czwartek, 31 sierpnia 2017

16.Wakacje z Weasley'ami

Harry podniósł głowę, Ron jeszcze smacznie spał. Opadł z powrotem na poduszkę, sam nie wiedział, która może być godzina, ale chyba wcześnie, bo wszędzie było cicho, co pewnie oznaczało, że wszyscy jeszcze śpią. Sam przewrócił się na drugi bok, ale to co zobaczył prawie zwaliło go z łóżka. Co go tak przestraszyło? Tuż obok niego leżała skulona najmłodsza Weasleyówna. W ogóle skąd ta dziwna reakcja?-Zachciało mu się śmiać jak teraz o tym pomyślał. Inny facet pewnie by się...ucieszył? Ale skąd jej przyszedł taki pomysł do głowy? Może ona lunatykuje? Harry nie bardzo chciał ją budzić, słodko wyglądała jak śpi...Ledwie zdążył dotknąć jej włosów, żeby je odgarnąć a dziewczyna odwróciła się w jego stronę.
-Hej.-Powiedziała szeptem jakby była to zupełnie normalna sytuacja już chciał zapytać co tu robi, ale ona wygrzebała się spod koca i zaczęła go całować.
-Przyszłam zobaczyć jak słodko śpisz.-Uśmiechnęła się i przytuliła go.
-Kiedy tu w ogóle przyszłaś?-Gdy się uśmiechnęła też zachciało mu się śmiać.
-Jakoś po tym jak Ron zasnął.-Zaśmiała się.-Chyba było jakoś około pierwszej, nie miałam się do kogo przytulić...-Wzruszyła ramionami i przytuliła go.-Przepraszam jeśli narobiłam ci przez to problemów, chyba serio nie powinnam....-Powiedziała z przepraszającą miną przygryzając wargę, jak niby miałby się na nią gniewać?
-Nie...po prostu, trochę się zdziwiłem...-Sam nie wiedział co chciał przez to powiedzieć.-Ale co będzie jeśli Ron się obudzi...
-Rzuciłam Muffliato.-Uśmiechnęła się chytrze a Harry poczuł jak robi mu się gorąco.
-Skąd wiesz o...
-No proszę, jestem dziewczyną Harry'ego Pottera i reaktywowałam w tym roku Gwardię Dumbledore'a.-Zaśmiała się.
-Prawie zapomniałem!-Zażartował.
-To ja już sobie może pójdę...-Wstała z łóżka i już chciała podreptać do drzwi...-Pamiętaj nigdy mnie tu nie było...-Powiedziała szeptem i przycisnęła palec do ust. Jednak Harry nie chciał, żeby już sobie poszła. Nie po takim przywitaniu...-Gdzieś w głębi duszy uśmiechnął się łobuzersko.
-Nie.-Zatrzymał ją Harry.-Znaczy...zostań tu, skoro już tu jesteś.-Oboje się zaśmiali, Harry cały czas zerkał okiem czy Ron na pewno śpi, ale w końcu jakby co miał niewidkę.
Ginny usadowiła się obok niego i położyła głowę na jego klatce piersiowej jakby wsłuchiwała się w jego serce, a Harry był pewien, że teraz bije jak szalone.
-Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.-Powiedział i pogłaskał ją po włosach.
-Dzięki.
-Ślicznie dziś wyglądasz.-Powiedział, przy innej dziewczynie pewnie nie przyszłoby mu do głowy, żeby tak powiedzieć, ale Ginny była naprawdę piękna nawet od razu po obudzeniu. Na te słowa zachichotała i podniosła głowę. Odgarnęła jego włosy i uśmiechnęła się.
-Dziękuję, ty też.
-Kocham cię Ginny, chyba zdecydowanie zbyt rzadko ci to mówię...
-Też cię kocham.-Położyła głowę na jego ramieniu.-Nie mówisz, ale okazujesz.-Przełożyła jedną nogę przez jego biodro i usiadła na brzuchu. Merlinowi cześć i chwała, że Ron nie łapie legilimencji. Ale ona tak delikatnie gładziła jego policzek, czuł jej śliczny kwiatowy zapach, jej drobne ciało w ogóle go nie przytłaczało, a wręcz czuł się świetnie! Trudno było znieść te wszystkie czynniki udając, że na niego wcale nie działają, choć było zupełnie na odwrót. Gdyby codziennie miał się tak budzić mógłby wstawać choćby o świcie. Nie powinien, ale gdy zaczęła go delikatnie całować wsunął rękę pod jej koszulkę....O MERLINIE ZDECYDOWANIE NIE POWINIEN TEGO ROBIĆ! Pewnie pięciu starszych braci będzie go za to gonić z siekierami, ale on był w końcu tylko zakochany! Chwilę czekał na reakcję, ale ona przycisnęła jego rękę do skóry co można było uznać za ,,tak". Tak przesuwał palcami po jej gładkiej skórze muskając ją delikatnie, za pomocą dotyku wyobrażając sobie wszystkie wcięcia i krągłości na które się natknął.
-To łaskocze.-Zaśmiała się i położyła się na plecach.
-Masz łaskotki?-Zapytał ze śmiechem.
-Taki mój słaby punkt.-Uśmiechnęła się.-Wywieszam białą flagę!-Zaśmiała się i kuliła, gdy Harry ją łaskotał.
-Bardzo mądre posunięcie Ginny.-Uśmiechnął się i już nachylał się, żeby ją pocałować, ale coś jednak było nie tak...
-Co jest Harry?-Zapytała go Ginny a uśmiech zszedł jej z twarzy.-Harry? Harry! Harry!

***********
Otworzył oczy, nad sobą zobaczył rozmazaną postać.
-Harry! Wstawaj! Harry!-Po głosie poznał swojego przyjaciela, który potrząsał go za ramię.
-Już nie śpię! Możesz przestać dobra!-Nałożył okulary i rzeczywiście nie mylił się, nad nim pochylony stał Ron.
-No nareszcie! Wiesz jak trudno cię obudzić! Już chciałem użyć levicorpus!
Obok niego na łóżku nie było nikogo...Coś w środku miało ochotę nawrzeszczeć na Rona za to, że przerwał ten sen...Wciąż szukał na materacu jakichś śladów, aż w końcu zobaczył długi rudy włos i pospiesznie zrzucił go udając, że wygładza poduszkę, na szczęście Ron nie zauważył w tym nic podejrzanego. Więc to się działo naprawdę?! Cholera już nie umiał odróżnić snu od rzeczywistości...Ale możliwe, że Ginny wzięła jego niewidkę i poszła do siebie.
-To idziemy stary?-Przerwał ciszę, na co Harry przytaknął.
-O stary, musiałeś mieć serio zabawny sen.-Zarechotał Ron. ,,Nawet nie wiesz jak bardzo"-Pomyślał Harry.-Gadałeś coś, że jacyś goście będą cię gonić z siekierami.-Parsknął śmiechem a on też się zaśmiał starając się, żeby to zabrzmiało naturalnie.
,,Błagam już mnie nie pytaj o żaden sen!"-Przemknęło mu przez myśl.
-O rany, ciekawe co Ginny powie na prezent ode mnie...-Westchnął Ron, ale Harry był rad ze zmiany tematu.
-Co jej kupiłeś?-Zapytał i obaj weszli na schody.
-To będzie niespodzianka-Uśmiechnął się.
-Super.
-Ta miotła, którą jej dałeś jest świetna! Chyba da polatać braciszkowi, no nie?-Ron uśmiechnął się chytrze.
-Może jak będziesz grzeczny...-Zaśmiał się na co rudzielec przewrócił oczami.
-Wszystkiego najlepszego!-Krzyknął do niej Ron i rzucił jej się w objęcia.
-Tak, tak Ron nie musisz mnie od razu miażdżyć!-Zaśmiała się rudowłosa. Wyglądała tak ślicznie, miała na sobie białą, zwiewną sukienkę i dżinsową kurtkę.
-Nie codziennie ma się siedemnastkę!-Zaśmiał się i wręczył jej złote pudełko. środku był łańcuszek ze srebrnym koniem-jej patronusem.
-Roniu, kochany jesteś!-Przytuliła go.-Dziękuję!
-Nie ma sprawy, ale jak jeszcze raz mnie nazwiesz ,,Roniu"!-Rzucił jej gniewne spojrzenie.
-Groźby są karalne!-Rzuciła Hermiona nie odrywając wzroku od gazety. Harry usadowił się obok Ginny przy stole. Ron i Hermiona zaczęli o czymś dyskutować, nawet nie skupiał się o
co tak się spierają, w myślach miał teraz tylko Ginny...Złapał ją za rękę a ona zwróciła głowę w jego kierunku i uśmiechnęła się. Po sekundzie na stół opadły lewitujące talerze z jedzeniem.
-Dzisiaj jajecznica, mam nadzieję, że utrafiłam kochaneczku.-Powiedziała pani Weasley zasiadając z nimi przy nakrytym już stole.
-Wie pani, że uwielbiam wszystko co wyjdzie z pani kuchni.-Uśmiechnął się serdecznie, a pani Weasley oblała się szkarłatnym rumieńcem.
-Och, kochany jesteś, dziękuję bardzo.-Kobieta uśmiechnęła się szeroko i zaczęła swoje śniadanie.-O, to pewnie Artur!-Wstała od stołu, gdy usłyszała trzask drzwi.
-Dzień dobry, gdzie moja druga ukochana kobieta?-Zapytał od progu i uścisnął Ginny.
-Wszystkiego najlepszego skarbie, niech ci się powodzi w życiu jak najlepiej.-Życzył jej ojciec i poklepał po plecach.-Kocham cię, zawsze będziesz naszą małą córeczką.-Pani Weasley rozpłakała się na dobre.
-Och, mamo a ty znowu płaczesz...-Jęknął Ron, a Hermiona zaśmiała się i tak samo jak pani Weasley otarła łzę wzruszenia.
-Też cię kocham tato.-Wyznała dziewczyna.
Gdy pan Weasley rozebrał buty i usiadł z nimi przy śniadaniu, a pani Weasley opanowała się by już nie płakać zaczęła swoją przemowę:
-Ginny, my z ojcem chcieliśmy przede wszystkim życzyć ci, szczęścia w życiu, abyś spełniła swoje marzenia i pozostała tak samo odważna jak teraz. Trudno mi to mówić, ale...-Przerwała, a po jej policzku znowu zaczęły spływać łzy.-...jesteś już dorosła, odpowiedzialna, niedługo opuścisz ten dom, zmieniłaś się Ginny, ale była to zdecydowana zmiana na lepsze. Jednak nie martwię się tym tak bardzo, gdy są przy tobie inni ludzie otaczający cię troską.-Wskazała na Harry'ego, Hermionę i Rona. Harry czuł się zaszczycony  i wzruszony będąc wytypowany do tych osób, które jej zdaniem najlepiej dbały o ich córkę.
-Chcieliśmy dać ci to z matką, bo wiemy, że na pewno cię to bardzo ucieszy.-Zakończył pan Weasley z uśmiechem i podał jej kopertę.
-Ale...-Wydusiła, ale rodzice kiwnęli głowami zachęcając, aby ją otworzyła.
W środku był bilet. Nie byle jaki bilet, Ginny czuła jak ręce jej drżą i nie potrafiła nic z siebie wydusić. Bilet na mecz Harpii z Hollyhead i to jeszcze na najlepszych miejscach!
-Jaa...ale przecież były już wyprzedane!-Wciąż nie mogła w to uwierzyć. Ten mecz tak blisko Harpii...może jeśli by jej się poszczęściło udałoby jej się porozmawiać z Gwenog Jones...-Tak was kocham, dziękuję!-Rzuciła im się na szyję.
Harry widział te iskierki szczęścia w jej oczach, gdy widział ją taką szczęśliwą i pełną energii sam czuł wielką radość. Takiej właśnie partnerki potrzebował, potrafiła go rozbawić i pocieszyć nawet jeśli wisiały nad nim ponure myśli. Już na sam jej widok zawsze pojawiał mu się uśmiech na twarzy. Jeden jej uśmiech i spojrzenie utwierdzało go w przekonaniu co do jej uczuć-ona cię kocha!-Podpowiadał mu za każdym razem głos w jego głowie.
-Cześć rodzinko!-George aportował się za rodzicami i położył rękę na ramieniu matki.
-Czy tyś do reszty zgłupiał, chcesz, żebym dostała zawału przez te twoje głupie....-Zaczęła swoją reprymendę, lecz gdy ucałował Ginny w policzek i składał młodszej siostrze życzenia
serce jej zmiękło. Jakby widziała ich jak kiedyś jako dzieci, które cieszyły się z kolejnego udanego figla...Czy czas specjalnie tak okrutnie żartował sobie z podstarzałej matki...
-Bill wjeżdżaj z tym!-Powiedział do niego George a Bill przeszedł przez drzwi pchając sporej wielkości wózek.
-Chcecie coś z wózka, kochaneczki?-Powiedział przedrzeźniając starszą panią z pociągu Ekspres-Hogwart.
-Co to jest?-Zapytał Ron wybałuszając oczy.
-Jak to co? Hogwartowy starter-pack.-Zaśmiał się George.-Z tymi gadżetami w Hogwarcie...
-Wielkie dzięki!-Powiedziała i przytuliła George.
-Och Ginny, bo zaraz się popłaczę!-Powiedział starszy brat udając, że ociera niewidzialną łzę na co wszyscy parsknęli śmiechem.
-Bill zostaw to już, siadajcie, zaraz dam wam śniadanie!-Powitała ich Molly.
-Nie, dzięki zjedliśmy u George'a.-Odpowiedział Bill na co pani Weasley wróciła na swoje miejsce przy stole.
-Kurde Ginny, nie wiem czego ci mam życzyć skoro jesteś śliczna, masz super faceta.-Mrugnął do Harry'ego.-masz wspaniałych przyjaciół...
-I braci oczywiście!-Wtrącił George, a Ginny zachichotała.
-Tak to też.-Zaśmiał się.-No nie składam najlepiej życzeń, ale proszę.-Podał jej fiolkę.
-Moje ulubione perfumy! Dziękuję, Billy!-Uściskała go.
-Też cię kocham siostro.
-Ej, ludzie, rozumiem ckliwe gadki i tak dalej, ale uwijajcie się trochę.-Popędził ich jeden z bliźniaków.
-Dlaczego?-Zapytał Ron.
-Bo wujaszek Georgie zabiera was na podróż życia!-Wytłumaczył.
-Że gdzie?!-Zapytała zdezorientowana pani Weasley.
-Oj mamusiu, włos im z głowy nie spadnie.-Przyrzekł Bill.
-Zresztą-Wtrącił George.-Wszyscy tutaj zgromadzeni są już dorośli.-Uśmiechnął się cwanie.
-Zawsze chciałeś to powiedzieć, co George?-Zaśmiał się Ron.
-Masz racje, czekam już od dawna na ten dzień, w którym nasza siostra ma siedemnastkę!-Powiedział i oparł się o ramię siostry.
-No to już! Tyłki w troki, pakujcie manatki i wyjeżdżamy!-Ucieszył się George, Ron też chyba bardzo podekscytował się wyjazdem, on i Hermiona od razu pobiegli na górę.
-A i mam takie pytanko.-Zatrzymał ich.-Czy bierzemy ze sobą Percy'ego?-Zażartował świetnie przedrzeźniając poważny głos starszego brata.
-Zróbmy mu tą przyjemność!-Zaśmiała się Ginny.

************
Parę minut później Harry z Ronem byli już spakowani, ale mama postanowiła, że przed ich wyjazdem powinna wyprać ich ubrania.
-Stary to ci nie wyjdzie.-Zaśmiał się Harry. Absurdalność planu Rona naprawdę wywoływała u niego ryk śmiechu.
-Zamknij się. GINNY!-Wrzeszczał pod oknem pokoju Ginny gdzie spała również Hermiona,
stojąc z wielkim koszem na pranie.
-O CO CHODZI!?-Odkrzyknęła do niego siostra otwierając okno na oścież.
-Zrzuć mi wasze rzeczy do prania!-Poprosił i nadstawił kosz.
-JA SWOJE JUŻ DAŁAM MAMIE!-Poinformowała go.
-ALE RZECZY HERMIONY!-Harry musiał się bardzo wysilić, aby nie wybuchnąć śmiechem.
-DOBRA RON, TO PODEJDŹ BLIŻEJ!-Poinstruowała go siostra, a Ron zrobił co mu kazała i puścił do Harry'ego oczko, przyjaciel wciąż jednak z niedowierzaniem kręcił głową.
Po chwili jeszcze bardziej pokochał Ginny za to kim jest. Dziewczyna ze złośliwym uśmieszkiem zrzuciła na brata kołdrę pod której ciężarem się ugiął.
-TO SIĘ PRZYDA DO WYPRANIA!-Zaśmiała się ruda i mrugnęła do Rona, a do Harry'ego wysłała całusa, który przemienił się w czerwonego motyla, który usiadł mu na ramieniu-to była piękna strona magii.-JEŚLI MYŚLAŁEŚ, ŻE CI ZRZUCĘ BIELIZNĘ HERMIONY TO RADZĘ OGRANICZYĆ ROMANSIDŁA!-Odkrzyknęła do niego i zamknęła okno.
-Ta ich kobieca solidarność mnie kiedyś wpędzi do grobu...-Westchnął Ron wciąż nakryty kołdrą, a Harry wybuchnął śmiechem.

*************
Wszyscy byli już spakowani i gotowi do podróży, w międzyczasie jak się pakowali George i Bill wysłali patronusy do reszty braci a oni deportowali się do nory.
-Hej wszystkim, najlepsze życzenia Gin!-Przywitał ich Percy i objął siostrę.-Prezent dam ci później.-Poinformował.
-Dzięki Perce, Charlie też jedzie?-Zwróciła się do George'a-organizatora wycieczki.
-No jasne, on by takiej okazji nie przepuścił.
-No hej kochani!
-No widzisz o wilku mowa.-Zaśmiał się Ron.
-Ginny! Najlepsze życzenia!-Powiedział Charlie obejmując siostrę.-A pamiętam jak cię odprowadzaliśmy na peron po raz pierwszy.-Westchnął.-To dla ciebie.-Podał jej paczkę.
-Dziękuję.-Uścisnęła go ponownie.-Otworzę później.-Powiedziała i schowała do torebki.
-Nie ma za co.-Uśmiechnął się Charlie.
-A co z twoimi smokami?-Zapytał Harry.
-Spokojnie, smokami zajmują się teraz Nathan i Hagrid, lepszej opieki dla nich pod naszą nieobecność nie mogą mieć.-Wytłumaczył.
-Dobra, rozumiem, że wszyscy są już spakowani i gotowi, ta żarówka...-w dłoni uniósł żarówkę.-...to świstoklik, jak odliczę od trzech łapiecie za żarówkę i jesteśmy na biwaku, jasne?-Wszyscy pokiwali głowami.
-To pa, mamo!-Pomachał do niej George.-3...2...1!-Wszyscy złapali za żarówkę i zawirowali, a chwilę później jak powiedział George byli już na miejscu.
-Gdzie jesteśmy?-Zapytała Hermiona.
-Na obrzeżach miasteczka Little Whinging.-Wytłumaczył George z szerokim uśmiechem.
-Wiem gdzie to jest.-Powiedział Harry.-Kiedyś w pobliżu zaatakowali mnie dementorzy.-Wytłumaczył spokojnie.
-Ładnie tu.-Powiedziały chórem Hermiona i Ginny.
-Kurde jest co świętować, oficjalnie wszyscy Weasley'owie są już dorośli! No nie, to trzeba oblać!-Zawołał ucieszony.-A tak się składa, że wujaszek Georgie przypadkiem spakował zapasik ognistej.-Powiedział i wszyscy parsknęli śmiechem.
-,,Przypadkiem"-Zaśmiał się Ron i przewrócił oczami.
Po paru minutach dzięki zaklęciom wszystkie ich namioty były już rozbite
-A Fleur nie chciała jechać?-Zapytała Hermiona piekąc kiełbaskę nad ogniskiem.
-Nie, nie lubi biwaków.-Wyjaśnił Bill.
-To za zdrowie Ginny!-George stuknął różdżką w korek szampana a on wyleciał w górę, Ginny złapała go z nieomylnym instynktem ścigającej.
-Nie dziwię się, że zostałaś kapitanką.-Prychnął Percy.
-No jasne, przecież to ścigająca pierwsza klasa!-Uśmiechnął się George.-No to zdrówko!-Każdy upił szampana.
-Pójdziemy się gdzieś przejść?-Zaproponował Harry Ginny.
-Jasne.-Uśmiechnęła się i zostawiła swoje torby przy namiocie.
-Tylko się nie zgubcie!-Zaśmiał się Ron.
-Spokojnie, znam okolice!-Zaśmiał się Harry i złapał Ginny za rękę.
-Kiedyś mieszkałem w pobliżu. Privet Drive jest nawet niedaleko, chociaż...nie chcę tam wracać.
-Co ci mugole ci zrobili?-Zapytała zmartwiona.-Kiedyś słyszałam, że Dursley'owie są okropni....ale wiesz, głupio pytać o takie złe przeżycia.-Westchnęła i wzięła łyk szampana.
-Trudno to wytłumaczyć, może...łatwiej pokazać...
-Co masz na myśli?-Przysiadła obok niego na jakimś murku.
-Po prostu, zobacz.-Ginny towarzyszył zaskoczony wyraz twarzy.-Chyba powinniśmy wiedzieć o sobie zupełnie wszystko, tak będzie najlepiej.-Pokiwała głową.-Rzuć legilimens.-Poinstruował, zamknął oczy i próbował sobie przypomnieć wszystko co było związane z Dursley'ami.
-Harry, jesteś pewien...
-Tak.-Powiedział twardo i zrobiła to. To było dziwne uczucie, jakby wniknęła w jego wspomnienia, choć tak właśnie było...
Starszy Harry stał z Ginny na Privet Drive i uważnie przyglądał się wydarzeniom.
-To straszne...-Wyszeptała, gdy wuj Vernon zamknął go w komórce pod schodami i oparła się o jego ramię. Pokazał jej jeszcze kilka innych wspomnień.
-I ty całe życie sprzątałeś po tych świniach....Już wiem dlaczego Ron zawsze zabierał cię do nory...
-Wasz dom był tego zupełnym przeciwieństwem. Dobra wracamy.-Powiedział i z powrotem wylądowali na Little Whinging. Na twarzy Ginny malowała się odraza, zauważył samotną łzę.-Nie ma się czym przejmować, można powiedzieć, że jak ostatni raz tam byłem to nawet się pogodziliśmy...-Uśmiechnął się lekko.
-Masz racje, najlepiej można przybliżyć sytuację jak widzi się ją na własne oczy. A skoro już mamy wiedzieć wszystko...-Zaczęła i Harry zrozumiał do czego zmierza.-Moja kolej, żeby ci coś pokazać.-Skupiła się na swoich wspomnieniach zamykając oczy, Harry wziął głęboki oddech i rzucił zaklęcie.
Trójka uczniów-Ginny, Luna i Neville pędzili przez jeden z korytarzy Hogwartu miotając zaklęciami na prawo i lewo.
-Luna!-Wrzasnęła rudowłosa i podbiegła do ciała przyjaciółki unikając zaklęć.
-Macie natychmiast się zatrzymać, bo zaraz stanie się coś gorszego!-Wrzeszczała rozwścieczona Alecto Carrow.
-Ginny!-Wrzasnął Neville a ona szybko zablokowała niewerbalne zaklęcie Carrow tworząc barierę ochronną między dwoma dziewczynami a śmierciożercą.
-Śmiesz stawać na przeciwko Alecto Carrow!-Zaśmiała się szyderczo.
-Neville zabieraj Lunę do skrzydła!
Neville podbiegł do dziewczyn korzystając z bariery Ginny, Harry zastanawiał się jakim cudem wyczarowała barierę, która tak skutecznie odbijała wszystkie zaklęcia Alecto, która waliła w nią z uporem.
-Nie zostawię cię tak samej!-Krzyknął Neville.
-NEVILLE ZABIERAJ LUNĘ DO SKRZYDŁA, JA JUŻ TAK DŁUGO NIE WYTRZYMAM! NO JUŻ!-Wrzasnęła a on zabrał ją na ręce i biegł przed siebie z różdżką w pogotowiu.
Alecto w końcu przebiła barierę i Harry wstrzymał oddech, gdy Ginny z wielką siłą odrzuciło na ścianę.
-Co to ma znaczyć Carrow!?-Zza rogu wyszedł Snape i mówił jak zwykle przeciągając sylaby.
-Trzeba uciszyć tych cholernych buntowników!-Miała szaleństwo w oczach ale jednak przyjście Snape'a trochę uspokoiło Harry'ego.
-Czarny pan dał ci wyraźne instrukcje, te bachory mają być w całości rozumiesz to! ROZUMIESZ TO, ALECTO!-Wrzasnął.
-Przecież jej nie zabijam Snape!-Syknęła.
-Ale lepiej byłoby dla ciebie, gdybyś powstrzymała ten potok złości, bo może się okazać, że Czarny pan nie będzie chciał śmierciożerczyni, która nie umie nad sobą zapanować.-Zakończył i scena się rozmyła. Chwilę później znaleźli się w klasie Obrony Przed Czarną Magią.
-To ci nie będzie potrzebne!-Syknął bliźniak Carrow na Lunę, a ona z powrotem schowała swoje rzeczy. Do klasy weszło jeszcze kilku pierwszaków, Harry już domyślał się co się stanie. Złapał Ginny za rękę, a ona nie odrywała oczu od młodszej wersji siebie.
-Neville...-Zwróciła się do niego śmierciożerczyni i machnęła ręką, żeby wstał.-Zaklęcie Cruciatus.-Powiedziała z wyraźną rozkoszą.-Oto co będziemy dzisiaj robić.
-NIE!-Zaprotestowała Ginny, a przyjaciele spojrzeli na nią z przerażeniem.
-Słucham, panno Weasley?
-Nie rzucę cruciatusa.-Powiedziała spokojnym głosem ale z wielką mocą. Harry'emu bardzo to zaimponowało, Ginny miała swoje zasady.
-Neville, czy mógłbyś wytłumaczyć pannie Weasley jakie to może mieć skutki?-Neville skrzywił się ze strachu.
-Ale...ma racje.-Powiedział Neville i wyprostował się.-Żadne z nas z własnej woli nie rzuci cruciatusa.-Gdyby Harry'emu teraz ktoś powiedział, że Neville to lękliwy fajtłapa roześmiałby się.
-Och, Neville...-Zaczęła łagodnym głosem.-Chyba nie chcesz skończyć jak twoi rodzice!-Syknęła.
-Nie boimy się was! Potrafimy walczyć, a jeśli kiedykolwiek będę odważny jak moi rodzice będę mógł być z siebie dumny!-Na pewno niełatwo było mu wspominać rodziców, którzy byli teraz w świętym Mungu, ale Harry mógł powiedzieć, że pokazał tym wielką klasę i godność.
-Zostaw go!-Krzyknęła Luna, a Ginny rzuciła niewerbalnie expeliarmus, co podrzuciło różdżkę zaskoczonej śmierciożerczyni w górę, Amycus wrzał z wściekłości.
-Jak śmiesz!-Wrzasnął.-Crucio!-Ryknął, Neville i Luna próbowali odbić zaklęcie, ale na cruciatus to nie podziałało. Harry miał dosyć, nie chciał już tego oglądać, to jak krzyczała i zwijała się z bólu i to jaką satysfakcje z tego mieli...
-Już wracamy.-Powiedziała, gdy zobaczyła reakcję Harry'ego.
-Kocham cię Ginny.-Przytulił ją do siebie.
-To jak potraktowali Neville'a...nie mogłam wytrzymać, wiedziałam, że on strasznie cierpi na każde wspomnienie o rodzicach, robili mu to specjalnie, to nie był zwykły cruciatus oni się bawili naszymi myślami, zmartwieniami, gdyby nie Snape...
Harry usiadł a Ginny usiadła mu na kolanach przodem do niego i przytuliła go.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę cię teraz przytulić.-Powiedziała, a Harry poczuł, że głos jej drży.-Też cię kocham.-Dodała.
-Nie rób dla mnie już nigdy nic takiego...-Pokręcił głową.
-Zrobiłbyś to samo Harry, za dobrze cię znam.
-Masz urodziny Ginny, porozmawiajmy o czymś innym.-Powiedział i próbował jakoś odgonić te wspomnienia.-Już cię nigdy nie zostawię...
-Ciekawe co robią...-Zaczęła Ginny wciąż go ściskając, ale chciał, żeby została w jego ramionach.
-Skoro George ma zapas ognistej...-Zaśmiała się, przynajmniej choć trochę poprawił jej humor.
-Pewnie masz racje.-Uśmiechnęła się.
-Chodź, Gin.-Wstał i podał jej rękę.
-Co ty kombinujesz?-Zaśmiała się.
-Myślisz, że zostanę tym aurorem?-Zapytał ze śmiechem.Szli obok siebie, a Harry obejmował Ginny ramieniem.
-Na pewno.-Zapewniła go.-Widzę cię w tej roli, ten mundur, szata i....mięśnie.-Pokiwała głową i uśmiechnęła się. Rzeczywiście ostatnio z chudego, mizernego chłopca, zmienił się, był wyższy, wciąż szczupły, ale miał potrzebną masę, a nie był to tłuszcz.
-Nie przesadzałbym Ginny.-Zaśmiał się.
-Ale to prawda!-Udała oburzenie.
-Ja za to widzę cię jak pędzisz na miotle u boku Gwenog Jones. Z takim drobnym, szczupłym ciałem szybko się przebijesz przez powietrze.-Zamruczał, złapał ją za talię i przyciągnął do siebie.
-Od kiedy to tworzysz poezję, co?-Zażartowała.
-No nie wiem, mówię, co widzę.-Uśmiechnął się zalotnie, pogłaskał ją po policzku, objął ramieniem i jedną ręką głaskał ją po plecach, a drugą trzymał na jej tali.
-Kiedyś sobie obiecałam, że po siedemnastych urodzinach zwiedzę 17 niezwykłych miejsc.-Powiddziała patrząc mu w oczy.-Ale..chyba można by trochę zmienić zasady i zrobić 17 niezwykłych rzeczy.
-Chyba można w to wliczyć dzisiejsze czytanie w myślach, męczące to tak w ogóle.
-Masz rację.-Powiedziała i złączyła ich usta.

*************
-Może trochę ognistej?-Zapytał Percy i zaczął się śmiać jak głupi.
-No widzę, że ktoś tu już nieźle polał.-Zaśmiał się Harry.
-No nauczyłem się dzisiaj bardzo ważnej rzeczy!-Powiedział George poważnym głosem.-że Percy jednak potrafi się dobrze bawić.-Wszyscy bracia parsknęli śmiechem łącznie z Percy'm.
-Że niby ja?-Powiedział niewyraźnym głosem i znowu zaczął się chichrać bez opamiętania.
-Nie wiecie jak się cieszę, że was mam.-Powiedziała Ginny.
-Ja cieie też kocham...siosszyszko.-Czknął Percy i wszyscy pokładali się ze śmiechu.
-No to grę w Quidditcha zostawimy na jutro jak nasz Perce wytrzeźwieje.-Zaśmiał się George i razem z Billem wyczarowali łóżko polowe obok ogniska i przenieśli na nie brata. Ginny dodatkowo wyczarowała koc, który delikatnie na niego opadł przykrywając go.
-Dobranoc Percy, nasza śpiąca królewno.

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz