-Gin, wstawaj!
-Na Merlina, jeszcze pięć minutek!-Jęknęła i nakryła się kołdrą.
-Ej, a pięć minutek dla Harry'ego masz w swoim grafiku?-Zaśmiał się i po chwili wygrzebała się spod kołdry, a on przysiadł na łóżku obok niej.
-Coś się znajdzie...-Wymruczała i pocałowała go przeciągle.-Która jest godzina?-Zapytała i usiadła na brzegu łóżka.
-Ósma, George mówił coś, że dziś już wracamy.
-Co?! Naprawdę? I my byliśmy na wyjeździe dwa tygodnie?! Ale ten czas leci...
-No tak, dziś wracamy do szkoły.
-No tak! Totalnie straciłam poczucie czasu, dzisiaj pierwszy września!-Ta myśl od razu jakoś ją ożywiła. Harry obserwował jak zbierała potrzebne rzeczy krzątając się przy tym po pokoju. Po pięciu minutach wyszła z łazienki już ubrana, usiadła przy nim i zaczął delikatnie rozczesywać jej miedziane włosy.
-Mógłbyś być fryzjerem.-Zaśmiała się.
-Wolę być aurorem.
-No tak, to tradycja Potter'ów.-Uśmiechnęła się.
-Masz rację.
-Ciekawe jak mi pójdą owutemy w tym roku...
-Pewnie dobrze.-Zapewnił.-Hermiona nie da nam spokoju więc nie ma szans, żebyśmy oblali.-Szepnął, a ona się zaśmiała.
-Jesteś podły!-Zaśmiała się.
-Dlaczego?
-Obgadujesz Hermionę, poza tym budzisz mnie tak wcześnie!-Zaśmiała się.
-Wolisz, żeby to Ron ci dyszał nad karkiem?
-No dobra to mnie przekonałeś...Dzięki.-Powiedziała i wzięła od niego szczotkę.-Możemy iść.-Oznajmiła, Harry ujął jej dłoń i oboje wyszli z namiotu.
-No, jest i śpiąca królewna...
-...I tandetniejsza wersja księcia.-Zażartował Harry i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Siadajcie.-George poklepał miejsce obok siebie.-No i zajadajcie!-Wskazał na jajka z bekonem i jakąś sałatkę.
-To nie chcesz bekonu?-Zapytał Ron Hermionę.
-Nie, to niezdrowe Ronald!-Pouczyła go puszystowłosa a Harry i Ginny zachichotali. To było takie typowe dla nich, ale jednocześnie pasowali do siebie i mimo różnic była między nimi jakaś równowaga.
-Ja potrzebuję mięsa.-Upierał się.
-A ja chwilę ciszy, można?-Uspokoiła ich Ginny i też zajęła się jedzeniem.
-Jak wam idzie szukanie pracy?-Zapytał Harry.-To moja wina, przepraszam.
-No co ty i tak wszystkie organy były podczas wojny pełne zdrajców i niesamowicie zatrute. No i wydaje mi się, że już niedługo coś znajdę, póki co mam oszczędności więc dam sobie radę.-Zapewnił go Percy.
-No a ja dzisiaj mam rozmowę o pracę na asystenta uzdrowicieli na oddziale leczenia urazów po klątwach i urokach.-Bill uśmiechnął się szeroko.
-Super.-Ucieszyła się Ginny.
-Niezua robota.-Powiedział Ron z pełnymi ustami, a Hermiona wymownie uniosła oczy ku niebu, z tą dwójką trudno było nie wybuchnąć śmiechem.
-Aha, obowiązki wzywają.-Odparł Charlie, gdy zaczął czytać jakiś list.-Muszę wracać do hodowli, eksportują dwa nowe smoki.-Poinformował.-Byliście dobrymi opiekunami.-Pochwalił ich.-No dobra na mnie już czas, muszę tam być zanim Hagrid wybuchnie z ekscytacji.-Zachichotał.-No to powodzenia w nowym roku szkolnym, piszcie w wolnym czasie.-Mrugnął do nich i zniknął po tym, gdy cała czwórka chórem powiedziała ,,dzięki".
-Pójdę przygotować świstoklik do nory, chciałem was zabrać od razu na peron, ale mama stwierdziła, że mamy być wcześniej w norze.-George przewrócił oczami i poszedł w kierunku namiotu, który dzielił z Percy'm.
-Fajnie było, będę za wami tęsknił kiedy będziecie w Hogwarcie, zdawajcie sprawozdania, ja też wam coś napiszę jak będę miał czas.-Uśmiechnął się i uściskał Ginny.
-Och, Percy od kiedy ty się tak zmieniłeś?-Zapytał Bill kończąc śniadanie.
-Dotarło do mnie jakim byłem kretynem, kocham was i nie chcę, żeby cokolwiek inne nad tym przeważyło, dlatego teraz szukam jakiejś niższej posady, to mi chyba dobrze zrobi no i to chyba po części zasługa Audrey.-Uśmiechnął się.
-Taaa...nudno będzie bez nich no nie?-Dopowiedział Bill.
-Nooo to prawda.
-A teraz muszę się już zbierać, mam rozmowę o pracę, trzymajcie kciuki.
-Powodzenia!-Powiedzieli wszyscy chórem.
Po paru minutach wszyscy razem wylądowali w norze.
-Wiecie, ja muszę jeszcze deportować się do rodziców, no wiecie muszę się z nimi pożegnać zresztą zostawiłam u nich kilka rzeczy.-Oznajmiła Hermiona.
-W takim razie widzimy się na peronie?-Zapytał Harry.
-Tak, do zobaczenia.-Uściskała ich szybko i Rona cmoknęła w policzek.
-Dzięki za wycieczkę George!
-Nie ma sprawy.-Zanim zdążył wypowiedzieć te słowa Hermiona zniknęła.
-Ach..-Ron jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce, w którym zniknęła.
-Jesteście, kochani!-Przywitała ich pani Weasley i gestem zaprosiła do środka.-No i jak było, opaliliście się!
-Super, George jest jednak dobrym organizatorem wycieczek.
-A kiedykolwiek miałaś co do tego jakieś wątpliwości?-Wysoko uniósł brwi.-No w każdym razie, ja już się zajmę moim sklepem. No i z dobrą ekipą każdy wyjazd jest fajny.-Wyszczerzył zęby w uśmiechu przygryzając końcówkę swoich okularów przeciwsłonecznych.
-Osz ty pochlebco!-Ginny zaśmiała się i skrzyżowała ramiona na piersiach.
-Nie zapomnijcie pozdrowić Filcha ode mnie.-Zażartował i wszyscy parsknęli śmiechem.-No to dobrych ocen i tak dalej...-Przewrócił oczami.-Piszcie, buziaczki!-Powiedział piskliwym głosem i zacmokał.
-Będziesz na obiedzie?-Zapytała go matka.
-Jeśli jestem zaproszony to bardzo chętnie mamo.-Oparł się o framugę.
-Świetnie, Angelina też będzie?
-Hmm...dobry pomysł, napiszę do niej, dzięki mamo.-Powiedział, nachylił się i cmoknął starszą kobietę.-Będę o czternastej. A wy bądźcie grzeczni-powiedział-ale nie za bardzo łobuziaki.-Dopowiedział ściszonym głosem i wyszedł a wszyscy zachichotali.
-Wszyscy martwili się co z niego wyrośnie, a teraz został biznesmenem, gdybym ja miał takiego farta...-Westchnął Ron.
-Jedliście już śniadanie?-Zapytała jak zwykle z serdecznym uśmiechem na twarzy.
-Tak, George o nas dbał mamo, naprawdę nie schudliśmy ani o gram.-Zapewnił ją Ron.
-Skoro tak twierdzicie..-Matka wzruszyła ramionami.-W takim razie rozumiem, że trzymasz fason Ron i nie chcesz, żebym na podróż spakowała ci moich ciastek...
-Tych z czekoladą i orzechami?-Oczy zaświeciły mu się z nadzieją, jakby był wyrośniętym dzieckiem.
-Właśnie te.
-Mogę zrobić wyjątek.-Stwierdził a Harry z Ginny wybuchnęli śmiechem.
-Jesteś pewna, że nie powinnaś być w Slytherinie mamo?-Powiedziała Ginny i Molly parsknęła śmiechem.
-Każdy z nas ma coś ze ślizgona.-Machnęła różdżką i szmatka zaczęła sama polerować blat.
-No to trzymajcie.-Przywołała do siebie cztery papierowe torebki.-Daj Hermionie!-Powiedziała i wręczyła Ronowi dwie torebki.
-Dziękuję pani za wszystko, pani Weasley.-Powiedział Harry i zupełnie tego nie planując uścisnął pulchną czarownicę.
-Och, Harry jesteś uroczy, naprawdę nie ma za co.-Uśmiechnęła się do niego promiennie i rozpłakała ze wzruszenia.-Idźcie się już pakować.-Powiedziała pociągając nosem.
-Racja, jeszcze tego brakowało, żebyśmy na ostatni rok jechali latającym samochodem.-Zażartował i zrobił kilka dużych susów by dostać się na pierwsze piętro.-Jeśli rozumiesz aluzję Harry.-Zarechotał.
-Tak, Ron chyba przebiliśmy już wszystko.-Zaśmiał się, a Ginny przełożyła jego rękę tak, że wyswobodziła się spod jego ramienia.
Przez najbliższą godzinę wszyscy zastanawiali się nad tym czy na pewno wszystko wzięli.
-Jeśli czegoś zapomniałeś to mama pewnie przyśle ci to listem.-Ginny położyła się na swoim łóżku i poklepała miejsce obok siebie.
-Tęsknię za tą szkołą.-Wyznał i zaczął bawić się kosmykiem jej włosów.
-Ja też, dobrze wiedzieć, że krytyczne czasy już minęły.
-No ujmę to tak, to wielka ulga, że nikt już nie poluje na moją głowę.-Uśmiechnął się i pokazał kciuk w górę, a rudowłosa parsknęła śmiechem.
-No...dla mnie to też wielka ulga, poza tym dobrze jest cię mieć w końcu przy sobie.-Przytuliła go.
-Masz rację.-Pogładził ją po włosach.-Spakowałaś już wszystko?-Zapytał, żeby jakoś zagadnąć.
-Chyba tak, muszę jeszcze tylko zamknąć świstoświnkę w klatce no i może ubiorę coś cieplejszego.-Powiedziała wyglądając przez okno, pogoda rzeczywiście zaczynała się psuć, niebo spowiły ciemne chmury.
-Chyba będzie padać.-Stwierdził i podszedł do okna obok niej.-To były chyba najlepsze wakacje.
-Noo...trzeba to kiedyś powtórzyć.
-Będziemy w tej samej klasie...-Objął ją ramionami.
-No przyznaję, to miła odmiana.-Zamruczała.
-AAAAAAA!-Usłyszeli okropny wrzask i popędzili w miejsce skąd go usłyszeli.
-Ron!?-Oboje wpadli do pokoju jak burza a zastali tam Rona stojącego na łóżku w kącie pokoju.-Co jest do diabła, znowu pająk!-Przewróciła oczami, Ron przytaknął, a Harry po tym komentarzu robił wszystko, żeby nie wybuchnąć śmiechem.-Nie mów mi, że utrafiłam, jesteś mężczyzną i czarodziejem do cholery! Nie ma to jak mieć sześciu starszych braci a i tak to ja zawsze muszę usuwać pająki...-Westchnęła.
-ZROBIŁBYM COŚ GDYBY TEN DEBIL NIE USIADŁ MI NA RÓŻDŻCE!
-Jasne, zawsze ta sama śpiewka...Przyjrzyjmy mu się...-Powiedziała i podeszła bliżej.
-Wygląda jak mała akromantula.-Stwierdził brunet.
-ŻE CO!?
-Spokojnie Ronald...-Uspokoiła go Ginny i położyła mu dłoń na ramieniu.-Drętwota.-Wycelowała w problem, uniosła różdżkę i pozbyła się pająka przez okno.
-Trzymaj.-Podał przyjacielowi różdżkę.
-Dzięki Ginny.-Przytulił ją.-Od dzieciństwa cholernie się ich boję...Proszę was, nie mówcie o tym Hermionie.-Błagalnie zmarszczył brwi.
-Jak chcesz.-Rudowłosa wzruszyła ramionami.
-Nie powiem jej.-Obiecał mu przyjaciel.
-Dzięki, pewnie miałaby mnie za tchórza. Wie, że się ich boję, ale wiem to jakaś paranoja i strasznie głupio to wygląda...-Zaczerwienił się i podrapał po karku.
Po niecałych dwóch godzinach kwadrans przed jedenastą wszyscy byli już gotowi do podróży.
-Gotowi?-Zapytała ich pani Weasley.
-Tak.-Odpowiedziała Ginny naciągając na siebie luźny, szary sweter.
-No to na stację!-Powiedziała i po chwili wszyscy jeden po drugim pojawili się w ustronnym miejscu gdzie deportowali się czarodzieje.
-Świetnie, jesteśmy na miejscu.-Uśmiechnęła się Ginny.
Na King's Cross jak zwykle 1 września panował gwar i było mnóstwo ludzi z walizkami, pakunkami i wózkami. Wszyscy żegnali swoje rodziny.
-No to w barierkę!-Powiedział Ron, rozpędził się i zniknął za ścianą.
-Razem?-Zapytała rudowłosa.
-Pewnie.-Uśmiechnął się do niej i złapał jej dłoń i po chwili oboje pchając przed sobą wózki wylądowali na peronie 9 i 3/4 a tuż za nimi pani Weasley.
-Wciąż to samo od tylu lat...-Powiedziała zachwycona.
-Widzicie gdzieś Hermionę?-Zapytał Ron i stanął na palcach, żeby widzieć nad tłumem.
-Może już jest w pociągu?-Zasugerował Harry.
-Ale mieliśmy się spotkać na peronie, a nigdzie jej nie widzę!-Powiedział zdenerwowany Ron, gdy już wypatrywał jej dobre kilka minut.
-Spokojnie zaraz pewnie nasza zguba się znajdzie.-Uspokoiła go Ginny i sama też zaczęła się rozglądać za przyjaciółką.
-Ale ekspres Hogwart odjeżdża za 3 minuty a jej jeszcze nie ma na stacji!
-Fakt, to dziwne, Hermiona się nigdy nie spóźnia...-Harry zaczął myśleć na głos i też zaczął się o nią niepokoić.
-Znaleźliście ją?-Zapytała zadyszana pani Weasley.
-Nie.-Powiedzieli wszyscy chórem.
-Już czuję, to będzie świetny rok szkolny!-Powiedział sarkastycznie Ron.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz