poniedziałek, 12 czerwca 2017

7.Propozycja pracy

-Hej, widzę, że niezłe wakacje sobie urządziliście.-Powiedziała Ginny z uśmiechem patrząc na leżących pod drzewem na kocu Rona i Hermionę.
-Pomóc ci w czymś Ginny?-Zapytał Ron.
-Nie w porządku i tak zaraz idę to odłożyć i znikam, ale dziwne, że ty jesteś nagle taki uczynny Ron.
-Taak, potrzebuję zmiany, zresztą...skomplikowane.
-Jasne.
-A ty gdzie idziesz Ginny?-Powiedziała Hermiona z chytrym uśmieszkiem.
-Przed siebie.-Ucięła. Nie a tak serio idę trochę pomóc Harry'emu z domem.
-Może my też pomożemy?
-Nie, nie, nie zresztą dopiero jutro będziemy działać.
-Musisz go gdzieś zabrać, żeby nam nie przeszkadzał, bo jakby któreś z nas tak próbowało to by cos podejrzewał.
-Wiem. Tylko musicie poczekać na tatę, on się zajmie tą cięższą robotą i szkoda, że nie mogę wam pomóc.
-Ktoś go musi czymś zająć Ginny.
-No i kto by pomyślał, że będę kiedyś rekonstruować dom.-Powiedział Ron.
-Ale to był świetny pomysł Ginny, przynajmniej Harry nie został z tym sam. A domyślał się już czegoś?
-Jest trochę zaskoczony, że tak szybko mu idzie więc będziemy musieli to robić wielkimi krokami albo cały czas odwodzić od pracy inaczej możemy nie zdążyć do jego urodzin.
-Zdążymy...-Powiedział pełen przekonania Ron.
-Skoro tak mówisz Ron...No to na razie przekażcie mamie, że zjem coś na mieście.-Odwróciła się i odeszła.
-DOBRZE WIESZ, ŻE MAMA NIE LUBI KIEDY JESZ NA MIEŚCIE!-Krzyknął do niej Ron.
-JAKOŚ PRZEŻYJĘ RON!-Odkrzyknęła mu ze śmiechem i deportowała się.

W Dolinie Godryka...
-Jesteś wreszcie!
-Tak, tak przyniosłam jedzenie.-Zaśmiała się i cmoknęła go w policzek na przywitanie.
-Nie wiedziałem, że stosujesz legilimencje.
-Burczący brzuch jest o wiele lepszym znakiem.-Uśmiechnęła się.
-Taak, to też...
-Zresztą mama się martwiła, że nie wziąłeś śniadania, ale jestem przewidująca i nawet kupiłam jedzenie dla sów.
-Szkoda, że nie mam już Hedwigi to była świetna sowa...
-Rzeczywiście...Może to głupio zabrzmi, ale ostatnimi czasy podczas wojny cały czas mi się wydawało, że wleci przez okno z twoim listem, choć wiedziałam, że to niemożliwe, to byłoby z waszej strony pewnie jak samobójstwo.
-Masz racje.
Po chwili milczenia odezwała się Ginny:
-Może serio coś już zjedzmy.-Powiedziała i sięgnęła do swojej torby.-To smacznego.
-Pyszne!-Pochwalił.
-Sałatka mamy z kilkoma moimi ozdobnikami.
-Musisz mi kiedyś dać przepis.
-A co z Ronem i Hermioną? Teraz są w zgodzie?
-Tak, na szczęście tak.
-I dobrze, bo godzenie ich wcale nie było takie łatwe. Dobrze, że ty jesteś taka wyrozumiała Ginny, bo ktoś inny chyba by ze mną nie wytrzymał.
-Przyznaje niezbyt mi się podoba to, że tak się czasem pchasz po kłopoty, ale właściwie takie jest życie.
-Wiem, że ty też ryzykowałaś, Neville i Luna dużo mi opowiadali, bardzo cię podziwiali za to co zrobiłaś. I wiem o twoich wszystkich protestach, rozumiem, że nie chciałaś się żalić, ale serio mów jeśli jest ci źle albo jak coś się dzieje.
-Myślałam, że raczej nie będziesz chciał do tego wracać, rozgrzebywanie przeszłości nie ma zbyt dużego sensu.
-Tak masz racje, ale parę akcji musiało być naprawdę niezłych.-Zaśmiał się Harry.
-Wyglądam tak bezbronnie prawda? No i właśnie w tym była cała zabawa, średnio dawali sobie ze mną radę.
-I za to cię kocham. I ty twierdzisz, że nic w Hogwarcie nie zrobiłaś, że tylko tam ,,siedziałaś" już nie rób z siebie takiego niewiniątka.-Zaśmiał się.
-No dobra.-Przewróciła oczami.
-Naprawdę doceniam co dla mnie zrobiłaś i bardzo ci za to dziękuję chociaż przyznaje parę rzeczy było naprawdę głupich, jednak to byli śmierciożercy mogli cię zabić i wszystko zamieść pod dywan w końcu to oni wtedy rządzili.
-No tak, ale czułam, że muszę coś zrobić, zaczęło się od drobnych rzeczy...
-A skończyło na wojnie no tak, jak zwykle. A ja cię zostawiłem samą w Hogwarcie myśląc, że tam będziesz bezpieczna.-Zaśmiał się.
-Ze mną się tak nie da, więc może do siebie naprawdę pasujemy skoro oboje pchamy się w...no cóż niezbyt wygodne sytuacje
-Taaa...święty spokój jest przecież nudny...-Powiedział sarkastycznie.
-Raczej potrzeba zadedykowania komuś manifestu, potrzeba pokonania bezradności.
-Gdyby cię wykończyli to żadna dedykacja by mi nic nie dała i dobrze wiesz.
-Tak wiem, za to jakby wykończyli ciebie nic by mi nie dało, że przez chwile byłam dziewczyną ,,wybrańca".
-Już niedobrze mi się robi jak słyszę o tym, że przepowiednia się sprawdziła i tak dalej...
-Kurde!-Zreflektowała sie Ginny.
-Co jest?
-Charlie dzisiaj przyjeżdża z Hagridem! Dzisiaj są jego urodziny! Co ze mnie za siostra, jak mogłam zapomnieć!
-Może tak to jest jak się ma sześciu braci.
-Już pięciu.-Powiedziała posmutniałym głosem.-Wiem jak to zabrzmi ale mam ochotę im za to co zrobili Fredowi podciąć gardła.-Powiedziała odwracając głowę, pewnie była już bliska płaczu.-Zresztą nieważne, powinniśmy już wracać.
-Zaczekaj.-Złapał ja za nadgarstek, żeby z powrotem usiadła na przeciwko niego.-Rozumiem to, ale ten gniew ci nic nie da, świetnie wiem jak to jest i wiem, że tego się nie da tak po prostu powstrzymać, a nawet trudno opisać te emocje. Po prostu wiedz, że cholernie się o ciebie martwiłem, że się zemścisz, ale to nie jest żadne rozwiązanie, bo nie ma żadnego rozwiązania w takiej sytuacji więc przykro mi to mówić, ale nie pozostaje nic innego jak tylko wspominać te osoby. Musisz się uspokoić, bo nic dobrego z tego nie wyniknie.-Ginny opuściła głowę i nie odzywała się.-I nie musisz spuszczać czy odwracać głowy, wiem jaka jesteś, jak każdy masz swoje wyuczone zachowania ale nie możesz takich rzeczy tłumić w sobie, uwierz mi w ten sposób będzie ci tylko trudniej.
-Wszystko w norze mi o nim przypomina, mamy tyle wspólnych wspomnień, był takim dobrym bratem...-Rozpłakała się i przytuliła do Harry'ego czego się trochę nie spodziewał, bo raczej w takich sytuacjach trzymała go na dystans, ale może rzeczywiście zrozumiała.
-Ginny...
-Dlatego chyba powinnam się wyprowadzić, mam wrażenie, że nigdy się od tego nie uwolnię, nigdy nie zapomnę jego nieruchomego ciała, mamy, taty, Ron. A najgorsze jest to, że ja byłam wtedy w zupełnie innym miejscu wtedy kiedy stracił świadomość...
-Naprawdę nie mogłaś nic zrobić, nikt z nas, bo wszyscy nie myśleliśmy, że ktoś mógł umrzeć, to jest po prostu niewyobrażalne, wiem.
-Cieszę się, że możemy o tym porozmawiać, mam już dosyć tych którzy mówią  ,,Nie przejmuj się".
-Ktoś kto nigdy nikogo nie stracił nie zrozumie tego jeśli sam tego nie doświadczy.Jak ktoś próbował mnie pocieszać to zwykle na niego naskakiwałem, dopiero później widziałem, że chcieli dobrze.
-Niestety, ja nie chciałam z nikim rozmawiać o tym, zresztą do dziś niezbyt chętnie o tym wszystkim mówię...
-Tak, doceniam, że mi powiedziałaś.
-Muszę sobie znaleźć pracę, może jeśli skupię się na czymś innym będzie lepiej.
-Pomogę ci, też wezmę się za jakąś robotę i zacznę trenować, bo jeśli chce byc aurorem przyda mi się odpowiednia forma.
-Masz racje, trzeba się wziąć za działanie, muszę dostać się do tej drużyny, będę trenować razem z tobą.
-To zaczynamy od jutra?-Zapytał.
-Jasne.
-No to chodźmy.-Wstał, podał jej rękę i po chwili deportowali się do nory.
-Uff...nie ma jeszcze Charlie'ego.-Odetchnęła Ginny, gdy byli już przed domem.
-Skąd wiesz?
-To proste, bo gdyby było inaczej przed domem stał by jakiś smok.-Uśmiechnęła się Ginny.-Może chociaż zdążę się przebrać i nie będzie tak źle.
-Nie będzie zły, zresztą to nie o prezenty chodzi...
Godzinę później Ginny przebrała się w niebieską, krótką sukienkę i wszyscy wyglądali dosć odświętnie.
-Zaraz tu będą.-Obwieściła mama.
-Patrz co kupiłam u jubilera.-Powiedziała i pokazała Harry'emu kostkę srebra.
-Co chcesz z tym zrobić?
-Patrz teraz.-Powiedziała po czym stuknęła różdżką i kostka zaczęła się żłobić aż w końcu przeobraziła się w smoka.
-Super.-Powiedział przewracając go w palcach.
-Fajnie być czarownicą.-Uśmiechnęła się
-Już są!-Obwieściła pani Weasley patrząc przez niewielkie okno w kuchni a wszyscy wybiegli przed dom by ich powitać. Najpierw podszedł do nich Percy a potem wylądował skuter Hagrida.
-Cholibka, wietrznie dzisiaj. Wyglądacie świetnie, szczególnie ty Molly!-Pochwalił Hagrid.-Charlie wiesz o czym musimy im dziś wspomnieć?-Zapytał go Hagrid.
-Jasne, ale to może przy stole.
-Synku, jak ja cie dawno nie widziałam! Tak się zmieniłeś!-Zaczęła go ściskać pani Weasley.
-Jak ci idą interesy?-Zapytał go George.
-Świetnie, hodowla się rozwija.
-Łał Ginny...Wyglądasz...no nieźle się porobiło.
-Jest tak źle?-Zaśmiała się.
-O, uwierz mi wręcz przeciwnie. Powiedział zaskoczony.
-Harry, super wyglądasz, niedługo chyba mnie przerośniesz.
-Ale mnie to już nie przerośnie.-Zaśmiał się Hagrid.
-Pewnie nie.-Przyznał Harry.
-Zapraszam do środka.-Powiedziała pani Weasley a w domu usadziła wszystkich wygodnie przy stole.
-Muszę wam o czymś powiedzieć, nasze smoki bardzo szybko się rozmnażają.-Powiedział Charlie.
-Naprawdę szybko jak na smoki.-Wtrącił Hagrid.
-No i potrzebujemy kogoś kto się nimi zajmie, bo ja i Hagrid już ledwie dajemy sobie radę. Więc jeśli znacie kogoś kto się nimi interesuje to dajcie znać.
-To ktoś się jeszcze interesuje smokami.-Powiedział Ron.-Przecież mogą zabić jednym chuchnięciem.
-To nie tak Ron. Te zwierzęta potrzebują opiekuna.
-Trzeba miec jakieś specjalne kwalifikacje?-Zapytała Ginny.
-Gdybyś chciała się zajmować tymi dorosłymi niebezpiecznymi to tak, ale co innego młodymi, np. Taki walijski zielony nawet jego dorosłe osobniki nie wyrządzają szkód.
-Jednak potrzeba dużo siły, zajmowanie się młodymi smokami to również wychowywanie ich, czasami trudno je sobie podporządkować, a przede wszystkim to wymaga siły.
-Hagrid ma racje, smoki to bardzo silne zwierzęta nie wiem czy dałabyś sobie z nimi radę sama.
-Ginny, ale ty chyba nie chcesz się zajmować smokami?-Powiedziała pretensjonalnym tonem Molly.
-Czemu nie.
-Smoki są niebezpieczne, to chyba nie jest robota odpowiednia dla ciebie.-Dodał Hagrid.
-Jeszcze byście się zdziwili jak ona potrafi sobie wszystkich podporządkować.-Zaśmiał się Ron.
-Dużo potrzebujecie tych opiekunów?-Zapytał Harry.
-Kilku by się przydało.-Przyznał Bill.
-Mogę pomóc Ginny, też szukam jakiejś pracy, a skoro kogoś potrzebujecie.-Rzekł Harry.
-Super, w takim razie o wszystkim wam opowiem w poniedziałek. Zrobię wam takie króciutkie szkolenie, połapiecie się we wszystkim, ale to naprawdę wykańczająca robota.-Przestrzegł ich Bill.
-Mi by się nie chciało.-Zażartował Ron.
-Szczerze mówiąc rzadko kiedy jakaś kobieta podejmuje się pracy przy smokach.-Oznajmił Hagrid.
-Ma swojego wiernego giermka.-Uśmiechnęła się do Harry'ego Hermiona.
-Aaa...-Do Hagrida chyba właśnie dotarło o co chodzi.-Słyszałem, że wracacie do Hogwartu.-Zagadnął.
-Tak, jeszcze ostatni rok.-Westchnął Ron.
-Fajnie, że wracacie, cholibka,naprawdę mi was brakowało.
-Nam ciebie też Hagrid.-Uśmiechnął się Harry.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz