Harry i Ginny wstali wcześnie rano, zjedli śniadanie i zgodnie ze swoim postanowieniem przebiegli swój poranny maraton i po godzinie wrócili z powrotem do domu.
-Padam z nóg.-Oświadczył Harry i opadł na kanapę.
-Ja też.-Przyznała zdyszana i usiadła obok niego.-Ale przynajmniej czuję się rozbudzona.
-Taa...ja też.
-O, już są.-Usłyszeli z kuchni głos Rona.
-To ja już się zmywam do mojego sklepu.-Oświadczył George i pożegnał się z nimi a później wyszedł.
-My też zaraz pójdziemy, bo jeszcze spóźnimy się pierwszego dnia.-Powiedziała Ginny.
-Masz racje.-Zgodził się z nią Harry.
-Na pewno nic nie zjecie kochani?-Zapytała Molly.
-Nie, dzięki mamo.-Powiedziała Ginny.
-A ty Harry?-Zapytała.
-Nie, dziękuje pani Weasley chyba naprawdę musimy już isć.
-No to powodzenia!-Życzyła im pani Weasley i wróciła do kuchni.
-Właśnie powodzenia, a jak wrócicie to wszystko nam opowiecie.-Powiedziała Hermiona stojąc w progu kuchni.
-Nie dajcie się pożreć.-Wyszczerzył się Ron.
-Taa..dzięki.-Odpowiedziała mu Ginny, chwile później przebrali się i deportowali tam gdzie wskazał im Charlie.
-Ośrodek należący do Charliego był okrążony wysokim kamiennym murem a wchodziło się tam przez równie wysoką bramę.
-Allohomora pewnie nie podziała prawda?-Dopytała Ginny.
-Nie, raczej nie, może zapukam.-Stuknął w drzwi kilka razy i po minucie otworzył im blondyn, który był cały ubrudzony czymś w rodzaju błota, ale ani Harry ani Ginny nie zrazili się jego wyglądem.
-Jesteście tymi nowymi praktykantami?-Zapytał.
-Tak.-Odpowiedzieli chórem.
-To świetnie, wchodźcie.-Otworzył jedno ze skrzydeł bramy i przepuścił ich a po chwili znowu je zamknął.-Och, wybaczcie mi za mój wygląd.-Powiedział i końcem różdżki jak odkurzaczem zmył wszystkie plamy.
W środku była jedna główna szeroka droga a po obu stronach za solidnymi kratami były zamknięte mniejsze smoki. Pewnie te groźniejsze i starsze były w innej części.
-Tak w ogóle jestem Nathan.-Przedstawił się.
-Ginny.
-Harry.
-Harry Potter!-Powiedział entuzjastycznie, gdy zauważył jego bliznę.- O mój Merlinie, nie myślałem, że kiedykolwiek, to znaczy jestem szarym człowiekiem, a ty w końcu pokonałeś największego czarnoksiężnika...-Powiedział szybko niczym Hermiona udzielająca odpowiedzi.
-Ja też tak naprawdę...jestem zwykłym czarodziejem...
-No tak...ale nie przypuszczałem, że spotkam cię tutaj w hodowli...
-Ja też nigdy nie myślałem, że będę się zajmował smokami.-Powiedział szczerze.
-Waszym instruktorem jest Charlie, prawda?-Upewnił się.
-Tak.-Odpowiedziała Ginny. Kiedy zakręcili widać już było jak macha do nich Charlie.
-Szkoda...no ale jeśli będziecie potrzebowali pomocy dajcie znać, a ja wracam do roboty, powodzenia.-Uśmiechnął się do nich i wrócił się.
-Pewnie poznaliście już Nathan'a.-Powiedział Charlie.-Przemiły chłopak...
-Tak rzeczywiście tylko trochę...dużo mówi.-Uśmiechnęła się Ginny.
-No tak, ale jeśli chodzi o smoki to prawdziwy ekspert.-Pochwalił go Charlie, a jeśli już on kogoś tak nazywał to znaczyło, że musi być naprawdę dobry.-No to do roboty. A no i weźcie to, może się wam przydać.-Powiedział wręczając im po parze rękawic.
-Czym je karmisz?-Zagadnęła Ginny.
-Zaraz zobaczycie. Ale nie zniechęcajcie się, pomyślcie o tym tylko jak o ich jedzeniu.-Zaproponował a Harry i Ginny trochę się wystraszyli.
Po chwili wszedł do pomieszczenia, które z zewnątrz wyglądało trochę jak zwykła mugolska stajnia.
-Proszę.-Powiedział wręczając im po wiadrze, ale oba były przykryte ręcznikami tak, że nie było widać ich zawartości.-Akurat zbliża się pora karmienia, więc wszystko wam wytłumaczę.
-Już się boję.-Powiedział Harry.
-Na początku mogą być trochę zdezorientowane, ale przyzwyczają się do was. Zawsze tak jest kiedy mają nowych opiekunów. Hmm...pokazać wam najpierw młode rogogony czy...-Głośno myślał. O, wiem już gdzie pójdziemy najpierw!-Poinformował ich uradowany.
Ginny na to tylko wzruszyła ramionami i poszli przez sieć dróżek za Charlie'm.
-Jak będziemy się tu odnajdywać?-Zapytał go Harry.
-Przywykniecie, szczególnie, że was będzie obowiązywał konkretny obręb, w którym znajdują się najmłodsze smoki lub te niegroźne.
-W sumie to dla niego one wszystkie są niegroźne.-Powiedziała do harry'ego szeptem Ginny i Charlie chyba rzeczywiście niczego nie słyszał.
-O, jesteśmy i oto one!-Zademonstrował Charlie. Za podwójnym wysokim ogrodzeniem znajdowało się kilka białych smoków chociaż pod światłem ich łuski przybierały piękny perlisty kolor. Widać było, że są jeszcze młode, bo wszystkie były wielkości przeciętnego psa i sięgali im do kolan.
-Są naprawdę ładne.-Powiedziała szczerze Ginny.
-Masz racje.-Zgodził się Harry.
-Tak, prawdziwe skarby, to bielniki szlachetne. Zwykle przeciętny przedstawiciel tego gatunku dorasta do niecałych dwóch metrów.
-Do czego je wykorzystują?-Zapytał Harry.
-Cóż, są bardzo wierne swojemu towarzyszowi i nie wyrządzają szkód, to bardzo spokojny gatunek, szybko dają się oswoić i nie sa groźne, więc zazwyczaj są hodowane hobbystycznie lub służą poczcie magicznej.
-Poczcie magicznej?-Powiedział zdziwiony Harry, bo nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszał.
-No cóż to dosyć mało popularna forma dostarczania listów, zwykle jeśli ktoś nie ma sowy lub jeśli trzeba szybko dostarczyć jakiś list mugolowi.-Wytłumaczył.
-Aha i oczywiście najważniejsze, żywią się larwami, mały robakami i sklątkami.
Harry'ego aż zemdliło na wspomnienie sklątek tylnowybuchowych chyba wolałby już te larwy...
-Jeszcze jakieś pytania?-Zapytał ich jakby był jakimś przewodnikiem.-Nie? No to świetnie chodźcie dalej. O a oto sterniki czerwone.-Powiedział. Te smoki były jeszcze mniejsze od poprzedniego gatunku, miały ostro czerwone zabarwienie i charakterystyczną wielką łuskę na czubku głowy.
-Jak widzicie bardzo rzucają się w oczy, dorastają około półtora metra, są sprytne, wyrachowane i wyczuwają niebezpieczeństwo zupełnie tak jakby potrafiły przewidywać przyszłość. Z tego powodu są wykorzystywane w niebezpiecznych sytuacjach, czasami np. Przez aurorów.
-Widzisz co cie czeka.-Zaśmiała się zwracając się do Harry'ego.
-Tak, rzeczywiście ta wiedza może ci się przydać, ale tak naprawdę to tylko w skrajnych wypadkach. Chociaż przyznaję, że Kingsley ostatnio się tym zainteresował i chyba rozważa powrót do użytku smoków w ministerstwie, choć pewnie to by wiele skomplikowało.-Mogę?-Powiedział i wziął wiadro od Ginny. Gdy je odkrył okazało się, że w środku są białe, oślizłe larwy.
-Skąd ty to bierzesz?-Zapytała Ginny starając się ukryć obrzydzenie pod rzeczowym tonem.
-Hagrid jest moim wiernym dostawcą.-Oświadczył z uśmiechem.
-No tak, tak myślałam...-Przyznała.
-Dobra to teraz patrzcie jak to się robi, jeśli się brzydzicie to zróbcie tak: Vingardium leviosa!-Wypowiedział celując i biała larwa od razu wzbiła się w górę i przeleciała nad ogrodzeniem opadając lekko na ziemię a grupa wygłodniałych smoków od razu się na nią rzuciła, chwilę później już jej nie było.-Doskonale znacie to zaklęcie wiec rzućcie im parę i przejdziemy dalej.-Powiedział Charlie. Gdy już były nakarmione i wiadro było opróżnione poszli dalej krętą dróżką. Harry i Ginny stwierdzili, że zdążyliby się już tu zgubić z trzy razy.
-Przydałyby się tutaj miotły.-Powiedziała żartobliwie Ginny.
-Świetny pomysł Ginny!-Odezwał się Charlie.-Rzeczywiście robota szłaby wam o wiele szybciej, a czasami im też trzeba dać rozprostować skrzydła.
-Ale tylko żartowałam...-Wytłumaczyła Ginny.
-Nie no, poważnie, daję wam jak najbardziej na to pozwolenie.
-Super.-Powiedział Harry zachwycony pomysłem Ginny, to był świetny sposób, żeby połączyć przyjemność z pożytecznością. Przeszli jeszcze przez parę rodzajów smoków, rzeczywiście wszystkie spośród nich były albo młode, albo były dorosłymi miniaturami i największe jak do tej pory sięgały Bill'owi do ramienia.
-A to smoki z gatunku fudgi.-Przedstawił grupę czarnych, dostojnych smoków, chyba właśnie dlatego zostawił im je na koniec. Widać było, że są dumne i mają klasę, nie jak te inne nieokrzesane, młode smoki, które tylko chciały się z nimi bawić (oczywiście przy użyciu morderczych szczęk pełnych ostrych zębów i szponów długich na kilka centymetrów).
-Są takie...wyniosłe.
-No prawdziwi z nich eleganci. Tak, niestety ostatnia samica zmarła.-Powiedział o niej jakby była człowiekiem, właśnie w takiej sytuacji widać było jak bardzo jest przywiązany do tych zwierząt.-Żywią się mięsem małych zwierząt.-Przerwał chwile ciszy. Maja doskonale wyczulone wszystkie zmysły, są w stanie również wyczuć strach, wiec naprawdę musicie być przy nich ostrożni. Zachowują się jakby zawsze miały rację...
-Zupełnie jak dzieci.-Wpadła mu w słowo Ginny.
-Tak, Ginny, dlatego trzeba je od razu dyscyplinować.
-Jak się dyscyplinuje smoki?-Zapytał Harry myśląc o tym, że Charlie na pewno nie pozwoliłby, żeby jakiemukolwiek choc łuska spadła.
-W smokach można odczytać wszystko z ich oczu, wyraźnie widać kiedy sa wzburzone.-Poinformował ich.-Oczy sa równocześnie ich najważniejszym i najwrażliwszym ośrodkiem, więc nienawidzą one bardzo jasnego, jaskrawego światła. W ten właśnie sposób je dyscyplinujemy.
-Świecicie im latarką po oczach...-Powiedziała Ginny lekko zdziwiona i rozbawiona.
-Jasne, że nie, zwykle używamy do tego zaklęcia lumos maxima.Nie lubię tego robić, one strasznie tego nie lubią, stosujcie to zaklęcie tylko w skrajnych przypadkach, ale nie róbcie tego zbyt często, bo bardzo by was za to znienawidziły.-Wytłumaczył im.
-Dobrze wiedzieć.-Mruknął Harry.
-Nie martwcie się, zwykle wystarczy kiedy odejdzie się od nich i pozostawi je same lub da jasno do zrozumienia, że popełniły błąd i że jest się z nich niezadowolonym.
-I tak po prostu się słuchają.-Powiedziała z niedowierzaniem.
-Oczywiście, sa bardzo inteligentne i nie sa obraźliwe, obnoszą się z klasą i chcą, aby wskazywać im właściwą drogę. Bardzo lubią kiedy się poświęca im mnóstwo uwagi i czasu.
-Damy radę każdemu z nich poświęcić dużo uwagi i czasu?
-Jasne, w końcu z każdym z nich będziecie się widywać codziennie poza tym wkrótce sami zrozumiecie na czym to polega.-Jak na dziś to chyba tyle.-Oświadczył Charlie.
-Serio?-Zapytał zdziwiony Harry, bo spodziewał się, że będą tam cały dzień.
-Tak, ale nie martw się Harry jeszcze zdążysz się tu zapracować. Jutro przyjdźcie na ósmą, nakarmicie wszystkie młode i weźmiemy je na krótki spacerek i rozprostowanie skrzydeł.
-Czyli już będziemy je wyprowadzać...-Powiedziała Ginny zdziwiona chyba sadziła, że to potrwa dłużej.
-Jak na razie ze mną, ale wkrótce się do was przyzwyczają i spokojnie sobie z nimi wtedy poradzicie.Jutro dokładnie zobaczycie jak wygląda ich tresura, ale nie spodziewajcie się, że od razu was posłuchają.
-Można się stąd deportować?-Zapytał Harry, bo nie miał pojęcia jak stad trafić do wyjścia.
-Nie, ale spokojnie, odprowadzę was.
-Myślałam, że masz tu sporo pracy.-Powiedziała Ginny.
-Tak, Ginny, muszę jeszcze nakarmić starsze smoki i sprawdzić czy ich jaja odpowiednio się rozwijają a później przebadać i trochę je rozruszać.
-Jak latacie z tymi wielkimi smokami?-Zapytał Harry.
-Maja do tego specjalną przestrzeń, zresztą wszystkiego się jeszcze dowiecie.-Powiedział.
Parę minut później stali już pod bramą.
-No to dzięki, że się podjęliście, do jutra.-Pożegnał się z nimi i każdy poszedł w swoja stronę. Chwile później byli już przy norze.
-Już jesteście!-Powiedziała zdziwiona pani Weasley.
-Tak, mamo, wygląda na to, że dopiero od jutra...
-Że dopiero od jutra będziecie mieli przerąbane.-Wpadł jej w słowo Ron, który od zawsze pod katem smoków uważał brata za świra.
-Wcale nie Ron, poradzimy sobie.-Zaprzeczyła.
-No i jak było?-Zapytała podekscytowana Hermiona zbiegając po schodach.
-Dobrze.-Odpowiedział Harry.
-Właściwie dzisiaj nic konkretnego nie robiliśmy, po prostu Bill nam pokazał poszczególne gatunki, nakarmiliśmy je i tyle.-Opisała Ginny.
-Tresura smoków jest podobno bardzo trudna...-Powiedziała Hermiona.-Jesteście pewni, że tego chcecie?-Odezwała się Hermiona z nutą powątpienia.
-No cóż, Charlie powiedział, że jako aurorowi ta wiedza może mi się w przyszłości przydać.
-No tak, czytałam o tym.-Oświadczyła Hermiona.
-Macie jakieś plany na dziś?-Zapytał Ron wyciagajac się w fotelu.
-Na dobry początek proponuję zjeść obiad.-Wtrąciła Molly i po chwili talerze z parującym obiadem opadły na stole.
-Rzeczywiście zgłodniałam.-Powiedziała Ginny. Ja chyba jednak zostanę wdomu, za niedługo będzie sie ściemniać.
-A wy jakie macie plany?-Zapytał Harry.
-No cóż ja wstąpię do...
-Biblioteki.-Dokończył za nią Ron ze złośliwym uśmieszkiem.
-Jak ty mnie świetnie znasz Ron.
-A co kiedykolwiek w to wątpiłaś?
-Nie, Ron, w to nigdy. W takim razie skoro jesteś taki mądry gdzie ty pójdziesz?-Zapytała Hermiona.
-No cóż, z racji, że jesteś moja dziewczyną...
-Nareszcie sobie kogoś porządnego znalazłeś.-Wpadła mu w słowo Ginny.
-,,Porządnego"!-Powiedział zdenerwowany.-Jakbym ja miał mówić o Michael'u Cornerze lub Dean'ie Thomasie...
-Corner był palantem to fakt, ale Dean? Przecież sam mówiłeś jak to ty go bardzo lubisz.-Wypomniała mu Ginny.
-Ale w momencie, gdy zaczęliście chodzić to zaczął się dziwnie zachowywać. Zresztą skoro był taki bez zarzutu to dlaczego zerwaliście.-Zaczął drążyć temat.
-Bo nie można się tak oszukiwać, to nie na Dean'ie mi zależało.-Powiedziała Ginny spokojnym tonem, a Harry zabrał się za jedzenie, bo po tym jak to powiedziała poczuł się jakoś nieswojo. Hermiona też chyba nie chciała się wdrążać w tę dyskusję, bo zasłoniła się Prorokiem, a Ronowi widocznie już zabrakło argumentów, bo też zaczął jeść zupę.
-Slughorn'owi chyba się spodobało w Hogwarcie.-Stwierdziła Hermiona wciąż nie odrywając wzroku od gazety.
-Dlaczego? Wraca na następny rok?-Zapytała Ginny.
-Tak. Dalej będzie nauczał eliksirów.
-O, nie.-Odezwał się Harry.
-Myślałam, że lubisz Slughorn'a.-Powiedziała Hermiona z wyrazem samozadowolenia na twarzy.-Chyba nie masz z tym problemu, Harry, skoro tak wiele nauczyłeś się od Księcia.-Powiedziała z chytrym uśmieszkiem.
-Nie zaczynaj znowu Hermiona.-Odezwała się Ginny, zanim on zdążył coś na to powiedzieć.
-Och, no przyznaj, że chodziło o twoją zszarganą opinię najlepszej w klasie i będzie po sprawie.-Poradził jej Ron już trochę tym zmęczony.
-Nie, Ron, tu chodzi o uczciwość.
-Dobra nie zaczynajmy znowu tego tematu...teraz nie będę miał żadnego podręcznika pomocniczego, i znowu będę ofermą z eliksirów, zadowolona?-Powiedział i po chwili się wszyscy się zaśmiali.
-No wiesz, nigdy nie nazwałabym cię ,,ofermą z eliksirów".-Zaśmiała się Hermiona.
-Taa...ktoś spróbowałby obrazić chłopaka-Wybrańca, to Ginny przyłożyłaby mu pałką do quidditcha jak wtedy tobie McLaggen.-Zaśmiał się Ron i wszyscy wybuchnęli śmiechem.-A przepraszam, McLaggen to przy rozwścieczonej mojej kochanej siostrzyczce jeszcze nic!-Poprawił się Ron.
-No szczerze mówiąc gdyby gra nie toczyła się dalej i gdyby nie ogólne zamieszanie to chyba bym go rąbnęła.
-I tak go ,,przypadkiem" potrąciłaś przy pętlach, myślałaś, że tego nie widziałem.-Powiedział Ron i wykonał gest wskazujący to, że ma na nią oko.
-Tak, tak Ron przecież ty wszystko widzisz, wszystko słyszysz i ogólnie jesteś wszechwiedzący.-Zażartowała Ginny.
-Ale widziałbyś to Harry jak biegła po meczu do skrzydła szpitalnego, jakby jej się szata zapaliła.-Hermiona na słowa Rona zachichotała i dalej przerzucała strony Proroka a Harry uśmiechnął się do Ginny.
-Tak, tak to takie urocze...-Powiedział Ron i przewrócił oczami.
-Taa...dzięki za błogosławieństwo Ron.-Zaśmiał się Harry i Ginny też wybuchnęła śmiechem.
-Tak...ale jakbyście jednak mogli nie okazywać przy mnie uczuć...mój kumpel i moja siostra to jak na mnie trochę za dużo..
-Mówisz o czymś takim?-Droczyła się z nim Ginny i pocałowała Harry'ego w policzek.-Dobranoc skarbie.-Powiedziała piskliwym tonem i wspięła się po schodach do swojej sypialni
-Taaa...kocham moją siostrzyczkę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz