niedziela, 28 maja 2017

6.Kłótnia z dobrym zakończeniem

W norze od rana trwała zacięta walka pomiędzy Ronem a Hermioną. Nikt tak naprawdę nie wiedział o co chodzi, ale i tak wszyscy woleli siedzieć cicho, żeby się nie narażać.
-...Powiedziałam tak, bo się o ciebie martwię!! Nie możesz mi tego zrobić! Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaka to odpowiedzialność!-Powiedziała dobitnie Hermiona podczas, gdy inni w ciszy jedli śniadanie.
-Ale to dla mnie ważne! Nie możesz tego zrozumieć!!! Ja też nie komentuje tego, że chcesz byc nudziarą w ministerstwie!!-Wyrzucił to z siebie a Hermiona nie odezwała się już ani słowem, ze złością zagarnęła tylko swoja torbę z podłogi, podeszła do drzwi i przez ramię rzuciła:
-Miłego dnia pani Weasley! Widzimy się wieczorem Ginny.-Pożegnała się i wyszła trzaskając drzwiami.
Teraz w kuchni słychać było tylko dzwonienie sztućców.
-Zjesz coś Ron?-Zapytała łagodnie pani Weasley.
-NIE!-Zaprzeczył zdenerwowany i pobiegł po schodach na górę, a matka tylko westchnęła i zaczęła czyścić kuchenny blat.
-No to się porobiło...-Odezwała się Ginny.
-W końcu i tak się pogodzą, na pewno.-Powiedział Harry zagarniając resztę jedzenia.
-Tu od rana taka kłótnia, jak oni wytrzymują ze soba na co dzień?-Powiedziała zdziwiona Fleur.
-Na tym to wszystko polega, czasem im bardziej się nienawidzą tym bardziej się kochają.-Powiedziała Ginny.
-Ciekawe o co się pokłócili tym razem...-Rzekł Harry.
-Może lepiej nie wiedzieć.-Powiedział zaspany George.
-Cześć!-Powiedział energicznie Percy.
-Coś się stało?-Zapytała Ginny.
-Tak chciałbym wam kogoś przedstawić.-Powiedział uradowany Percy.
-Dzień dobry.-Powiedziała niska, ładna blondynka.
-To jest Brooke - moja dziewczyna.-Przedstawił ją Percy.-A to moja rodzina
-Miło mi was poznać.-Powiedziała z szerokim uśmiechem wyjawiając przy tym śnieżnobiałe zęby.
-Brooke jest bardzo rodzinna.-Powiedział Percy kiedy zaczęła wszystkich ściskać.
Na moment zatrzymała się przy Harry'm.
-Czy to Harry Potter?!-Powiedziała podniecona.
-Od razu mówię, on nie jest zbyt chętny do fotek pamiątkowych.-Zażartowała Ginny.
-Ginevra Weasley! Byłaś obrońcą Hogwartu! Nie dawali sobie z tobą rady nawet śmierciożercy!
-Fajnie, tylko, że szkoda, że i tak z Hogwartu zostały teraz prochy.
-To nie twoja wina Ginny!-Powiedziała Fleur, która do tej pory nie przepadała za Ginny.
-To prawda, wszyscy robili tyle ile mogli zrobić i to się liczy.
-O, widzę, że mamy gości!-Zjawiła się pani Weasley.
-Brooke, miło mi.
-Mnie również, jestem Molly Weasley matka Percy'ego i właściwie większości tych tu zgromadzonych.-Uśmiechnęła się.
-Percy dużo o pani mówił.
-Naprawdę? No cóż za to nam o tobie jeszcze nic.
-Mamo!
-Nie szkodzi, Percy.
-Chodź, pokażę ci mój pokój.-Powiedział Percy i zaprowadził ją na górę.
-Dobrze, że chociaż nie ożenił się za naszymi plecami.-Mruknęła pani Weasley.
-Ciekawe jak się poznali.-Powiedziała Ginny.
Kiedy oboje już skończyli obiad i posprzątali ze stołu Harry dał Ginny znac, żeby razem wyszli.
-Percy chyba naprawdę ma poważne zamiary, nigdy wcześniej nie przyprowadzał żadnych dziewczyn do domu.-Poinformowała Ginny.
-Tak sobie myślę, że chciałbym cię przedstawić moim rodzicom....-Powiedział i splótł palce z jej palcami.
-Harry...-Powiedziała tylko i przemilczeli dłuższą chwilę.
-Ale i tak mam chyba wielkie szczęście...przeżyłaś.
-To ja mam wielkie szczęście, nie wiem czy jest gdzieś na świecie taki przewidujący, opiekuńczy i uroczy chłopak...
-I zabawny, przystojny...-Zażartował.
-Niech ci będzie.-Zaśmiała się.
-To gdzie idziemy?
-Może napiszę do Luny czy chce się z nami spotkać.
-Lubię Lunę, ale ona teraz chodzi z Nevill'em, raczej liczyłem, że się przejdziemy gdzieś we dwoje...
-No jasne, zazdrośniku.-Uśmiechnęła się.
-Wiesz, dopiero teraz sobie uświadomiłem, że nawet nigdy nie zaprosiłem cie na randkę.
-To nie o randki chodzi, ale w sumie...to może być ciekawe....Ale może nagniemy trochę zasady...no bo czy jest sens się stroić?
-Pewnie nie i to mi się podoba...to przerażające...
-Niby co? Perspektywa spędzenia ze mną dużo czasu?-Zaśmiała się.
-Nie raczej to, że...jesteś idealna, chyba zbyt idealna jak na mnie...
-Żartujesz sobie, to o tobie prorok pisze jak o wybawicielu, uratowałeś wszystko, wiele razy się poświęcałeś a ja tylko sobie siedziałam w Hogwarcie...Zresztą to dzięki tobie taka jestem, teraz widzę jak bardzo nie pasowałam do Dean'a.
-To dobrze, bo wiesz, ja nikomu ciebie nie oddam.-Uśmiechnął się.
-Za to jak prorok jeszcze raz ciebie z kims zeswata to pójdę tam osobiście i potargam wszystkie egzemplarze.-Zagroziła.
-Dobry pomysł, pomogę ci.
-Czyli rozróba w ministerstwie? No cóż, randka idealna.
-Swoją droga chyba jesteśmy jedyną taką parą o której istnieniu nie wie nikt poza rodzina i przyjaciółmi.
-Chyba jesteśmy dobrymi aktorami skoro prorok nas jeszcze nie rozgryzł, Ron co chwilę tylko gada, że to bardzo po nas widać.
-Dzięki Merlinowi, może uwzięli się na kogoś innego.
-Swoją drogą to ciekawe, taka miłość zakazana.-Uśmiechnęła się, a on objął ją ramieniem.
-Wiesz o co pokłócili się Ron i Hermiona?-Zapytał.
-Chyba o zawody, ale musieli się naprawdę poważnie pokłócić, Ron nie nazwałby tak po prostu Hermiony ministerialną nudziarą.
-Nie obrazisz się jeśli przełożymy naszą "randkę"?
-No jasne, że nie, też myślę, że powinniśmy ich jakoś pogodzić albo z nimi porozmawiać.
-Też tak sądzę.-Przyznał.
-To co robimy?-Zapytała.
-Ja porozmawiam z Ronem a ty spróbuj z Hermioną.
-Nie wiem gdzie poszła, miałyśmy się zobaczyć wieczorem więc chyba dopiero wtedy z nią porozmawiam. Chociaż...Hermiona to Hermiona, pewnie jest w bibliotece na Pokątnej.
-No to może ty sprawdź czy rzeczywiście tam jest, a ja poszukam gdzieś Rona, może nie odszedł za daleko.
-No tak, chyba, że się deportował.
-No trudno, jakby co spotkamy się na obiedzie.
-Dobrze no to do zobaczenia później.-Uśmiechnęła się i deportowała.
Na Pokątnej były teraz tłumy, od czasu wojny wiele się tu zmieniło, ta ulica znów nabrała barw, a witryny sklepowe na nowo rozbłysnęły ciekawymi sprzętami, dodatkami i słodyczami. Ginny tak jak powiedziała wstąpiła do biblioteki, rzeczywiście znalazła tam Hermionę, zapłakana przeglądała jakąś książkę, zasłonięta przez stos innych tak jakby oddzielał ją od świata.
-Hej.-Przywitała się Ginny.
-Czemu tu przyszłaś?-Zapytała ocierając oczy.
-Jeśli ci przeszkadzam to mogę sobie pójść...
-Nie, zostań ze mną.-Poprosiła.
-Powiesz mi dlaczego się pokłóciliście?
-Ron postanowił zostać aurorem, ale ja nie rozumiem, Ginny przecież on zrobi z siebie kalekę!
-Rozumiem twoje obawy, ale wiem, że Ron chce pomagać, że chce się podjąć, on już postanowił.
-Ginny, ja chyba nie wytrzymałabym tego kiedy każdego dnia by wychodził wiedząc, że może już nie wrócić. Aurorstwo to ogromna odpowiedzialność...
-Nie wierzysz w niego?-Ginny postawiła wszystko na jedną kartę.
-Ginny, ja po prostu się boję, zostając aurorem naraża się na wielkie niebezpieczeństwo, a co jeśli to nie to, jeśli później będzie żałował.
-Wiem, że może Ronowi brakuje opanowania, ale nie możemy go tak przekreślać.
-Wiem, tylko, że to jest bardziej skomplikowane niż mu się wydaje. Wiesz ilu aurorów ginęło z powodu dostępu do bazy danych, ilu zginęło podczas bitwy o Hogwart?!
-Nie możesz go trzymać pod kloszem. To nie jest żadne rozwiązanie.
-Wiem. Ginny, Ron powiedział mi, że zachowuję się jakbym pozjadała wszystkie rozumy, naprawdę jest ze mna tak źle?
-Nie, ale czasem powinnaś odpuścić.
-Może naprawdę za bardzo się go uczepiłam, ale ja się po prostu o niego martwię, chcę, żeby był bezpieczny.
-Tylko, że on chce drogi, która nie będzie na skróty, sam się na to pisze.
-Ginny, dobrze wiesz, że Harry chce zostać aurorem, nie boisz się, że cos może mu się stać?
-Zawsze może się coś stać, wiem, że to ryzykowny zawód, ale myślę, że on tego właśnie chce, tak samo jak on rozumie moją potrzebę gry w quidditcha a nie oszukujmy się ten sport nie należy do najbezpieczniejszych.
-Ty przyjmujesz to z takim spokojem, ja tak nie potrafię.
-Nie martw się, i po prostu uwierz w to, że to właśnie jest jego prawdziwe powołanie.
-Dzięki, że tu po mnie przyszłaś Ginny.
-Nie ma sprawy.
-Podczas kolacji przeproszę Rona.
-Cieszę się, mam nadzieję, że przez to wszystko nie zrozumiałaś mnie źle.
W tym samym czasie...

-...Rozumiem, ale żeby nazywać Hermionę "ministerialną nudziarą" to lekka przesada, dobrze wiesz jak ona na takie rzeczy reaguje.-Powiedział to w ostry sposób, ale wiedział, że tylko to podziała na Rona.
-Wiem stary, wiem, że nie powinienem tego mówić, ale jak się denerwuje.
-Pamiętasz co mówiłeś? Mówiłeś, że jesteś dorosły i że chcesz się tak zachowywać, więc nie możesz się tylko ciągle usprawiedliwiać.
-Wiem, ale to jest trudne, trudno jest mi się zmienić, boję się tych zmian...Staram się, chcę się zmienić dla Hermiony...
-To dlaczego jej tego nie powiesz!? Nie sądzisz, że to mogłoby trochę to wszystko załagodzić? Musisz mówić Hermionie takie rzeczy, bo będzie lepiej jeśli razem je rozwiąże cie i...-Zawahał się na chwilę, bo nie wiedział czy chce mu o tym mówić.-i wiem o czym mówię, bo sam tego doświadczyłem.
-Aż boję się jak zareaguje Ginny na twoje bycie aurorem.
-Wie o tym wszystkim już od dawna i chyba to rozumie, wiem że się o mnie martwi, ale nie chce chyba tego okazywać.
-Taaa....Ginny nigdy nie lubiła robić wokół siebie szumu, często zatrzymywał wszystko dla siebie, zmieniła się dzięki tobie, nie wydaje mi się, żeby z kimkolwiek innym mogła być taka wylewa i szczera.
-Dzięki Ron, a ty po raz pierwszy chyba zaakceptowałeś jej chłopaka.-Zaśmiał się.
-To jest braterska intuicja stary.-Uśmiechnął się Ron.
Podczas kolacji...
-Jutro przyjeżdżają Charlie i Hagrid.-Oznajmiła wesoło Molly.
-Super.
-Czyli od jutra powiększanie domu.-Westchnął żartobliwie George.
Widać było, że Brooke szczególnie dużo rozmawiała z panem Weasley em.
-Czyli pani ojciec jest mugolem i zajmuje się mechaniką, tak?
-Tak ma własny warsztat, naprawia samochody, ale właściwie to wszystko inne też jak tylko nadaży się okazja do majsterkowania.
-Fascynujące...musisz mi dac na niego namiary.-Uśmiechnął się Artur.
-Jestem pewna, że jeszcze pan go pozna.
-Chyba nam się udało.-Powiedziała Harry'emu szeptem Ginny patrząc na Rona i Hermionę trzymających się pod stołem za ręce.
-Chyba tak.-Przyznał.
-Brooke chciałbym ci coś powiedzieć.-Odezwał się Percy, odchrząknął i powiedział:-Pomogłaś mi bardzo podczas bitwy o Hogwart, gdyby nie ty chyba wykrwawiłbym się na śmierć, uwielbiam twój uśmiech i cieszę się, gdy tylko go widzę, wiem, że nikogo nie kocham tak jak ciebie i teraz, gdy już poznałaś moją rodzinę chcę ci zadać jedno dręczące mnie pytanie-Wyjdziesz za mnie?-Pani Weasley i Hermiona ocierały oczy ze wzruszenia, tata przyglądał się temu z uśmiechem, a Ginny położyła głowę na ramieniu Harry'ego, za to Ron i George wyglądali na dosyć zaskoczonych.
-Tak!-Zgodziła się z opuchniętymi oczami i rzuciła mu się w ramiona.
-Jesteście tacy uroczy!-Skomentowała pani Weasley. Zupełnie jak my kiedyś, prawda Arturze?
-Tak, doskonale pamiętam ten dzień i te nerwy Molly i nasze pierwsze spotkanie również.
Cały wieczór państwo Weasley'owie opowiadali o swoich spotkaniach randkach i o tym jak się poznali. To był przyjemny wieczór spędzony w gronie rodziny.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz