czwartek, 24 sierpnia 2017

15.Niezwykły prezent

Nadeszła noc i nawet w norze zrobiło się cicho. Jednak korzystając z weekendu Hermiona i Ginny postanowiły, że sobie porozmawiają, ot tak jak to dziewczyny, przy tym przeglądały również nowe podręczniki i rozmawiały o nowym roku szkolnym.
-Jak świetnie będzie wrócić do Hogwartu po tym jak to wszystko się zmieniło...-Powiedziała Hermiona rozmarzonym głosem.
-No...mam nadzieję, że dam radę jako kapitanka...
-No jasne, nie bez powodu cię wybrali, świetnie grasz.
-Dzięki, ale nie chcę, żeby Gryffindor spadł nagle na ostatnie miejsce...-Pogłaskała swojego puszka.
-Wszyscy kapitanowie tak mówili.-Zaśmiała się Hermiona.
-Może i tak.-Zachichotała.
-Widziałaś to Ginny? Rzucanie zaklęć bez różdżki!-Powiedziała podekscytowana Hermiona i wskazała jej stronę z podręcznika Obrony przed Czarną Magią.
-No nieźle...-Westchnęła.
-Kiedyś o tym słyszałam, to jest podobno ogromnie trudne.
-Ale musi być też przydatne. Ciekawe kto teraz będzie opiekunem Gryffindoru...Pisali coś o tym w Proroku?
-Nie, nic takiego nie widziałam. Ale już chyba limit najgorszych nauczycieli mamy wykorzystany.-Obie dziewczyny parsknęły śmiechem.
-Transmutacji też ma podobno uczyć teraz ktoś inny...
-No tak, McGonagall już i tak ma teraz dosyć na głowie. A piszesz czasem do Luny?-Zapytała Hermiona, może wciąż miała wyrzuty, że wcześniej nie darzyła jej sympatią...
-Tak, nawet całkiem sporo, może ona i Neville będą razem.-Uśmiechnęła się.
-Byłoby super.
-A ty i Ron nadal jesteście prefektami?
-Tak, to się akurat nie zmieniło.
-No tak, w zeszłym roku Hogwart nie miał prefektów, nikogo to nie obchodziło.
-Ginny to jedyna blizna jaką masz?-Zapytała o znak na karku.
-Tak, nie przejmuj się, to tylko drobnostka.
-To musiało być czarnomagiczne zaklęcie skoro nie da się go usunąć.
-Tak, chyba tak skoro użyła go sama Alecto Carrow.
-Za co?
-Odmówiłam rzucenia klątwy cruciatus, szukali pretekstów, żeby ich torturować, traktowali ich gorzej niż skrzaty domowe!-Hermionie zakręciła się łza w oku.
-Nie musisz kończyć Ginny...-Powiedziała łagodnym głosem, ale sama chyba nie chciała już tego słuchać.
-I wtedy pierwszy raz poznałam co to cruciatus.-Zakończyła.-To znaczy stanęłam na przeciwko Alecto a niewybaczalnych nie da się odbić, niestety Neville i Luna spróbowali i tak samo jak ja mają te znaki.-Wskazała na kark.-Ale inni mają gorsze problemy niż takie blizny, bardziej się wtedy martwiłam o was.-Uśmiechnęła się a Hermiona ją przytuliła.
-Niesamowita jesteś Ginny.-Uśmiechnęła się do niej uprzejmie.-Naprawdę, to śmieszne, ale kiedyś wydawałaś mi się taka cicha.
-Czasem nie trzeba dużo mówić, żeby coś przekazać.-Zaczęła wertować podręcznik z Zielarstwa.
-Chyba masz rację.-Uśmiechnęła się.-Co tam jest?-Zapytała.
-Głównie rośliny wodne, Neville pewnie się ucieszy.-Uśmiechnęła się rudowłosa. Nagle coś białego wleciało do ich pokoju.
-Co to ma być!-Wrzasnęła Hermiona, gdy coś śmignęło tuż nad jej głową.
-To liścik!-Powiedziała Ginny, gdy z refleksem ścigającej złapała go do ręki.
-To pewnie od Rona, on ma czasem takie pomysły...-Westchnęła i wzięła od niej liścik.-Tak jak mówiłam-Od Rona.-Powiedziała po chwili.
-O co mu chodzi?-Zapytała-To znaczy jeśli mogę wiedzieć...-Dodała.
-Czy on oszalał! Żeby o północy wyłazić na spacery!-Ku jej zdziwieniu Ginny parsknęła śmiechem.-O co ci chodzi?-Zapytała zdezorientowana.
-Ron chyba po prostu próbuje być romantyczny, może wyczytał to z tej swojej książki...-Przewróciła oczami.
-Jakiej książki?-Zmarszczyła brwi.
-Nieważne, mój brat ma dziwne zainteresowania.-Z powrotem położyła się na swoim łóżku i przewróciła stronę książki.
-Ale Ginny, tak szczerze to...zgodziłabyś się na moim miejscu?-Gdy padło to pytanie Ginny podniosła wzrok znad książki i usiadła wyprostowana na skraju łóżka.
-On się naprawdę stara Hermiono, może powinnaś trochę odpuścić w końcu są wakacje, już sierpień chyba dobrze byłoby spędzić ten czas razem i jak najlepiej go wykorzystać...Na twoim miejscu pewnie bym się zgodziła.-Zakończyła.
-No dobra, masz rację, odpiszę mu, przebiorę się w coś...no coś innego niż piżama i pójdę!-Powiedziała z uśmiechem.
-I tak trzymać, w Hogwarcie pewnie jeszcze będzie czas na przestudiowanie tych książek.
-Taak, masz rację, właściwie to dziwny pomysł, ale zabawny, podoba mi się.-Zachichotała.-Ale chcesz tu zostać tak sama?
-Mną się nie przejmuj, mam do nadrobienia kilka egzemplarzy magazynów sportowych.-Powiedziała i na dowód wyrzuciła kilka numerów na łóżko.
-Och, skoro już masz te swoje czasopisma sportowe to widzę, że nie będziesz się nudzić.-Zachichotała i z naręczem ubrań wyszła z pokoju cicho zamykając drzwi, aby nikogo nie obudzić.
-Miłej zabawy!
Ginny wciąż chciało się śmiać z tego pomysłu Rona, chociaż Hermiona wyglądała na ucieszoną. Siedząc na łóżku zerknęła na kalendarz i uniosła wyżej różdżkę. Jutro jej urodziny...Co ona gada! Już za parę minut! A może Ron z Hermioną razem coś wymyślili...Włożyła puszka Arnolda do klatki i wypuściła sowę na nocne łowy, a później położyła się na swoim łóżku i zajęła się czasopismami sportowymi. Koniec trasy Harpii w Chicago, teraz są w Miami.-Pomyślała Ginny.-Ale wszystkie bilety już podobno dawno wyprzedane...Wybiła dwunasta. Ginny Weasley to już pełnoletnia czarownica.-Pomyślała. Nagle usłyszała jakieś stuki i zaczęła się rozglądać po pokoju. Myślała, że Hermiona czegoś zapomniała, ale najwyraźniej coś jej się przesłyszało. Ale stuki nie ustawały. Za to, to co zobaczyła za oknem bardzo ją zdziwiło.
-Harry?-Powiedziała szeptem zdziwiona i otwarła okno. Potter na miotle siedział pod jej oknem i uśmiechnął się.
-Kurier, wszystkiego najlepszego od Harry'ego Potter'a!-Powiedział i podał jej kwiaty, Weasley'ówna była tak zszokowana, że nie wiedziała co powiedzieć. W końcu kto o północy spodziewałby się Wybrańca pod swoim oknem?!
-Dziękuję, proszę przekazać temu Potter'owi, że Weasley wysyła całusy.-Uśmiechnęła się do niego szeroko, a kwiaty wstawiła do wazonu.-Wchodź.-Rozwarła okno na oścież.
-Niee...ja wolę polatać!-Wrzasnął i jak pocisk zrobił wielkie kółko i zanim zdążyłaby powiedzieć ,,Weasley" był z powrotem przy oknie.
-Na Merlina, co to za miotła!?-Powiedziała podekscytowana.
-Chyba się nie obrazisz, że postanowiłem ją przetestować...-Uśmiechnął się łobuzersko.-To wskakuj i lecimy!-Nie musiał jej tego dwa razy powtarzać! Narzuciła na siebie czarną pelerynę i wsunęła buty na nogi.
-Gotowa!-Powiedziała z uśmiechem i usadowiła się obok niego.
-Tylko się trzymaj!-Powiedział.-Mocno!-Dodał a Ginny objęła go w pasie.
-Skąd masz tę miotłę!?-Wrzasnęła, żeby przekrzyczeć świst powietrza.
-Ze sklepu!-Odkrzyknął i oboje parsknęli śmiechem, dawno się tak świetnie nie bawiła.
-Dobra, chyba możemy teraz trochę zwolnić.-Uśmiechnął się,a jego włosy były jeszcze bardziej potargane niż zwykle.
-Wiesz może gdzie poszedł Ron?-Zapytał.
-Tak, na randkę z Hermioną.-Zaśmiała się.
-Taa...czasem słyszę jak mówi przez sen ,,Hermiś".-Oboje parsknęli śmiechem.
-Gdzie lecimy?-Przytuliła się do niego.
-Sam jeszcze nie wiem.-Zaśmiał się.
-To Ron i Hermiona!-Powiedziała mu do ucha i wskazała dwie spacerujące postacie w dole.
-Masz racje, to oni.-Wychylił się, aby lepiej widzieć.
-Myślisz, że nas zauważą? Jesteśmy tuż nad ich głowami.
-Nie, pewnie nie, ale na wszelki wypadek...-Powiedział i wzbili się tak wysoko, że pod sobą widzieli chmury.
-Uwielbiam miotły!-Wyznała rudowłosa.
-Powinniśmy chyba gdzieś wylądować...-Stwierdził chłopak, obniżył lot i zaczął się rozglądać nad dobrym miejscem.
-O tu chyba będzie dobrze!-Zauważyła Ginnyi wskazała na jedno ze wzgórz.
-Jak sobie życzysz...-Powiedział i zanurkował w dół, chwilę później byli już na ziemi.
-Mam tylko nadzieję, że prezent ci się spodoba...-Powiedział wybraniec.
-Co ty znowu wymyśliłeś?-Powiedziała podejrzliwie.
Harry wyciągnął różdżkę z kieszeni i zaklęcie zaczęło oplatać miotłę wstążką.-Proszę, to twój prezent Ginny.-Wręczył jej miotłę,którą zdobiła teraz kokarda. Ginny nie wiedziała co powiedzieć.
-Harry, ja nie mogę...-Wybąkała i dopiero teraz zauważyła, że to najnowsza błyskawica, którą ostatnio widziała na wystawie.-Dałeś za nią fortunę, jest twoja, zatrzymaj ją.-Powiedziała i oddała mu ją.
-Teraz jest twoja.-Uśmiechnął się.
-Musiała kosztować fortunę, to jeden z pierwszych egzemplarzy!-Powiedziała oglądając ją dokładnie.
-Zasługujesz na nią Ginny.
-Nie chcę, żeby ludzie myśleli, że chłopak Potter funduje mi drogie prezenty.-Wytłumaczyła.
-Ginny...chciałem ci kupić coś, co będzie dla ciebie stworzone...
-Wystarczy mi, że mam ciebie Harry. Ale dziękuję, to naprawdę duży prezent, ale rzeczywiście niesamowity...
-Serio Ginny, lepiej ci się teraz przyda jesteś kapitanką!
-Naprawdę nie wiem co powiedzieć, ta miotła jest...niezwykła.
-Też tak sądzę, mówię ci, kafle będą wpadać o wiele szybciej.-Zaśmiał się.
-Dziękuję.-Powiedziała a Harry nie spodziewał się, że rzuci mu się w ramiona.
-To tylko miotła Ginny.-Uśmiechnął się.
-Żartujesz sobie! To najlepsza miotła i najszybsza jaką w życiu widziałam!
-Cieszę się, że ci się podoba.
-No jasne, trudno nie zwrócić na nią uwagi. Nie wierzę, że trzymam taką drogą miotłę na rękach...-Zaśmiała się.
-To wracamy?-Zapytał.
-Tak, jeszcze Ron i Hermiona pomyślą, że nas porwali.
-Ale nie sprawdziłaś czy to na pewno ja.-Zaśmiał się.
-Za dobrze cię znam. Zresztą śmierciożercy raczej nie wiedzieliby, że mam urodziny i nie daliby mi miotły w prezencie.
-Fakt.-Zaśmiał się-To wskakuj!-Wskazał jej miejsce na miotle.
-Się robi panie Potter!
Po chwili byli już na miejscu.
-No to dobranoc Ginny!-Powiedział, gdy już byli pod jej oknem, a ona wskoczyła na parapet.
-Hermiony jeszcze nie ma.-Poinformowała go ruda.
-Dobranoc, Harry.-Wychyliła się z okna by poczochrać jego włosy i cmoknęła go w policzek. Nagle drzwi do jej pokoju się otwarły, Harry i Ginny od razu odwrócili głowy w kierunku trzasku. Do środka weszli Ron z Hermioną z ogromnym tortem.
-Dwieście lat Ginny!-Wyściskał ją Ron.
-Ok Ron, już wystarczy tego tarmoszenia!-Zaśmiała się i w końcu brat ją puścił.
-A ty stary co tu robisz?-Zapytał Ron.
-A widzisz to samo co wy, składałem życzenia.-Powiedział i zeskoczył z miotły do środka.
-Zdmuchnij świeczki Ginny.-Powiedziała Hermiona która wciąż trzymała tort.
-Ale może zjedzmy go rano.-Zaśmiała się.
-Do rana to już nic z niego nie zostanie.-Zażartował Ron i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ciekawe co dostaniesz od rodziców...-Rozmyślał Ron.-Jesteś jedyną dziewczyną Weasley.
-No to dosyć interesujące...-Przyznała Hermiona.
-Tak jakoś wyszło.-Zaśmiała się ruda.
-Wybaczcie, ale jestem już śpiący.-Ziewnął Ron.
-Racja, reszta świętowania rano.-Zaśmiała się Hermiona i też cmoknęła Rona w policzek.
-C o to Ginny?-Zapytała Hermiona i spojrzała na miotłę, którą trzymała Ginny.
-Miotła.-Zaśmiała się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz