sobota, 5 sierpnia 2017

12.Niespodzianka!

Był poniedziałek wieczór, zaczęło się już ściemniać, do pokoju przez okna wpadały pomarańczowe smugi zachodzącego słońca. Wszyscy siedzieli razem w salonie i oglądali film. Artur i Molly siedzieli razem na kanapie, George rozłożył się w fotelu, a Ginny skuliła się na dużym fotelu obok Harry'ego a on obejmował ją ramieniem. Ginny pomyślała sobie, że chyba nigdy jeszcze nie byli tak blisko...Ale nie ukrywała, że bardzo odpowiadało jej to kiedy Harry usiadł na tym samym fotelu i ją przytulił, w każdym razie nie narzekała. Ron pewnie zrobiłby im o to awanturę, ale może po powrocie od Hermiony on też trochę wyluzuje.
-No i jak George, co z Angeliną?-Zapytała Ginny.
-Świetnie, jednak jedzie tylko na tydzień a później wróci.-Powiedział ucieszony.-I powiedziała, że chętnie się ze mną zobaczy, że będzie tęsknić, ale obiecała, że będzie pisać.-Powiedział z satysfakcją.
-Chyba naprawdę jej zależy.-Powiedział Harry.
-Mam nadzieję, ja się dzisiaj przekonałem, że mi naprawdę bardzo mocno...
-Słyszeliście to?!-Powiedziała Ginny i podbiegła do okna, Harry też wstał.
-To Ron i Hermiona!-Powiedziała i Molly zerwała się z kanapy.
-Pójdę zrobić im kolację, na pewno są głodni...
-Chodź Harry, przywitamy ich!-Powiedziała Ginny ucieszona powrotem Hermiony i Rona i po chwili oboje wyszli na werandę. Ron obejmował Hermionę z uśmiechem a ona niosła...watę cukrową? Wyglądali na naprawdę szczęśliwych.
-Chyba wyjazd się udał.-Uśmiechnął się Harry i oboje pomachali do przyjaciół, a oni odmachali im wspinając się na wzgórze.
-Ginny!-Powitała ją Hermiona i przytuliła.
-Cześć stary!-Przywitał go Ron i wymienili męski uścisk.
-Opowiadajcie!-Powiedzieli chórem Harry i Ginny. Przy kolacji wszyscy chętnie wymieniali się informacjami i wrażeniami.
-Rodzice Hermiony to naprawdę przemili ludzie! No i są naprawdę mądrzy, już wiem po kim Hermiona to ma!-Wyszczerzył zęby, a Hermiona uśmiechnęła się i zarumieniła.-Mieszkają w bardzo ładnej okolicy, ta chałupa chyba kosztowała ich nasz cały majątek!-Powiedział zdumiony Ron.
-A skąd ta wata cukrowa?-Zapytała Ginny.
-Ron mi kupił za mugolskie pieniądze.-Uśmiechnęła się do niego.
-Byliśmy dziś w wesołym miasteczku, mimo, że mugolskie to robi wrażenie...
-Muszę też tam kiedyś pójść...-Odezwał się tata nadzwyczaj podekscytowany mugolskimi atrakcjami.
-Taak, byłam tam kiedyś z rodzicami, było naprawdę fajnie!-Powiedziała Hermiona.
-A no i bym zapomniał!-Ron wyciągnął coś małego z kieszeni i stuknął w to różdżką i się powiększyło. Po chwili wręczył Hermionie pluszowego hipogryffa.
-Skąd hipogryff w...-Zanim zdążył dokończyć Ron wpadł mu w słowo.
-Przetransmutowałem na hipogryffa, teraz jest bardziej czarodziejski.-Wytłumaczył Ron.
-Ron go dla mnie wygrał.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-Pewnie skonfundował gościa.-Powiedziała Ginny i wszyscy ryknęli ze śmiechu. W salonie byli teraz tylko George, Harry, Ginny, Ron i Hermiona, bo pani Weasley krzątała się na wyższych piętrach domu, a pan Weasley wcześniej się z nimi pożegnał, teraz chodził do nowej pracy zazwyczaj wieczorem, ze względu na to by w ciągu naprawiania jakichś szkód nie przeszkadzać innym pracownikom.
-A jak tam dzisiaj w pracy?-Zapytał Ron, zawsze dziwił się Charlie'emu, że wybrał akurat hodowlę smoków i był do tego sceptycznie nastawiony.
-Naprawdę fajnie, Charlie pozwala nam latać, smoki są szybsze niż niektóre miotły, taką pracę to ja lubię.
-No mi też się podoba.
-Hmm..myślałam czy nie wyjechalibyśmy gdzieś na wakacje?-Zaproponowała Hermiona.
-Ja chętnie, mam ochotę coś zwiedzić albo poleżeć na plaży...-Powiedział Ron rozmarzonym głosem.
-Przecież ty i tak cały czas leżysz.-Zaśmiał się George.-Ale jakbyście mnie chcieli to mogę jechać z wami...Ale potem muszę wrócić, ktoś musi zrobić Angie komitet powitalny.-Puścił do nich oko.
-A wy?-Zapytał Ron Ginny i Harry'ego.
-Hmm..miałam się wyprowadzić...
-A ja miałem odbudowywać mój dom...
-O Merlinie! Jak można nie chcieć jechać na wakacje!-Powiedział zdziwiony Ron.-No weźcie, musicie odpocząć trochę od pracy!
-No dobra...ja bym nawet pojechała, tylko gdzie?
-Jeju coś jeszcze wymyślimy, a ty stary?
-Chcę jechać z wami, ale mój dom..
-No stary! Nie daj się prosić, Ginny też jedzie a podobno NIE MOŻESZ BEZ NIEJ ŻYĆ!-Robił mu wyrzuty. A o dom to się nie martw.-Machnął lekceważąco ręką.
-Dobra, masz rację, jadę mamy w końcu jeszcze ponad miesiąc.
-Nie powiedziałam wam jeszcze!-Odezwała się Ginny.-Zostałam kapitanką drużyny gryffonów!
-Super! Trzeba to opić!-Powiedział wesoło George.

**********
Tygodnie wakacji mijały boleśnie szybko. Ani się obejrzeli, a nadszedł ten dzień. A mianowicie był koniec miesiąca-dokładnie 31, ostatni dzień lipca.
-Stary masz już osiemnastkę na karku! Ale mi się zestarzałeś! Wszystkiego najlepszego!-Kiedy tylko wstał z łóżka zobaczył nad sobą roześmianą twarz Rona.-A to prezent.-Wręczył mu prostokątne pudełko, rozwinął kolorowy papier i otworzył je. W środku była książka a na jej okładce widniał napis: ,,Aurorstwo bez tajemnic".-Sam to kiedyś czytałem, to mnie przekonało do bycia aurorem, ta książka jest naprawdę świetna!-Ekscytował się Ron.
-Chyba udziela ci się długie przybywanie z Hermioną.-Zaśmiał się.-Ale wielkie dzięki stary.-Poklepał go po plecach a nową książkę odłożył na swoją szafkę nocną.

**********
Ginny zerwała się z łóżka, Hermiona jeszcze smacznie spała.
Ojejku to już dzisiaj!-Pomyślała Ginny patrząc na swój kalendarz w kolorach gryffindoru. Ten czas tak szybko zleciał...Co jeśli coś pójdzie nie po jej myśli? Tak dokładnie zaplanowała sobie ten dzień, że nie wyobrażała sobie jakichkolwiek wpadek. Oby prezent mu się spodobał, na pewno był niebanalny, ale czy na tyle by zadowolić ,,wybrańca", nie...co ona sobie myśli przecież dla niej to Harry, ukochana osoba odkąd go tylko ujrzała, poza tym w zeszłym roku nic mu nie dała...Szybko rozczesała włosy, umyła zęby, gorzej było z wyborem stroju, praktycznie same dżinsy, trzeba chyba poszperać głębiej w szafie...W końcu przypomniało jej się! Przywołała do siebie ciemnofioletową sukienkę sięgającą nieco przed kolano, była zwiewna a jej kolor świetnie kłócił się z jej ognistymi włosami. Idealnie na tę okazję.-Pomyślała. Zrobiła jeszcze lekki makijaż podkreślając rzęsy, przez co jej duże, brązowe oczy wydawały się jeszcze większe. Właśnie miała wyjść, jeszcze raz przyjrzała się sobie w lustrze. Już dawno się tak nie stroiła!
-Ginny, wyglądasz cudnie!-Powiedziała zdumiona Hermiona wygrzebując się z kołdry. Po chwili stanęła obok niej i przyjrzała jej się od stóp do głów, a ona sama była jeszcze w piżamie i miała roztrzepane włosy.
-No tak...Harry ma dzisiaj urodziny...-Uśmiechnęła się triumfalnie.-Ja też się pójdę ogarnąć.
-Myślisz, że dać mu prezent teraz przy śniadaniu czy dopiero wieczorem?-Zapytała Ginny.
-Wieczorem, ale jak tam wolisz.
-Dobra masz rację.-Zaklęciem zaścieliła łóżko, Hermiona za to zagarnęła z szafy jakieś ubrania.
-Harry się chyba trochę zdziwi.-Zaśmiała się Hermiona.-Zaraz zejdę na dół.-Uśmiechnęła się i poszła do łazienki. Ginny za to żwawym krokiem zeszła na dół.
-Dzień dobry!-Powiedziała wesoło zbiegając po schodach.
-Idziesz na melanż i nic mi nie powiedziałaś!?-Powiedział George udając oburzenie.
-Łaaaał! Kurde Ginny ty idziesz na jakiś konkurs piękności.-Ron wybałuszył oczy chyba jeszcze do niego nie docierało.-W ogóle ty założyłaś sukienkę! TY!
-Chyba jesteś jeszcze śpiący Ron...-Zaśmiała się i usiadła obok Harry'ego cmokając go w policzek. Harry za to musiał wyglądać dość głupkowato, bo cały czas tylko się na nią gapił nie wiedząc co powiedzieć, teraz dziwnie się czuł przy takiej ładnej dziewczynie...
-Życzenia będą później.-Powiedziała do niego.
No już pochwal ją, ,,piękne wyglądasz" ? Nie to trochę banalne, kurde jak on ma się teraz skupić na jedzeniu! Dobra, później pogadają.
Wtem do salonu weszła Hermiona.
-Cześć.-Ona też wyglądała tego dnia ładnie, miała krótką, białą sukienkę i włosy zaplecione w warkocz. Przywitała się z Ronem cmokając go w policzek i usiadła obok niego przy stole.
-Ślicznie wyglądasz.-Pochwalił ją Ron a ona się zarumieniła.
-A to dla ciebie Harry, życzenia są w środku.-Uśmiechnęła się podając mu małą paczkę.
-Łał, czyżby nie książka?-Zaśmiał się.
-Nie, otwórz później.-Uśmiechnęła się, a on położył paczkę obok.
-Dzięki, Hermiona.-Uśmiechnął się do niej.
-Nie ma sprawy, wszystkiego najlepszego.-Powiedziała i przytuliła go.
-Harry, kochaneczku! -Pani Weasley podeszła do stołu i go wyściskała.-Życzę ci mnóstwo radości w dniu twoich urodzin i na co dzień!-Uśmiechnęła się do niego serdecznie.
-Dziękuję pani bardzo.-Uśmiechnął się szeroko. Po raz kolejny poczuł się jak część tej rodziny...
-Prezent wręczymy ci później kiedy Artur wróci, a powinien już być!-Powiedziała podenerwowana.
-Pewnie się przedłużyło, może doszło mu jakieś nowe zlecenie...-Mówił Ron.
Po chwili wszyscy już zajęli się jedzeniem, było słychać tylko szczęk widelców i noży.
Ginny tak ładnie wygląda, powinna częściej chodzić w sukienkach...-Pomyślała pani Weasley.
Jakby tu się pozbyć Rona...To znaczy...nie pozbyć może raczej...zrobić tak, żeby na chwileczkę dał im spokój. I najlepiej nie wparowywał od tak do pokoju Ginny jak było ostatnio...-Rozmyślał Harry.-Kurczę, chyba nikt nigdy tak się nie przejął jego urodzinami...-Pomyślał ukradkowo spoglądając na Ginny.
-Gdzie dzisiaj pójdziemy, Ron?-Zapytała Hermiona z naciskiem na jego imię, a łyżka w jej dłoni zawisła w powietrzu w drodze do ust.
-No nie wiem...Może pójdziemy do jakiejś kawiarenki na obiad, ja stawiam.-Uśmiechnął się Ron, Hermiona też wyglądała na zadowoloną z jego pomysłu.
Hermiona, jesteś najlepszą przyjaciółką! Wygląda na to, że specjalnie wyciągnęła Rona.-Harry uśmiechnął się do siebie chytrze.
Więc nikt nam nie przeszkodzi...-Pomyślała Ginny.-Dzięki Hermiono, twoje intrygi są świetne. Ciekawe o czym Harry teraz myśli...No ale najlepsze jeszcze przed nim!
-Och, Ginny tak mało zjadłaś!-Powiedziała po chwili Molly.
-Oj mamo!-Rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie.-Proszę cię...
-Och, no dobrze już, dobrze...-Powiedziała zniecierpliwiona.-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego kochaneczku!
-Naprawdę bardzo dziękuję.-Powiedział nieśmiało, nawet jego własne wujostwo nie traktowało go tak dobrze jak pani Weasley, zupełnie jakby był jej siódmym synem...
-Może powinienem się przebrać...-Powiedział do niej na szczycie schodów.
-Taa...najlepiej w sukienkę!-Zażartowała.-Kocham cię takiego jakim jesteś...Uwierz mi nawet jak nie masz szaty wyjściowej, a te rozczochrane włosy są całkiem...urocze.-Wyznała, a Ginny Weasley nie byle komu mówiła komplementy, zresztą to nie powinno być na odwrót?
-Ginny, ty też dzisiaj wyglądasz...-Zawahał się szukając właściwego słowa.-Po prostu śliczna z ciebie dziewczyna, a dzisiaj to w ogóle już przeszłaś najśmielsze oczekiwania.-W odpowiedzi uśmiechnęła się do niego.
-To...tak jak rok temu...-Wzięła głęboki oddech i zamknęła drzwi.-Ale spokojnie Ron i Hermiona już wyszli, widziałam ich, fajnie, że są razem.
-Wiesz o wiele bardziej wolę to niż mieliby się znowu kłócić...-Zaśmiał się.
-Tak ja też, to chyba oczywiste.
-Ładny masz stąd widok...-Powiedział, przez okno było widać ich rodzinny sad i ogród, oraz kilka wzgórz.
-Tak, wiem, lubię tu przesiadywać.-Powiedziała i usiadła przy oknie na parapecie.-Robię tak zawsze jak nie mogę zasnąć...
-O, a to Arnold.-Wskazała na małego puszka, wyciągnęła go z klatki i trzymała na ręce.-Są słodkie i mądre nauczyłam go już kilku sztuczek, ale może przejdźmy już do rzeczy.-Odłożyła Arnolda do klatki, chwyciła jego obie ręce i spojrzała mu w oczy.Zaśmiała się.
-Z czego się śmiejesz?-Zapytał jemu jakoś też zachciało się śmiać.
-Śmieszne, jakoś się denerwuję.-Uśmiechnęła się a on odwzajemnił uśmiech.
-Więc Harry...nie będę ci życzyć wszystkiego najlepszego, bo w sumie każdy tak mówi...-Zaczęła.
-Jak zwykle oryginalna...-Zaśmiał się.
-No więc...życzę ci może...spokojniejszego życia...
-O tak, niewątpliwie się przyda.-Oboje się zaśmiali, tak mu tego brakowało, spojrzenia jej brązowych oczu i tych piegów na nosie i policzkach...
-I przede wszystkim szczęśliwego, żebyś spełniał swoje marzenia...tak jak ja spełniłam swoje.-Zakończyła i wpiła się w jego usta. O Merlinie! Co to było za uczucie! Serce momentalnie zabiło mu szybciej, zresztą Ginny też...Po paru...sekundach? Minutach? Trudno było stwierdzić kiedy się od siebie odczepili, ale były to z pewnością najpiękniejsze chwile pod słońcem.
-To najlepsze życzenia jakie dostałem.-Uśmiechnął się.
-Bardzo dobrze, tak miało być.-Zaśmiała się.-Gdzie pójdziemy?-Zapytała.
-Chodźmy gdziekolwiek, chce się przespacerować.
-Ja też.
Po chwili deportowali się na polach pełnych kwiatów.
-Ładnie tu, gdzie to?-Zapytała Ginny.
-Pomyślałem o ładnym miejscu, no i to przyszło mi do głowy, kiedyś rozkładaliśmy tu w pobliżu namiot.
-Mieliście prawdziwą masakrę, byłam pewna, że tak będzie, miałam jakieś złe przeczucia, ale wierzyłam, że wrócicie.
-Taaa...
Spacerowali tak jeszcze długo.
-...No i Ron się wtedy wkurzał, bo on już chodził do Hogwartu i nie mógł już używać bezkarnie magii poza szkołą.-Dokończyła swoją historię.-Bracia zawsze mi wmawiali, że trafię do innego domu, a ja od zawsze tak uwielbiałam Gryffindor! Od zawsze wiedziałam, że muszę do niego trafić, tiara prawie od razu mnie do niego przydzieliła, zawsze podziwiałam odważnych, sama chciałam zawsze taka być...
-No i jesteś, nie każdy miałby odwagę w ogóle się do mnie przyznawać, przeciwstawiać się śmierciożercom, dowodzić grupą buntu...-Mógłby tak jeszcze trochę wymieniać...
-No nie wiem, to chyba nie są żadne ,,bohaterskie czyny".
-A właśnie, że tak i nigdy tego nie zapomnę...Poza tym miałaś odwagę mnie zostawić mimo, że się domyślałaś.
-Skończmy może ten temat...Wiesz co z Dursley'ami?-Zapytała a Harry zupełnie nie wiedział co powiedzieć.
-Nie mam pojęcia, nawet nie wiem gdzie teraz są i...czy w ogóle jeszcze żyją...
Długo tak jeszcze rozmawiali ,śmiali się i wspominali czasy, gdy chcieli być parą, ale bali się to przyznać i o wspólnych lekcjach w Hogwarcie, meczach quidditcha....Harry czuł, że mógłby tak leżeć na trawie w ten upalny dzień, obejmując Ginny i rozmawiać z nią na wszystkie tematy przez wiele godzin...
Aż w końcu wrócili na obiad, a po obiedzie odpoczywali, Hermiona jak to ona czytała jakąś książkę, Ron z Harry'm grali w magiczne szachy, a Ginny przeglądała ,,Żonglera".
Wieczorem dopiero Ron, Ginny i Hermiona zaczęli coś między sobą szeptać, Harry zaczął domyślać się, że na pewno coś wymyślili. Aż w końcu, gdy nadszedł zmrok Ginny z Harry'm wyszli na werandę.
-Muszę to zrobić...wybacz.-Powiedziała po czym machnęła różdżką a na jego oczach zawiązała się czarna opaska.
-No dobrze...prowadź...-Uśmiechnął się a Ginny złapała jego dłoń, nie wiedział nawet gdzie się przed chwilą deportowali...
Co chwile sterowała nim, zrobili kilka zakrętów i Harry zastanawiał się gdzie mogą się znajdować i co takiego go czeka. Nagle zatrzymała się i on zrobił tak samo, po chwili opaska na jego oczach opadła.
-Niespodzianka!-Krzyknęła Ginny i wszyscy zaczęli klaskać.
Zobaczył swój dom w Dolinie Godryka, cały odremontowany dokładnie tak jak go sobie wyobrażał! Pomiędzy drzewami były zawieszone lampki, które dodawały klimatu. A przed domem czekali na nich wszyscy Weasley'owie, Luna, Neville, Hermiona, Hagrid i Andromeda trzymająca na rękach jego chrześniaka.
-Wybacz za to...że wtargnęliśmy do twojego domu...-Powiedziała Ginny z przepraszającą miną.
-Oszalałaś! To jest...-Nawet nie wiedział co powiedzieć.-Tak wam dziękuję!
-To Ginny to wszystko uknuła...-Powiedział Ron.
-Najlepszego Harry!-Powiedział Hagrid i wręczył mu jak zwykle własnoręcznie robiony tort. Choć jego wypieki nie były...za dobre to i tak ten gest zawsze Harry'ego cieszył.
-Dzięki Hagrid.-Po chwili tak go wyściskał, że żebra Harry'ego niebezpiecznie zatrzeszczały.
-Cholibka już 18 lat!-Powiedział wzruszony.-A ja pamiętam jak miałeś jedenaście i z trudem pchałeś ten kufer.-Hagrid się rozkleił i wyciągnął zza pazuchy swoją chusteczkę w którą zaczął wydmuchiwać nos.-A teraz...teraz to z ciebie wyrósł chłop na schwał...
-Dzięki Hagridzie.-Uśmiechnął się do niego.
-Harry!-Zawołała go Luna i rzuciła mu się na szyję.
-Cześć Luna, co słychać?
-Bardzo dobrze, pracujemy z tatusiem nad pewnym wynalazkiem...-Zaczęła a Harry jak zwykle rozmawiając z Luną się wyłączył, zobaczył, że Ginny spojrzała na niego kątem oka i zaśmiała się, ona sama rozmawiała z Andromedą.
-No, ale wracając...życzę ci wszystkiego najlepszego!-Powiedziała Luna i wręczyła mu prostokątną paczkę. Jak się później okazało w środku był poradnik ,,Jak nie bać się nargli" co później strasznie rozbawiło Rona.
-Stary, nie wiem co ona ma w sobie ale...ja nie mogę.-Rechotał Ron.-No Harry, to już żaden nargiel czy jak mu tam nie wniknie do twojego umysłu, nie musisz się już o to martwić.-Zażartował Ron i Harry parsknął śmiechem.
-Harry, mogę na chwilę?-Zaczepił go pan Weasley i odeszli parę kroków na bok.
-Chciałem ci złożyć najlepsze życzenia, nie zmieniaj się Harry, wspaniały z ciebie chłopak.-Powiedział pan Weasley i poklepał go po plecach.
-Dziękuję panu.
-Molly, mogę cię prosić!-Zawołał ją pan Weasley a ona odeszła od Andromedy z uśmiechem.
-Ach, tak!-Wyciągnęła różdżkę, zaczęła nią coś wyczarowywać i wszyscy teraz patrzyli w jej  kierunku z zaciekawieniem. Okazało się, że była to....śnieżna sowa w klatce!
-Chcieliśmy dać ci coś przydatnego i pomyśleliśmy, że nic nie przyda ci się bardziej niż sowa.-Uśmiechnęła się Molly.
-Naprawdę dziękuję, ale nie musieli państwo...-Powiedział Harry a pani Weasley zaczęła płakać i ściskać Harry'ego.
-Jak ją nazwiesz?-Zapytał Ron.
-Nie mogę jej nazwać inaczej...niż Hedwiga.
-Wiedziałam.-Powiedziała Ginny i stanęła koło niego.
-Jest naprawdę piękna, wygląda tak samo jak moja poprzednia sowa...
-Tylko ma plamę nad okiem.-Zauważyła Hermiona.
-Blizna, jak u właściciela.-Zażartowała Ginny.
-Taa...to przeznaczenie.-Powiedział George.
Przez resztę wieczoru inny składali mu życzenia i dawali drobne prezenty, od Andromedy dostał ładną szatę wyjściową, od Charlie'ego brelok w kształcie smoka, który zmieniał kolor w zależności od nastroju, od George'a wielką pakę słodyczy i gadżetów z jego sklepu,a reszty prezentów jeszcze nie zdążył otworzyć. Zabawa się zaczęła a między drzewami pojawił się parkiet wszyscy tańczyli i świetnie się bawili.
-Zróbmy sobie zdjęcie!-Powiedziała Luna i przywołała swój aparat. Wszyscy się zgodzili i zaczęli się ustawiać.
-3...2..1...-Odliczała Luna i po chwili wszyscy się uśmiechnęli do obiektywu krzycząc:-Weasley!, a Ginny z zaskoczenia pocałowała Harry'ego w usta.
-To będzie piękne zdjęcie.-Powiedziała zachwycona Luna.-Jak już wywołam to wam wyślę.
-Coś masz na ustach stary...-Powiedział Ron a on otarł je ręką na co Ginny zachichotała.-Przepraszam, ale co to miało być panno Weasley!-Powiedział Ron udając oburzenie.
-Ależ panie Ronaldzie...-Powiedziała a Harry parsknął śmiechem.
Chwilę później Hermiona porwała gdzieś Rona, a pani Weasley dała im do zrozumienia, aby to Ginny poszła z Harry'm pokazać mu dom.
-Daj mi rękę.-Powiedziała i stuknęła w zamek mówiąc ,,Alohomora". Po chwili pchnęła drzwi i oboje weszli. Harry nie mógł uwierzyć własnym oczom. Ściany były pomalowane na jasno, schody były już w całości, podłogi miały jasny, ładny kolor.
-Wybacz, że tak bez zapowiedzi to wszystko zaplanowałam i w ogóle, myślałam, że będziesz zły...-Powiedziała i przeszli do salonu.
-Boże Ginny, ile razy mam ci mówić, że to najlepsze co ktoś kiedykolwiek dla mnie zrobił.
-Och, nie udałoby się bez ekipy.-Uśmiechnęła się.-Cieszę się, że ten pomysł wypalił, był naprawdę szalony, wiem.
-Cieszę się, że masz takie szalone pomysły.-Uśmiechnął się. W salonie nad kanapą wisiało mnóstwo kolorowych zdjęć. Byli na nich jego rodzice, on jak był mały, Hermiona z Ronem w wesołym miasteczku, cała rodzina Weasley...
-Piękne.-Powiedział wzruszony przyglądając im się z bliska.-To był twój pomysł?-Zapytał choć był tego prawie pewny.
-Tak.
-Dziękuję...-Powiedział na te wszystkie wspomnienia jego rodziców, Syriusza, Freda piekło go pod powiekami.-To najlepszy prezent jaki dostałem...Tak bardzo ci dziękuję, kocham cię, a twój pomysł był niesamowity, trudno przejść obok tej ściany obojętnie...
-Właśnie taki chciałam uzyskać efekt.-Uśmiechnęła się.-I takie uczucia miało to wywoływać.-Dodała i starła kciukiem samotną łzę na jego policzku.
Tak oprowadziła go po całym domu.
-Tata bardzo dużo tutaj zrobił...zresztą Ron też często tu przychodził i George i Bill. Gdy Ginny oprowadzała go po domu widać było w tym wszystkim kobiecą rękę i z pewnością była to robota w większości Ginny, ale może też Hermiony lub pani Weasley.
-Ten dom jest piękny, tak jak go sobie zawsze wyobrażałem...
-A ja jeszcze ci nie dałam prezentu.
-Żartujesz Ginny!
Chwilę później przywołała do siebie małe pudełeczko. Harry otwarł je przy niej, w środku była fiolka z fioletowym eliksirem.
-Co to? Jakiś napój miłosny.-Zaśmiał się.
-Eliksir, który wskazuje właściwe rozwiązania, pomaga podejmować właściwe decyzje. Używaliśmy go z Gwardią Dumbledore'a na ostatnim roku.Czasami też podsuwa właściwe odpowiedzi na różne pytania.
-Ciekawe...nigdy o takim nie słyszałem.-Powiedział oglądając płyn.
-Bo to ja go...wymyśliłam. To znaczy...to był w sumie przypadek, bo pomyliłam składnik, ale dalej w to brnęłam, dopasowałam właściwości kilku pozostałych składników. Potem na święta Fred i George go dla mnie przetestowali i działał świetnie, więc zaczęliśmy go ważyć więcej.
-Łał, to brzmi tak mądrze.-Oboje się zaśmiali.
-To były najlepsze urodziny! Tak cię kocham Ginny, w końcu wszystko się wyjaśniło i nareszcie jest spokój.
-Też się bardzo cieszę....no i...też cię kocham.-Powiedziała i przytuliła go, a on czuł zapach jej perfum, głaskał jej miękkie włosy i obejmował ramionami swój cały świat...
-Co to?-Zapytała widząc rozbłyski i po chwili wyszli na taras. Na niebie unosiły się fajerwerki tworzące napis: ,,Wszystkiego najlepszego dla Wybrańca!"
-To pewnie sprawka George'a-Zaśmiała się Ginny. Fajerwerki zmieniały kolor i przemieniały się w różne kształty.
-Nie wiem co bym bez was zrobił.-Uśmiechnął się i objął Ginny ramieniem.





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz