sobota, 21 października 2017

19. Ostatni raz do Hogwartu...

-No nie ma jej!
-Do jasnej cholery zostały 3 minuty do odjazdu!-Ron zdenerwowany chodził tam i z powrotem po przedziale.
-Nie możemy jechać bez niej!-Zaprotestowała Ginny.
-Miejmy nadzieję, że zaraz tu przyjdzie jak gdyby nigdy nic.
-Ta...już mamy wszystkie możliwe ,,wielkie wejścia" za sobą i nie chciałbym tego powtarzać.-Oznajmił rudowłosy.
-Wyślę do niej patronusa, może coś się stało, lepiej się z nią skontaktować.-Stwierdziła Ginny, po chwili rzuciła zaklęcie i niebieski koń pogalopował gdzieś.
-Moja mama cię woła.-Powiedział Ron do przyjaciela wyglądając przez okno w przedziale. Wszyscy w trójkę szybko opuścili zajęty wcześniej przedział i stali przy drzwiach pociągu.
-Chodźcie tutaj wszyscy.-Powiedziała pani Weasley i wyściskała ich po kolei szepcząc jakieś słowa aż przyszła pora na Harry'ego.
-Powodzenia w tym roku szkolnym.-Powiedziała kobieta z jak zwykle życzliwym uśmiechem.
-Postaram się nie zabić tym razem.-Odpowiedział takim samym uśmiechem.-Dziękuję pani za wszystko, za tą cała opiekę i że co roku mogłem być z wami w norze.-Powiedział nieśmiało a ona uścisnęła go i nie zwalniając uścisku powiedziała:
-Harry...zawsze będziesz dla nas jak część naszej rodziny, formalności w takich chwilach są zupełnie bez znaczenia. Zawsze będziesz w norze mile widziany czy na śniadaniach, obiadach lub kolacjach...-Kończąc to wyznanie puściła go i poprawiła jego przekrzywione okulary na nosie, a w jej oczach zabłyszczały łzy, w pewnym sensie znał te oczy, Ginny miała niektóre cechy odziedziczone po matce.
-Dobrze, pora już wsiadać, gdyby Hermiona rzeczywiście nie zdążyła na pociąg ojciec może podwieźć ją samochodem. Do zobaczenia.-Uśmiechnęła się jeszcze raz i wierzchem dłoni otarła oczy.
-...I zawsze będzie uważała, że jesteś za chudy.-Zażartował Ron i wpakowali się do pociągu stojąc w drzwiach i rozglądając się za bujną czupryną wśród tłumu.
-Gdzie ona może być?-Zastanawiał się Ron, wtem usłyszeli parę puszczoną z lokomotywy.
-Zaraz odjedzie!-Powiedział spanikowany Harry.
-Nie odpowiada na patronusa to dziwne...-Ginny też zaczęła się niepokoić.
-Widzę ją!-Krzyknął Ron tak, że aż w ich kierunku spojrzało kilka osób. Wskazał na puszystowłosą pośpiesznie przepychającą się przez ludzi za co niektórzy rzucali jej nienawistne spojrzenia.
-Przepraszam, przepraszam...-Mruczała w pośpiechu i pociąg ruszył. Pędem puściła się przed siebie pchając wózek, a rudy kot biegł za nią z gracją.
-Szybko!-Przynaglała ją Ginny, Hermiona władowała kufer i parę metrów biegła wzdłuż pociągu, który w jednej chwili znacznie przyspieszył.
-Daj mi rękę!-Ryknął Ron by przekrzyczeć świst powietrza, wychylił się zza pociągu i wyciągnął do niej rękę.
-Nie dam rady!-Odkrzyknęła.
-Zaufaj mi! No już, TERAZ!-Nakazał Ron, bo właśnie kończył się podest peronu i w ostatniej chwili Hermiona złapała jego rękę i wskoczyła do pociągu.
-Dzięki.-Powiedziała zdyszana lądując w ramionach Rona.
-Dlaczego cię nie było, denerwowaliśmy się, Ginny wysłała patronusa, a mama nie wiedziała co robić i gdzie cię szukać!-Zganił ją Ron i zaczął pchać jej kufer.
-Rodzice mnie zatrzymali, zupełnie straciłam poczucie czasu, w dodatku ktoś pytał mnie o peron 9 i 3/4 musiałam mu pomóc...
-To aż dziwne, że to Ron wrzeszczy na Hermionę, prawda?-Szepnął Harry do Ginny, a ona zaśmiała się pod nosem i po chwili dodała:
-To słodkie.-Uśmiechnęła się, a Harry objął ją ramieniem i wszyscy w czwórkę zaczęli zaglądać do przedziałów w poszukiwaniu jakiegoś wolnego.
-Ginny!-Uśmiechnęła się blondynka, gdy weszli do kolejnego przedziału.
-Luna, dobrze znowu cię widzieć.-Rudowłosa zapominając o wszystkim rzuciła się przyjaciółce w ramiona, a w tym czasie Ron i Neville wymienili przyjacielskie uściski.
-Rozumiem, że szukacie przedziału?-Domyślił się Neville i również przytulił Ginny, a Harry zaczął się zastanawiać czy gdyby Neville był wybrańcem to Ginny by z nim chodziła. Nie, to głupie, jesteś idiotą Potter.-Zganił się w myślach.
-Tak, moglibyśmy się dosiąść?-Zapytała Hermiona, choć Ron już rozłożył się na miejscu przy oknie, na co Hermiona rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie, a Ginny zachichotała.
-Jasne.-Zgodziła się Luna i wróciła wzrokiem do świeżego egzemplarza Żonglera.
-Nie rozsiadaj się za bardzo Ron, zaraz mamy spotkanie prefektów.-Przypomniała Hermiona spinając włosy w niedbały kok.
-No niee...-Jęknął.
-Zrób to dla mnie.-Poprosiła puszystowłosa.
-A to co innego.-Uśmiechnął się od ucha do ucha.
-Hej, Krzywołap.-Rudowłosy podrapał za uchem kota, który uprzednio wskoczył mu na kolana.
-Myślałam, że nienawidzisz tego kota.-Zaśmiała się Hermiona.
-No co ty, że ja? Niby kiedy?-Prychnął i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Co u ciebie Neville?-Zagadnął Harry.
-W porządku, wyprowadzam się, choć babcia robi wszystko, żebym nadal mieszkał z nią.-Zaśmiał się i jego rysy naprawdę przybrały ostatnio jakiś inny kształt, był jakby ...przystojniejszy?
-Spokojnie, mnie i Ginny pewnie też mama szybko nie wypuści...-Zaśmiał się Ron i zaczął bawić się roztrzepanymi lokami swojej dziewczyny.
-Żal mi jej trochę zostawiać, ale z drugiej strony wiem, że muszę się wyprowadzić i taka jest kolej rzeczy.
-Spokojnie, twoja babcia na pewno to zrozumie.-Pocieszyła go Ginny.
-No i byłem parę razy w szpitalu.-Dodał po chwili i nagle wszyscy spoważnieli.-Wiem, że nigdy z tego nie wyjdą, nawet mnie nie poznają, mam nadzieję, że zrobiłem coś choć w połowie tak niesamowitego jak oni.-Głos mu zadrżał, na jego twarz wypłynął lekki uśmiech, wymuszony po to, by ukryć smutek.
-Neville, jestem pewna, że byliby dumni z takiego syna.-Powiedziała rudowłosa łagodnym głosem.
-Czasem się zastanawiam jak byłoby, gdyby mieli świadomość...-Westchnął i wpatrzył się w widok za oknem pociągu, zapadła cisza.
-Też czasem się nad tym zastanawiam...-Wyznał Harry.-Jestem Chłopcem, który Przeżył, ale tylko dzięki nim.-Rzekł i po chwili zobaczył błyszczące oczy swojej dziewczyny zwrócone ku niemu i poczuł jak złapała go za rękę.
-Nie martw się Neville, zawsze jest jakaś szansa, wykorzystam ją choćbym sama miała wymyślić lek na to nieszczęście.-Powiedziała Luna i przytuliła się do Neville'a.
-Może już o tym nie rozmawiajmy.
-No Ron, czas na nas, do zobaczenia później.-Pożegnała ich Hermiona i pociągnęła za sobą Rona.
-Zabawni są, prawda?-Zaśmiała się Luna.
-Zdecydowanie tak.-Uśmiechnęła się rudowłosa i wpatrzyła w miejsce, w którym zniknęli.
-Nieźle się wszystko zmieniło, co?-Zagadnął Neville.
-Taak, ale Hogwart znów jest taki sam.-Stwierdziła Ginny i podkurczyła nogi pod brodę.
-Cieszę się, że znów jesteście parą.-Uśmiechnął się Neville i spojrzał na nich jakby chciał dokładnie zapamiętać ten obrazek.-Pasujecie do siebie.
-To nargle was połączyły.-Stwierdziła Luna, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
-Chyba tak.-Uśmiechnął się i przytulił do piersi swoją dziewczynę, a Krzywołap umiejscowił się gdzieś w ich nogach.
Rozmowa sama się rozkręciła, zaczęli razem wspominać stare dobre czasy i śmiali się bez końca.
-...Wtedy naprawdę myślał, że wypił Felix Felicis.-Skończył Harry i uśmiechnął się na to wspomnienie.
-Niezły myk.-Przyznała Ginny.-Ale ja cię lepiej zmotywuję.
-Taa...
-Nie wierzysz mi? Przygotuj się na wycisk.-Zaśmiała się.
-Tylko, żebym mógł następnego dnia wstać z łóżka...
-Już ja cię wyciągnę z łóżka i jeszcze ci się odwdzięczę za dzisiejszą pobudkę.-Uśmiechnęła się chytrze.
-Co zechcesz, Gin.-Ucałował ją w czubek głowy.
-Będę na każdym waszym meczu.-Obiecał Neville.
-Ja też, myślicie, że strój lwa jest już nudny?-Zastanawiała się Luna.
-Nudny? No jasne, że nie, to się nigdy nie znudzi!-Zaprotestował Neville nim zdążyli cokolwiek powiedzieć.-Jestem z kimś umówiony, wybaczcie.-Dodał po chwili patrząc na swój magiczny zegarek.
-Mogę iść z tobą?-Zapytała blondynka.
-Jasne.-Ucieszył się na tę propozycję.-Nie cierpię ślizgonów...-Dodał po chwili.-To..wy pobądźcie sami...czy coś...-Podrapał się po karku i wyszedł, a Luna w podskokach ruszyła za nim.
-Krzywołap!-Uśmiechnęła się i pogłaskała rudego kota.
-Ten kot jest gorszy niż Ron...-Zażartował i przekręcił się w stronę okna.
-Miejmy nadzieję, że da nam już spokój...-Przewróciła oczami i zaśmiała się.
-Kot czy Ron?-Harry złapał za Żonglera, którego zostawiła Luna i zaczął go przeglądać.
-Jest coś ciekawego?
-Jakaś kradzież na Pokątnej, nowa ustawa dotycząca mugoli i będzie nowy pomnik w atrium ministerstwa.-Wskazał na ruchomą fotografię z ministrem na pierwszym planie i nieukończonej rzeźbie na drugim.
-Super.-Usiadła mu na kolanach, a rudy kot z gracją zeskoczył na podłogę.
-Reszta to chyba nic ciekawego...-Wzruszył ramionami.
-Chyba nie ma gazety, w której by o tobie nie napisali.-Stwierdziła i zaczęła układać jego czarne włosy.
-Ale ja też natknąłem się na parę ciekawych znalezisk. Pan Lovegood jest ci bardzo wdzięczny za uratowanie jego córki i w te wakacje przeczytałem tego trochę...
-Trochę, to znaczy ile?-Uniosła brew
-Potem ci pokażę, jest tego całkiem sporo.
-Zastanawiałeś się kiedyś, jak byłoby mieć zmieniacz czasu?
-Wiele razy, ale wątpię, żeby to coś zmieniło, przez podróże w czasie można dużo naprawić, ale też dużo zepsuć.
-Chyba masz racje...
-Poza tym to by nic nie rozwiązało, a tym bardziej pokomplikowało...
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że znów możemy być razem i mieć gdzieś to wszystko, wiesz.-Wyznała i wtuliła się w jego pierś.
-Ja też, dobrze, że już nic wam nie grozi.-Zaczął gładzić ją po włosach.
-Nie zrozum mnie źle, ale gdzieś mam te całe ,,wybrańcowanie".-Harry mimowolnie parsknął śmiechem.-Racja śmiesznie to zabrzmiało, ale tak jest.
-Wiem i dobrze, trochę to wkurzające.
-,,Trochę".-Zachichotała.
-Kocham cię Gin, zawsze tak będzie.
-Ja ciebie też.
-Jakieś dziewczyny szukają was po całym pociągu, radzę uważać.-Przestrzegła ich wydra Hermiony i rozpłynęła się.
-Świetnie...-Westchnęła rudowłosa i zajęła miejsce obok.
-Czekaj, trzymaj niewidkę.-Wygrzebał ze swojego kufra błyszczącą pelerynę.
-Nie wiem czy w życiu robiłam coś głupszego, ale to nawet zabawne.-Naciągnęła na siebie pelerynę.-Widać mnie?-Obejrzał dokładnie ze wszystkich stron.
-Nie.
-Super, nie będziesz miał nic przeciwko jak wrócę na swoje miejsce prawda?-Powiedziała i wróciła na jego kolana.
-Hej Harry!-Powiedziały jednocześnie dwie dziewczyny, które znienacka wpadły do przedziału, w jednej z nich rozpoznał Romildę Vane.
-Mamy dla ciebie zaproszenie od profesora Slughorna na najbliższą imprezę jego klubu.-Powiedziała brunetka i wręczyła mu zwitek pergaminu.-I jeśli możesz daj to Ginny Weasley, nie umiemy nigdzie jej znaleźć,a wiemy, że przyjaźnisz się z jej bratem. Tak w ogóle kiedy będą sprawdziany do quidditcha?-Odwróciła się na pięcie i zapytała.
-Nie wiem, teraz Ginny Weasley jest kapitanką.
-Serio...-Westchnęła Romilda, a jej koleżanka w ciszy rozglądała się po przedziale, Harry miał nadzieję, że to nie przez to, że zobaczyła Ginny.-Byłeś świetnym kapitanem, szkoda.
-Ja myślę, że Ginny sprawdzi się w tej funkcji równie dobrze.-Uśmiechnął się. No i mogę ją zapytać kiedy będą sprawdziany, bo zbiera teraz nowy skład, ale nie wiedziałem, że interesuje cię quidditch...
-Co innego, gdy grają w niego przystojniacy.-Powiedziała i szybko cmoknęła go w policzek.-Masz może czas w piątek, organizujemy imprezę w pokoju wspólnym?
-Nie, mam zajęcia dodatkowe.-Wypalił pospiesznie.
-Wieczorem?
-Tak, korki z eliksirów.-Wymyślił na poczekaniu.
-A ja myślałam, że Harry Potter nie potrzebuje korków, jesteś sławny serio, po co ci nauka?
-Nie chcę być głupi i żyć za pieniądze zostawione przez rodziców, oni też musieli na nie pracować i ja też będę.-Oświadczył twardo, chyba nawet Malfoy nie denerwował go tak bardzo jak Romilda.
-A w czwartek?
-Nie chcę się z nikim spotykać.
-Masz już kogoś na oku?-Zapytała z nadzieją w oczach.-No wiesz, ja się znam na dziewczynach, mogłabym ci doradzić...-Powiedziała i przysiadła obok niego i poczuł jak Ginny zmieniła miejsce.
-Dzięki, ale nie potrzebuję twoich rad, mogę zostać w końcu sam?
-Jak chcesz, do zobaczenia!-Wstała i po chwili przewróciła się przez rozwiązane sznurówki.-Nic mi nie jest!-Oświadczyła, otrzepała spódnicę i poszła sobie zostawiając za sobą zapach tandetnych perfum, przez które chciało się kichać.
-Że niby ja jestem gorszym kapitanem!-Udała oburzenie zrzucając z siebie niewidkę.
-Będziesz idealnym kapitanem...-Wyszeptał jej do ucha.-Ale przyznaj Gin, te sznurówki to twoja sprawka, prawda?
-Jesteś śmieszny, oczywiście, że moja, myślisz, że siedziałabym tu tak bezczynnie...
-To bardzo nieładnie Gin...-Droczył się z nią.
-Chciała mi ciebie naznaczyć, ja się na to nie godzę, teraz to ja muszę cię obcałować, tak, żeby zaznaczyć teren.-Zaśmiała się, przyciągnęła go do siebie i zaczęła całować po twarzy tak, że okulary przekrzywiły mu się na nosie.
-Już wróciliśmy!-Powiedział Ron, a Harry i Ginny gwałtownie odwrócili głowy w ich kierunku.-Znaczy...
-Och, to wy.-Westchnęła Ginny i w ciszy usiadła obok.-Och, co się tak gapicie...-Przewróciła oczami.
-Hermiona, rzuć na mnie obliviate...-Wzdrygnął się Ron.
-Ogarnij się Ron, chcesz, żeby Harry był twoim szwagrem?-Zażartowała i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Zaraz będziemy w Hogwarcie!-Oświadczyła Ginny wyglądając przez okno pociągu.
-Ale właściwie jak wy chcecie to ukryć?-Zapytała Hermiona szeptem, gdy już byli w szatach Gryffindoru i pociąg zaczął hamować.
-Źle zawiązałeś Ron.-Powiedziała Hermiona i zaczęła poprawiać jego krawat.
-Dzięki.-Uśmiechnął się do niej i cmoknął w policzek.
-Mogę się schować pod niewidką.-Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
-Dobry pomysł.-Stwierdził i rzucił jej pelerynę.
-Nic nie widać.-Powiedział Ron.
-Świetnie.
***

-Jestem taki głodny, już się nie mogę doczekać tego żarcia w wielkiej sali...-Powiedział Ron rozmarzonym głosem podziwiając ten potężny zamek.
-Tobie tylko żarcie w głowie, pomyśl,  jedziemy w tych powozach ostatni raz, ostatni raz do Hogwartu.
-Ostatni raz...i tak myślałem, że już nigdy tu nie wrócę, a jednak.-Uśmiechnął się i Ginny położyła głowę na jego ramieniu.
-Właśnie Ginny, w tym roku masz uprawnienia prawie takie jak prefekt.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-Sprawdziany zniszczą ci gardło, już ci współczuję.
-A ja już sobie współczuję, nikt mnie nie umie bardziej wykończyć niż Ginny.-Ron pokręcił głową i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ginny, a ty widzisz testrale?-Zapytała Hermiona, która jak zwykle chciała wiedzieć wszystko na dany temat.
-Tak, po wojnie byłam przy pewnej dziewczynie, umarła na moich rękach.
-To straszne...-Pisnęła Hermiona.
-Chyba była w moim wieku, w każdym razie była młoda, chyba nigdy tego nie zrozumiem.
-W końcu jesteśmy.-Uśmiechnął się Harry, powozy zwolniły i stali tuż pod zamkiem na szkolnych błoniach.
-Nie ma to jak znowu stać w tym miejscu i czuć ten klimat...-Ginny zamknęła oczy i wciągnęła powietrze. Wokoło pachniało trawą i liśćmi, za sporą grupą uczniów wysiadających z powozów do zamku przepychała się grupa zachwyconych i podekscytowanych pierwszoroczniaków, którą do zamku prowadził Hagrid.
-Pamiętam jak pierwszy raz płynęliśmy tu tymi łodziami, Hogwart to najlepsze co mogło mnie spotkać.
-Wy to najlepsze co mogło mnie spotkać.-Uśmiechnął się Harry i poczuł jak Ginny przylgnęła do niego swoim ciałem. W chłodny, jesienny wieczór naprawdę przyjemnym uczuciem było trwać w tym uścisku...

***
-Widzicie tą nową przy stole nauczycielskim?-Harry wskazał kobietę w dość młodym wieku,
miała jasnoniebieskie oczy osadzone w bladej twarzy i była ubrana w długą, czarną szatę.
-O kurde...-Wyszeptał Ron.-Myślicie, że czego uczy?-Zapytał Ron.
-Pewnie Obrony lub Transmutacji.-Stwierdziła Hermiona dokładnie przyglądając się kobiecie i w tej samej chwili w czwórkę odmachali półolbrzymowi.
-Ja raczej obstawiałabym Obronę...-Powiedziała Ginny.
-Noo...wygląda groźnie...-Wzdrygnął się Ron i obrócił w kierunku stołu.-Czy McGonagall obraziłaby się gdybym zaczął jeść teraz, przed przemową?-
Uśmiechnął się chytrze.
-Stary, na drugim roku wjechaliśmy w drzewo kradzionym samochodem twojego ojca i spóźniliśmy się na ucztę, więc chyba możesz jeść spokojnie.-Powiedział i cała czwórka parsknęła śmiechem.
-Taa...będzie co opowiadać wnukom.-Zaśmiał się rudowłosy i nałożył sobie bekonu.
-Witam wszystkich serdecznie na dzisiejszej uczcie!-Zaczęła profesor McGonagall szeroko rozkładając ręce jakby chciała nimi objąć wszystkich zgromadzonych i wszystkie głosy ucichły.
-To ja chyba jednak poczekam...-Szepnął Ron i z brzękiem odłożył widelec za co Hermiona skarciła go spojrzeniem i westchnęła ciężko.
-Mam nadzieję, że macie nadal siłę, by zakasać rękawy i wziąć się do nauki, serdecznie gratuluję również przydziału pierwszorocznym, wasze domy właśnie wzbogaciły się o nowych, młodych czarodziejów.-Uśmiechnęła się serdecznie.-Teraz przejdźmy może do części informacyjnej, ponieważ w tym roku wiele się zmieniło. Przede wszystkim poszerzyło się nasze grono pedagogiczne. Powitajcie nową nauczycielkę Obrony przed Czarną Magią-profesor Tenebris Grand!-Przedstawiła ją i wstała nauczycielka z surową miną, smukła i wysoka.
-Miałam rację.-Szepnęła Ginny, a Ron przewrócił oczami.
-Ze względu na to, że objęłam funkcję dyrektora w tym roku będzie również sprawować opiekę nad Gryffindorem.-Ogłosiła i rozległy się oklaski tylko Ślizgoni byli tym faktem bardzo rozbawieni, a cały Gryffindor wyglądał na przerażony.

***
-Dobrze się czujesz Ron?-Zapytała Hermiona, bo Ron aż cały zzieleniał.
-Mówiłam, żebyś jadł z umiarem.-Wypomniała mu siostra.
-To nie przez to. Czy widzieliście naszą nową ,,opiekunkę", mamy przerąbane, wygląda na gorszą od Snape'a!
-Może tylko na taką wygląda...-Powiedziała Hermiona a zza jej pleców wyrosła nowa nauczycielka.
-Czyżby panna Granger?-Zapytała, z bliska widać było jej wydatny podbródek i wystające kości policzkowe oraz jasną bliznę przebiegającą od jej czoła, przez brew aż do części policzka. Czarna szata powodowała, że wyglądała na jeszcze wyższą i szczuplejszą.
-Tak.-Przyznała Hermiona.
-A więc to musi być pan Weasley jak mniemam?-Rona aż zatkało z wrażenia, zupełnie nie wiedział co ma odpowiedzieć, a fakt, że ta kobieta coś od niego chce wydawał się przerażający.
-Tak.-Odpowiedziała za niego Hermiona.-A...o co chodzi, pani profesor?
-Chciałam tylko przypomnieć wam o tym, żebyście oprowadzili pierwszoroczniaków.
-Oczywiście.-Przytaknęła puszystowłosa.
-Dobrze, w takim razie dobrej nocy.-Powiedziała głosem, który rodził niepokój.
-Mamy przerąbane!-Pisnął Ron,
-Ron, naprawdę? Ile ty masz lat...-Westchnęła Ginny.
-Gin ma rację, lepiej chodźmy odprowadzić pierwszoroczników. Proszę za nami!-Oznajmiła Hermiona i poprowadziła grupę pierwszorocznych. Harry i Ginny za to schowali się w najbliższej wnęce na korytarzu gdzie nie było nikogo prócz nich.
-Muszę już iść, schowaj niewidkę.-Powiedziała Ginny.-Do jutra.
-A właśnie kiedy zrobisz sprawdziany?
-W najbliższy weekend.
-Okay, na pewno będę dobranoc.-Wyszeptał czule i przytulił ją do siebie.
-Dobranoc.-Odpowiedziała, ale niekoniecznie chciała już go opuszczać.
-W końcu będą musieli się dowiedzieć, prawda...-Wysnuł.
-Mhm...-Jej głos był stłumiony bo wtuliła głowę w jego ramię wdychając jego zapach.
-Miałaś iść spać...-Przypomniał chichocząc.
-A szkoda, bo tak jest mi dobrze, ciepło i wygodnie.-Westchnęła.-No ale cóż do jutra, zaczynamy Obroną więc lepiej się wyspać-Uśmiechnęła się i pocałowała go przeciągle.
-Dobranoc, Ginny.-Szepnął i patrzył jeszcze przez chwilę jak rudowłosa znika na schodach i po chwili sam też zrolował niewidkę i powlókł się do dormitorium chłopców.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz