niedziela, 16 kwietnia 2017

5."I żyli długo i..."

-Śniadanko!-Powiedziała Ginny z uśmiechem i kilkoma ruchami różdżki przeniosła wszystkie talerze z kuchni na wielki stół w salonie.
-Chyba jesteś w dobrym humorze Ginny.-Stwierdziła Hermiona.
-No tak, pogoda piękna i w ogóle, mogę już używać czarów.
-Tylko wasz rocznik ma takie szczęście.-Powiedział Ron.
-No, niesamowite.
-Cześć kochani, o widzę, że zrobiliście już śniadanie.-Powiedziała pani Weasley wchodząc z torbami zakupów.
-Pomóc pani?-Zapytał Harry.
-O, wielkie dzięki.-Powiedziała zasapana kiedy wziął od niej torby.
-O której tata dziś wraca?-Zapytała Ginny.
-Nie wiem, ale nie dziś Ginny.-Powiedziała, a Harry zastanawiał się o co chodzi.
Nie moja sprawa-Pomyślał.
-Ale dlaczego?-Zapytała Hermiona.
-Bo przyjeżdżają Fleur i Bill.
-Właśnie co z Bill'em?-Zapytał Harry, ale kiedy pani Weasley omal się nie rozpłakała żałował, że o to zapytał.
-Później z nim porozmawiasz.-Powiedziała Ginny łagodnie.
-Mamo, może sobie usiądź, a ja się wszystkim zajmę?-Zaproponował Ron i usadził matkę na kanapie.
-Ja ci pomogę.-Odezwała się od razu Hermiona.
-Dziękuję wam.
-No to my chyba jesteśmy odpowiedzialni za komitet powitalny.-Powiedziała Ginny żartobliwie po czym razem wyszli i usiedli na werandzie wyczekując gości.
Ze wzgórza świetnie było widać wschodzące słońce
-Kocham te poranki w norze.-Oświadczył Harry.-Tu zawsze jest wesoło, głośno...
-Niektórym by to przeszkadzało.
-Wasza rodzina jest zawsze razem, choćby nie wiadomo co się działo...
-Słyszałam, że podczas wojny nieźle się pokłóciliście z Ronem.
-Nie musisz mi przypominać co horkruksy robią z ludźmi...
-To zło w czystej postaci...Nie chciałam zaczynać tego tematu co było, ale...ty powiedziałeś mi wszystko, a ja tyle co nic.
-Tak szczerze to chcę wiedzieć jak było, nie chciałem po prostu naciskać, a z drugiej strony boję się co cię naraziłem.
-Hej, wyjaśnijmy coś, na nic mnie nigdy nie narażałeś, to ja byłam na tyle głupia, żeby zaufać Riddle'owi i to ja podejmowałam wiele decyzji podczas tej wojny, nie masz z tym nic wspólnego.-Wyjaśniła.
-Ale jakby na to nie patrzeć, zostawiłem cię, myślałem, że w Hogwarcie będziesz bezpieczna...-Ukrył twarz w dłoniach.
-Gdyby ci na mnie nie zależało nie obchodziłoby cię to co się ze mną stanie, ale ty chciałeś być przewidywalny, wiem, że tamta decyzja nie była ci obojętna, doceniam to.-Powiedziała i objęła ramieniem, w tym samym momencie zjawili się Bill i Fleur.
-Bill!-Rzuciła mu się na szyję jakby znów była małą dziewczynką, ale teraz Harry dostrzegał w niej już kogoś innego niż młodszą siostrzyczkę Rona, wszystko się zmieniło.
-No nie spodziewałem się takiego przywitania.-Powiedział Bill z uśmiechem.-Ale przyznaje, też tęskniłem.
-Cześć Fleur.-Powiedział Harry.
-O! I jest nasz Wybraniec!-Przywitała go Fleur, choć określenie "Wybraniec" niezbyt mu się podobało. Powiedziała to całując go w policzek i nie był do końca pewien czy naprawdę tak było, bo może to tylko jego wyobraźnia, ale wydawało mu się jakby Ginny zerknęła wtedy na niego kątem oka. Myśląc o tej zazdrości, zachciało mu się śmiać.
Następnie Harry przywitał się z Bill'em przyjacielsko klepiąc go po plecach.
-Miło cię znów widzieć Harry.
-Ciebie też Bill, jak się czujesz?
-No wiesz...mam odruchy zwierzęcia, to nie takie proste, bardziej boje się podczas tych ataków o Fleur niż o siebie.
-Rozumiem cię.
-A co z Ginny?-Zapytał szeptem, bo ona rozmawiała z Fleur tuż obok.
Harry zaczął się zastanawiać jak właściwie to powiedzieć: "Ostatnio często budziła się w środku nocy z krzykiem, a ja dokładnie wiedziałem co się z nią dzieje, bo sam to przechodziłem".
-Po śmierci Freda była w strasznym stanie, ale chyba nie tylko o to chodzi, śmierciożercy z Hogwartu musieli wyrządzić jej naprawdę wielką krzywdę, ale się nie poddała, nie wyparła się mnie, choć gdyby to miało uratować ją przed kolejnym ciosem wolałbym, żeby właśnie tak postąpiła.
-To prawda, Ginny jest bardzo lojalna, nie zostawiłaby cię, jestem tego pewien. No i zdaje się, że wszyscy niedawno zostaliśmy wystawieni na wielką próbę. Oczywiście wy chyba na największą, to wielki cud, że nic ci nie jest. A teraz może już chodźmy, wiem, że Ginny nie przepada za Fleur i pewnie nie mają o czym rozmawiać.-Powiedział z uśmiechem.-Chodźcie dziewczyny!-Zawołał, otworzył drzwi na oścież i przepuścił wszystkich przed siebie.
Harry nie wierzył własnym oczom, bo jeszcze chwilę temu parę rzeczy było tu i tam, jak to w norze, a Ron i Hermiona wysprzątali wszystko na błysk-Pewnie jakieś dobre zaklęcia-Pomyślał.
Podczas obiadu...
-A może zostaniecie w norze na dłużej?-Zaproponowała pani Weasley.-Wszyscy mają się zamiar teraz wyprowadzać, nie wiem co ja zrobię sama.-Powiedziała załamana Molly.
-Właściwie Bill ma teraz wolne, więc czemu nie...
-Jeśli to nie kłopot.-Bill wzruszył ramionami.
-To świetnie. Po kolacji wszystko ustalimy.-Oświadczyła mama.
-Pójdę do siebie, dobrze?-Odezwała się Ginny.
-Dobrze się czujesz, Ginny?-Zapytał Ron, bo po tym co się z nią ostatnio działo nietrudno było się dziwić, że wszyscy są lekko przewrażliwieni na punkcie Ginny.

*********
-Mogę wejść?-Zapytał Harry i zapukał w już i tak otwarte drzwi.
-Jasne.-Powiedziała Ginny. Po raz pierwszy od dłuższego czasu jej głos nie zabrzmiał monotonnie. Pokój Ginny wyglądał tak, jak Harry go zapamiętał. Niewielki, jasny pokój z widokiem na rodzinny sad drzew wiśniowych, nie mogło również zabraknąć plakatów Harpii z Hollyhead - ulubionej drużyny Ginny. Na biurku był kałamarz z kompletem piór i rolką pergaminu, pewnie jeszcze z zeszłego roku szkolnego, a obok cały stos książek, lecz nie były to szkolne podręczniki. Poza wyczarowanymi motylami z papieru, które latały po pokoju zauważył jeszcze jedną rzecz - cytat wiszący nad biurkiem obok innych notatek "I żyli długo i..."tam gdzie każdy spodziewałby się słowa "szczęśliwie" pergamin był przerwany, pewnie tak właśnie radziła sobie z emocjami. Tak wyrażała siebie i może nawet chciała, żeby komuś rzuciło się to w oczy.
-Siadaj.-Poklepała ręką miejsce obok siebie na drugim krześle.
-Dzięki. Wszystko w porządku?
-Tak, naprawdę, żyje, nie umieram, więc wszystko ze mną okay, proszę nie pytaj mnie już o to.
-Dobrze, tylko wiesz, że...
-Wiem.-Ucięła. Za to właśnie kocha Ginny, bo w przeciwieństwie do innych potrafi wciąć się w pół jego zdania, dokładnie wiedząc co miał na myśli.
-Widziałem dziś parę zdjęć i wiem, że Hogwart zaczyna już powoli wyglądać jak dawniej.
-Jutro pójdę im trochę pomóc, nie każdy ma takie szczęście, że może używać czarów przed siedemnastką. Ale to się dobrze składa.
-Co to za książki?-Zapytał Harry.
-Łamanie zaklęć, zaklęcia domowe, budowlane i  trochę o tym jak się bronić przed czarną magią.-Mówiła po kolei wskazując na każdą z książek.
-I chcesz je wszystkie przeczytać? Zamieniasz się chyba w Hermionę.
-Rude włosy mam nadal, zresztą ja i Hermiona trochę się od siebie różnimy...
-No, nie gadaj, w ogóle nie zauważyłem.-Zażartował.-Poza tym widzę, że lubisz magię.-Na jego ramieniu siedział biały, papierowy motyl, Ginny tylko dmuchnęła a rozpłynął się jak biała mgiełka.-Niezła sztuczka.-Przyznał.-Ale znam lepszą.-Wykonał palcami jakiś podłużny ruch w powietrzu i po chwili w dłoni trzymał piękną, czerwoną różę.
-To dla mnie?
-Nie, dla mnie.-Zaśmiał się.
-Łał, piękne, kiedy się tego nauczyłeś.
-Nieważne, kiedyś sobie ćwiczyłem.-Zaśmiał się.
-Myślałam, że raczej uczyłeś się zaklęć, które pomogą ci przetrwać.
-A jednak, nie tylko.
-Myślałam, że nie będziesz miał czasu na takie drobnostki.
-Ale ty nie jesteś drobnostką, nie dla mnie.-Rozmowa przerodziła się w namiętny pocałunek, on wtopił się w jej pachnące włosy, a ona pozwoliła się okryć jego ramieniem, wszystko było tak jak dawniej...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz