Ostatniej nocy Harry, Ron, Ginny i Hermiona rozmawiali o powrocie do Hogwartu, Harry i Ginny opowiedzieli im również o tym, jak to byli w szkole i spotkali Aberfortha oraz jak babcia Neville'a próbowała go wyswatać z Ginny. Ginny słodko spała zwinięta na swoim łóżku jeszcze niczego nieświadoma. Jej brązowa sowa wróciła do klatki po nocnych łowach i teraz czyściła swoje pióra. Na jej biurku leżał już stos nowych książek, pióro i nie dokończony list, który miała wysłać do Neville'a. Obok klatki ze Świstoświnką stała druga, mniejsza z pufkiem pigmejskim-Arnoldem. Na jej zegarku, który leżał obok różdżki na stoliku nocnym wskazówka przesunęła się, była dziewiąta. Harry razem z Ginny właśnie powinni byli deportować się do hodowli. Zegarek zaczął tikać, a sowa kłapać dziobem. Gdyby nie to dziewczyna chyba nadal spałaby w najlepsze. Wygrzebała się spod kołdry i spojrzała na zegarek. O Merlinie, już dziewiąta! Zerwała się z łóżka jak oparzona i pospiesznie wygrzebała z szafy dżinsy i jakąś koszulkę. Wzięła jeszcze różdżkę i zegarek, wskazówka na nim tkwiła na ,,w pracy". Świetnie, a więc już są spóźnieni! Już miała pobiec do łazienki, ale zawróciła. Trzeba obudzić Harry'ego.-Pomyślała i pognała w kierunku pokoju jego i Rona. Zapukała szybko, ale nikt nie odpowiedział-tak jak myślała. Weszła więc bez zaproszenia, Harry i Ron jeszcze spali.
-Harry, wstawaj! Harry, jesteśmy spóźnieni! HARRY!-Potrząsała nim i nic. I weź tu spróbuj go dobudzić...No dobra Ginny, jak zwykle masz arcy kretyńskie pomysły...-Pomyślała sobie, bo naszła ją pewna myśl i jak pomyślała tak zrobiła. Szybko pocałowała chłopaka w usta.
-Co jest!-Zerwał się od razu.
-Już dziewiąta, jesteśmy spóźnieni!-Powiedziała ostro.
-O Merlinie!-Nałożył okulary na nos, wziął potrzebne rzeczy i oboje pognali w stronę łazienki.
Parę minut później zeszli na dół, porwali po jednej kanapce ze stołu i szybko się deportowali.
-O, dobrze, że już jesteście.-Powiedział Charlie z uśmiechem, a Harry z Ginny wymienili swoje spojrzenia pod tytułem ,,Uff...chyba nie zauważył". W hodowli wykonali swoje codzienne obowiązki i przyszedł czas na naukę latania.
-Dasz radę.-Ginny dopingowała smoka i przyłożyła swoją głowę do jego łba. Wszystkie inne smoki, które były jego rodzeństwem potrafiły już latać, tylko ten jeden im został...
-Coś wiem o tym jak to jest być odmieńcem.-Zaśmiał się Harry i w momencie kiedy Ginny odgarnęła włosy na bok zauważył coś, co go zaniepokoiło. Była to blizna składająca się z czterech kresek-3 pionowych i jednej poziomej, która jakby je przecinała.
-Co to jest?-Dotknął jej karku.
-Widzisz trudno to wytłumaczyć. Carrowowie wyżłobili te znaki mi, Neville'owi i Lunie. Sprawdzałam ten symbol i wiem, że to oznacza Zdrajców Krwi. Carrowowie zostawiali różne takie symbole wymyślone przez rody czarodziejów czystej krwi w różnych miejscach.
-To straszne, dlaczego akurat wy...
-No wiesz...bunt, tajna organizacja, sprzeciw i tak dalej, różne były przewinienia...
Może mogłeś jednak o to nie pytać.-Zbeształ się w myślach.
-Nie mogliśmy inaczej Harry, uwierz, nie mogliśmy stosować Cruciatusa na niewinnych pierwszakach...
-Wiem, rozumiem to...-Westchnął.
-Patrz, wzbił się!-Powiedziała Ginny wskazując na smoka, wsiadła na swoją miotłę i po chwili go dogoniła.
-Łał, jest bardzo szybki!-Powiedział Harry już w górze.
-Cześć!-Przywitał ich Ron, gdy wylądowali na dole.
-Ron?-Powiedziała zdziwiona Ginny.
-No widzę, że wasz entuzjazm jest ogromny.-Zaśmiał się Ron.
-Po prostu...ty tutaj, to trochę zaskakujące...
-Och, no wiecie Hermiona poszła na zakupy, więc nie będzie jej pewnie dobre parę godzin, a mi się już zaczynało nudzić, to pomyślałem, że was odwiedzę.
-No to chodź, pokażemy ci smoki.
Gdy już skończyli pracę wrócili do domu razem z Ronem.
-No i mówiłem, że jeszcze jej nie będzie!-Powiedział Ron z satysfakcją.-Ja tego nie rozumiem ile można wybierać jakąś bluzkę czy sukienkę....-Westchnął.
-Bo ty nic nie rozumiesz Ron, nie pomyślałeś nigdy o tym, że robi to bo chce ci się podobać!-Wyjaśniła mu Ginny.
-Emm...no ale...i tak mi się podoba, Ginny.-Powiedział trochę nieśmiało.
-To dobrze.-Uśmiechnęła się.-I pomyśleć, że kiedyś w to wątpiła...
-Och, już jesteście!-Powiedziała pani Weasley, ale po chwili uśmiech zszedł jej z twarzy.-Musimy uprzątnąć rzeczy Freda.-Westchnęła. Minęło już tyle czasu a jego stare rzeczy, które zostawił po przeprowadzce nadal leżały na strychu.
-Ja się tym zajmę, mamo.-Powiedziała Ginny, zapewne nie chcąc, aby pani Weasley znów się rozpłakała.
-Pomogę ci.-Zadeklarował Harry.
-Ja też.-Powiedział Ron.
Cała trójka udała się na górę i po tym jak Ginny rzuciła na ich poltergeista zaklęcie Jęzlep wzięli się do roboty. Ron zawahał się, ale otworzył pierwsze pudło. W środku była mała, dziecięca miotełka Freda.
-Pamiętam, jak na niej śmigał, zawsze chciałem, żeby mi ją pożyczał...-Ron obracał rączkę małej miotełki w rękach.
-Urocza.-Uśmiechnęła się Ginny.-O, Harry, jesteś na tym zdjęciu!-Ginny wskazała jego w stroju Quidditcha ze Złotym Zniczem w ręce, obok niego stał cały ówczesny skład drużyny,a w tym również Fred i George jako pałkarze.
-No, to zdjęcie z pierwszej klasy.-Harry wziął fotografię do ręki, żeby lepiej się jej przyjrzeć.
Wszyscy śmiali się, Fred i George zamachnęli się pałkami, Angelina Johnson podrzucała kafla, a Oliver Wood próbował utrzymać tłuczki.
-Jaki byłeś mały Harry.-Zarechotał Ron.
-Ty też taki byłeś.-Zaśmiała się Ginny.-O, a to Percy!-Cała trójka parsknęła śmiechem, gdy to zobaczyła. Percy miał na sobie zwisającą z niego jak z wieszaka, za dużą szatę ojca i z wyniosłą miną groził palcem George'owi i Fredowi, a oni ryczeli ze śmiechu.
-To takie prawdziwe...-Zaśmiał się Ron.-Zapędy na prefekta już od najmłodszych lat!
-To chyba było w święta.-Harry wziął do ręki zdjęcie, na którym byli wszyscy Weasley'owie w domowej roboty swetrach.
-Mam kopię tego zdjęcia w pokoju!-Powiedziała Ginny.-Doskonale pamiętam kiedy było zrobione...Fred i George byli wtedy na pierwszym roku i przyjechali na święta.
-Taa...jak przyjechali cieszyliśmy się jak głupi.-Zaśmiał się Ron. To były czasy...I te sweterki mamy, przez te wszystkie lata naprawdę polubiłem kasztanowy kolor.-Uśmiechnął się Ron.-Albo jak brałaś czerwone prześcieradło i udawałaś, że to strój do Quidditcha.-Parsknął Ron.
-Noo...pamiętam to!-Zaśmiała się.
-Urodzona ścigająca!-Uśmiechnął się Harry.
-To jest dopiero urocze i pomyśl Ginny, że Fred trzymał to w swoich rzeczach.-Ron podał jej kolejne zdjęcie. To było u ciotki Muriel, rok temu jeszcze przed wojną. Głowa Ginny spoczywała na ramieniu Freda, widać było, że jest zmartwiona, brat obejmował ją ramieniem i pocieszał.
-To musiało być niedawno, prawda?-Dopytał Harry.
-Tak, jak przyjechałam na zeszłe święta do ciotki Muriel. Pamiętam jak wyczekiwaliśmy jakichś informacji na Potterwarcie. Najbardziej niespokojne święta...Ale zostawię sobie to zdjęcie.-Powiedziała Ginny po chwili milczenia i schowała je do kieszeni.
-Tutaj jesteście!-Po schodkach na strych weszła Hermiona.
-No w końcu wróciłaś!-Powiedział ucieszony Ron a Hermiona powitała go cmoknięciem w policzek.
-Nie było mnie jakieś dwie godziny, a ty już się tak stęskniłeś!-Zaśmiała się Hermiona.-Ale dla ciebie też coś kupiłam, proszę.-Podała mu jakąś płaską, prostokątną paczkę.
-Kociołki grylażowe! Jak ty mnie dobrze znasz...-Uśmiechnął się Ron i objął ją ramieniem.
-Co tu tak w ogóle robicie?-Zapytała.
-Przeglądaliśmy rzeczy Freda.-Wyjaśniła Ginny i właśnie włożyła do dużego worka jakieś pudełko.
-No...ostatnim razem jak mama próbowała wyrzucać jego rzeczy to płakała w jego stary szalik...-Ron skrzywił się.
-To straszne.-Pisnęła Hermiona.-Pomogę wam.
Razem w czwórkę wynosili ze strychu masę pudeł ze starymi zabawkami Freda, jego prototypami i ubraniami. Hermiona i Harry z chęcią oglądali zdjęcia, które były w rzeczach Freda. Wszystkie fotografie przekazali mamie.
-Zostawię je i włożę do naszego albumu.-Pani Weasley uśmiechnęła się, ale nie był to jej szczery uśmiech...Jedno ze zdjęć Freda, które było już w ramie postawiła na komodzie przy swoim łóżku. Teraz Harry zauważył, że cała jej komoda była zastawiona mnóstwem zdjęć, przede wszystkim były tam zdjęcia całej rodziny, ale też każdego jej członka z osobna. Zauważył na nich małego Rona ze zdziwioną miną, Ginny, która wpakowała się do wózka Freda i George'a mając nadzieję, że nikt jej nie zauważył i w ten sposób dostanie się do Hogwartu. Były jeszcze zdjęcia Percy'ego, Charlie'ego (jak zwykle przy jakimś smoku) i Billa zanim jeszcze został pokiereszowany.
-Pani Weasley, rozmawiałam dzisiaj z moimi rodzicami i dzisiaj wezmę moje rzeczy i na koniec wakacji zamieszkam z rodzicami. Nie będę już sprawiać kłopotu, wszystko wróciło do normy.
-Ależ kochanie, to nie żaden kłopot!-Zaprzeczyła pani Weasley.
-Chcesz się wyprowadzić i nic mi nie powiedziałaś!-Żachnął się Ron.
-Nie mogę ciągle tu mieszkać.
-Dlaczego? Zgadzasz się, prawda mamo?-Ron oczekiwał jej odpowiedzi.
-Oczywiście, to żaden problem. A myślę, że łatwiej będzie jeśli zostaniesz tutaj, bo z Ronem nie będziecie musieli się do siebie deportować.
-Zostań Hermiono, dzisiaj sobie pogawędzimy.-Uśmiechnęła się do niej Ginny.
-O Boże Ginny co ty masz na szyi!-Powiedziała przerażona Hermiona. Harry już wiedział co to, ale Ron wyglądał na równie zdziwionego co Hermiona, więc też pewnie nie wiedział.
-Ginny, co to za znak?-Zapytał Ron.
-Ron dałbyś Ginny spokój, przeszła przez wiele traumatycznych chwil i nie powinieneś jej o nich przypominać!-Zbeształa go matka.
-Och, daj spokój mamo...-Ginny przewróciła oczami.
-Mówisz ,,daj spokój" ale wiem jak to z tobą jest skarbie.-Pani Weasley pogładziła jej włosy.-Na przyszłość może bądź delikatniejszy Ron!
-Ale jednak powinni wiedzieć.Uśmiechnęła się lekko do Harry'ego.
Gdy siedzieli w salonie Ginny o wszystkim im opowiedziała od początku roku szkolnego do samego końca, tłumacząc przy tym pochodzenie jej blizny.
-Na Brodę Merlina!-Powiedział Ron wybałuszając oczy.-To straszne!
-Ale...my byśmy zauważyli!-Powiedziała zdziwiona Hermiona, zapewne chodziło jej o znak na karku.
-Zwykle używałam paru zaklęć, żeby to zakryć, ale dzisiaj rano mi się spieszyło i o tym zapomniałam.
-Czemu nam nie powiedziałaś!?-Zapytał Ron.
-Nie chciałam się chwalić czymś takim...
-Wiesz przecież, że to dla nas nic nie znaczy...-Pocieszył ją Harry i przytulił.
-Harry ma rację i tak wszyscy cię kochamy...-Uśmiechnął się Ron.
-Dzięki, ja też was kocham.
-Chyba przemyślę sprawę przeprowadzki...Trudno byłoby mi was zostawić, czuję się jak część tej rodziny. Powiedziała Hermiona.
-W końcu zaczyna gadać z sensem.-Powiedział Ron i wszyscy parsknęli śmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz