środa, 19 lipca 2017

10.Chwile zapomnienia

-Nie jesteście już zmęczeni tą pracą?-Zapytała ich pani Weasley.
-Nie, podobają mi się smoki.-Powiedziała Ginny.
-Mi też.
-Ale chyba nie chcecie założyć hodowli?-Zaśmiał się Ron.
-Zostanę przy byciu aurorem.-Powiedział Harry.
-A więc jednak, aurorstwo Harry, bardzo szlachetna praca.-Odezwał się Artur Weasley.
-Chciałbym pomagać i zwalczać zło jak aurorzy.
-No to chyba jesteś do tego stworzony.-Uśmiechnęła się Hermiona.
Po schodach schodzili Fleur i Bill.
-Też cię kocham.-Powiedziała Fleur.
-Ale ja bardziej.-Powiedział Bill.-Cześć rodzinko.-Przywitał się i usiadł przy stole.
-Ciekawe kiedy przyjdzie znowu ta dziewczyna Percy'ego...-Powiedział Ron.
-A co? Zakochałeś się?-Zaśmiała się Ginny.
-A co to takie niedozwolone?
-No jak się już ma dziewczynę!-Udała oburzenie Hermiona.
-Ależ oczywiście kochanie.-Przytaknął Ron i złapał ją za rękę.
-A czym ty chcesz się zająć Ron?!-Zapytała pani Weasley.
-Mam nadzieję, że coś ambitniejszego niż zamiatanie Hogwartu.-Zażartowała i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ginny, nie ma w tym nic śmiesznego.-Skarciła ją matka.
-Och, mamo, chcę być aurorem tak jak Harry, ale nie wiem czy ja jestem na tyle...-Zawahał się szukając odpowiedniego słowa.-Mądry jak na aurora.
-Jeśli już teraz zakładasz, że się nie uda to wiele z tego nie wyniknie.-Powiedział tata.
-Dzięki Merlinowi, że już piątek.-Powiedział Bill i rozciągnął się na krześle.
-Dzisiaj porywam Rona do moich rodziców.-Oświadczyła Hermiona.
-Super...-Powiedział Ron.-Już nie mogę się doczekać.-Uśmiechnął się, a Harry wiedząc o wszystkim z trudem powstrzymywał śmiech.
-No Ron, tylko zachowuj się, nie mlaszcz przy stole i podziękuj państwu Granger za pobyt.-Pouczyła go pani Weasley.
-Dobrze mamo...-Wymownie spojrzał w sufit.
-Cieszą się, że mogą cię poznać.-Powiedziała Hermiona.
-Ja też...
-Ginny nie chce cie martwić, ale...-Powiedział i wskazał jej zegarek, który dostał na siedemnaste urodziny a wskazówka była na ,,w podróży".
-Och, musimy już iść, no to do zobaczenia!-Pożegnała się Ginny.
-Zaraz, o której wrócicie?!-Krzyknęła przez okno pani Weasley.
-Pewnie tak jak wczoraj!-Odkrzyknął Harry.
-No i jesteśmy.-Powiedział Harry, gdy się deportowali.
Jak zwykle czekało ich karmienie i kąpiel smoków, a później standardowa lekcja latania, niestety szybko okazało się, że i tego dnia nic z tego nie będzie. Poszli więc za Charlie'm, bo chciał on, żeby zobaczyli jak wygląda dosiadanie starszych smoków i tresura.
-To rogogony, lepiej tu zostańcie.-Przestrzegł ich i Harry z Ginny usiedli przed niewidzialnymi barierami.
-Miło, że możemy czasem poobserwować jak robi to Charlie.-Zagadnął Harry.
-Tak, ma do nich smykałkę, to trzeba mu przyznać.
-Nie dziwię się, że Hagrid tak go lubi, są dość podobni.-Powiedział i właśnie dotarło do niego, że przecież Ginny nie zna za dobrze Hagrida.-Musimy iść kiedyś do Hagrida.-Powiedział i w tym samym momencie smok wzbił się w powietrze z Charlie'm na grzbiecie.
-Tak, ja chętnie go poznam, choć Hermiona coś mi o nim wspominała, ja miałam z nim tylko lekcje. No i może trochę nam ostatnio pomagał i był z nami ostatnio w Zakazanym Lesie taaa....urocze miejsce.-Zaśmiała się Ginny.
-Szkoda, że nie znasz go od innej strony...
-Mam na to jeszcze ten ostatni rok.-Uśmiechnęła się.-Kiedyś sobie pomyślałam, że jeśli do końca Hogwartu nie będziemy chodzić, to sobie odpuszczę.-Zaśmiała się.
-Cieszę się, że jednak nie odpuściłaś. Myślałem, że już nie wrócę do Hogwartu, ale bycie na jednym roku z tobą...
-Ciekawa jestem co Ron na to...Chociaż teraz bardziej przeraża go to, że jedzie do rodziców Hermiony.-Powiedziała Ginny.
-Tobie też o tym mówił?
-Taak, rano trochę rozmawialiśmy, szkoda mi go, znając Rona w stresie pewnie palnie jakąś głupotę.
-Może nie będzie tak źle. Ale szczerze mówiąc cieszę się, że pani Weasley zna mnie od dziecka, pewnie na miejscu Rona też bym się stresował.
-Nie miałbyś czym, sam wiesz jaka jest mama...-Zaśmiała się, a Charlie właśnie przelatywał przez kilkanaście obręczy połyskujących w słońcu.
-Ja bardzo chciałbym, żeby moi rodzice cię poznali, chciałbym, żeby wiedzieli, że jesteś kimś kogo kocham, może też by cię do siebie zaprosili...-Powiedział i ogarnął go nagły smutek.
-Harry...na pewno wiedzą, wiem, że to cię strasznie boli, tak samo jak mnie strata Freda, ale oni są przy nas, na pewno są, bo po ich śmierci nikt o nich nie zapomniał.
-Tak masz rację, jak zwykle się rozklejam...
-Jesteś naprawdę odważny, bo wytrzymałeś to wszystko i jeszcze wygrałeś, możesz mi wierzyć, że nie znam drugiego takiego czarodzieja...-Powiedziała i złapała go za rękę.-Może pójdziemy wieczorem gdzieś na spacer?-Zaproponowała.
-Ja chętnie.-Powiedział Harry.-I musimy pożegnać Rona.-Uśmiechnął się.
-Koniecznie, trzeba mu trochę dodać otuchy. Teraz oboje w milczeniu przyglądali się jak Charlie głaszcze po pysku jednego ze smoków.
Przez resztę popołudnia dosiadali starsze smoki, ale jeszcze nie te dorosłe.
-Jeszcze nigdy nie dosiadałam smoka.-Powiedziała wdrapując się na jego grzbiet.
-A ja tak.
-Racja, jak wialiście z ministerstwa...-Powiedziała.
-Dokładnie.-Przytaknął i objął ją w tali mimo, że była jego dziewczyną dziwne to było uczucie i był pewny, że Ron pewnie by go za to zbrukał.
-To nic takiego.-Powiedziała i chwyciła jego ręce.
-Woooaaahh!-Krzyknęła z uśmiechem i rozłożyła ramiona, a jej rude włosy rozwiewał wiatr.
-To jest super!-Ryknął, bo zagłuszał go pęd powietrza. Mimo, że już kiedyś leciał na smoku to ten był zupełnie inny, był o wiele szybszy, widać było, że jest to gatunek latający na dodatek świetnie przez Charlie'ego wytresowany. Poza tym przyjemne to było uczucie latać z Ginny na jednym smoku...Tak zrobili rundkę nad stawem a potem Charlie pomógł im wylądować i zejść.
-Dzięki.-Powiedziała, kiedy ześlizgnęła się z łusek, a Harry ją podtrzymał.-To jest ekstraa!-Powiedziała podekscytowana.
-Cieszę się, że ci się podobało Ginny.-Powiedział Charlie z uśmiechem.-A ty co sądzisz Harry?
-Absolutnie niesamowite uczucie!-Powiedział.
-Też tak sądzę, no to na dziś chyba wystarczy wrażeń.
-Jesteś pewien, że nie potrzebujesz pomocy?-Zapytała Ginny.
-Nie, dzięki poradzę sobie, zresztą jest piątek Ginny, a wy chyba jesteście parą, no nie?
-Dzięki Charlie, że tak się troszczysz o nasz związek.-Powiedziała Ginny.
-Zawsze do usług.-Zaśmiał się Charlie.
-No to na razie!-Pożegnała się Ginny.
-Do poniedziałku!
-Tak, tak idźcie już.-Zaśmiał się zapinając smoka na łańcuch.
-To...co teraz robimy?-Zapytał Harry i złapał Ginny za rękę.
-Hmm...pewnie zjemy obiad, a potem...zależy.
-Od czego?-Zapytał.
-O której Ron i Hermiona się deportują.
-Knujesz coś za plecami brata...-Zaśmiał się.
-Zwykle to on coś knuje no ale cóż...chciałabym go pożegnać.
-Tak, ciekawe jacy są rodzice Hermiony....
-Ja też nic o nich nie wiem, za wyjątkiem tego, że są dentystami.
-O świetnie, zdążyliście akurat na obiad!-Powiedziała pani Weasley.
Ron siedział jakby był przykuty do krzesła, z tego stresu aż odebrało mu mowę, bo zwykle chętnie rozmawiał przy obiedzie.
-Nie denerwuj się Ron, będzie dobrze.-Zapewniła go Hermiona po obiedzie.
-Idziemy polatać?-Zaproponował Harry.
-Ja tam zawsze chętnie.-Wyszczerzyła zęby Ginny.
-No dobra...przekonaliście mnie.-Powiedziała Hermiona.
-A ty Ron?-Zapytał Harry.
-Okay.-Powiedział trochę bez życia.
-Ron, obiecuję, że moi rodzice cię nie pożrą.-Zaśmiała się Hermiona.
-Wiem, ale boje się, że coś źle zrobię.
-Ron, spokojnie ślubu jeszcze nie bierzecie.-Powiedziała Ginny.
-No właśnie, każdemu się zdarzają jakieś wpadki.-Zapewnił go Harry.
-Będzie fajnie, mój dom jest w bardzo fajnej okolicy, wszystko ci pokażę.
-No dobra, a ja postaram się nie wygłupić.-Zaśmiał się Ron.
-To co faceci na kobiety?-Zaproponowała Ginny.
-Dobry pomysł, damy radę Ron.-Harry próbował jakoś mu dodać otuchy.
W końcu Ron z Harry'm na Ginny i Hermionę grali całe popołudnie aż zaczęło się ściemniać. Ron rzeczywiście dzięki grze trochę się wyluzował i chyba przestał myśleć o ewentualnym niepowodzeniu.
-Jak w ogóle chcecie się tam dostać? Będziecie się deportować bezpośrednio?-Zapytała Ginny.
-Tak, inne środki są dosyć abstrakcyjne dla mugoli.
-Taa...coś o tym wiem.-Powiedział Harry i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Nie ma to jak lecieć latającym autem przez mugolską dzielnicę...-Parsknął śmiechem Ron.
-Halo?-Hermiona odebrała swój telefon i odeszła na bok.
-No to...do zobaczenia braciszku, widzimy się w poniedziałek.-Powiedziała Ginny i przytuliła go.
-Na razie stary, będzie dobrze.-Poklepał go przyjacielsko po plecach.
-Dzięki, Harry. I pamiętaj, łapy przy sobie!-Zagroził mu i zaśmiał się.
-Jasne, jasne.-Zrobił krok do tyłu i uniósł ręce na wysokość ramion po czym wszyscy parsknęli śmiechem.
-No, Ron, na nas już czas. Pa!-Powiedziała Hermiona po czym ucałowała Ginny, przytuliła Harry'ego. Po chwili Ron uśmiechnął się do nich trochę niepewnie i już ich nie było.
-To idziemy na ten spacer?-Zapytał Harry po chwili.
-Jasne, tylko wezmę bluzę.
-Masz moją.-Powiedział i okrył Ginny.-Nie jest taka ładna, ale cóż...-Zaśmiał się.
-No, można się poczuć jak w jakimś filmie romantycznym.-Zaśmiała się.
-Widzisz jak szybko się uczę.-Uśmiechnął się.
-Tak, doceniam to.-Powiedziała i złapała jego dłoń, a kciukiem pocierała wyryte kiedyś słowa.-Trochę ciężko uwierzyć w to wszystko co jeszcze niedawno miało miejsce...
-Tak masz racje w końcu, wszyscy myśleli, że muszę umrzeć.
-Ja tak nie myślałam.-Przyznała.
-Nic nie wiedziałaś Ginny...przepraszam, ale...
-Wiem, nie mogłeś mi powiedzieć, to była twoja misja, ja nie miałam z tym nic wspólnego.
-Wszystko co dla mnie zrobiłaś miało wielkie znaczenie. Skąd w ogóle wiedziałaś, że miecz Godryka Gryffindora...
-Fakt, że nie wiedziałam nic o horkruksach, ale wiedziałam, że Dumbledore zapisał ci go w testamencie, byłam pewna, że nie zrobił tego bez sensu, że na pewno będzie wam potrzebny. Rozbroiliśmy Carrow'ów i wszystko szło zgodnie z planem, ale Snape przyłapał nas przed jego gabinetem z mieczem. I tak spodziewałam się, że oberwiemy za to Cruciatusem, albo będą z nas chcieli wyciągnąć informację dlaczego to zrobiliśmy, ale Snape wysłał nas tylko do Zakazanego Lasu z Hagridem.
-Tylko?-Powiedział unosząc brwi, ale świetnie to znał, sam odetchnął, gdy się dowiedział o tej ,,karze".-Ginny to było takie głupie i nieodpowiedzialne...
-Tak, wiem, ale czy tak nie zachowuje się ktoś zakochany?
-Och, Ginny, nie musisz mi nic udowadniać, wiem, że jesteś cholernie odważna.-Przyznał i objął ją ramieniem.
-Nie chodzi o odwagę, ja...jestem zakochana.
-Ja...ja też...i to bardzo mocno.-Powiedział i pocałował ją. Wiatr rozwiewał jej długie włosy, a on znowu czuł się jak kiedyś, czuł wielką radość, energię, siłę, wszystkie negatywne wspomnienia ginęły kiedy ją obejmował, jakby emitowała ciepłe, pozytywne fale wprost do jego serca.
Kiedy przestali, oboje niekontrolowanie się zaśmiali, oboje patrzyli sobie w oczy.
-A ja przyrzekłem Ronowi, że będę miał ,,łapy przy sobie".-Zaśmiał się.
-No...to chyba złamałeś obietnicę.-Zachichotała.
-Strasznie mi ciebie brakowało, Ginny.-Przysiedli przy stawie i Harry właśnie rzucił płaski kamień a on odbił się kilka razy.
-Cieszę się, że nie odbiła mi ciebie żadna wila.-Zaśmiała się.
-A ciebie żaden mięśniak.
-No co ty...-Prychnęła.-Ostatnio wybrańce są na topie.
-Serio?-Zaśmiał się.-To chyba pierwsze takie wakacje...Totalnie bez zmartwień...
-No, ale po tej wojnie czuję się zupełnie inaczej, chyba wydoroślałam.
-Tak ja też, nie mogę się doczekać powrotu do Hogwartu...-Powiedział patrząc jak chmury różowią się a słońce znika za horyzontem.
-Jak to jest być takim odważnym?-Przerwała ciszę.-Ja nie wyobrażam sobie szukania horkruksów i...bycia jednym z nich.
-Nie jestem odważny, nie jestem nawet silny i nie mam żadnych szczególnych uzdolnień, gdyby nie wy wszyscy...Dumbledore miał rację, nie doceniałem tego, ale tak, miłość to najsilniejsza broń.
-To co, wracamy?-Zapytała.-Bo mama pewnie się zdenerwuje jak się spóźnimy na kolację, chociaż chyba by nam to wybaczyła.-Uśmiechnęła się.
-Tak, wracajmy już.-Zgodził się i zaczęli wspinać się po wzgórzu, na którym była położona nora.
Wieczorem, po kolacji kiedy Harry przeglądał jeszcze raz album, w którym były zdjęcia jego i jego rodziców ktoś zapukał.
-Proszę!-Powiedział i do środka weszła Ginny, a w oczach miała iskierki, po czym Harry poznał, że musiało się stać coś dobrego.-Coś się stało?-Zapytał i odłożył album na swoją szafkę nocną.
-Tak, muszę ci coś pokazać.-Powiedziała podekscytowana, zza pleców wyciągnęła list i podała mu go. Była na nim pieczątka Hogwartu.
-Z Hogwartu?-Zrobił zdziwioną minę, a Ginny wyciągnęła list i zaczęła czytać:
-Serdecznie dziękuję za odesłanie odpowiedzi dotyczącej uczęszczania na lekcje w tym roku, załączam listę potrzebnych ingrediencji i podręczników oraz dodatkowo z wielką przyjemnością informuję o tym, iż została Pani nowym kapitanem Szkolnej Drużyny Quidditcha. Z poważaniem, dyrektor Hogwartu Minerwa McGonagall.-Skończyła czytać.
-Będziesz kapitanką! Super!-Powiedział ucieszony i przytulił ją.
-No wiem. Muszę napisać do Rona i Hermiony, pewnie też się ucieszą.-Powiedziała rozradowana.
-Gratuluję, pani kapitan.-Zaśmiali się.
-Dziękuję, mam nadzieję, że będę dobrym kapitanem.-A to twój list.-Wyjęła go i podała mu. Harry przeczytał, ale były w nim tylko załączone listy podręczników i przyborów.
-Nic nadzwyczajnego, to co zawsze.-Wzruszył ramionami.-A szkoda już myślałem, że zostałem zastępcą kapitana.-Zaśmiał się.
-Jak będziesz się dobrze sprawował to cię na niego mianuję.-Zaśmiała się.-Dobranoc, kocham cię.-Pożegnała się całując go w policzek.
-Dobranoc, ja ciebie też.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz