-Pani Weasley, może pójść po jakieś zakupy?-Zaproponował Harry.
-Och, nie dziękuję Harry, mamy wszystko czego nam potrzeba. Och, to Artur już wraca.-Powiedziała zerkając na duży zegar.
-Świetnie.-Powiedziała Ginny i uśmiechnęła się, Harry wiedział, że jako dziecko dużo czasu spędzała z ojcem i że miała z nim świetne relacje.
-Cześć kochani.-Przywitał się z wszystkimi.-Och...jajecznica z bekonem...padam z głodu, tak cię kocham Molly...-Powiedział pan Weasley i usiadł razem z nimi przy stole a pani Weasley się zarumieniła.
-A tak w ogóle to...nie muszę już chodzić na te patrole! Dostałem stałą robotę! Teraz jestem pracownikiem wydziału technicznego!-Oświadczył z duma ukazując nową szatę, bo po wojnie mało kto miał prawdziwą pracę a raczej więcej osób pomagało w odbudowie różnych obiektów i chodziło na patrole.
-To wspaniałe wieści!-Powiedziała uradowana mama i ucałowała go w policzek.-To co Ginny, może po południu upieczemy ciasto z tej okazji?-Zaproponowała.
-Świetny pomysł, ale póki co deportujemy się do Hogsmeade, dobrze byłoby pomóc w odbudowie szkoły.-Powiedziała.
-Świetnie, mogę iść z wami.-Powiedział pan Weasley przeżuwając śniadanie.
-Arturze, dałbyś im trochę spokoju, nie widzisz, że może chcą pobyć sami!-Skarciła go Molly a Harry czuł się zawstydzony.
-Nie ma problemu.-Powiedział Harry.
-Taak...właściwie to nie idziemy tam dla zabawy, chcemy pomóc tak jak inni.-Wytłumaczyła a Harry ucieszył się, że jakoś wybrnęła z tej niezręcznej sytuacji.
-No więc dobrze, może też się do czegoś przydam.
-Tato ,,do czegoś" z twoimi umiejętnościami w tym zakresie to mało powiedziane.-Prychnął George przeglądając ,,Żonglera".
-Przy użyciu magii można zdziałać cuda.-Powiedział.
-Tylko mam do was prośbę, jakbyście mogli przed wyjściem nakarmić kury, byłabym bardzo wdzięczna.-Poprosiła, gdy skończyli śniadanie.
-Ja się tym mogę zająć.-Zgłosił się George zanim ktoś inny zdążył to zrobić.-I tak dzisiaj nie mam nic do roboty.
-Mówiłeś, że dzisiaj pójdziesz się spotkać z Angeliną...-Powiedziała zdziwiona Ginny, bo jeszcze poprzedniego dnia był tym tak ucieszony...
-No tak ale...jednak wyjeżdża i to na dłuższy czas....-Westchnął.
-Też miałam wyjechać, a jednak wciąż tu jestem...-Powiedziała Ginny.
-Ginny ma rację, powinniście się zobaczyć jeszcze przed jej wyjazdem, inaczej później będziesz żałować, że nawet nie próbowałeś jej powstrzymać.-Poradziła mu pani Weasley.
-To prawda.-Powiedział Harry, bo on sam coś już o tym wiedział, kto wie gdzie byłaby teraz Ginny i co robiła gdyby w porę z nią szczerze nie porozmawiał.
-No to nie ma czasu do stracenia!-Powiedział żwawo pan Weasley.
-Nie jest pan zmęczony?-Zapytał Harry, bo nie było go właściwie pół nocy i na pewno nie miał tyle siły.
-Harry ma rację, najpierw się wyśpij kochanie.-Powiedziała pani Weasley z zatroskaną miną.
-No dobrze, może rzeczywiście lepiej będzie jeśli trochę się zdrzemnę.-Zgodził się.-No to zobaczymy się jakoś za parę godzin.-Uśmiechnął się i poszedł do sypialni na górę.
-To powodzenia!-Powiedziała Molly i talerze po chwili wzbiły się w górę, wpadły do zlewu i zaczęły się zmywać.
-Na razie!-Pożegnał ich George.-I dzięki, chyba pójdę porozmawiać z Angeliną, już i tak nie mam nic do stracenia, a czym jest życie bez ryzyka?
-Masz rację, Fred też na pewno by tak powiedział.-Uśmiechnęła się Ginny.
-Powodzenia George!-Powiedział Harry i po chwili on i Ginny deportowali się.
-Jak dobrze znów tu być!-Powiedziała ucieszona Ginny, wyglądała jakby miała ochotę skakać ze szczęścia.
-Już niedługo zostaniemy tu na cały rok.-Powiedział Harry rozglądając się dookoła, w niektórych miejscach było jeszcze trochę gruzu, ale wioska wyglądała już tak samo jak przed bitwą, a z daleka można już było dostrzec Hogwart, choć na zewnątrz wszystko było takie samo to zapewne w środku było jeszcze mnóstwo roboty. Harry był tak pochłonięty tym wszystkim, że gdyby Ginny w porę go nie pociągnęła za ramię oberwałby drzwiami.
-Następnym razem uważaj jak...-W drzwiach stał Aberforth, a gdy zobaczył Harry'ego i Ginny minę miał lekko oszołomioną.
-Dzień dobry.-Przywitał się Harry i doskonale pamiętał jak kiedyś uratował im życie przed śmierciożercami i dementorami.
-A niech mnie! Harry Potter!-Powiedział.-No i nie mniej godna panna Ginny Weasley.-Dodał z uśmiechem.
-Cześć Aberforth, co słychać?-Zapytała Ginny z uśmiechem, a rozmawiali ze sobą jak starzy dobrzy znajomi.
-Ach, remont zamku słychać, dosłownie.-Zaśmiał się.-Ale to nic, naprawdę chciałem was tu zobaczyć.-Powiedział Aberforth.-No i chciałem wam naprawdę pogratulować! Jednak twój opór nie poszedł na marne Ginny, od początku wiedziałaś, że się uda, sprytna z ciebie bestia.-Powiedział i poklepał ją po ramieniu.-A o tobie chłopcze to już nie wspominam, i tak się pewnie już dosyć tych gratulacji nasłuchałeś.-Zaśmiał się.-Szczególnie od dziewcząt.-Dodał i puścił do niego oko.
-Ale właściwie to...ja i Ginny jesteśmy razem.-Harry czasami miał momenty kiedy po prostu nie mógł wytrzymać, żeby nie wykrzyczeć całemu światu, że jest chłopakiem Ginny Weasley, jeszcze nigdy nie był taki szczęśliwy.
-Ach, na Merlina, wiedziałem!-Zaśmiał się, po tej całej wojnie stał się naprawdę uroczym staruszkiem.-No to się nie mogło inaczej skończyć, oboje tacy odważni, naprawdę świetna z was para.
-Miło słyszeć, że w nas wierzyłeś Ab.
-No, ale właściwie co was sprowadza?-Zapytał.
-Chcemy odbudowywać Hogwart.-Powiedział.
-Tak myślałem, no to już was dłużej nie zatrzymuję, miło było was tu spotkać.
-Ciebie też.-Uśmiechnęła się Ginny.
-No to trzymajcie się, jak wam grafik pozwoli to odwiedźcie mnie w ciągu roku szkolnego.
-Jasne.-Powiedział Harry.
-To na razie! Ja muszę porozmawiać z Rosmertą spod trzech mioteł.-Pożegnał ich i pognał w kierunku karczmy z szybkością jakiej nikt się chyba nie spodziewał po tym starszym mężczyźnie.
-Pa!-Pożegnali go razem i Ginny parsknęła śmiechem, a Harry objął ją ramieniem i zaczęli zmierzać w stronę zamku.
-Aberforth się zupełnie zmienił...-Powiedział Harry.
-No..,,porozmawiać z Rosmertą".-Zaśmiała się.-Chyba ktoś tu się zakochał.-Uśmiechnęła się.
-No, tak pędził, że aż się za nim kurzyło.-Zaśmiali się.
-Ciekawe jak tam Ron...-Zaczęła Ginny.
-Wczoraj wyjechał a ty już za nim tęsknisz?-Zaśmiał się.
-Po prostu jestem ciekawa co robi.-Powiedziała.
-Nie martw się, na pewno sobie poradzi.-Zapewnił ją ze śmiechem.
-W sumie...skoro nie pisze to chyba nie ma czasu, bo dobrze się bawi...-Stwierdziła.
-Spokojnie, nasza randka jest wciąż aktualna.-Uśmiechnął się.
-Daj spokój, jest tyle do roboty, poza tym wystarczy mi, że z tobą jestem, a gdzie i kiedy to już nieważne...Poza tym Hogwart jest w kawałkach i jeszcze twój dom, jest jeszcze tyle do zrobienia...
-Może i tak, ale jakoś sobie poradzę, może przeprowadzę się tam jeszcze w te wakacje.
-Nie...znaczy, fajnie jest kiedy mieszkasz obok...
-Dzięki, ale i tak bym się często deportował.-Mrugnął do niej.-Nie wytrzymałbym długo sam...
-No jasne...przecież wiesz, że w innym wypadku śmiertelnie bym się obraziła!-Zaśmiała się.
-No tak.-Uśmiechnął się.
Byli już u stóp zamku i przy wejściu kilkoro czarodziejów i czarownic zmiatało zaklęciami gruz, a inni ustawieni obok siebie układali cegły a z nich całe ściany.
-Świetnie!-Powiedziała McGonagall i wejście było już odbudowane.-Och, Potter! I panna Weasley! Przyszliście pomóc?-Zapytała.
-Tak.-Odpowiedział Harry i puścił rękę Ginny ale McGonagall chyba już się domyśliła po czym uśmiechnęła się lekko spoglądając na nich razem.-No dobrze w takim razie zapraszam was do środka.-Powiedziała otwierając zaklęciem wielkie skrzydło drzwi i poprowadziła ich do wielkiej sali.-Słuchajcie, tutaj trzeba naprawić szyby.-Wskazała na okna z częściowo wybitymi szybami.-Później przenieście się na siódme piętro, tam trzeba również powstawiać szyby i w miarę uprzątnąć gruz, Filch zajmie się resztą.-Poinstruowała ich.-Jeśli już to wszystko skończycie i dalej będziecie mieć siły i chęci to będę naprawiała szkody tutaj na dole.
-Dobrze.-Powiedzieli jednocześnie, a McGonagall odeszła powiewając swoją szatą.
-Harry! Ginny!-Krzyknął do nich ktoś za ich plecami a był to Neville z roześmianą twarzą i rzucił im się w objęcia.
-Cześć Neville!-Przywitała go Ginny.
-Jak tam?-Zapytał Harry.
-Och, świetnie, naprawdę.-Powiedział uśmiechnięty i po chwili podeszła do nich jego babcia.
-Więc to jest ta Ginny Weasley!-Powiedziała mierząc ją od stóp do głów.-Miło mi...
-Augusta Longbottom, tak wiem, Neville mówił mi o pani.-Powiedziała z uśmiechem.
-Och, naprawdę Neville?-Powiedziała zaskoczona.-Neville w końcu zaczął zadawać się z dziewczynami...-Powiedziała zachwycona.
-Babciu!-Skarcił ją Neville.-Mówiłem ci! Ginny jest TYLKO moją przyjaciółką.
-Och, tak, my i Neville, wie pani my nie...-Próbowała się wytłumaczyć.
Ach...rozumiem.-Powiedziała trochę zawiedziona.-Ale Neville to już nie fajtłapa, naprawdę się zmienił.-Powiedziała dumnie jakby to miało przekonać Ginny.-No dobrze ja już biorę się do roboty i wam nie przeszkadzam.-Powiedziała i odeszła.
-O matko, wybaczcie, ale ona chyba serio liczy...no wiesz jak jej opowiadałem o tej całej grupie oporu to była święcie przekonana, że musimy być razem i takie głupoty...
-No wiesz to twoja babcia, chce żebyś był szczęśliwy to zrozumiałe.-Powiedziała Ginny i zaczęła po kolei rzucać zaklęcia reparo.
-Wiem, po prostu bardzo cię polubiła.
-Cieszę się, ale jak wiesz...-Wymieniła porozumiewawcze uśmiechy z Harry'm.
-No tak, wiem, jesteście super, chyba naprawdę do siebie pasujecie.-Uśmiechnął się szeroko.
-Dzięki.-Powiedział Harry.
W Hogwarcie pracowali aż do obiadu, gruzu i pyłu było coraz mniej, szkody też się zmniejszały, najgorzej wyglądała jeszcze wieża astronomiczna i niektóre tajemne przejścia były zawalone gruzem, ale prace tam chyba już powoli dobiegały końca. Spotkali też przy okazji wiele znajomych twarzy, a pan Weasley naprawiał razem z nimi co szło mu niezwykle sprawnie. Do nory wrócili dopiero późnym popołudniem, po kilku listach od mamy.
-Wiecie co, mam coś do załatwienia na Pokątnej.-Powiedziała mama wieczorem.-My wszyscy też niedługo się tam wybierzemy po rzeczy do szkoły...no chyba, że wolicie iść sami.-Powiedziała smutno i chyba właśnie zdała sobie sprawę, że jej dzieci właśnie dorosły.
-Mamo, chętnie pójdziemy razem z tobą, ale to może nie dzisiaj.-Powiedziała Ginny, a to, że jej dzieci jeszcze chcą spędzać z nią czas trochę ją udobruchało.
-Pójdę z tobą Molly, też kupię tam kilka rzeczy przy okazji.-Powiedział pan Weasley i tak Harry z Ginny zostali sami w domu.
-Co robimy?-Zapytał Harry.
-Mam nadzieję, że się nie zanudziłeś.-Powiedziała Ginny.-Musiałam je przejrzeć.-Wskazała na stos książek. Nagle ktoś zapukał do drzwi.-Ciekawe kto to...-Powiedziała zdziwiona i zerwała się ze swojego łóżka i zbiegła na dół a Harry za nią.
-Harry chowaj się!-Powiedziała mu cicho.
-Co? Dlaczego?!-Powiedział zdziwiony też po cichu.
-Bo ja tak mówię, no już!-Powiedziała i Harry zarzucił na siebie niewidkę, która na szczęście była w pobliżu i wkrótce przekonał się przed czym ustrzegła go Ginny. Gdy otworzyła drzwi w progu stanęła Rita Skeeter.
-Dzień dobry.-Przywitała się z nią.
-Dzień dobry.-Odpowiedziała oschle.-O co chodzi?-Zapytała od razu.
-Och, słyszałam, że mieszka tutaj Harry Potter...-Zaczęła, a za nią lewitował notatnik i jej samopiszące pióro.
-Harry Potter? On już dawno się stąd wyprowadził.-Powiedziała świetnie udając zdziwienie i Harry był jej wdzięczny, choć i tak wiedział, że Skeeter nie przestanie węszyć.
-A można wiedzieć gdzie?-Zapytała.
-Nie mam pojęcia, chyba do swojego wujostwa.-Skłamała gładko.-A może coś mu przekazać, czasami korespondujemy.-Powiedziała, a Harry wiedział, że w ten sposób chce się jej pozbyć, niestety nie było tak łatwo.
-Chciałabym napisać o nim biografię.-A gdy zobaczyła sceptyczne nastawienie Ginny dodała szybko.-Dostałby za to mnóstwo galeonów a skoro korespondujecie pewnie świetnie go znasz, może coś mi o nim opowiesz?-Uniosła jedną brew.-Zresztą ty też coś byś z tego miała.-Powiedziała chytrze i potrząsnęła sakiewką.-No to jak będzie?
-Nie, nie wiem nic o nim, zapytajcie się jego, ja nie będę nic o nim mówić wbrew jego woli. A te złote galeony niech pani sobie wsadzi nie powiem gdzie!-Harry'emu strasznie zachciało się śmiać przez tę uwagę, ale udało mu się powstrzymać.
-Ostatnio podobno byliście razem widziani.-Powiedziała teraz już niemalże opryskliwym tonem.
-Co to panią obchodzi?!
-A może łączy was coś więcej niż tylko przyjaźń...-Powiedziała a jej pióro skrobało po pergaminie jak szalone.
-Nie sądzę.-Powiedziała twardo i zatrzasnęła jej drzwi przed nosem, a wściekła Skeeter poszła żwawym krokiem i deportowała się.
-Gdzie jesteś?-Zapytała Ginny z uśmiechem.
-Złap mnie.-Zaśmiał się.
-No dobra...postaram się.
-Jeszcze nigdy nie widziałem ciebie takiej stanowczej, dzięki.
-Ja za to teraz cię w ogóle nie widzę, ale podążam za twoim głosem.-Uśmiechnęła się.
-No dawaj, jestem niedaleko.-Zaśmiał się, a Ginny śmiesznie wyglądała wyciągając ręce jakby chciała złapać powietrze.
-No dobra, zdradzę się. -Powiedział i poczuła jak ją obejmuje i zrzuciła z niego niewidkę.
-Mam cię!-Powiedziała chytrze.
-Co my właściwie robimy?-Parsknęli śmiechem.
-Nie wiem, ale to było całkiem śmieszne. Zresztą fajnie czasem porobić razem coś zupełnie bez sensu...-Powiedziała i Harry wiedział co ma na myśli, chyba naprawdę teraz wreszcie będą mogli bez zmartwień ze sobą pobyć i niczym się nie przejmować.
-No masz rację.-Powiedział, odgarnęła kosmyk z jego czoła, uśmiechnęła się i przytuliła go.
-Dobrze być znowu razem.-Powiedziała i trwali w tym uścisku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz