Harry z Ginny z samego rana, zaraz po wesołych rozmowach przy śniadaniu pani Weasley deportowali się do pracy.
-O, świetnie, że już jesteście, bo kilku małym trzeba wyszorować zęby i...
-To smokom się czyści zęby?-Powiedziała zdziwiona Ginny.
-Oczywiście Ginny, chociaż pewnie niedługo będą im się zmieniać na większe i ostrzejsze, mam jednak nadzieję, że nastanie to jak już będziecie w Hogwarcie, bo wtedy robią się trochę nieznośne.-Wytłumaczył im Charlie.-No i jak już mówiłem polatacie sobie trochę.
-Super.-Powiedziała zachwycona Ginny trzymając swoja miotłę.
-No to świetnie zacznijcie od bielników, wszystko czego potrzebujecie jest tam,.-Wskazał na jakiś budynek, a po chwili zapiął pierwsze dwa osobniki na smycze i wyprowadził zza ogrodzenia.-A teraz prosty test na zaufanie.-Powiedział Charlie i wręczył im coś co wyglądało jak czerwony, pulsujący owoc.-Teraz musicie uklęknąć parę metrów przed nim i wyciągnąć rękę z owocem najważniejsze jest to, żeby nie stracić przy tym kontaktu wzrokowego, jeśli do was podejdą-jest dobrze, jeśli podejdą i zjedzą z waszej ręki-jest bardzo dobrze, a jeśli podejdą i się o was otrą to doskonale się z nimi dogadacie.-Powiedział Charlie. Jeśli chciałyby was zaatakować musicie uciekać co sił w nogach a ja się nimi zajmę, rozumiecie wszystko?-Zapytał ich Charlie na co oboje kiwnęli głowami.-Świetnie no to uwaga! Odpinam je!-Powiedział i zdjął im smycze. Harry i Ginny postąpili zgodnie z instrukcjami Charlie'ego i czekali aż cos się wydarzy. Charlie miał racje kiedy oni się w nie wpatrywali one również nie odrywały wzroku jakby to był pojedynek kto pierwszy mrugnie. Smok Harry'ego zrobił kilka powolnych kroków na przód, po chwili tak samo zrobił smok Ginny.
-Świetnie.-Powiedział cicho Charlie, który się temu przyglądał.
Po chwili przybliżyły się jeszcze bardziej i zjadły to co im zaoferowano i nawet położyły im głowę na kolanach i wydały dziwny dźwięk.
-O, kochany.-Powiedziała Ginny drapiąc go pod brodą.
-Są serio, łagodne.-Dodał Harry.
-Tak, w rzeczy samej, choć wszyscy mają je za potwory, no cóż to bardzo pamiętliwe zwierzęta, doskonale pamiętają każdy dobry uczynek ale również każdą krzywdę.
-Będziemy tak musieli robić z każdym?-Zapytał Harry.
-Przypuszczam, że nie, jeśli zobaczą, że ich bracia wam ufają też wam zaufają.-Powiedział Charlie.
-Bardzo na sobie polegają...-Zauważyła Ginny.
-No tak, niestety często są lojalniejsze od ludzi...
-Właściwie Charlie, świetnie ci idzie z tą hodowlą.-Przyznała Ginny.
-No tak, rozwija się, chociaż wcześniej wszyscy próbowali mi to wybić z głowy, fakt mam kilka blizn, ale innych tak trudno przekonać, że wiele z nich naprawdę nie wyrządzają szkód. Te które zostały wykorzystywane przez Voldemorta pewnie były okropnie traktowane, dlatego były tak rozjuszone.-Wytłumaczył im. A one są moimi prawdziwymi przyjaciółmi..-Wyznał.
-No wiesz, wszyscy się bali, że ten biznes nie wypali, to nie tak, że rodzice w ciebie nie wierzyli.
-Tak, wiem Ginny, nie mam im tego za złe.-No dobra teraz możecie iść je trochę wykapać i umyć zęby.-Powiedział Charlie, teraz już na pewno dacie sobie z nimi radę, jakby co jestem w pobliżu.-Powiedział, zapiął smoki na smycze z łańcuchów i odszedł.
-Co mu jest?-Zapytał Harry.
-Nie mam pojęcia, zwykle ma dużo energii, a dzisiaj jest jakiś smutny i smętny...-Powiedziała Ginny.-To dziwne, bo on się nigdy na nic nie uskarża, kocha swoją pracę i w ogóle...
-Może się źle czuje albo jest zmęczony...
-No nie wiem, on często wracał z pracy zmęczony, ale zadowolony.
-No nic, może mu przejdzie.-Powiedział.
-Słyszałeś wcześniej o myciu zębów smokom?-Zapytała Ginny z uśmiechem, prowadząc smoka na smyczy.
-Nie, w ogóle mało o nich wiedziałem w porównaniu do Charlie'ego...
-No tak, jako jedyny wybrał Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami na owutem, wszyscy się z niego śmiali, ale on się nie przejmował, zawsze był sobą bez względu na wszystko...
-To chyba dobrze, Charlie jest w porządku, a te smoki serio sa fajne.-Powiedział spoglądając jak jego grzecznie idzie koło nogi.-Trochę jak psy.
-No, tylko, że groźniejsze, ale Charlie się nimi dobrze zajmuje, nie dziwie się, że nienawidzą ludzi którzy je skrzywdzili, zupełnie tak jak ludzie...
-A właśnie, co wybrałaś na owutem? Bo jakoś wcześniej nie miałem okazji cie o to zapytać-Powiedział Harry, gdy już byli w środku i próbowali wpakować smoki do umywalki.
-Zielarstwo, Transmutację, Obronę Przed Czarną Magią, Starożytne Runy, Eliksiry, Zaklęcia i Astronomia.
-Oblałaś Wróżbiarstwo i Historię magii, prawda?
-No cóż...z historii magii dostałam "powyżej oczekiwań" ale to straszne nudne i uznałam to za nieprzydatne, chyba wiem o historii tyle ile powinnam wiedzieć. No a z wróżbiarstwa...
-Nic nie wyczytałaś z fusów?-Powiedział i oboje parsknęli śmiechem. Smoki wciąż się wierciły, ale chyba lubiły wodę.
-Eee...tak średnio, dostałam "nędzny" dlatego, bo wymyśliłam historyjkę o tym, że wkrótce będzie wojna i ogromne niebezpieczeństwo.
-No to chyba dobrze przewidziałaś...-Zaśmiał się Harry.
-Chyba nawet ślepy widział co się dzieje.
-A tam nieważne, i tak zasługujesz na "wybitny".-Zaśmiał się.
-Taa...jeszcze będzie ze mnie taki wróżbita, lepszy od Trelawney.-Puściła do niego oko i za chwile odwróciła głowę, bo smok zaczął strasznie chlapać.-A jak tam Teddy?-Zapytała Ginny.
-Ostatnio pisałem z Andromedą, podobno szybko rośnie, a jego czupryna co chwilę zmienia kolor.
-Jest taki jak Tonks, zawsze chciałam być metamorfomagiem, choć raz przetransmutowałam moje włosy na różowo. Mimo, że Fleur twierdzi, że ten kolor "kłóci się z moją karnacją".-Zaśmiali się.-Tak za nią tęsknię...zawsze chciałam mieć siostrę.
-Ja też chciałbym mieć rodzeństwo, chociaż zawsze czułem się jakbyście byli moją rodziną...
-Nie obijać się tam!-Krzyknął do nich Charlie od progu.
-Jasne, smoki już czyste!-Odkrzyknęła Ginny.
Przez resztę popołudnia próbowali zachęcić młode smoki do pierwszego lotu, choć okazało się to bardzo trudne.
-Och, jak pisklaki.-Porównała Ginny.-Mnie nie trzeba było tak długo zmuszać do wsiąścia na miotłę.-Wyszczerzyła zęby.
-Może dlatego, że wcale nie musieli cię zmuszać.-Zaśmiał się.
-No fakt. Ciekawa jestem kiedy będą latać przez te obręcze.-Wskazała kilkanaście metalowych obręcz ustawionych jedna za drugą.
-Jak się już wzbiją to pewnie potem będzie już z górki...-Stwierdził Harry.
-Może masz racje.-Powiedziała siedząc na miotle parę metrów nad ziemią i próbując zachęcić go do lotu.
-Są strasznie uparte...
-Tak jak ja, więc chyba się dogadamy.-Powiedziała i oboje się zaśmiali. Po tym wszystkim co się niedawno działo dla Harry'ego była to miła odmiana-być obok Ginny, żartować, śmiać się, odpoczywać, gawędzić wieczorem z Weasley'ami i jeść razem kolację.
-No patrz mały, wyczarowałam dla ciebie siatkę, zaufaj mi!-Powiedziała Ginny spokojnym głosem, tak jak im powiedział Charlie patrząc mu w oczy. Czyżby to było to samo, kiedy były momenty, że spodziewał się usłyszeć-"Zaufaj mi", choć odpowiedziała mu tylko cisza.
-Chyba jednak nie dziś, co...-Stwierdziła, poklepała go po pysku i zdjęła wcześniej rzucone zaklęcie.
Chwilę później zapięli je na smycze i powiedzieli o wszystkim Charlie'emu.
-Spokojnie, nie są jakimiś wytwornymi lotnikami, ja sam nie umiałbym ich tak szybko zachęcić do latania, potrzebują jeszcze trochę czasu i z pewnością się uda.-Zapewnił ich Charlie z uśmiechem.
-Powiedzcie mamie, że też niedługo przyjdę na kolację.
-I słusznie Charlie, chyba bardzo chce cię zobaczyć.
-No i może przestanie mówić, że jesteś niedożywiony i zapracowany.-Dodał Harry.
-To żadna nowość, mama zawsze tak mówi.-Zachichotał.-No to niedługo się widzimy, naprawdę świetnie wam dziś poszło, do zobaczenia na kolacji.-Uśmiechnął się do nich i odszedł, a tym razem wiedzieli już gdzie jest wyjście. Przed ośrodkiem deportowali się do ogródka nory.
-Wchodźcie, wchodźcie!-Powiedziała pani Weasley i szeroko otwarła przed nimi drzwi.-Nic wam nie jest?-Zapytała i od razu zmierzyła ich od stóp do głów jakby sprawdzała czy nie brakuje im jakiejś części ciała.
-Oczywiście, że nie mamo...-Powiedziała Ginny patrząc wymownie w sufit.-A Charlie nawet stwierdził, że idzie nam to świetnie.
-Och, dobrze, że jesteście cali, może nie są takie złe, ale bezpieczeństwo jest najważniejsze.-Oświadczyła i wykonała kilka machnięć różdżką w kuchni.
-Od zawsze ta sama śpiewka.-Mruknął Ron, który siedział już przy stole.
-Hermiony nie ma?-Zapytał Harry, bo ostatnio tam gdzie był Ron była i Hermiona i na odwrót. Często nawet udawało się jej wyciągnąć Rona do biblioteki.
-Nie ma jej, nie wiem gdzie poszła powiedziała, że "idzie załatwić jakąś ważną sprawę".-Oznajmił Ron.
-I poszła bez ciebie? Nie uważasz, że to dziwne?-Powiedziała Ginny widocznie też zdziwiona tym faktem.
-Nieee...w końcu kto by chciał być pantoflem.
-Mówisz jakbyście byli małżeństwem.-Zaśmiał się Harry.
-Nigdy niewiadomo co mają w planach Harry. Ale chyba zaprosisz ciotunię Muriel na ślub.-Powiedziała i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Tak Ginny, ty za to po złożeniu przysięgi będziesz latać nad nami na miotle i rzucać płatkami kwiatków.-Zakpił Ron.
-Taaa...a ja wyskoczę ze środka tortu krzycząc "NIESPODZIANKA!".-Powiedział Harry i wybuchnęli śmiechem.
-Mi taki scenariusz pasuje, nie muszę na twój ślub ubierać sukienki, prawda?
-Jak dla mnie możesz przyjść nawet w dresie.
-Chyba jednak zostanę przy stroju do Quidditcha.-Uśmiechnęła się.
-Właśnie jak się latało ze smokami?-Zapytał Ron.
-W sumie "latało"to jak na razie chyba za duże słowo.-Powiedział Harry.
-Hermiona już jest!-Poinformowała ich pani Weasley i po chwili uradowana Hermiona wpadła do salonu.
-Mam świetne wieści!-Powiedziała zasapana i usiadła obok nich na kanapie.
-Jakie?-Powiedzieli chórem.
-Kingsley pomógł mi odnaleźć moich rodziców!-Oświadczyła.-Cofnęłam moje zaklęcie, opowiedziałam im o wszystkim, są pod wielkim wrażeniem.-Powiedziała Hermiona tak podekscytowana spotkaniem z rodzicami, że aż miała wypieki na twarzy.
-To świetnie!-Powiedział Harry i wszyscy się uśmiechnęli.
-Co teraz zrobią, zostaną w Australii?-Zapytała Ginny.
-Póki co, tak, ale i tak to dla mnie nie problem, mogę się do nich deportować.
-Super, nic im nie jest?-Zapytał Ron.
-Nie, na szczęście nie. Ale chyba pojadę do nich na weekend.I jest jeszcze coś, bo widzisz Ron...oni chcieli by cię poznać i też zapraszają cię na weekend, mają duży dom.
-Taaak...jasne...to znaczy....ja chętnie. W ogóle co u nich?-Zapytał trochę nerwowo byleby zmienić temat.
-Sam się niedługo przekonasz, ale w końcu minął rok, wszystko się zmieniło.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-Dobrze, że nic im nie jest.-Powiedział Harry.
Niedługo potem na kolację przyszli Teddy z Andromedą, Artur, George po zamknięciu swojego sklepu, Charlie tak jak obiecał i Bill z Fleur.
-Ależ nie ma kłopotu, mamo ja wrócę dziś do siebie, nie chcę tutaj zawadzać.-Zadeklarował Charlie obojętnym tonem.
-Jesteś pewny?-Zapytała mama.-Jest już późno i ciemno...-Próbowała go przekonać z zatroskaną miną.
-Zapewniam cię mamo, że era mroku już za nami i Kingsley Shacklebolt nad wszystkim panuje więc nikt mnie nie napadnie, zresztą zdeportuję się pod samym domem.-Powiedział zarzucając na siebie kurtkę skórzaną.-Dobranoc!-Powiedział w głąb domu i odpowiedział mu chór.
-Dobranoc, uważaj na siebie.-Powiedziała mu pani Weasley.
-Tak, tak.-Pokiwał niecierpliwie głową i po chwili wyszedł i deportował się.
-Właściwie Ted i Andromeda też już poszli, tylko my zostaliśmy...-Próbował się wykręcić Bill, ale pani Weasley była szybsza.
-Och, nie ma dyskusji, chciałabym czasem móc z tobą porozmawiać synku.-Powiedziała, zgięła nadgarstek, którym trzymała różdżkę i szmatka zaczęła polerować stół, który uprzednio skurczył się do swojego poprzedniego rozmiaru.
-Och, Bill ty ciągle taki zabiegany...-Zamruczała Fleur i zaczęła go powoli całować na co Ginny chrząknęła z dezaprobatą co strasznie rozbawiło Harry'ego i Hermionę, za to Ron był jakiś nie w sosie i z poważną miną wpatrywał się w kominek a jaskrawe płomienie odbijały się w jego oczach.
-Kto chce po lampce wina na koniec ciężkiego dnia?-Zaproponował pan Weasley i butelka z czerwonym winem wylądowała na stole razem z kieliszkami.
-Ja chętnie.-Powiedział Ron i jego kieliszek podsunął się pod butelkę.
-Tylko nie pij za dużo Ron!-Krzyknęła z kuchni pani Weasley.
-Nie dzięki tato, jutro mam pracę i chyba się już położę.-Powiedziała Ginny.
-Ja też.-Stwierdził Harry i poszedł za nią po schodach.
-No to dobranoc.-Szepnęła Ginny na szczycie schodów i pocałowała go w policzek po czym poszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
Harry, gdy się położył poczuł się bardzo śpiący, ale od snu oderwał go Ron.
-Harry? Harry, śpisz?-Zapytał go szeptem Ron.
-Raczej spałem, co znowu?-Powiedział rozjuszonym tonem.-Znowu wypiłeś i teraz nie umiesz zasnąć...
-Nie to nie o to chodzi stary..-Zaprzeczył.
-To o co, bo ja w przeciwieństwie do ciebie mam jutro pracę i chcę się wyspać.-Powiedział ostrym tonem.
-No wiem, przepraszam, że nie daję ci spać, ale ja się boję...-Wydusił to z siebie.
-Czego?-Zapytał i podniósł się do pozycji siedzącej.
-Co jeśli rodzina Hermiony mnie nie polubi...-Powiedział przestraszonym tonem.
-Och, Ron nie ma się czego bać, jestem pewny, że cię polubią.
-No nie wiem, oni są inni i nie wiem czy chcą, żeby Hermiona zadawała się z kimś takim jak ja...
-Tak ja ty znaczy jakim?-Zapytał, bo nie bardzo rozumiał.
-No wiesz, oni może chcieliby, żeby Hermiona znalazła sobie kogoś ustatkowanego...
-Ustatkowanego? O czym ty mówisz Ron, przecież nas wszystkich jeszcze czeka rok nauki, wszystko jeszcze przed tobą.
-No tak ale ty i Ginny już macie takie plany i chcecie wynająć mieszkanie, ty wyremontować dom...A ja co im powiem? Zresztą spójrz na mnie, ani trochę nie przypominam na przykład takiego Kruma?
-Po co miałbyś być podobny do Kruma, jesteś o wiele fajniejszy kiedy jesteś Ronem.-Powiedział mu Harry a to wyraźnie go pokrzepiło, bo nawet w ciemności dostrzegł jego uśmiech.
-Dzięki stary, ale ja naprawdę się martwię.
-Spokojnie, spędzisz ten czas z Hermioną, opowiesz im o sobie i po prostu bądź sobą, może właśnie rodzice Hermiony chcieliby cie poznać, bo Hermiona cię kocha i to się liczy...
-No tak.-Zgodził się i chyba trochę uspokoił.-Naprawdę sądzisz, że jestem lepszy od Kruma?-Powiedział ze śmiechem.
-Nie naginaj mojej cierpliwości Ron.-Zaśmiał się.
-No dobra, dobra. I dzięki, że ze mną pogadałeś stary, cieszę się, że mam takiego przyjaciela.
-Ja też Ron, ja też.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz