czwartek, 10 sierpnia 2017

13. Na Prze...Pokątną!

Rano dzień po swoich urodzinach Harry dostał jakiś list, a był pewny, że to z ministerstwa, bo pan Weasley ostatnio zawsze dostawał listy takimi samymi sowami z ministerstwa. Otworzył go i zaczął po cichu czytać.

  Drogi Panie Potter!
Wiem, że w dniu wczorajszym ukończył Pan osiemnaście lat, w związku z tym życzę samych sukcesów. Jednak nie z tego powodu piszę ten list. Wiem o pańskich zamiarach, co do pracy po ukończeniu Hogwartu. Chcę Cię poinformować, że gdy ukończysz już Hogwart z odpowiednimi wynikami chętnie przyjmę w moje szeregi nowego aurora. Chcę przez to powiedzieć, iż pokładam nadzieję, że jeśli nadal będzie Pan zainteresowany ofertą tej pracy 
po zakończeniu szkoły, zgłosi się Pan do mnie i nie zrezygnuje, gdyż posiada Pan naprawdę duże predyspozycje (i wiem, że chęci również). Jeśli chodzi o to skąd o tym wiem...no cóż, chyba powinien Pan gorąco podziękować swojej dziewczynie.
                                                                                                                      Minister magii
                                                                                                              Kingsley Shacklebolt
Harry postanowił natychmiast porozmawiać z Ginny. Był tak szczęśliwy i zarazem ciekawy, że sam nie wiedział już co bierze nad nim górę.
-Ach, to ty Harry.-Uśmiechnęła się Ginny.
-Tak, o co chodzi z tym?-Zapytał, był naprawdę ciekawy jak Kingsley się od niej o tym wszystkim dowiedział. Im dłużej to czytała tym szerzej się uśmiechała.
-Harry, masz już pewną pracę aurora!-Powiedziała ucieszona.
-Jak tyś to zrobiła?-Powiedział bardzo szczęśliwy ale wciąż zżerała go ciekawość. Najchętniej rzuciłby jej się w ramiona, jego marzenie właśnie zaczyna się spełniać, czuł się lepiej niż po wypiciu płynnego szczęścia.
-Wiesz jakiś czas temu byłam w ministerstwie no i widziałam plakaty, że poszukują aurorów, więc pomyślałam-Co mi szkodzi zapytać? Może się czegoś dowiem. No i Kingsley pytał mnie czy to ja chcę być aurorem, a ja mu powiedziałam o tym, że tobie zależałoby na tej posadzie no i on się bardzo ucieszył.
-Kto się ucieszył?-W progu stanął Ron.
-Ja, gdybyś przestał podsłuchiwać.-Powiedziała Ginny i wszyscy parsknęli śmiechem.
-No ale o co chodzi, no powiedzcie no!-Poprosił Ron a oni wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-A wiesz nic takiego, Ginny właśnie załatwiła mi pracę marzeń...-Prychnął Harry.
-CO?! To będziesz AUROREM! Ale super! To ja lecę do Geogre'a, on zawsze ma ognistą, trzeba to opić!-Powiedział rozemocjonowany.-To kiedy masz pierwszy patrol? O ty mordo moja wiedziałem że się dostaniesz.-Powiedział z dumą i poklepał go po plecach.-Ale co z Hogwartem stary?
-Ron przystopuj trochę!-Zaśmiała się Ginny.
-Dopiero jak skończę szkołe.-Wytłumaczył mu Harry i podał list.-Czytaj.
-Cześć, pani Weasley powiedziała, że mam was zawołać na śniadanie.-Do pokoju weszła Hermiona.-A wy tu robicie jakieś zgromadzenie?-Zaśmiała się.
-Nie, patrz NA TO!-Rozkazał jej Ron i wskazał pergamin, Hermiona szybko przeleciała wzrokiem.
-Harry to wspaniała wiadomość!-Wyściskała go.-Gratuluję! Będziesz aurorem!
-Dzięki.
-No ta kogo by moja siostrzyczka nie wzięła w obroty...-Powiedział Ron i wszyscy się zaśmiali.
-To może nam powiesz jak to zrobiłaś?-Zapytała Hermiona.
-Poszłam z nim porozmawiać, powiedziałam o tym, że Harry'emu bardzo zależy na tej pracy, że kończy Hogwart, a później chce zostać aurorem. I wyglądało na to, że Kingsley chciałby mieć takiego aurora.-Uśmiechnęła się.
-Jesteś najlepsza!-Wykrzyknął i przytulił ją tak, że jej stopy oderwały się od podłogi.
-Nie przesadzałabym.-Zaśmiała się a Hermiona patrzyła na ten obrazek jak urzeczona, Ron za to chyba poczuł się dość nieswojo.
-W końcu to moja rodzona siostra!-Uśmiechnął się Ron.
-Łał, Ginny skąd w ogóle miałaś taki pomysł?-Zapytała Hermiona.
-No sama nie wiem co mnie naszło.-Zaśmiała się.-Ale miło, że Kingsley wysłał do ciebie list.
-To wszystko dzięki tobie! Nie wiem jak ci dziękować!
-To tylko jedna rozmowa. Dobra może już chodźmy na te śniadanie.
-Masz racje trzeba powiedzieć mamie i wszystkim!-Powiedział ucieszony Ron.
-Dzień dobry kochani!-Przywitała ich pani Weasley.
-Mamo, Harry będzie aurorem!-Oświadczył wesoło Ron.
-Że co takiego!-Powiedziała nie dowierzając a lewitujące talerze spadły.
-Zgadza się, jak skończę Hogwart, Ginny rozmawiała o tym z Kingsley'em.
-Och to świetnie kochaneczku, gratuluję!-Ściskała go i uśmiechała się szeroko.-Wiecie co, tak sobie myślałam, Artur wysłał do mnie list, że zaraz będzie i pomyślałam, że może dziś wybierzemy się na Pokątną?-Zaproponowała a wszyscy zgodzili się na to z ochotą, niedługo po tym do domu wrócił pan Weasley i po śniadaniu wszyscy deportowali się w miejsce zakupów.
-A więc doskonale!-Ucieszyła się pani Weasley, gdy byli już na miejscu.
Pokątna wyglądała tak samo jak ją Harry zapamiętał kiedy był tu pierwszy raz z Hagridem. Witryny sklepowe znowu odżyły i stały się kolorowe. Po wojnie znowu było tu spokojnie pomimo tłumu ludzi.
-Beatrice, musimy ci jeszcze kupić nową, szatę, zaraz tu wrócimy!-Jakaś kobieta próbowała odciągnąć małą dziewczynkę od witryny sklepu George'a, która była oblegana przez tłum dzieci i nastolatków.
-Musimy tam iść!-Powiedział podekscytowany Ron.
-Ronald, nie zachowuj się jak dziecko!-Skarcił go pani Weasley.
-Och, Molly skoro tak bardzo chcą!-Nalegał pan Weasley choć on sam chyba zainteresował się jakąś mugolską zabawką na wystawie.
Już przy wejściu Ginny musiała pociągnąć Harry'ego w dół, bo coś śmignęło z dużą szybkością nad ich głowami.
-Dzięki.-Powiedział Harry i wyprostował się.
-Refleks ścigającej.-Uśmiechnęła się Hermiona.
-No! Witam moją rodzinkę!-Powiedział George przepychając się przez tłum.
-No...widać, że interes się kręci.-Powiedziała z podziwem Ginny.
-Oj, kręci, kręci siostro!-Przyznał, ale po chwili dodał.-Ale bez Freda to już nie to samo...-Westchnął i oparł się o jakieś pudła.
-Co to?-Zapytała pani Weasley.
-Mamo! Jestem twoim synem a ty nie wiesz, że to łajnobomby! No wstyd mi za ciebie!-Powiedział George i wszyscy się zaśmiali (poza panią Weasley).-Harry a ty czegoś potrzebujesz?-Zapytał George.
-Nie, dzięki.-Powiedział, choć pomyślał, że Ginny ma niedługo urodziny i trzeba dać jej jakiś fajny prezent.
-No sponsorowi to ja chętnie coś odpalę.-Powiedział z uśmiechem.
-Właśnie Harry będzie aurorem!-Poinformował go Ron.
-Takie newsy i ja nic nie wiem! Czuję się urażony! A tak poważnie to super, gratulacje!-Powiedział.
-Dzięki.
-Co to jest?-Zapytała Hermiona.
-O, to najnowszy bajer i chyba coś w sam raz dla ciebie Hermiono. Nakładasz to na grzbiet książki no i szukasz jakiejś informacji...i masz!-Zademonstrował i książka zaczęła sama się wertować aż w końcu znalazła odpowiednią stronę.
-Mogę przetestować?-Zapytała.
-Jasne, testuj ile chcesz.
-Super!-Powiedziała po chwili.
-Co to za mikstury?-Zaśmiał się Ron oglądając jadowicie zielony płyn pod światło.
-To braciszku serum kłamcy.-Wytłumaczył George.
-Czyli?
-Czyli jak to wypijesz kłamiesz jak z nut.-Wyjaśnił ale po chwili dodał-Ale chyba nie myślisz, że ci to sprzedam.
-Dlaczego?!-Zapytał oburzony.
-Bo masz dziewczynę braciszku, a dziewczyn się nie oszukuje.-Powiedział z teatralnym gestem, Ginny, Harry i Hermiona parsknęli śmiechem.-A tak a propos eliksirów te twoje Ginny sprzedają się świetnie, co chwile muszę ich dorabiać, dam ci 50% z ich sprzedarzy.-Puścił do niej oko.
-Miło słyszeć, że tak szybko schodzą.-Ucieszyła się.-Ale nie musisz mi nic za to dawać.
-Wzorowa siostra.-Poklepał ją po głowie i śmiesznie to wyglądało, bo George był od niej o wiele wyższy.-Talent i charyzma po bracie.-Dumnie wypiął pierś.-3, 4, 5...-George lustrował wzrokiem pudła w rękach chłopca.-To będzie w sumie 12 galeonów, ale jak weźmiesz uszy dalekiego zasięgu będzie 13.-Negocjował i rzeczywiście chłopak skusił się na okazję.
-Dzięki za zakupy i zapraszam ponownie!-Powiedział do chłopca i wrzucił złote galeony do kieszeni.-Tak się robi interesy!-Powiedział zadowolony z siebie.-Ale niedługo sam już tu nie dam rady, odkąd Verity wzięła urlop to mam tu sam urwanie głowy...
-My już musimy iść.-Powiedziała pani Weasley usiłując odciągnąć męża od mugolskich przedmiotów.-Musimy jeszcze wstąpić do apteki, Eylopa, Esów i Floresów, no i...może do Madame Malkin.
-Biorę.-Powiedziała Hermiona i wzięła do ręki nakładkę na książkę.
-Dobry wybór Hermiono.-Uśmiechnął się George.
-Ja bym mu nie ufał...-Powiedział do niej półgębkiem Ron.
-Ronuś zazdrosny jak zawsze...-Westchnął.-Nadęty prefekt...-Prychnął George a Hermiona dała mu kilka galeonów.
-Pa George!-Pożegnała go Hermiona całując w policzek.
-Ej, bo będę zazdrosny!-Zaśmiał się Ron.
-No to Hermiono życzę dobrych ocen, choć i tak są już dobre, tobie rozumu Ron,bo niewątpliwie się przyda, ty Ginny masz już chyba wszystko, jak już mówiłem same dobre cechy po braciszku George'u, a ty Harry...może nie przekręć się w tym roku szkolnym.-Wygłosił swoją przemowę i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Dzięki George, postaram się zostać przy życiu.-Zaśmiał się Harry.
Gdy rodzice pożegnali się już z George'em (Molly piąty raz zaprosiła go na kolację) wyszli ze sklepu George'a i ruszyli ulicą. Akurat przechodzili obok sklepu z miotłami, gdzie na wystawie została wystawiona najlepsza, najnowsza błyskawica.
-Idę ją zobaczyć!-Powiedziała Ginny.
-Za chwileczkę Ginny, tylko pójdziemy razem jeszcze do Eylopa, a ty Ginny nie potrzebujesz czasem nowej szaty?-Zapytała ją matka.
-Emm...właściwie to tak...-Przyznała nie odrywając wzroku od wystawy z miotłą. Harry'emu też ta miotła wpadła w oko, Ron za to zrobił wielkie oczy. Hermiona jako jedyna chyba wyglądała na znudzoną obiektem ich westchnień, zresztą nikogo to nie dziwiło, bo wszyscy wiedzieli, że Quidditch w ogóle jej nie interesuje.
-No to wpadniemy jeszcze do madame Malkin.-Wyrwała ich z zamyśleń mama.-No już, idziemy!-Powiedziała pogodnie i oderwali wzrok od wystawy.
-Muszę tam koniecznie wrócić...-Rudowłosa szepnęła do Harry'ego. Harry widział, że jest tym naprawdę podekscytowana, już wiedział co będzie idealnym prezentem na siedemnaste urodziny Weasley'ówny. W końcu pani Weasley i Ginny poszły razem do madame Malkin, a Harry korzystając z okazji wyciągnął Rona i Hermionę pod pretekstem kupienia jeszcze jakichś piór i atramentu.
-O co ci chodzi Harry?-Zapytała Hermiona.
-Widzieliście tę miotłę!
-Och, no i co z tego,mieliśmy iść po pióra, prawda?
-Och, jak mogłaś nie dostrzec, że to tylko przykrywka...-Westchnął Ron.
-Ron ma rację, tak naprawdę chcę kupić Ginny coś niesamowitego na siedemnastkę.-Wytłumaczył jej Harry.
-To takie słodkie...-Powiedziała Hermiona.
-No i chciałem, żebyście mi doradzili.-Powiedział Harry, choć tak naprawdę w pamięci miał śliczną miotłę.
-Kup jej kwiaty, kobiety lubią kwiaty.
-Ale tyś ambitny Ron...Kwiaty...na siedemnastkę, serio?!-Prychnęła Hermiona.-Nie uważasz, że Ginny zasługuje na lepszy prezent!-Zbeształa go.
-Znaczy kwiaty też jej kupię, ale Hermiona ma rację, chyba już wiem co jej kupię...-Kiedy to powiedział Ron z Hermioną wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Co takiego?-Zapytali chórem.
-Nową błyskawicę.-Uśmiechnął się, tak to byłby prezent godny Ginny, szczególnie, że została teraz kapitanką drużyny.
-Oszalałeś!-Hermiona patrzyła na niego niepoważnym wzrokiem.
-Super pomysł stary! Ona uwielbia miotły!-Ucieszył się Ron.-No to co, idziemy po miotłę.-Ron uśmiechnął się szeroko.
-Chyba oboje zwariowaliście...-Hermiona z niedowierzaniem pokręciła głową.
-O co ci chodzi?-Zapytał Harry.-Rozumiem, że miotły cię nie interesują, ale...
-Nie o to chodzi, to są jedne z pierwszych egzemplarzy, są strasznie drogie!-Wytłumaczyła Hermiona.
-Na Ginny mogę wydać całe moje złoto.-Zapewnił i rzeczywiście wiedział, że na pewno ta miotła nie jest tania, ale jakoś się tym nie przejmował.
-To jest dopiero facet!-Ron pokiwał głową z dumą.
-No...z drugiej strony masz rację...
W sklepie z miotłami....
-O, stary ty ją chyba musisz baaaardzo kochać.-Powiedział Ron, gdy zobaczył cenę.
-No i mówiłam...-Powiedziała Hermiona z satysfakcją.
-Biorę.-Powiedział Harry pewny tego co chce zrobić, mina Ginny jest warta każdej ceny.-Zapłacił za miotłę, a Hermiona pomogła mu ją pomniejszyć tak, że zmieściła mu się w kieszeni. Dla wiarygodności kupili jeszcze komplet piór.
-No cześć, ile wy wybieraliście te pióra.-Zaśmiała się Ginny i Harry objął ją ramieniem.
-Nie no, bo...-Zaczął Harry, ale żaden pretekst nie przychodził mu do głowy.
-Ja zapomniałem różdżki i musieliśmy się wracać...-Wytłumaczył Ron, a Harry był mu za to wdzięczny.-Jak zwykle muszę ją gdzieś zostawić, ale już mam skubaną.-Zaśmiał się i wyciągnął różdżkę zza pazuchy.
-Och, jak zwykle Ron.-Zaśmiała się Ginny.
-A jak twoja nowa szata?-Hermiona zmieniła temat.
-W porządku, już się nie mogę doczekać jak będziemy w Hogwarcie.
-O tak, no i będzie nowy profesor obrony przed czarną magią.
-Jak co roku!-Powiedzieli wszyscy chórem i parsknęli śmiechem.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz