Weasley.
-Mamo! Jestem twoim synem a ty nie wiesz, że to łajnobomby! No wstyd mi za ciebie!-Powiedział George i wszyscy się zaśmiali (poza panią Weasley).-Harry a ty czegoś potrzebujesz?-Zapytał George.
-Nie, dzięki.-Powiedział, choć pomyślał, że Ginny ma niedługo urodziny i trzeba dać jej jakiś fajny prezent.
-No sponsorowi to ja chętnie coś odpalę.-Powiedział z uśmiechem.
-Właśnie Harry będzie aurorem!-Poinformował go Ron.
-Takie newsy i ja nic nie wiem! Czuję się urażony! A tak poważnie to super, gratulacje!-Powiedział.
-Dzięki.
-Co to jest?-Zapytała Hermiona.
-O, to najnowszy bajer i chyba coś w sam raz dla ciebie Hermiono. Nakładasz to na grzbiet książki no i szukasz jakiejś informacji...i masz!-Zademonstrował i książka zaczęła sama się wertować aż w końcu znalazła odpowiednią stronę.
-Mogę przetestować?-Zapytała.
-Jasne, testuj ile chcesz.
-Super!-Powiedziała po chwili.
-Co to za mikstury?-Zaśmiał się Ron oglądając jadowicie zielony płyn pod światło.
-To braciszku serum kłamcy.-Wytłumaczył George.
-Czyli?
-Czyli jak to wypijesz kłamiesz jak z nut.-Wyjaśnił ale po chwili dodał-Ale chyba nie myślisz, że ci to sprzedam.
-Dlaczego?!-Zapytał oburzony.
-Bo masz dziewczynę braciszku, a dziewczyn się nie oszukuje.-Powiedział z teatralnym gestem, Ginny, Harry i Hermiona parsknęli śmiechem.-A tak a propos eliksirów te twoje Ginny sprzedają się świetnie, co chwile muszę ich dorabiać, dam ci 50% z ich sprzedarzy.-Puścił do niej oko.
-Miło słyszeć, że tak szybko schodzą.-Ucieszyła się.-Ale nie musisz mi nic za to dawać.
-Wzorowa siostra.-Poklepał ją po głowie i śmiesznie to wyglądało, bo George był od niej o wiele wyższy.-Talent i charyzma po bracie.-Dumnie wypiął pierś.-3, 4, 5...-George lustrował wzrokiem pudła w rękach chłopca.-To będzie w sumie 12 galeonów, ale jak weźmiesz uszy dalekiego zasięgu będzie 13.-Negocjował i rzeczywiście chłopak skusił się na okazję.
-Dzięki za zakupy i zapraszam ponownie!-Powiedział do chłopca i wrzucił złote galeony do kieszeni.-Tak się robi interesy!-Powiedział zadowolony z siebie.-Ale niedługo sam już tu nie dam rady, odkąd Verity wzięła urlop to mam tu sam urwanie głowy...
-My już musimy iść.-Powiedziała pani Weasley usiłując odciągnąć męża od mugolskich przedmiotów.-Musimy jeszcze wstąpić do apteki, Eylopa, Esów i Floresów, no i...może do Madame Malkin.
-Biorę.-Powiedziała Hermiona i wzięła do ręki nakładkę na książkę.
-Dobry wybór Hermiono.-Uśmiechnął się George.
-Ja bym mu nie ufał...-Powiedział do niej półgębkiem Ron.
-Ronuś zazdrosny jak zawsze...-Westchnął.-Nadęty prefekt...-Prychnął George a Hermiona dała mu kilka galeonów.
-Pa George!-Pożegnała go Hermiona całując w policzek.
-Ej, bo będę zazdrosny!-Zaśmiał się Ron.
-No to Hermiono życzę dobrych ocen, choć i tak są już dobre, tobie rozumu Ron,bo niewątpliwie się przyda, ty Ginny masz już chyba wszystko, jak już mówiłem same dobre cechy po braciszku George'u, a ty Harry...może nie przekręć się w tym roku szkolnym.-Wygłosił swoją przemowę i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Dzięki George, postaram się zostać przy życiu.-Zaśmiał się Harry.
Gdy rodzice pożegnali się już z George'em (Molly piąty raz zaprosiła go na kolację) wyszli ze sklepu George'a i ruszyli ulicą. Akurat przechodzili obok sklepu z miotłami, gdzie na wystawie została wystawiona najlepsza, najnowsza błyskawica.
-Idę ją zobaczyć!-Powiedziała Ginny.
-Za chwileczkę Ginny, tylko pójdziemy razem jeszcze do Eylopa, a ty Ginny nie potrzebujesz czasem nowej szaty?-Zapytała ją matka.
-Emm...właściwie to tak...-Przyznała nie odrywając wzroku od wystawy z miotłą. Harry'emu też ta miotła wpadła w oko, Ron za to zrobił wielkie oczy. Hermiona jako jedyna chyba wyglądała na znudzoną obiektem ich westchnień, zresztą nikogo to nie dziwiło, bo wszyscy wiedzieli, że Quidditch w ogóle jej nie interesuje.
-No to wpadniemy jeszcze do madame Malkin.-Wyrwała ich z zamyśleń mama.-No już, idziemy!-Powiedziała pogodnie i oderwali wzrok od wystawy.
-Muszę tam koniecznie wrócić...-Rudowłosa szepnęła do Harry'ego. Harry widział, że jest tym naprawdę podekscytowana, już wiedział co będzie idealnym prezentem na siedemnaste urodziny Weasley'ówny. W końcu pani Weasley i Ginny poszły razem do madame Malkin, a Harry korzystając z okazji wyciągnął Rona i Hermionę pod pretekstem kupienia jeszcze jakichś piór i atramentu.
-O co ci chodzi Harry?-Zapytała Hermiona.
-Widzieliście tę miotłę!
-Och, no i co z tego,mieliśmy iść po pióra, prawda?
-Och, jak mogłaś nie dostrzec, że to tylko przykrywka...-Westchnął Ron.
-Ron ma rację, tak naprawdę chcę kupić Ginny coś niesamowitego na siedemnastkę.-Wytłumaczył jej Harry.
-To takie słodkie...-Powiedziała Hermiona.
-No i chciałem, żebyście mi doradzili.-Powiedział Harry, choć tak naprawdę w pamięci miał śliczną miotłę.
-Kup jej kwiaty, kobiety lubią kwiaty.
-Ale tyś ambitny Ron...Kwiaty...na siedemnastkę, serio?!-Prychnęła Hermiona.-Nie uważasz, że Ginny zasługuje na lepszy prezent!-Zbeształa go.
-Znaczy kwiaty też jej kupię, ale Hermiona ma rację, chyba już wiem co jej kupię...-Kiedy to powiedział Ron z Hermioną wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Co takiego?-Zapytali chórem.
-Nową błyskawicę.-Uśmiechnął się, tak to byłby prezent godny Ginny, szczególnie, że została teraz kapitanką drużyny.
-Oszalałeś!-Hermiona patrzyła na niego niepoważnym wzrokiem.
-Super pomysł stary! Ona uwielbia miotły!-Ucieszył się Ron.-No to co, idziemy po miotłę.-Ron uśmiechnął się szeroko.
-Chyba oboje zwariowaliście...-Hermiona z niedowierzaniem pokręciła głową.
-O co ci chodzi?-Zapytał Harry.-Rozumiem, że miotły cię nie interesują, ale...
-Nie o to chodzi, to są jedne z pierwszych egzemplarzy, są strasznie drogie!-Wytłumaczyła Hermiona.
-Na Ginny mogę wydać całe moje złoto.-Zapewnił i rzeczywiście wiedział, że na pewno ta miotła nie jest tania, ale jakoś się tym nie przejmował.
-To jest dopiero facet!-Ron pokiwał głową z dumą.
-No...z drugiej strony masz rację...
W sklepie z miotłami....
-O, stary ty ją chyba musisz baaaardzo kochać.-Powiedział Ron, gdy zobaczył cenę.
-No i mówiłam...-Powiedziała Hermiona z satysfakcją.
-Biorę.-Powiedział Harry pewny tego co chce zrobić, mina Ginny jest warta każdej ceny.-Zapłacił za miotłę, a Hermiona pomogła mu ją pomniejszyć tak, że zmieściła mu się w kieszeni. Dla wiarygodności kupili jeszcze komplet piór.
-No cześć, ile wy wybieraliście te pióra.-Zaśmiała się Ginny i Harry objął ją ramieniem.
-Nie no, bo...-Zaczął Harry, ale żaden pretekst nie przychodził mu do głowy.
-Ja zapomniałem różdżki i musieliśmy się wracać...-Wytłumaczył Ron, a Harry był mu za to wdzięczny.-Jak zwykle muszę ją gdzieś zostawić, ale już mam skubaną.-Zaśmiał się i wyciągnął różdżkę zza pazuchy.
-Och, jak zwykle Ron.-Zaśmiała się Ginny.
-A jak twoja nowa szata?-Hermiona zmieniła temat.
-W porządku, już się nie mogę doczekać jak będziemy w Hogwarcie.
-O tak, no i będzie nowy profesor obrony przed czarną magią.
-Jak co roku!-Powiedzieli wszyscy chórem i parsknęli śmiechem.
sobota, 5 sierpnia 2017
12.Niespodzianka!
Był poniedziałek wieczór, zaczęło się już ściemniać, do pokoju przez okna wpadały pomarańczowe smugi zachodzącego słońca. Wszyscy siedzieli razem w salonie i oglądali film. Artur i Molly siedzieli razem na kanapie, George rozłożył się w fotelu, a Ginny skuliła się na dużym fotelu obok Harry'ego a on obejmował ją ramieniem. Ginny pomyślała sobie, że chyba nigdy jeszcze nie byli tak blisko...Ale nie ukrywała, że bardzo odpowiadało jej to kiedy Harry usiadł na tym samym fotelu i ją przytulił, w każdym razie nie narzekała. Ron pewnie zrobiłby im o to awanturę, ale może po powrocie od Hermiony on też trochę wyluzuje.
-No i jak George, co z Angeliną?-Zapytała Ginny.
-Świetnie, jednak jedzie tylko na tydzień a później wróci.-Powiedział ucieszony.-I powiedziała, że chętnie się ze mną zobaczy, że będzie tęsknić, ale obiecała, że będzie pisać.-Powiedział z satysfakcją.
-Chyba naprawdę jej zależy.-Powiedział Harry.
-Mam nadzieję, ja się dzisiaj przekonałem, że mi naprawdę bardzo mocno...
-Słyszeliście to?!-Powiedziała Ginny i podbiegła do okna, Harry też wstał.
-To Ron i Hermiona!-Powiedziała i Molly zerwała się z kanapy.
-Pójdę zrobić im kolację, na pewno są głodni...
-Chodź Harry, przywitamy ich!-Powiedziała Ginny ucieszona powrotem Hermiony i Rona i po chwili oboje wyszli na werandę. Ron obejmował Hermionę z uśmiechem a ona niosła...watę cukrową? Wyglądali na naprawdę szczęśliwych.
-Chyba wyjazd się udał.-Uśmiechnął się Harry i oboje pomachali do przyjaciół, a oni odmachali im wspinając się na wzgórze.
-Ginny!-Powitała ją Hermiona i przytuliła.
-Cześć stary!-Przywitał go Ron i wymienili męski uścisk.
-Opowiadajcie!-Powiedzieli chórem Harry i Ginny. Przy kolacji wszyscy chętnie wymieniali się informacjami i wrażeniami.
-Rodzice Hermiony to naprawdę przemili ludzie! No i są naprawdę mądrzy, już wiem po kim Hermiona to ma!-Wyszczerzył zęby, a Hermiona uśmiechnęła się i zarumieniła.-Mieszkają w bardzo ładnej okolicy, ta chałupa chyba kosztowała ich nasz cały majątek!-Powiedział zdumiony Ron.
-A skąd ta wata cukrowa?-Zapytała Ginny.
-Ron mi kupił za mugolskie pieniądze.-Uśmiechnęła się do niego.
-Byliśmy dziś w wesołym miasteczku, mimo, że mugolskie to robi wrażenie...
-Muszę też tam kiedyś pójść...-Odezwał się tata nadzwyczaj podekscytowany mugolskimi atrakcjami.
-Taak, byłam tam kiedyś z rodzicami, było naprawdę fajnie!-Powiedziała Hermiona.
-A no i bym zapomniał!-Ron wyciągnął coś małego z kieszeni i stuknął w to różdżką i się powiększyło. Po chwili wręczył Hermionie pluszowego hipogryffa.
-Skąd hipogryff w...-Zanim zdążył dokończyć Ron wpadł mu w słowo.
-Przetransmutowałem na hipogryffa, teraz jest bardziej czarodziejski.-Wytłumaczył Ron.
-Ron go dla mnie wygrał.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-Pewnie skonfundował gościa.-Powiedziała Ginny i wszyscy ryknęli ze śmiechu. W salonie byli teraz tylko George, Harry, Ginny, Ron i Hermiona, bo pani Weasley krzątała się na wyższych piętrach domu, a pan Weasley wcześniej się z nimi pożegnał, teraz chodził do nowej pracy zazwyczaj wieczorem, ze względu na to by w ciągu naprawiania jakichś szkód nie przeszkadzać innym pracownikom.
-A jak tam dzisiaj w pracy?-Zapytał Ron, zawsze dziwił się Charlie'emu, że wybrał akurat hodowlę smoków i był do tego sceptycznie nastawiony.
-Naprawdę fajnie, Charlie pozwala nam latać, smoki są szybsze niż niektóre miotły, taką pracę to ja lubię.
-No mi też się podoba.
-Hmm..myślałam czy nie wyjechalibyśmy gdzieś na wakacje?-Zaproponowała Hermiona.
-Ja chętnie, mam ochotę coś zwiedzić albo poleżeć na plaży...-Powiedział Ron rozmarzonym głosem.
-Przecież ty i tak cały czas leżysz.-Zaśmiał się George.-Ale jakbyście mnie chcieli to mogę jechać z wami...Ale potem muszę wrócić, ktoś musi zrobić Angie komitet powitalny.-Puścił do nich oko.
-A wy?-Zapytał Ron Ginny i Harry'ego.
-Hmm..miałam się wyprowadzić...
-A ja miałem odbudowywać mój dom...
-O Merlinie! Jak można nie chcieć jechać na wakacje!-Powiedział zdziwiony Ron.-No weźcie, musicie odpocząć trochę od pracy!
-No dobra...ja bym nawet pojechała, tylko gdzie?
-Jeju coś jeszcze wymyślimy, a ty stary?
-Chcę jechać z wami, ale mój dom..
-No stary! Nie daj się prosić, Ginny też jedzie a podobno NIE MOŻESZ BEZ NIEJ ŻYĆ!-Robił mu wyrzuty. A o dom to się nie martw.-Machnął lekceważąco ręką.
-Dobra, masz rację, jadę mamy w końcu jeszcze ponad miesiąc.
-Nie powiedziałam wam jeszcze!-Odezwała się Ginny.-Zostałam kapitanką drużyny gryffonów!
-Super! Trzeba to opić!-Powiedział wesoło George.
**********
Tygodnie wakacji mijały boleśnie szybko. Ani się obejrzeli, a nadszedł ten dzień. A mianowicie był koniec miesiąca-dokładnie 31, ostatni dzień lipca.
-Stary masz już osiemnastkę na karku! Ale mi się zestarzałeś! Wszystkiego najlepszego!-Kiedy tylko wstał z łóżka zobaczył nad sobą roześmianą twarz Rona.-A to prezent.-Wręczył mu prostokątne pudełko, rozwinął kolorowy papier i otworzył je. W środku była książka a na jej okładce widniał napis: ,,Aurorstwo bez tajemnic".-Sam to kiedyś czytałem, to mnie przekonało do bycia aurorem, ta książka jest naprawdę świetna!-Ekscytował się Ron.
-Chyba udziela ci się długie przybywanie z Hermioną.-Zaśmiał się.-Ale wielkie dzięki stary.-Poklepał go po plecach a nową książkę odłożył na swoją szafkę nocną.
**********
Ginny zerwała się z łóżka, Hermiona jeszcze smacznie spała.
Ojejku to już dzisiaj!-Pomyślała Ginny patrząc na swój kalendarz w kolorach gryffindoru. Ten czas tak szybko zleciał...Co jeśli coś pójdzie nie po jej myśli? Tak dokładnie zaplanowała sobie ten dzień, że nie wyobrażała sobie jakichkolwiek wpadek. Oby prezent mu się spodobał, na pewno był niebanalny, ale czy na tyle by zadowolić ,,wybrańca", nie...co ona sobie myśli przecież dla niej to Harry, ukochana osoba odkąd go tylko ujrzała, poza tym w zeszłym roku nic mu nie dała...Szybko rozczesała włosy, umyła zęby, gorzej było z wyborem stroju, praktycznie same dżinsy, trzeba chyba poszperać głębiej w szafie...W końcu przypomniało jej się! Przywołała do siebie ciemnofioletową sukienkę sięgającą nieco przed kolano, była zwiewna a jej kolor świetnie kłócił się z jej ognistymi włosami. Idealnie na tę okazję.-Pomyślała. Zrobiła jeszcze lekki makijaż podkreślając rzęsy, przez co jej duże, brązowe oczy wydawały się jeszcze większe. Właśnie miała wyjść, jeszcze raz przyjrzała się sobie w lustrze. Już dawno się tak nie stroiła!
-Ginny, wyglądasz cudnie!-Powiedziała zdumiona Hermiona wygrzebując się z kołdry. Po chwili stanęła obok niej i przyjrzała jej się od stóp do głów, a ona sama była jeszcze w piżamie i miała roztrzepane włosy.
-No tak...Harry ma dzisiaj urodziny...-Uśmiechnęła się triumfalnie.-Ja też się pójdę ogarnąć.
-Myślisz, że dać mu prezent teraz przy śniadaniu czy dopiero wieczorem?-Zapytała Ginny.
-Wieczorem, ale jak tam wolisz.
-Dobra masz rację.-Zaklęciem zaścieliła łóżko, Hermiona za to zagarnęła z szafy jakieś ubrania.
-Harry się chyba trochę zdziwi.-Zaśmiała się Hermiona.-Zaraz zejdę na dół.-Uśmiechnęła się i poszła do łazienki. Ginny za to żwawym krokiem zeszła na dół.
-Dzień dobry!-Powiedziała wesoło zbiegając po schodach.
-Idziesz na melanż i nic mi nie powiedziałaś!?-Powiedział George udając oburzenie.
-Łaaaał! Kurde Ginny ty idziesz na jakiś konkurs piękności.-Ron wybałuszył oczy chyba jeszcze do niego nie docierało.-W ogóle ty założyłaś sukienkę! TY!
-Chyba jesteś jeszcze śpiący Ron...-Zaśmiała się i usiadła obok Harry'ego cmokając go w policzek. Harry za to musiał wyglądać dość głupkowato, bo cały czas tylko się na nią gapił nie wiedząc co powiedzieć, teraz dziwnie się czuł przy takiej ładnej dziewczynie...
-Życzenia będą później.-Powiedziała do niego.
No już pochwal ją, ,,piękne wyglądasz" ? Nie to trochę banalne, kurde jak on ma się teraz skupić na jedzeniu! Dobra, później pogadają.
Wtem do salonu weszła Hermiona.
-Cześć.-Ona też wyglądała tego dnia ładnie, miała krótką, białą sukienkę i włosy zaplecione w warkocz. Przywitała się z Ronem cmokając go w policzek i usiadła obok niego przy stole.
-Ślicznie wyglądasz.-Pochwalił ją Ron a ona się zarumieniła.
-A to dla ciebie Harry, życzenia są w środku.-Uśmiechnęła się podając mu małą paczkę.
-Łał, czyżby nie książka?-Zaśmiał się.
-Nie, otwórz później.-Uśmiechnęła się, a on położył paczkę obok.
-Dzięki, Hermiona.-Uśmiechnął się do niej.
-Nie ma sprawy, wszystkiego najlepszego.-Powiedziała i przytuliła go.
-Harry, kochaneczku! -Pani Weasley podeszła do stołu i go wyściskała.-Życzę ci mnóstwo radości w dniu twoich urodzin i na co dzień!-Uśmiechnęła się do niego serdecznie.
-Dziękuję pani bardzo.-Uśmiechnął się szeroko. Po raz kolejny poczuł się jak część tej rodziny...
-Prezent wręczymy ci później kiedy Artur wróci, a powinien już być!-Powiedziała podenerwowana.
-Pewnie się przedłużyło, może doszło mu jakieś nowe zlecenie...-Mówił Ron.
Po chwili wszyscy już zajęli się jedzeniem, było słychać tylko szczęk widelców i noży.
Ginny tak ładnie wygląda, powinna częściej chodzić w sukienkach...-Pomyślała pani Weasley.
Jakby tu się pozbyć Rona...To znaczy...nie pozbyć może raczej...zrobić tak, żeby na chwileczkę dał im spokój. I najlepiej nie wparowywał od tak do pokoju Ginny jak było ostatnio...-Rozmyślał Harry.-Kurczę, chyba nikt nigdy tak się nie przejął jego urodzinami...-Pomyślał ukradkowo spoglądając na Ginny.
-Gdzie dzisiaj pójdziemy, Ron?-Zapytała Hermiona z naciskiem na jego imię, a łyżka w jej dłoni zawisła w powietrzu w drodze do ust.
-No nie wiem...Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki na obiad, ja stawiam.-Uśmiechnął się Ron, Hermiona też wyglądała na zadowoloną z jego pomysłu.
Hermiona, jesteś najlepszą przyjaciółką! Wygląda na to, że specjalnie wyciągnęła Rona.-Harry uśmiechnął się do siebie chytrze.
Więc nikt nam nie przeszkodzi...-Pomyślała Ginny.-Dzięki Hermiono, twoje intrygi są świetne. Ciekawe o czym Harry teraz myśli...No ale najlepsze jeszcze przed nim!
-Och, Ginny tak mało zjadłaś!-Powiedziała po chwili Molly.
-Oj mamo!-Rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie.-Proszę cię...
-Och, no dobrze już, dobrze...-Powiedziała zniecierpliwiona.-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego kochaneczku!
-Naprawdę bardzo dziękuję.-Powiedział nieśmiało, nawet jego własne wujostwo nie traktowało go tak dobrze jak pani Weasley, zupełnie jakby był jej siódmym synem...
-Może powinienem się przebrać...-Powiedział do niej na szczycie schodów.
-Taa...najlepiej w sukienkę!-Zażartowała.-Kocham cię takiego jakim jesteś...Uwierz mi nawet jak nie masz szaty wyjściowej, a te rozczochrane włosy są całkiem...urocze.-Wyznała, a Ginny Weasley nie byle komu mówiła komplementy, zresztą to nie powinno być na odwrót?
-Ginny, ty też dzisiaj wyglądasz...-Zawahał się szukając właściwego słowa.-Po prostu śliczna z ciebie dziewczyna, a dzisiaj to w ogóle już przeszłaś najśmielsze oczekiwania.-W odpowiedzi uśmiechnęła się do niego.
-To...tak jak rok temu...-Wzięła głęboki oddech i zamknęła drzwi.-Ale spokojnie Ron i Hermiona już wyszli, widziałam ich, fajnie, że są razem.
-Wiesz o wiele bardziej wolę to niż mieliby się znowu kłócić...-Zaśmiał się.
-Tak ja też, to chyba oczywiste.
-Ładny masz stąd widok...-Powiedział, przez okno było widać ich rodzinny sad i ogród, oraz kilka wzgórz.
-Tak, wiem, lubię tu przesiadywać.-Powiedziała i usiadła przy oknie na parapecie.-Robię tak zawsze jak nie mogę zasnąć...
-O, a to Arnold.-Wskazała na małego puszka, wyciągnęła go z klatki i trzymała na ręce.-Są słodkie i mądre nauczyłam go już kilku sztuczek, ale może przejdźmy już do rzeczy.-Odłożyła Arnolda do klatki, chwyciła jego obie ręce i spojrzała mu w oczy.Zaśmiała się.
-Z czego się śmiejesz?-Zapytał jemu jakoś też zachciało się śmiać.
-Śmieszne, jakoś się denerwuję.-Uśmiechnęła się a on odwzajemnił uśmiech.
-Więc Harry...nie będę ci życzyć wszystkiego najlepszego, bo w sumie każdy tak mówi...-Zaczęła.
-Jak zwykle oryginalna...-Zaśmiał się.
-No więc...życzę ci może...spokojniejszego życia...
-O tak, niewątpliwie się przyda.-Oboje się zaśmiali, tak mu tego brakowało, spojrzenia jej brązowych oczu i tych piegów na nosie i policzkach...
-I przede wszystkim szczęśliwego, żebyś spełniał swoje marzenia...tak jak ja spełniłam swoje.-Zakończyła i wpiła się w jego usta. O Merlinie! Co to było za uczucie! Serce momentalnie zabiło mu szybciej, zresztą Ginny też...Po paru...sekundach? Minutach? Trudno było stwierdzić kiedy się od siebie odczepili, ale były to z pewnością najpiękniejsze chwile pod słońcem.
-To najlepsze życzenia jakie dostałem.-Uśmiechnął się.
-Bardzo dobrze, tak miało być.-Zaśmiała się.-Gdzie pójdziemy?-Zapytała.
-Chodźmy gdziekolwiek, chce się przespacerować.
-Ja też.
Po chwili deportowali się na polach pełnych kwiatów.
-Ładnie tu, gdzie to?-Zapytała Ginny.
-Pomyślałem o ładnym miejscu, no i to przyszło mi do głowy, kiedyś rozkładaliśmy tu w pobliżu namiot.
-Mieliście prawdziwą masakrę, byłam pewna, że tak będzie, miałam jakieś złe przeczucia, ale wierzyłam, że wrócicie.
-Taaa...
Spacerowali tak jeszcze długo.
-...No i Ron się wtedy wkurzał, bo on już chodził do Hogwartu i nie mógł już używać bezkarnie magii poza szkołą.-Dokończyła swoją historię.-Bracia zawsze mi wmawiali, że trafię do innego domu, a ja od zawsze tak uwielbiałam Gryffindor! Od zawsze wiedziałam, że muszę do niego trafić, tiara prawie od razu mnie do niego przydzieliła, zawsze podziwiałam odważnych, sama chciałam zawsze taka być...
-No i jesteś, nie każdy miałby odwagę w ogóle się do mnie przyznawać, przeciwstawiać się śmierciożercom, dowodzić grupą buntu...-Mógłby tak jeszcze trochę wymieniać...
-No nie wiem, to chyba nie są żadne ,,bohaterskie czyny".
-A właśnie, że tak i nigdy tego nie zapomnę...Poza tym miałaś odwagę mnie zostawić mimo, że się domyślałaś.
-Skończmy może ten temat...Wiesz co z Dursley'ami?-Zapytała a Harry zupełnie nie wiedział co powiedzieć.
-Nie mam pojęcia, nawet nie wiem gdzie teraz są i...czy w ogóle jeszcze żyją...
Długo tak jeszcze rozmawiali ,śmiali się i wspominali czasy, gdy chcieli być parą, ale bali się to przyznać i o wspólnych lekcjach w Hogwarcie, meczach quidditcha....Harry czuł, że mógłby tak leżeć na trawie w ten upalny dzień, obejmując Ginny i rozmawiać z nią na wszystkie tematy przez wiele godzin...
Aż w końcu wrócili na obiad, a po obiedzie odpoczywali, Hermiona jak to ona czytała jakąś książkę, Ron z Harry'm grali w magiczne szachy, a Ginny przeglądała ,,Żonglera".
Wieczorem dopiero Ron, Ginny i Hermiona zaczęli coś między sobą szeptać, Harry zaczął domyślać się, że na pewno coś wymyślili. Aż w końcu, gdy nadszedł zmrok Ginny z Harry'm wyszli na werandę.
-Muszę to zrobić...wybacz.-Powiedziała po czym machnęła różdżką a na jego oczach zawiązała się czarna opaska.
-No dobrze...prowadź...-Uśmiechnął się a Ginny złapała jego dłoń, nie wiedział nawet gdzie się przed chwilą deportowali...
Co chwile sterowała nim, zrobili kilka zakrętów i Harry zastanawiał się gdzie mogą się znajdować i co takiego go czeka. Nagle zatrzymała się i on zrobił tak samo, po chwili opaska na jego oczach opadła.
-Niespodzianka!-Krzyknęła Ginny i wszyscy zaczęli klaskać.
Zobaczył swój dom w Dolinie Godryka, cały odremontowany dokładnie tak jak go sobie wyobrażał! Pomiędzy drzewami były zawieszone lampki, które dodawały klimatu. A przed domem czekali na nich wszyscy Weasley'owie, Luna, Neville, Hermiona, Hagrid i Andromeda trzymająca na rękach jego chrześniaka.
-Wybacz za to...że wtargnęliśmy do twojego domu...-Powiedziała Ginny z przepraszającą miną.
-Oszalałaś! To jest...-Nawet nie wiedział co powiedzieć.-Tak wam dziękuję!
-To Ginny to wszystko uknuła...-Powiedział Ron.
-Najlepszego Harry!-Powiedział Hagrid i wręczył mu jak zwykle własnoręcznie robiony tort. Choć jego wypieki nie były...za dobre to i tak ten gest zawsze Harry'ego cieszył.
-Dzięki Hagrid.-Po chwili tak go wyściskał, że żebra Harry'ego niebezpiecznie zatrzeszczały.
-Cholibka już 18 lat!-Powiedział wzruszony.-A ja pamiętam jak miałeś jedenaście i z trudem pchałeś ten kufer.-Hagrid się rozkleił i wyciągnął zza pazuchy swoją chusteczkę w którą zaczął wydmuchiwać nos.-A teraz...teraz to z ciebie wyrósł chłop na schwał...
-Dzięki Hagridzie.-Uśmiechnął się do niego.
-Harry!-Zawołała go Luna i rzuciła mu się na szyję.
-Cześć Luna, co słychać?
-Bardzo dobrze, pracujemy z tatusiem nad pewnym wynalazkiem...-Zaczęła a Harry jak zwykle rozmawiając z Luną się wyłączył, zobaczył, że Ginny spojrzała na niego kątem oka i zaśmiała się, ona sama rozmawiała z Andromedą.
-No, ale wracając...życzę ci wszystkiego najlepszego!-Powiedziała Luna i wręczyła mu prostokątną paczkę. Jak się później okazało w środku był poradnik ,,Jak nie bać się nargli" co później strasznie rozbawiło Rona.
-Stary, nie wiem co ona ma w sobie ale...ja nie mogę.-Rechotał Ron.-No Harry, to już żaden nargiel czy jak mu tam nie wniknie do twojego umysłu, nie musisz się już o to martwić.-Zażartował Ron i Harry parsknął śmiechem.
-Harry, mogę na chwilę?-Zaczepił go pan Weasley i odeszli parę kroków na bok.
-Chciałem ci złożyć najlepsze życzenia, nie zmieniaj się Harry, wspaniały z ciebie chłopak.-Powiedział pan Weasley i poklepał go po plecach.
-Dziękuję panu.
-Molly, mogę cię prosić!-Zawołał ją pan Weasley a ona odeszła od Andromedy z uśmiechem.
-Ach, tak!-Wyciągnęła różdżkę, zaczęła nią coś wyczarowywać i wszyscy teraz patrzyli w jej kierunku z zaciekawieniem. Okazało się, że była to....śnieżna sowa w klatce!
-Chcieliśmy dać ci coś przydatnego i pomyśleliśmy, że nic nie przyda ci się bardziej niż sowa.-Uśmiechnęła się Molly.
-Naprawdę dziękuję, ale nie musieli państwo...-Powiedział Harry a pani Weasley zaczęła płakać i ściskać Harry'ego.
-Jak ją nazwiesz?-Zapytał Ron.
-Nie mogę jej nazwać inaczej...niż Hedwiga.
-Wiedziałam.-Powiedziała Ginny i stanęła koło niego.
-Jest naprawdę piękna, wygląda tak samo jak moja poprzednia sowa...
-Tylko ma plamę nad okiem.-Zauważyła Hermiona.
-Blizna, jak u właściciela.-Zażartowała Ginny.
-Taa...to przeznaczenie.-Powiedział George.
Przez resztę wieczoru inny składali mu życzenia i dawali drobne prezenty, od Andromedy dostał ładną szatę wyjściową, od Charlie'ego brelok w kształcie smoka, który zmieniał kolor w zależności od nastroju, od George'a wielką pakę słodyczy i gadżetów z jego sklepu,a reszty prezentów jeszcze nie zdążył otworzyć. Zabawa się zaczęła a między drzewami pojawił się parkiet wszyscy tańczyli i świetnie się bawili.
-Zróbmy sobie zdjęcie!-Powiedziała Luna i przywołała swój aparat. Wszyscy się zgodzili i zaczęli się ustawiać.
-3...2..1...-Odliczała Luna i po chwili wszyscy się uśmiechnęli do obiektywu krzycząc:-Weasley!, a Ginny z zaskoczenia pocałowała Harry'ego w usta.
-To będzie piękne zdjęcie.-Powiedziała zachwycona Luna.-Jak już wywołam to wam wyślę.
-Coś masz na ustach stary...-Powiedział Ron a on otarł je ręką na co Ginny zachichotała.-Przepraszam, ale co to miało być panno Weasley!-Powiedział Ron udając oburzenie.
-Ależ panie Ronaldzie...-Powiedziała a Harry parsknął śmiechem.
Chwilę później Hermiona porwała gdzieś Rona, a pani Weasley dała im do zrozumienia, aby to Ginny poszła z Harry'm pokazać mu dom.
-Daj mi rękę.-Powiedziała i stuknęła w zamek mówiąc ,,Alohomora". Po chwili pchnęła drzwi i oboje weszli. Harry nie mógł uwierzyć własnym oczom. Ściany były pomalowane na jasno, schody były już w całości, podłogi miały jasny, ładny kolor.
-Wybacz, że tak bez zapowiedzi to wszystko zaplanowałam i w ogóle, myślałam, że będziesz zły...-Powiedziała i przeszli do salonu.
-Boże Ginny, ile razy mam ci mówić, że to najlepsze co ktoś kiedykolwiek dla mnie zrobił.
-Och, nie udałoby się bez ekipy.-Uśmiechnęła się.-Cieszę się, że ten pomysł wypalił, był naprawdę szalony, wiem.
-Cieszę się, że masz takie szalone pomysły.-Uśmiechnął się. W salonie nad kanapą wisiało mnóstwo kolorowych zdjęć. Byli na nich jego rodzice, on jak był mały, Hermiona z Ronem w wesołym miasteczku, cała rodzina Weasley...
-Piękne.-Powiedział wzruszony przyglądając im się z bliska.-To był twój pomysł?-Zapytał choć był tego prawie pewny.
-Tak.
-Dziękuję...-Powiedział na te wszystkie wspomnienia jego rodziców, Syriusza, Freda piekło go pod powiekami.-To najlepszy prezent jaki dostałem...Tak bardzo ci dziękuję, kocham cię, a twój pomysł był niesamowity, trudno przejść obok tej ściany obojętnie...
-Właśnie taki chciałam uzyskać efekt.-Uśmiechnęła się.-I takie uczucia miało to wywoływać.-Dodała i starła kciukiem samotną łzę na jego policzku.
Tak oprowadziła go po całym domu.
-Tata bardzo dużo tutaj zrobił...zresztą Ron też często tu przychodził i George i Bill. Gdy Ginny oprowadzała go po domu widać było w tym wszystkim kobiecą rękę i z pewnością była to robota w większości Ginny, ale może też Hermiony lub pani Weasley.
-Ten dom jest piękny, tak jak go sobie zawsze wyobrażałem...
-A ja jeszcze ci nie dałam prezentu.
-Żartujesz Ginny!
Chwilę później przywołała do siebie małe pudełeczko. Harry otwarł je przy niej, w środku była fiolka z fioletowym eliksirem.
-Co to? Jakiś napój miłosny.-Zaśmiał się.
-Eliksir, który wskazuje właściwe rozwiązania, pomaga podejmować właściwe decyzje. Używaliśmy go z Gwardią Dumbledore'a na ostatnim roku.Czasami też podsuwa właściwe odpowiedzi na różne pytania.
-Ciekawe...nigdy o takim nie słyszałem.-Powiedział oglądając płyn.
-Bo to ja go...wymyśliłam. To znaczy...to był w sumie przypadek, bo pomyliłam składnik, ale dalej w to brnęłam, dopasowałam właściwości kilku pozostałych składników. Potem na święta Fred i George go dla mnie przetestowali i działał świetnie, więc zaczęliśmy go ważyć więcej.
-Łał, to brzmi tak mądrze.-Oboje się zaśmiali.
-To były najlepsze urodziny! Tak cię kocham Ginny, w końcu wszystko się wyjaśniło i nareszcie jest spokój.
-Też się bardzo cieszę....no i...też cię kocham.-Powiedziała i przytuliła go, a on czuł zapach jej perfum, głaskał jej miękkie włosy i obejmował ramionami swój cały świat...
-Co to?-Zapytała widząc rozbłyski i po chwili wyszli na taras. Na niebie unosiły się fajerwerki tworzące napis: ,,Wszystkiego najlepszego dla Wybrańca!"
-To pewnie sprawka George'a-Zaśmiała się Ginny. Fajerwerki zmieniały kolor i przemieniały się w różne kształty.
-Nie wiem co bym bez was zrobił.-Uśmiechnął się i objął Ginny ramieniem.
-No i jak George, co z Angeliną?-Zapytała Ginny.
-Świetnie, jednak jedzie tylko na tydzień a później wróci.-Powiedział ucieszony.-I powiedziała, że chętnie się ze mną zobaczy, że będzie tęsknić, ale obiecała, że będzie pisać.-Powiedział z satysfakcją.
-Chyba naprawdę jej zależy.-Powiedział Harry.
-Mam nadzieję, ja się dzisiaj przekonałem, że mi naprawdę bardzo mocno...
-Słyszeliście to?!-Powiedziała Ginny i podbiegła do okna, Harry też wstał.
-To Ron i Hermiona!-Powiedziała i Molly zerwała się z kanapy.
-Pójdę zrobić im kolację, na pewno są głodni...
-Chodź Harry, przywitamy ich!-Powiedziała Ginny ucieszona powrotem Hermiony i Rona i po chwili oboje wyszli na werandę. Ron obejmował Hermionę z uśmiechem a ona niosła...watę cukrową? Wyglądali na naprawdę szczęśliwych.
-Chyba wyjazd się udał.-Uśmiechnął się Harry i oboje pomachali do przyjaciół, a oni odmachali im wspinając się na wzgórze.
-Ginny!-Powitała ją Hermiona i przytuliła.
-Cześć stary!-Przywitał go Ron i wymienili męski uścisk.
-Opowiadajcie!-Powiedzieli chórem Harry i Ginny. Przy kolacji wszyscy chętnie wymieniali się informacjami i wrażeniami.
-Rodzice Hermiony to naprawdę przemili ludzie! No i są naprawdę mądrzy, już wiem po kim Hermiona to ma!-Wyszczerzył zęby, a Hermiona uśmiechnęła się i zarumieniła.-Mieszkają w bardzo ładnej okolicy, ta chałupa chyba kosztowała ich nasz cały majątek!-Powiedział zdumiony Ron.
-A skąd ta wata cukrowa?-Zapytała Ginny.
-Ron mi kupił za mugolskie pieniądze.-Uśmiechnęła się do niego.
-Byliśmy dziś w wesołym miasteczku, mimo, że mugolskie to robi wrażenie...
-Muszę też tam kiedyś pójść...-Odezwał się tata nadzwyczaj podekscytowany mugolskimi atrakcjami.
-Taak, byłam tam kiedyś z rodzicami, było naprawdę fajnie!-Powiedziała Hermiona.
-A no i bym zapomniał!-Ron wyciągnął coś małego z kieszeni i stuknął w to różdżką i się powiększyło. Po chwili wręczył Hermionie pluszowego hipogryffa.
-Skąd hipogryff w...-Zanim zdążył dokończyć Ron wpadł mu w słowo.
-Przetransmutowałem na hipogryffa, teraz jest bardziej czarodziejski.-Wytłumaczył Ron.
-Ron go dla mnie wygrał.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-Pewnie skonfundował gościa.-Powiedziała Ginny i wszyscy ryknęli ze śmiechu. W salonie byli teraz tylko George, Harry, Ginny, Ron i Hermiona, bo pani Weasley krzątała się na wyższych piętrach domu, a pan Weasley wcześniej się z nimi pożegnał, teraz chodził do nowej pracy zazwyczaj wieczorem, ze względu na to by w ciągu naprawiania jakichś szkód nie przeszkadzać innym pracownikom.
-A jak tam dzisiaj w pracy?-Zapytał Ron, zawsze dziwił się Charlie'emu, że wybrał akurat hodowlę smoków i był do tego sceptycznie nastawiony.
-Naprawdę fajnie, Charlie pozwala nam latać, smoki są szybsze niż niektóre miotły, taką pracę to ja lubię.
-No mi też się podoba.
-Hmm..myślałam czy nie wyjechalibyśmy gdzieś na wakacje?-Zaproponowała Hermiona.
-Ja chętnie, mam ochotę coś zwiedzić albo poleżeć na plaży...-Powiedział Ron rozmarzonym głosem.
-Przecież ty i tak cały czas leżysz.-Zaśmiał się George.-Ale jakbyście mnie chcieli to mogę jechać z wami...Ale potem muszę wrócić, ktoś musi zrobić Angie komitet powitalny.-Puścił do nich oko.
-A wy?-Zapytał Ron Ginny i Harry'ego.
-Hmm..miałam się wyprowadzić...
-A ja miałem odbudowywać mój dom...
-O Merlinie! Jak można nie chcieć jechać na wakacje!-Powiedział zdziwiony Ron.-No weźcie, musicie odpocząć trochę od pracy!
-No dobra...ja bym nawet pojechała, tylko gdzie?
-Jeju coś jeszcze wymyślimy, a ty stary?
-Chcę jechać z wami, ale mój dom..
-No stary! Nie daj się prosić, Ginny też jedzie a podobno NIE MOŻESZ BEZ NIEJ ŻYĆ!-Robił mu wyrzuty. A o dom to się nie martw.-Machnął lekceważąco ręką.
-Dobra, masz rację, jadę mamy w końcu jeszcze ponad miesiąc.
-Nie powiedziałam wam jeszcze!-Odezwała się Ginny.-Zostałam kapitanką drużyny gryffonów!
-Super! Trzeba to opić!-Powiedział wesoło George.
**********
Tygodnie wakacji mijały boleśnie szybko. Ani się obejrzeli, a nadszedł ten dzień. A mianowicie był koniec miesiąca-dokładnie 31, ostatni dzień lipca.
-Stary masz już osiemnastkę na karku! Ale mi się zestarzałeś! Wszystkiego najlepszego!-Kiedy tylko wstał z łóżka zobaczył nad sobą roześmianą twarz Rona.-A to prezent.-Wręczył mu prostokątne pudełko, rozwinął kolorowy papier i otworzył je. W środku była książka a na jej okładce widniał napis: ,,Aurorstwo bez tajemnic".-Sam to kiedyś czytałem, to mnie przekonało do bycia aurorem, ta książka jest naprawdę świetna!-Ekscytował się Ron.
-Chyba udziela ci się długie przybywanie z Hermioną.-Zaśmiał się.-Ale wielkie dzięki stary.-Poklepał go po plecach a nową książkę odłożył na swoją szafkę nocną.
**********
Ginny zerwała się z łóżka, Hermiona jeszcze smacznie spała.
Ojejku to już dzisiaj!-Pomyślała Ginny patrząc na swój kalendarz w kolorach gryffindoru. Ten czas tak szybko zleciał...Co jeśli coś pójdzie nie po jej myśli? Tak dokładnie zaplanowała sobie ten dzień, że nie wyobrażała sobie jakichkolwiek wpadek. Oby prezent mu się spodobał, na pewno był niebanalny, ale czy na tyle by zadowolić ,,wybrańca", nie...co ona sobie myśli przecież dla niej to Harry, ukochana osoba odkąd go tylko ujrzała, poza tym w zeszłym roku nic mu nie dała...Szybko rozczesała włosy, umyła zęby, gorzej było z wyborem stroju, praktycznie same dżinsy, trzeba chyba poszperać głębiej w szafie...W końcu przypomniało jej się! Przywołała do siebie ciemnofioletową sukienkę sięgającą nieco przed kolano, była zwiewna a jej kolor świetnie kłócił się z jej ognistymi włosami. Idealnie na tę okazję.-Pomyślała. Zrobiła jeszcze lekki makijaż podkreślając rzęsy, przez co jej duże, brązowe oczy wydawały się jeszcze większe. Właśnie miała wyjść, jeszcze raz przyjrzała się sobie w lustrze. Już dawno się tak nie stroiła!
-Ginny, wyglądasz cudnie!-Powiedziała zdumiona Hermiona wygrzebując się z kołdry. Po chwili stanęła obok niej i przyjrzała jej się od stóp do głów, a ona sama była jeszcze w piżamie i miała roztrzepane włosy.
-No tak...Harry ma dzisiaj urodziny...-Uśmiechnęła się triumfalnie.-Ja też się pójdę ogarnąć.
-Myślisz, że dać mu prezent teraz przy śniadaniu czy dopiero wieczorem?-Zapytała Ginny.
-Wieczorem, ale jak tam wolisz.
-Dobra masz rację.-Zaklęciem zaścieliła łóżko, Hermiona za to zagarnęła z szafy jakieś ubrania.
-Harry się chyba trochę zdziwi.-Zaśmiała się Hermiona.-Zaraz zejdę na dół.-Uśmiechnęła się i poszła do łazienki. Ginny za to żwawym krokiem zeszła na dół.
-Dzień dobry!-Powiedziała wesoło zbiegając po schodach.
-Idziesz na melanż i nic mi nie powiedziałaś!?-Powiedział George udając oburzenie.
-Łaaaał! Kurde Ginny ty idziesz na jakiś konkurs piękności.-Ron wybałuszył oczy chyba jeszcze do niego nie docierało.-W ogóle ty założyłaś sukienkę! TY!
-Chyba jesteś jeszcze śpiący Ron...-Zaśmiała się i usiadła obok Harry'ego cmokając go w policzek. Harry za to musiał wyglądać dość głupkowato, bo cały czas tylko się na nią gapił nie wiedząc co powiedzieć, teraz dziwnie się czuł przy takiej ładnej dziewczynie...
-Życzenia będą później.-Powiedziała do niego.
No już pochwal ją, ,,piękne wyglądasz" ? Nie to trochę banalne, kurde jak on ma się teraz skupić na jedzeniu! Dobra, później pogadają.
Wtem do salonu weszła Hermiona.
-Cześć.-Ona też wyglądała tego dnia ładnie, miała krótką, białą sukienkę i włosy zaplecione w warkocz. Przywitała się z Ronem cmokając go w policzek i usiadła obok niego przy stole.
-Ślicznie wyglądasz.-Pochwalił ją Ron a ona się zarumieniła.
-A to dla ciebie Harry, życzenia są w środku.-Uśmiechnęła się podając mu małą paczkę.
-Łał, czyżby nie książka?-Zaśmiał się.
-Nie, otwórz później.-Uśmiechnęła się, a on położył paczkę obok.
-Dzięki, Hermiona.-Uśmiechnął się do niej.
-Nie ma sprawy, wszystkiego najlepszego.-Powiedziała i przytuliła go.
-Harry, kochaneczku! -Pani Weasley podeszła do stołu i go wyściskała.-Życzę ci mnóstwo radości w dniu twoich urodzin i na co dzień!-Uśmiechnęła się do niego serdecznie.
-Dziękuję pani bardzo.-Uśmiechnął się szeroko. Po raz kolejny poczuł się jak część tej rodziny...
-Prezent wręczymy ci później kiedy Artur wróci, a powinien już być!-Powiedziała podenerwowana.
-Pewnie się przedłużyło, może doszło mu jakieś nowe zlecenie...-Mówił Ron.
Po chwili wszyscy już zajęli się jedzeniem, było słychać tylko szczęk widelców i noży.
Ginny tak ładnie wygląda, powinna częściej chodzić w sukienkach...-Pomyślała pani Weasley.
Jakby tu się pozbyć Rona...To znaczy...nie pozbyć może raczej...zrobić tak, żeby na chwileczkę dał im spokój. I najlepiej nie wparowywał od tak do pokoju Ginny jak było ostatnio...-Rozmyślał Harry.-Kurczę, chyba nikt nigdy tak się nie przejął jego urodzinami...-Pomyślał ukradkowo spoglądając na Ginny.
-Gdzie dzisiaj pójdziemy, Ron?-Zapytała Hermiona z naciskiem na jego imię, a łyżka w jej dłoni zawisła w powietrzu w drodze do ust.
-No nie wiem...Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki na obiad, ja stawiam.-Uśmiechnął się Ron, Hermiona też wyglądała na zadowoloną z jego pomysłu.
Hermiona, jesteś najlepszą przyjaciółką! Wygląda na to, że specjalnie wyciągnęła Rona.-Harry uśmiechnął się do siebie chytrze.
Więc nikt nam nie przeszkodzi...-Pomyślała Ginny.-Dzięki Hermiono, twoje intrygi są świetne. Ciekawe o czym Harry teraz myśli...No ale najlepsze jeszcze przed nim!
-Och, Ginny tak mało zjadłaś!-Powiedziała po chwili Molly.
-Oj mamo!-Rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie.-Proszę cię...
-Och, no dobrze już, dobrze...-Powiedziała zniecierpliwiona.-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego kochaneczku!
-Naprawdę bardzo dziękuję.-Powiedział nieśmiało, nawet jego własne wujostwo nie traktowało go tak dobrze jak pani Weasley, zupełnie jakby był jej siódmym synem...
-Może powinienem się przebrać...-Powiedział do niej na szczycie schodów.
-Taa...najlepiej w sukienkę!-Zażartowała.-Kocham cię takiego jakim jesteś...Uwierz mi nawet jak nie masz szaty wyjściowej, a te rozczochrane włosy są całkiem...urocze.-Wyznała, a Ginny Weasley nie byle komu mówiła komplementy, zresztą to nie powinno być na odwrót?
-Ginny, ty też dzisiaj wyglądasz...-Zawahał się szukając właściwego słowa.-Po prostu śliczna z ciebie dziewczyna, a dzisiaj to w ogóle już przeszłaś najśmielsze oczekiwania.-W odpowiedzi uśmiechnęła się do niego.
-To...tak jak rok temu...-Wzięła głęboki oddech i zamknęła drzwi.-Ale spokojnie Ron i Hermiona już wyszli, widziałam ich, fajnie, że są razem.
-Wiesz o wiele bardziej wolę to niż mieliby się znowu kłócić...-Zaśmiał się.
-Tak ja też, to chyba oczywiste.
-Ładny masz stąd widok...-Powiedział, przez okno było widać ich rodzinny sad i ogród, oraz kilka wzgórz.
-Tak, wiem, lubię tu przesiadywać.-Powiedziała i usiadła przy oknie na parapecie.-Robię tak zawsze jak nie mogę zasnąć...
-O, a to Arnold.-Wskazała na małego puszka, wyciągnęła go z klatki i trzymała na ręce.-Są słodkie i mądre nauczyłam go już kilku sztuczek, ale może przejdźmy już do rzeczy.-Odłożyła Arnolda do klatki, chwyciła jego obie ręce i spojrzała mu w oczy.Zaśmiała się.
-Z czego się śmiejesz?-Zapytał jemu jakoś też zachciało się śmiać.
-Śmieszne, jakoś się denerwuję.-Uśmiechnęła się a on odwzajemnił uśmiech.
-Więc Harry...nie będę ci życzyć wszystkiego najlepszego, bo w sumie każdy tak mówi...-Zaczęła.
-Jak zwykle oryginalna...-Zaśmiał się.
-No więc...życzę ci może...spokojniejszego życia...
-O tak, niewątpliwie się przyda.-Oboje się zaśmiali, tak mu tego brakowało, spojrzenia jej brązowych oczu i tych piegów na nosie i policzkach...
-I przede wszystkim szczęśliwego, żebyś spełniał swoje marzenia...tak jak ja spełniłam swoje.-Zakończyła i wpiła się w jego usta. O Merlinie! Co to było za uczucie! Serce momentalnie zabiło mu szybciej, zresztą Ginny też...Po paru...sekundach? Minutach? Trudno było stwierdzić kiedy się od siebie odczepili, ale były to z pewnością najpiękniejsze chwile pod słońcem.
-To najlepsze życzenia jakie dostałem.-Uśmiechnął się.
-Bardzo dobrze, tak miało być.-Zaśmiała się.-Gdzie pójdziemy?-Zapytała.
-Chodźmy gdziekolwiek, chce się przespacerować.
-Ja też.
Po chwili deportowali się na polach pełnych kwiatów.
-Ładnie tu, gdzie to?-Zapytała Ginny.
-Pomyślałem o ładnym miejscu, no i to przyszło mi do głowy, kiedyś rozkładaliśmy tu w pobliżu namiot.
-Mieliście prawdziwą masakrę, byłam pewna, że tak będzie, miałam jakieś złe przeczucia, ale wierzyłam, że wrócicie.
-Taaa...
Spacerowali tak jeszcze długo.
-...No i Ron się wtedy wkurzał, bo on już chodził do Hogwartu i nie mógł już używać bezkarnie magii poza szkołą.-Dokończyła swoją historię.-Bracia zawsze mi wmawiali, że trafię do innego domu, a ja od zawsze tak uwielbiałam Gryffindor! Od zawsze wiedziałam, że muszę do niego trafić, tiara prawie od razu mnie do niego przydzieliła, zawsze podziwiałam odważnych, sama chciałam zawsze taka być...
-No i jesteś, nie każdy miałby odwagę w ogóle się do mnie przyznawać, przeciwstawiać się śmierciożercom, dowodzić grupą buntu...-Mógłby tak jeszcze trochę wymieniać...
-No nie wiem, to chyba nie są żadne ,,bohaterskie czyny".
-A właśnie, że tak i nigdy tego nie zapomnę...Poza tym miałaś odwagę mnie zostawić mimo, że się domyślałaś.
-Skończmy może ten temat...Wiesz co z Dursley'ami?-Zapytała a Harry zupełnie nie wiedział co powiedzieć.
-Nie mam pojęcia, nawet nie wiem gdzie teraz są i...czy w ogóle jeszcze żyją...
Długo tak jeszcze rozmawiali ,śmiali się i wspominali czasy, gdy chcieli być parą, ale bali się to przyznać i o wspólnych lekcjach w Hogwarcie, meczach quidditcha....Harry czuł, że mógłby tak leżeć na trawie w ten upalny dzień, obejmując Ginny i rozmawiać z nią na wszystkie tematy przez wiele godzin...
Aż w końcu wrócili na obiad, a po obiedzie odpoczywali, Hermiona jak to ona czytała jakąś książkę, Ron z Harry'm grali w magiczne szachy, a Ginny przeglądała ,,Żonglera".
Wieczorem dopiero Ron, Ginny i Hermiona zaczęli coś między sobą szeptać, Harry zaczął domyślać się, że na pewno coś wymyślili. Aż w końcu, gdy nadszedł zmrok Ginny z Harry'm wyszli na werandę.
-Muszę to zrobić...wybacz.-Powiedziała po czym machnęła różdżką a na jego oczach zawiązała się czarna opaska.
-No dobrze...prowadź...-Uśmiechnął się a Ginny złapała jego dłoń, nie wiedział nawet gdzie się przed chwilą deportowali...
Co chwile sterowała nim, zrobili kilka zakrętów i Harry zastanawiał się gdzie mogą się znajdować i co takiego go czeka. Nagle zatrzymała się i on zrobił tak samo, po chwili opaska na jego oczach opadła.
-Niespodzianka!-Krzyknęła Ginny i wszyscy zaczęli klaskać.
Zobaczył swój dom w Dolinie Godryka, cały odremontowany dokładnie tak jak go sobie wyobrażał! Pomiędzy drzewami były zawieszone lampki, które dodawały klimatu. A przed domem czekali na nich wszyscy Weasley'owie, Luna, Neville, Hermiona, Hagrid i Andromeda trzymająca na rękach jego chrześniaka.
-Wybacz za to...że wtargnęliśmy do twojego domu...-Powiedziała Ginny z przepraszającą miną.
-Oszalałaś! To jest...-Nawet nie wiedział co powiedzieć.-Tak wam dziękuję!
-To Ginny to wszystko uknuła...-Powiedział Ron.
-Najlepszego Harry!-Powiedział Hagrid i wręczył mu jak zwykle własnoręcznie robiony tort. Choć jego wypieki nie były...za dobre to i tak ten gest zawsze Harry'ego cieszył.
-Dzięki Hagrid.-Po chwili tak go wyściskał, że żebra Harry'ego niebezpiecznie zatrzeszczały.
-Cholibka już 18 lat!-Powiedział wzruszony.-A ja pamiętam jak miałeś jedenaście i z trudem pchałeś ten kufer.-Hagrid się rozkleił i wyciągnął zza pazuchy swoją chusteczkę w którą zaczął wydmuchiwać nos.-A teraz...teraz to z ciebie wyrósł chłop na schwał...
-Dzięki Hagridzie.-Uśmiechnął się do niego.
-Harry!-Zawołała go Luna i rzuciła mu się na szyję.
-Cześć Luna, co słychać?
-Bardzo dobrze, pracujemy z tatusiem nad pewnym wynalazkiem...-Zaczęła a Harry jak zwykle rozmawiając z Luną się wyłączył, zobaczył, że Ginny spojrzała na niego kątem oka i zaśmiała się, ona sama rozmawiała z Andromedą.
-No, ale wracając...życzę ci wszystkiego najlepszego!-Powiedziała Luna i wręczyła mu prostokątną paczkę. Jak się później okazało w środku był poradnik ,,Jak nie bać się nargli" co później strasznie rozbawiło Rona.
-Stary, nie wiem co ona ma w sobie ale...ja nie mogę.-Rechotał Ron.-No Harry, to już żaden nargiel czy jak mu tam nie wniknie do twojego umysłu, nie musisz się już o to martwić.-Zażartował Ron i Harry parsknął śmiechem.
-Harry, mogę na chwilę?-Zaczepił go pan Weasley i odeszli parę kroków na bok.
-Chciałem ci złożyć najlepsze życzenia, nie zmieniaj się Harry, wspaniały z ciebie chłopak.-Powiedział pan Weasley i poklepał go po plecach.
-Dziękuję panu.
-Molly, mogę cię prosić!-Zawołał ją pan Weasley a ona odeszła od Andromedy z uśmiechem.
-Ach, tak!-Wyciągnęła różdżkę, zaczęła nią coś wyczarowywać i wszyscy teraz patrzyli w jej kierunku z zaciekawieniem. Okazało się, że była to....śnieżna sowa w klatce!
-Chcieliśmy dać ci coś przydatnego i pomyśleliśmy, że nic nie przyda ci się bardziej niż sowa.-Uśmiechnęła się Molly.
-Naprawdę dziękuję, ale nie musieli państwo...-Powiedział Harry a pani Weasley zaczęła płakać i ściskać Harry'ego.
-Jak ją nazwiesz?-Zapytał Ron.
-Nie mogę jej nazwać inaczej...niż Hedwiga.
-Wiedziałam.-Powiedziała Ginny i stanęła koło niego.
-Jest naprawdę piękna, wygląda tak samo jak moja poprzednia sowa...
-Tylko ma plamę nad okiem.-Zauważyła Hermiona.
-Blizna, jak u właściciela.-Zażartowała Ginny.
-Taa...to przeznaczenie.-Powiedział George.
Przez resztę wieczoru inny składali mu życzenia i dawali drobne prezenty, od Andromedy dostał ładną szatę wyjściową, od Charlie'ego brelok w kształcie smoka, który zmieniał kolor w zależności od nastroju, od George'a wielką pakę słodyczy i gadżetów z jego sklepu,a reszty prezentów jeszcze nie zdążył otworzyć. Zabawa się zaczęła a między drzewami pojawił się parkiet wszyscy tańczyli i świetnie się bawili.
-Zróbmy sobie zdjęcie!-Powiedziała Luna i przywołała swój aparat. Wszyscy się zgodzili i zaczęli się ustawiać.
-3...2..1...-Odliczała Luna i po chwili wszyscy się uśmiechnęli do obiektywu krzycząc:-Weasley!, a Ginny z zaskoczenia pocałowała Harry'ego w usta.
-To będzie piękne zdjęcie.-Powiedziała zachwycona Luna.-Jak już wywołam to wam wyślę.
-Coś masz na ustach stary...-Powiedział Ron a on otarł je ręką na co Ginny zachichotała.-Przepraszam, ale co to miało być panno Weasley!-Powiedział Ron udając oburzenie.
-Ależ panie Ronaldzie...-Powiedziała a Harry parsknął śmiechem.
Chwilę później Hermiona porwała gdzieś Rona, a pani Weasley dała im do zrozumienia, aby to Ginny poszła z Harry'm pokazać mu dom.
-Daj mi rękę.-Powiedziała i stuknęła w zamek mówiąc ,,Alohomora". Po chwili pchnęła drzwi i oboje weszli. Harry nie mógł uwierzyć własnym oczom. Ściany były pomalowane na jasno, schody były już w całości, podłogi miały jasny, ładny kolor.
-Wybacz, że tak bez zapowiedzi to wszystko zaplanowałam i w ogóle, myślałam, że będziesz zły...-Powiedziała i przeszli do salonu.
-Boże Ginny, ile razy mam ci mówić, że to najlepsze co ktoś kiedykolwiek dla mnie zrobił.
-Och, nie udałoby się bez ekipy.-Uśmiechnęła się.-Cieszę się, że ten pomysł wypalił, był naprawdę szalony, wiem.
-Cieszę się, że masz takie szalone pomysły.-Uśmiechnął się. W salonie nad kanapą wisiało mnóstwo kolorowych zdjęć. Byli na nich jego rodzice, on jak był mały, Hermiona z Ronem w wesołym miasteczku, cała rodzina Weasley...
-Piękne.-Powiedział wzruszony przyglądając im się z bliska.-To był twój pomysł?-Zapytał choć był tego prawie pewny.
-Tak.
-Dziękuję...-Powiedział na te wszystkie wspomnienia jego rodziców, Syriusza, Freda piekło go pod powiekami.-To najlepszy prezent jaki dostałem...Tak bardzo ci dziękuję, kocham cię, a twój pomysł był niesamowity, trudno przejść obok tej ściany obojętnie...
-Właśnie taki chciałam uzyskać efekt.-Uśmiechnęła się.-I takie uczucia miało to wywoływać.-Dodała i starła kciukiem samotną łzę na jego policzku.
Tak oprowadziła go po całym domu.
-Tata bardzo dużo tutaj zrobił...zresztą Ron też często tu przychodził i George i Bill. Gdy Ginny oprowadzała go po domu widać było w tym wszystkim kobiecą rękę i z pewnością była to robota w większości Ginny, ale może też Hermiony lub pani Weasley.
-Ten dom jest piękny, tak jak go sobie zawsze wyobrażałem...
-A ja jeszcze ci nie dałam prezentu.
-Żartujesz Ginny!
Chwilę później przywołała do siebie małe pudełeczko. Harry otwarł je przy niej, w środku była fiolka z fioletowym eliksirem.
-Co to? Jakiś napój miłosny.-Zaśmiał się.
-Eliksir, który wskazuje właściwe rozwiązania, pomaga podejmować właściwe decyzje. Używaliśmy go z Gwardią Dumbledore'a na ostatnim roku.Czasami też podsuwa właściwe odpowiedzi na różne pytania.
-Ciekawe...nigdy o takim nie słyszałem.-Powiedział oglądając płyn.
-Bo to ja go...wymyśliłam. To znaczy...to był w sumie przypadek, bo pomyliłam składnik, ale dalej w to brnęłam, dopasowałam właściwości kilku pozostałych składników. Potem na święta Fred i George go dla mnie przetestowali i działał świetnie, więc zaczęliśmy go ważyć więcej.
-Łał, to brzmi tak mądrze.-Oboje się zaśmiali.
-To były najlepsze urodziny! Tak cię kocham Ginny, w końcu wszystko się wyjaśniło i nareszcie jest spokój.
-Też się bardzo cieszę....no i...też cię kocham.-Powiedziała i przytuliła go, a on czuł zapach jej perfum, głaskał jej miękkie włosy i obejmował ramionami swój cały świat...
-Co to?-Zapytała widząc rozbłyski i po chwili wyszli na taras. Na niebie unosiły się fajerwerki tworzące napis: ,,Wszystkiego najlepszego dla Wybrańca!"
-To pewnie sprawka George'a-Zaśmiała się Ginny. Fajerwerki zmieniały kolor i przemieniały się w różne kształty.
-Nie wiem co bym bez was zrobił.-Uśmiechnął się i objął Ginny ramieniem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)